- Jak literatura odpowiada na nieodwracalne straty?
- Co łączy bohaterów książek wybranych w tym miesiącu?
- Dlaczego fizyczne przedmioty w opowieściach są istotne?
- Które książki ukazują siłę opowieści w obliczu traumy?
Wybrałam w tym miesiącu pięć książek i dopiero kiedy je ułożyłam obok siebie, zobaczyłam, co je łączy. Gatunkowo są bardzo różnorodne, jest tu powieść historyczna, książka dla dzieci i dla dorosłych jednocześnie, surrealistyczna fikcja i opowieść dokumentalna. Różni je także czas i miejsce, getto warszawskie, angielska wioska nawiedzana dżumą, amerykańskie miasto. Łączy je coś zupełnie innego: wszystkie są o tym, co człowiek robi z nieodwracalnym. Co robi z odejściem, z utratą, z dziurą po kimś, kto był i kogo już nie ma.
Literatura od zawsze była najstarszą odpowiedzią na to pytanie. Jeszcze przed pismem były pieśni żałobne, eposy o bohaterach, którzy umarli za wcześnie. Żałoba jest prawdopodobnie pierwszym powodem, dla którego ludzkość zaczęła opowiadać. Żeby coś zatrzymać. Żeby powiedzieć: był. Była. Byli. I miało to znaczenie.
Skrzynka i dziewczynka
Cudowna łyżeczka Biety Cezarego Harasimowicza to powieść, która zaczyna się od najprostszego obrazu: dziecko w drewnianej skrzynce. Elżbieta Ficowska, przemycona z warszawskiego getta, ocalona przez obcych, a przecież ta obcość jest złudzeniem, bo skrzynka jest aktem miłości tak radykalnej, że aż trudno ją objąć słowem. Ktoś zdecydował, że to dziecko będzie żyło. Ktoś wziął na siebie cały ciężar tego zdania.
Historia ocalenia zawsze ma dwa oblicza: tego, kto ocalał i tego, kto ocalił. I tego, kto nie został ocalony, kto nie trafił na odpowiednią osobę w odpowiednim miejscu. Literatura Holokaustu jest zawsze pisana w cieniu tych, którzy nie mają swojej literatury, bo nie przeżyli. Harasimowicz o tym wie. I właśnie dlatego łyżeczka, mały, konkretny przedmiot jest tu tak ważna. Przedmioty pamiętają za tych, którzy nie mogą.
Dialog przez śmierć
Nieskończona rozmowa. Nowosielski i Różewicz Radosława Romaniuka jest książką o przyjaźni dwóch gigantów, którzy przez całe życie zadawali sobie nawzajem te same pytania i nigdy nie udzielili tych samych odpowiedzi. Malarz i poeta. Obaj poruszali się wokół sacrum i jego nieobecności. Obaj urodzeni w świecie, który przestał istnieć. Obaj próbowali zrozumieć, co zostało.
Taki dialog jest możliwy tylko w kulturze, która traktuje twórcę poważnie, nie jak producenta treści, ale jak kogoś, kto bierze odpowiedzialność za słowo i obraz. Nowosielski malował ikonę w świecie po Auschwitz. Różewicz pisał, że po Auschwitz poezja jest niemożliwa…i pisał dalej. To nie jest sprzeczność. To jest jedyna uczciwa odpowiedź na to, co niemożliwe.
Słoń jako mit
Chłopiec, który stracił ojca, tworzy własną mitologię o tacie - słoniu. Jak umierają słonie duże i ciężkie? Mariusza Gołosza, ilustrowanego przez Julię Juzyk zatrzymało mnie dłużej niż cokolwiek innego w ostatnim czasie. Dlatego że to jest dokładnie to, co robią dzieci z traumą, której jeszcze nie umieją nazwać. Zamieniają ją w opowieść. Nadają jej kształt.
Kształt, który da się objąć ramionami.
Bruno Bettelheim pisał, że bajka jest narzędziem, przez które dziecko przepracowuje lęk, bezpiecznie, w kostiumie, w oddaleniu. Gołosz i Juzyk robią coś odwrotnego: nie ukrywają bólu w metaforze, tylko dają mu metaforę jako przestrzeń do zamieszkania. Słoń jest duży i ciężki. Tak jak strata. I właśnie dlatego można go narysować, można na nim usiąść, można o nim powiedzieć: to był mój tata.
Zaraza i normalność
Rok cudów Geraldine Brooks zabiera nas do Anglii roku 1666, do wioski Eyam, której mieszkańcy dobrowolnie poddają się kwarantannie, żeby dżuma nie zabierała kolejnych ludzi. To jest opowieść o tym, co ludzie robią z nieuchronnym, kiedy wiedzą, że mogą umrzeć i zostają mimo to. Kiedy stawiają granicę między sobą a resztą świata i mówią: tu kończy się nasza zaraza, choć nie kończy się nasze życie.
Brooks, laureatka Pulitzera, pisze historię z perspektywy kobiety, tej, która zostaje, patrzy, pamięta i opowiada. Świadek jest zawsze po stracie. Świadek jest tym, komu literatura daje głos najchętniej, bo świadek jest jednocześnie w środku i na zewnątrz. Widzi i ocaleje, żeby powiedzieć, co widział.
Klątwa jako pamięć
Antidotum Karen Russell, finalistki National Book Award 2025 to powieść, w której surrealizm nie jest ozdobnikiem, jest metodą. Klątwa nad miastem, dwie kobiety, tajemnica przeszłości. Russell od lat eksploruje granicę między realnością a mitem, między tym, co się wydarzyło, a tym, jak to pamiętamy.
Pamięć jest zawsze trochę klątwą: wraca wtedy, kiedy nie chcemy, w kształtach, których nie wybraliśmy.
Magiczny realizm, jeśli tak chcemy nazwać to, co robi Russell jest literaturą traumy wprost. Tam, gdzie realizm staje się niewystarczający, żeby opisać to, co się stało, wchodzi coś innego: metafora, która jest bardziej prawdziwa niż raport. Dwie kobiety szukające antidotum na coś, co miasto nosi w sobie od lat, to opowieść o tym, że pewnych rzeczy nie da się uleczyć, można je tylko zrozumieć na tyle, żeby nie dać się zabić.
Pięć książek. Łyżeczka, przyjaciele zadający sobie pytania przez całe życie, chłopiec i jego słoń-tata, wioska w kwarantannie, miasto pod klątwą. Wszystkie są o tej samej rzeczy, o tym, że ludzką odpowiedzią na stratę nie jest milczenie. Jest nią opowieść. Jest przedmiot trzymany w dłoni. Jest rysunek. Jest zdanie napisane dla kogoś, kogo już nie ma.
Czytam te książki i myślę, że literatura nie jest ucieczką od życia. Jest jego najgęstszą formą. Miejscem, gdzie wszystko, co minęło, wciąż trwa i gdzie możemy tego dotknąć, nie bojąc się, że nas zrani.
Źródło: ChilliZET