Na antenie:

"Jeśli nie ograniczymy spożycia mięsa, grozi nam głód". Ratunkiem jest dieta planetarna

9 min. czytania
Aktualizacja 30.01.2024
02.01.2024 19:49
Zareaguj Reakcja

To, co jemy, ma wpływ nie tylko na nasze zdrowie, ale również na zdrowie planety, na której żyjemy. Jeśli nie zmienimy swojego stosunku do żywności, a przede wszystkim do jej produkcji, grozi nam głód i nieodwracalne zmiany klimatu. Czym jest dieta planetarna? To nie tylko sposób odżywiania, ale również styl życia. Poznaj jego najważniejsze założenia.

Dieta planetarna - na czym polega?
fot. Shutterstock

Produkcja mięsa znacznie obciąża środowisko

Jak wynika z danych World Wide Fund for Nature (WWF), organizacji pozarządowej, której misją jest powstrzymanie degradacji środowiska naturalnego Ziemi, sektor spożywczy odpowiada za 27 proc. globalnej emisji gazów cieplarnianych, które przyczyniają się do wzrostu temperatury na Ziemi, a co za tym idzie do zmiany klimatu. 4,2 mld ha ziemi, czyli około 40 proc. wszystkich gruntów nadających się do zamieszkania, jest wykorzystywane do produkcji żywienia, ale aż 71 proc. tego obszaru jest wykorzystywane do wypasu zwierząt hodowlanych (przeznaczonych na żywność), a tylko 29 proc. na uprawę roślin (z czego i tak około 38 proc. tego obszaru wykorzystuje się do uprawy paszy dla zwierząt hodowlanych).

Przemysłowa hodowla zwierząt, które w dużej mierze przeznaczone są do zjedzenia, jest kosztownym i bardzo obciążającym nasze środowisko przedsięwzięciem. To nie tylko zajęcie ogromnego obszaru ziem przeznaczonych na wypas i produkcję paszy, ale również:

  • produkcja ogromnej ilości odchodów (około 14 mld ton rocznie), a co za tym idzie m.in. gazów cieplarnianych,
  • ogromna ilość wody zużyta dla zwierząt i do nawadniania pól produkujących paszę (szacuje się, że to około 27,7 mln litrów na sekundę, a 880 trylionów litrów wody dziennie, czyli tyle ile każdego dnia zużywają razem ludzie żyjący w Europie, Afryce i Ameryce Południowej),
  • erozja gleby spowodowana uprawą ziemi na pasze dla zwierząt hodowlanych,
  • emisja gazów cieplarnianych – to nie tylko dwutlenek węgla (szacuje się, że hodowla zwierząt generuje około 7,1 mld ton CO2 rocznie), ale również metan i podtlenek azotu, czyli silne gazy, które głównie są wynikiem procesów trawiennych zwierząt hodowlanych i ich odchodów,
  • transport zwierząt do rzeźni, ubojni oraz mrożenie i dystrybucja mięsa po świecie (to również ogromny ślad węglowy).

To nie wszystko, hodowla zwierząt jest jedną z przyczyn karczowania i wypalania lasów – obecnie, jak wynika z danych, około 70 proc. powierzchni amazońskich lasów zajmują pastwiska i pola uprawne do produkcji paszy. Warto przy tym podkreślić, że te lasy mają dla nas i naszej planety ogromne znaczenie – są tzw. płucami Ziemi i pochłaniają dwutlenek węgla z powietrza. Jeśli nadal będziemy je tak karczować, udusimy się w spalinach.

Co to oznacza dla nas? Kłopoty i to spore, czyli coraz mniej wody (niektóre regiony dotyka niespotykana tam wcześniej susza), która staje się też coraz brudniejsza i cieplejsza, a to z kolei przyczynia się do śmierci żyjących w niej zwierząt, np. ryb, które są istotnym elementem łańcucha pokarmowego innych zwierząt. Coraz częściej, z powodu suszy, pojawiają się pożary lasów, gwałtowne burze, tornada i powodzie w miejscach, w których wcześniej ich nie było. Powietrze jest coraz bardziej zanieczyszczone i sprawia, że coraz więcej osób choruje.

Redakcja poleca

Zmiany klimatyczne są szybsze niż myśleliśmy

Raport Intergovernmental Panel on Climate Change (międzynarodowej organizacji badającej zmiany klimatu) jest jednoznaczny: zmiana klimatu przebiega szybciej, niż się spodziewano, a to oznacza, że miliardom ludzi grozi głód i różne kataklizmy, np. powodzie. Plony, których źródłem są uprawy zasilane deszczem, spadną o połowę, wyginie jedna czwarta wszystkich gatunków roślin i zwierząt, część arktycznego lodu zniknie, podniesie się poziom wód oceanicznych, co z kolei przyczyni się do zalania niektórych wysp.

Warto pamiętać! Hodowla zwierząt wiąże się z ogromnym zużyciem wody, ogromną emisją amoniaku, powodującego kwaśne deszcze, i jest największym źródłem zanieczyszczeń wód – zabija rzeczne i morskie ekosystemy, niszczy rafy koralowe. Zwierzęce odchody zanieczyszczają powietrze i wodę. Ale nie tylko! Ogromna ilość produkowanej żywności, dzięki której nikt na świecie nie byłby głodny, jest przeznaczana na paszę dla zwierząt lub na produkcję biopaliw.

Możemy to powstrzymać, jedząc mniej mięsa

Te zmiany klimatyczne możemy powstrzymać, zmieniając nasz sposób odżywiania. Rozwiązaniem jest przejście na dietę rośliną lub – jeśli dla kogoś to bardzo trudne – znaczne ograniczenie spożycia mięsa, zwłaszcza czerwonego. Dieta roślinna jest bardziej ekonomiczna, a jej produkcja nie obciąża tak planety. Co więcej, dieta roślinna jest zdrowsza.

W raporcie Worldwatch Institute pod tytułem "Niedokarmieni i przekarmieni" napisano, że 1,2 mld osób na świecie jest niedożywionych. Mniej więcej taka sama grupa ludzi jest przekarmiona, zwłaszcza mięsem. Obie grupy o wiele częściej chorują, krócej żyją, mają niższe wskaźniki rozrodczości. Tyle podobieństw. Osoby przekarmione częściej chorują na nowotwory, choroby serca, cukrzycę, natomiast ci niedokarmieni umierają z powodu głodu, niedożywienia, większej podatności na infekcje i choroby przenoszone przez wodę. Warto tu dodać, że – według wyliczeń naukowców – jeśli co 10. osoba przestałaby jeść mięso, to uwolniłoby to wystarczającą ilość żywności potrzebną do wykarmienia miliarda osób na świecie.

Oczywiście to jest proces, ale warto go rozpocząć już dziś, od siebie.

Raport Intergovernmental Panel on Climate Change (międzynarodowej organizacji badającej zmiany klimatu) jest jednoznaczny: zmiana klimatu przebiega szybciej, niż się spodziewano, a to oznacza, że miliardom ludzi grozi głód i różne kataklizmy, np. powodzie. Plony, których źródłem są uprawy zasilane deszczem, spadną o połowę, wyginie jedna czwarta wszystkich gatunków roślin i zwierząt, część arktycznego lodu zniknie, podniesie się poziom wód oceanicznych, co z kolei przyczyni się do zalania niektórych wysp.

Dieta planetarna – co to właściwie oznacza?

Dieta planetarna to po prostu dieta przyjazna planecie. Jej idea powstała w 2019 roku, gdy Komisja EAT-Lancet, składająca się ekspertów m.in. do spraw ekologii, żywienia i chorób przewlekłych, zaproponowała nowy schemat żywienia, który miałby nie tylko prozdrowotny wpływ na zdrowie człowieka, ale i chroniłby planetę przed zmianami klimatycznymi.

Dieta planetarna zakłada, że codzienna racja pokarmowa powinna składać się przede wszystkim z różnorodnych produktów roślinnych. W praktyce oznacza to spożywanie jak największych ilości warzyw i owoców, nasion roślin strączkowych, produktów zbożowych i orzechów, oraz całkowite lub znaczne ograniczenie spożycia czerwonego mięsa, podrobów i wyrobów wędliniarskich, a także produktów wysokoprzetworzonych oraz cukrów dodanych.

Dieta ta – zdaniem naukowców – jest zalecana wszystkim osobom, które ukończyły drugi rok życia. Ale przy jej wprowadzaniu należy uwzględnić czynniki, takie jak płeć, wiek, masa ciała, poziom aktywności fizycznej, stan fizjologiczny i ewentualne choroby (np. alergie, nietolerancje pokarmowe, cukrzyca).

Redakcja poleca

Dieta planetarna – jak powinien wyglądać idealny posiłek?

Wspomniana wcześniej Komisja EAT-Lancet zaproponowała konkretne ilości poszczególnych produktów żywnościowych przy założeniu dziennego zapotrzebowania energetycznego na poziomie 2500 kcal.

Podstawę diety powinny stanowić pełnoziarniste produkty zbożowe, m.in. grube kasze, płatki pełnoziarniste, ryż brązowy, makarony razowe oraz pieczywo z mąki z pełnego przemiału. Dozwolone jest spożycie około 230 g tych produktów dziennie.

Na drugim miejscu znalazły się warzywa skrobiowe, takie jak ziemniaki, bataty, warzywa dyniowe, które można spożyć w ilości 50-100 g/dobę. Na trzecim miejscu są pozostałe warzywa i owoce, które można spożywać w ilości 300-600 g/dobę. Warto tu podkreślić, że owoce – ze względu na fruktozę – powinny stanowić dodatek do posiłku, a nie jego podstawę.

Głównym źródłem białka w diecie planetarnej są produkty pochodzenia roślinnego, m.in. nasion roślin strączkowych (fasola, soja, soczewica, ciecierzyca). Można ich spożywać około 75-100 g/dzień.
Choć mięso w diecie planetarnej zostało wykluczone lub zaleca się radykalnie zmniejszyć jego spożycie, to w tym planie żywieniowym znalazło się miejsce dla mleka i produktów na jego bazie (np. kefiry czy jogurty). Ich spożycie powinno wynosić około 250 g/dzień.

Oczywiście ważne są również zdrowe tłuszcze pochodzenia roślinnego, np. olej rzepakowy, olej słonecznikowy, olej lniany, czy oliwa z oliwek. Zaleca się, by były spożywane w ilości 40-80 g dziennie. Najlepiej całkowicie wykluczyć spożycie tłuszczów nasyconych, a jeśli to niemożliwe, to ograniczyć do 11 g na dobę.
Wskazane jest również spożywanie orzechów w ilości 50-70 g dziennie.

Jak już wspomniałam wcześniej, w tej diecie najlepiej jest wykluczyć jedzenie mięsa całkowicie lub radykalnie zmniejszyć jego spożycie. Eksperci wskazują, że drób, jaja, ryby, owoce morza czy inne wyroby mięsne można spożywać w ilości 75-100 g na tydzień. Oprócz mięsa na liście produktów, które trzeba znacznie ograniczyć, znalazły się cukry, zarówno te naturalne, jak i dodawane do potraw. Ich maksymalne spożycie nie powinno przekraczać ilości 31 g dobę.

Zasady tej diety bardzo przypominają dietę śródziemnomorską, dietę DASH, czy dietę fleksitariańską, które uznawane są na całym świecie za najzdrowsze i rekomendowane w leczeniu i profilaktyce wielu chorób, w tym chorób sercowo-naczyniowych.

Redakcja poleca

Dieta planetarna to również zasada: jedzmy sezonowo i lokalnie

W diecie planetarnej ważne są jeszcze trzy aspekty:

  • lokalność produktów (o tym szerzej poniżej),
  • niewyrzucanie jedzenia, a więc planowanie zakupów i posiłków z głową, i wykorzystywanie resztek jedzenia lub dzielenie się nim w ramach foodsharingu,
  • wspieranie rolnictwa ekologicznego i zrównoważonego (idealnym modelem produkcji żywności jest ten w ramach gospodarki o obiegu zamkniętym, gdzie produkcja zwierzęca i roślinna współwystępują w gospodarstwie. Pozwala to na samodzielne wytworzenie odpowiedniej ilości nawozów naturalnych przez zwierzęta hodowlane oraz pasz zaspokajających ich potrzeby żywieniowe).

Naukowcy namawiają do spożywania produktów, które dostępne są lokalnie i nie wymagają importowania ich z dalekich krajów. Co to oznacza? Produkty są świeże i przede wszystkim dużo tańsze, bo nie dolicza się do nich kosztów transportu. Doskonale wytłumaczył to prof. Mariusz Panczyk z Zakładu Edukacji i Badań o Naukach o Zdrowiu, Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, na przykładzie diety śródziemnomorskiej.

– Najistotniejsze w diecie śródziemnomorskiej są świeże warzywa i owoce, które pochodzą z lokalnego rynku, wśród nich te sezonowe. To nie jest tak, że Włosi, sprowadzają z daleka produkty, które budują ich codzienną dietę. Nie, one są naturalnym elementem ich diety, ponieważ występują w uprawach na tym terenie. Wspomniana oliwa z oliwek, a obok gaje oliwne w Grecji, we Włoszech czy Hiszpanii. Te kraje są ogromnym producentem oliwy z oliwek, więc naturalne jest, że w diecie osób zamieszkujących te tereny ta oliwa z oliwek występuje w dużych ilościach – wyjaśnia prof. Mariusz Panczyk i dodaje: – Natomiast olej rzepakowy to taka nasza oliwa z oliwek. W Polsce mamy nasze warzywa, owoce i lokalne przetwory, które z nich powstają i one powinny być elementem codziennej diety. Zawierają takie samo bogactwo składników bioaktywnych, odżywczych, jak te, które zawarte są w owocach i warzywach rosnących w krajach basenu Morza Śródziemnego.

Zamiast więc sięgać po oliwę z oliwek, wybierzmy olej rzepakowy, nazywany oliwą północy. Co ciekawe, wielu parametrach olej ten ma przewagę nad oliwą, np. ma wyższą zawartość witaminy E, niższą zawartość kwasów nasyconych, 10-krotnie wyższą zawartość kwasów omega-3, korzystniejszą proporcję kwasów omega-6 w stosunku do kwasów omega-3. Polecane są również olej słonecznikowy lub lniany.

Naukowcy namawiają do spożywania produktów, które dostępne są lokalnie i nie wymagają importowania ich z dalekich krajów. Co to oznacza? Produkty są świeże i przede wszystkim dużo tańsze, bo nie dolicza się do nich kosztów transportu. 

Zamiast południowych owoców, typu mango czy pomarańcze, możemy stosować owoce jagodowe (np. aronię, porzeczkę, rokitnik, maliny, jeżyny, truskawki, agrest, jagody, borówki) lub jabłka i gruszki, które są dostępne u nas przez cały rok. Owoce jagodowe mają ogromny potencjał antyoksydacyjny, zawarte w nich składniki odżywcze działają przeciwnowotworowo, obniżają ryzyko chorób serca oraz krążenia, a także osteoporozy. Na szczególną uwagę zasługują również minikiwi czy jagoda kamczacka, których jesteśmy największym producentem na świecie.
Zamiast morskich ryb, typu łosoś, postawmy na ryby, takie jak lin, karaś, szczupak, sandacz, karp czy nasze ryby morskie. Jedzmy też na kiszonki (zwłaszcza zimą), a także na produkty jak najmniej przetworzone.

Dieta planetarna a nasze bezpieczeństwo żywieniowe

Troska o losy naszej planety i nasze bezpieczeństwo jednoczy również polskich naukowców. Ostatnio powołano do życia pionierską platformę badawczo-ekspercką, czyli Interdyscyplinarne Centrum Analiz i Współpracy "Żywność dla Przyszłości".

– Dobrostan ludzi i równowaga planety stanowią wspólny ekosystem: zdrowe ciało potrzebuje wartościowej żywności, a wartościowa żywność jest zależna od kondycji planety – uważa dr hab. inż. Zbigniew Karaczun, jeden z członków-założycieli wspomnianego think tanku, specjalizujący się w tematyce ochrony środowiska, klimatu, sozologii, polityki ekologicznej, i dodaje: – Gdyby wszyscy ludzie na Ziemi chcieli spożywać tyle mięsa, ile co roku zjada statystyczny Polak, to w 2050 r. na produkcję rolną musielibyśmy przeznaczyć 95 proc. wszystkich obszarów lądowych, a gdyby ilość zjadanego mięsa była taka, jak dziś w Stanach Zjednoczonych, to byłoby to 1,75 powierzchni planety. Utrzymanie dotychczasowej diety z wysokim udziałem mięsa spowoduje, że nie uda się do 2050 r. osiągnąć neutralności klimatycznej, wzrost średniej temperatury Ziemi nie zostanie zahamowany na poziomie poniżej 2 st. C. Będzie to oznaczać radykalne obniżenie bezpieczeństwa żywnościowego świata.

Ważne!

Zmiany nigdy nie są łatwe, dlatego warto je wprowadzać stopniowo. Najważniejsze jest to, że celem jest nie tylko nasze zdrowie, ale i przyszłość naszej planety.

Źródło: CHILLIZET/

  • "Healthy Diets From Sustainable Food Systems. Food Planet Health", Summary Report of the EAT-Lancet Commission,
  • WWF (2020). Bending the Curve: The Restorative Power of Planet-based Diets. Loken, B. et al. WWF, Gland, Switzerland
  • "The Planetary Health Diet Index scores proportionally and considers the intermediate values of the EAT-Lancet reference diet", Teixeira Cacau L., Marchioni D.M., Am J Clin Nutr, 2022;115:1237.
  • "Development of an EAT-Lancet index and its relation to mortality in a Swedish population",Stubbendorff A., Sonestedt E., Ramne S., Drake I., Hallström E., Ericson U., Am J Clin Nutr, 2022;115(3):705-16.
  • "Talerz przyszłości. Raport otwarcia Think Tanku", Żywność dla Przyszłości Interdyscyplinarne Centrum Analiz i współpracy.
  • The State of Climate Services 2021, Water. World Meteorological Organisation 2021, https://library.wmo.int/index.php?lvl=notice_display&id=21963#.ZCAg5XZBztX [dostęp: 26.03.2023]. n.
  • “Weganizm. Schudnij, uzdrów ciało i zmień świat”, Kathy Freston, Studio Astropsychologii, Białystok 2012
Redakcja poleca