"Babygirl" z Nicole Kidman w kinach. "Sceny erotyczne są mocne, ale zrobione ze smakiem"
Film "Babygirl" w reżyserii Haliny Reijn można zobaczyć w polskich kinach. Dlaczego warto pójść na ten film. Odpowiedzi udzielają Anna Serdiukow oraz Tomasz Śliwiński, czyli nasi FILMOzgrani.
- Film "Babygirl" ma doborową osadę aktorką, na planie zobaczymy nie tylko wspaniałą Nicole Kidman, ale również Antonio Banderasa oraz Harrisa Dickinsona
- "Babygirl" jest określany jako erotyczny thriller, ale jest tam też rozbudowany wątek psychologiczny
- Sceny erotyczne w tym filmie są niezwykle odważne, prawdziwe, wiarygodne, ale nakręcone niezwykłym smakiem i wyczuciem
Tomasz Śliwiński: Dlaczego warto iść na "Babygirl" są trzy najważniejsze powody. Pierwszy to Nicole Kidman, drugi Harris Dickinson, trzeci to Antonio Banderas. To wspaniali aktorzy, którzy w tym filmie dali niesamowity pokaz swoich umiejętności. Pomiędzy Kidman a Dickinsonem aż iskrzy, to, co dzieje się pomiędzy tą dwójką na ekranie, trzeba koniecznie zobaczyć.
"Babygirl" to przewrotna filmowa opowieść, która wydaje się erotycznym thrillerem, ale w dużej mierze jest o komunikacji międzyludzkiej, o niezrozumieniu, o relacjach, zwłaszcza w małżeństwie, o intymności, namiętności, władzy i kontroli. Jest też dużo o odwadze. Przede wszystkim w scenach, które pokazują intymność, namiętność. Te sceny są bardzo mocne, a jednocześnie zrobione z wielkim smakiem.
Kolejnym atutem tego filmu są dialogi, które napisała Halina Reijn, reżyserka tego filmu. To niezwykle utalentowana artystka, pochodząca z Holandii, która ma na koncie wiele fantastycznych produkcji.
Anna Serdiukow: Najbardziej cenię ten obraz za to, że wywołuje emocje. Polaryzuje, drażni, prowokuje do dyskusji, również obyczajowych. Nicole Kidman wciela się w kobietę sukcesu, która stawia na szali całe swoje życie zawodowe i prywatne (w obu wariantach bardzo udane), nie tyle dla romansu z młodszym stażystą, ile dla własnej seksualnej ekspansji. Sprawdzenia, czym jest wolność w seksie, co warto dla cielesnej satysfakcji poświęcić, czym jest władza w relacji... w zasadzie w każdej relacji, także seksualnej, i dlaczego ta władza tak nas tak kręci.
Ten film jest wyśmienity, ale pewnie nie byłoby o nim takiej dyskusji, gdyby w tę rolę nie wcieliła się wyśmienita aktorka dramatyczna, z ogromnym dorobkiem, która dobiega sześćdziesiątki i wystąpiła w scenach erotycznych. One są bardzo eleganckie, nakręcone z ogromnym smakiem, z wyczuciem, opowiedziane przez kobietę o kobiecie. One nie są wulgarne, ale odważne, prowokujące. To jest bardziej materiał do rozmowy, niż do ekscytowania się. Tak, ludzie około sześćdziesiątki, siedemdziesiątki również uprawiają seks.
Tomasz Śliwiński: Smaczku dodaje Harris Dickinson, rocznik 1996, którego znamy z rewelacyjnej roli modela w filmie "W trójkącie"...
Anna Serdiukow: Rzeczywiście różnica wieku między bohaterami, to również przestrzeń do dyskusji. Podobnie, jak to, że to kobieta uwodzi mężczyznę i traktuje go dość przedmiotowo.
Tomasz Śliwiński: Tylko pytanie, kto potem ma władzę i jak ta władza przechodzi z rąk do rąk! To jest niesamowite i fascynujące, gdy ogląda się "Babygirl". W tym filmie akcja rozgrywa się na wielu płaszczyznach: seksualność, namiętność, erotyzm, kontrola w związku. A w tle budowanie kariery w sposób etyczny i nieetyczny.
Trzeba też wspomnieć o Antonio Banderasie, który nie ma zbyt wiele czasu ekranowego, ale pojawia się z całą swoją aktorską mocą. To jest naprawdę doskonałe.
Rewelacyjna też jest ścieżka dźwiękowa, bo wracają klasyki George'a Michaela, pojawia się głos Michaela Hutchence. Założę się, że jak zobaczycie kontekst, w jakim te utwory pojawiają się w filmie, to będziecie co najmniej zaskoczeni.
Anna Serdiukow: Dodam tylko, że Halina Reijn jest również aktorką. Mam wrażenie, że ona wie, czego trzeba kobietom w kinie, zwłaszcza jeśli chodzi o tę płaszczyznę aktorską, czyli aby te postacie były sprawcze, żeby nie były dekoracyjne, żeby popychały akcje do przodu. Taka jest właśnie bohaterka grana przez Nicole Kidman.
Tomasz Śliwiński: Warto też zaznaczyć, że w tym filmie twórcy i twórczynie podkreślają dużą rolę koordynatorów intymności, którzy pojawili się na planie z uwagi na odważne sceny erotyczne. W wywiadach, których udzielali twórcy tego filmu, padło bardzo ważne stwierdzenie, że koordynator intymności nie jest na planie po to, aby tych scen nie było, tylko po to, aby zostały zrobione tak, by widz był poruszony.
Anna Serdiukow: W zasadzie ten koordynator intymności jest po to, aby granice aktorów nie były przekraczane, aby te sceny były takie, jakie mają być, czyli odważne, prawdziwe, wiarygodne, ale też, aby nie robić niczego wbrew nikomu.
Tomasz Śliwiński: Tak, aby na planie aktorzy nie byli pozostawieni sami sobie. Kiedyś, gdy nie było koordynatorów scen intymnych, aktorzy słyszeli: "zróbcie coś z tą sceną, improwizujcie". A wokół nich oświetleniowcy, dźwiękowcy, operator, reżyser...
Anna Serdiukow: Poza tym od aktorek wymagano, aby eksponowały nagość, a mężczyzna miał zwykle tylko rozpiętą koszulę czy rozporek. I na tym były te sceny erotyczne zbudowane. To kobiety zwykle musiały więcej odkrywać.
Tomasz Śliwiński: Kończąc, naprawdę bardzo polecamy ten film. Jest i świetny temat, i dramat, i napięcie, i tajemnica. Jest też piękna klamra tego filmu – oddech.
Źródło: CHILLIZET/ audycja FILMOzgrani