Jak szukano aktorów do serialu "Matki Pingwinów"? Julia Popkiewicz zdradza szczegóły

7 min. czytania
Aktualizacja 17.12.2024
17.12.2024 13:29
Zareaguj Reakcja
---- ----

Znalezienie aktorów do serialu "Matki pingwinów" było ogromnym wyzwaniem. Podjęła się go Julia Popkiewicz. Jak wygląda praca reżyserki obsady i jak się szuka odtwórców ról? Opowiada o tym gościni Anny Serdiukow oraz Tomasza Śliwińskiego. 

Scena z serialu "Matki pingwinów"
fot. Screen serialu "Matki pingwinów"
--1-- ----

Tomasz Śliwiński: Serial "Matki Pingwinów" wyświetlany na Netfliksie dostarcza wielu wzruszeń. Jak powstawał ten serial, opowie nam dzisiaj Julia Popkiewicz, reżyserka obsady. Zacznę jednak od innej kwestii, bardzo ważnej, a mianowicie w 2025 r. zostanie po raz pierwszy wręczona statuetka dla casting director, czyli reżysera/reżyserki obsady. Jak Pani przyjęła tę decyzję Akademii Filmowej?

Julia Popkiewicz: Z ogromną radością. Członkowie naszej Gildii Reżyserek i Reżyserów Obsady od dawna mówili, że taka nagroda przydałaby się i jest bardzo ważna. Na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdynii pojawiła się trzy lata temu. Cieszymy się, gdy ktoś docenia naszą pracę, cały proces castingu.

Tomasz Śliwiński: Widzowie chyba nie zdają sobie sprawy, jak istotna jest rola reżysera i reżyserki obsady. To Pani de facto decyduje o tym, kogo my później podziwiamy i przy kim się wzruszamy, prawda?

Julia Popkiewicz: Nie decyduję, ale sugeruję. Kiedyś decydowała o tym z reguły jedna osoba – główny reżyser. Później zaczęło się to zmieniać, pojawił się mocniejszy wpływ producenta. Obecnie jest to już grupa ludzi. My, jako reżyserzy obsady, pomagamy, dajemy koncepcję twórczą, podpowiadamy konkretnie nazwiska, konkretne połączenia, szukamy, nie tylko przy danym projekcie, ale tak naprawdę cały czas jesteśmy zanurzeni w świecie aktorów. Chodzimy do teatrów, oglądamy filmy krótkometrażowe, dyplomy, staramy się być przy aktorach, aby w odpowiednim momencie dopasować kogoś do danego projektu.

Anna Serdiukow: Czyli w zasadzie można powiedzieć, że jako pierwsi widzicie film w swojej wyobraźni. Czytacie scenariusz i jeśli nie ma wskazań, tj. rola nie jest pisana pod konkretne nazwisko, to wybieracie aktorów spośród jakiejś grupy, sugerując te osoby reżyserowi?

Julia Popkiewicz: Nawet, jeśli scenariusz jest pisany dla konkretnego aktora, a ja dostaję propozycję realizacji tego projektu, to zawsze proszę, aby mi tego nazwiska nie zdradzać. Chcę puścić wodze wyobraźni. Gdy czytam scenariusz, to kreuję sobie jakiś świat i dopiero potem dzielę się swoimi refleksjami. Dopiero wtedy dowiaduję się, kto ewentualnie był już "przypisany" do tego projektu, albo jakie są inne pomysły. W tym momencie zaczyna się dla mnie najważniejsza część, czyli spotkania oraz rozmowy z reżyserami, producentami i szukanie tego wspólnego świata.

Redakcja poleca

Tomasz Śliwiński: Mamy wielu utalentowanych młodych aktorów, ale często zdarza się, że te dzieci są jakby obok tych historii. One nie mówią swojej roli, raczej deklamują swoje kwestie, trochę w taki szkolny sposób, niespójny z historią. Na szczęście w serialu "Matki pingwinów" nie ma takiego problemu. Czy zdradzi nam Pani, jak się dobiera dzieci do roli, by osiągnąć tak fajny efekt, jak we wspomnianym serialu?

Julia Popkiewicz: Myślę, że trzeba przede wszystkim wejść w świat dzieci i być w nim jeszcze bardziej niż w świecie aktorów, osób dorosłych. Bardzo sobie cenię wsparcie różnych fundacji, szkół, nauczycieli z domów kultury. Bardzo mi w tym pomagają.

Ja kocham dzieci i to jest chyba najważniejsze, to podstawa sukcesu. Chodzi o to, aby dziecko zaufało nam już na etapie castingu. Trzeba być uważnym na ich potrzeby, na to, czy te dzieci naprawdę chcą iść tą drogą filmową i czy są na to gotowe. Przy projekcie "Matki pingwinów" było to dodatkowo trudniejsze, bo tych poszukiwań było bardzo dużo w różnych przestrzeniach. Trzeba było zgłębić tematy związane z naszymi bohaterami. Niezwykle cenne były rozmowy z ich rodzinami, z rodzicami.

Tomasz Śliwiński: Pytała Pani o ich motywacje?

Julia Popkiewicz: Tak, oczywiście. Jest spora grupa dzieci (wspieranych przez rodziców), które marzą o tym, żeby zostać aktorami. Chodzą na zajęcia teatralne, do domów kultury. Ale w przypadku projektu "Matki pingwinów" było inaczej. Trzeba było przekonać te dzieci, które nie myślały wcześniej o tym, by grać w filmie, aby to zrobiły, aby się zgodziły. Czasem czułam się, jak stalker (śmiech).

Tomasz Śliwiński: Może nie jak stalker, tylko jak tropiciel, albo detektyw (śmiech).

Julia Popkiewicz: Tak, tak, ale jak stalker również (śmiech). Siedzenie na Instagramie i przeglądanie godzinami zdjęć różnych dzieci pod to trochę podchodzi. Pisanie wiadomości do ich rodziców, typu: "Dzień dobry, jestem Julia Popkiewicz chciałabym zaprosić do castingu" i dodawanie informacji, że to ściśle tajny projekt, że obowiązują nas tajemnice, że nie mogę zdradzić szczegółów, czyli dla jakiej platformy, jaki reżyser etc. To trudne, bo najpierw należy zainteresować tym projektem, namówić do wzięcia w nim udziału. Na szczęście niektórzy zaufali mi i zgadzali się na rozmowy. To były wspaniałe spotkania. Naprawdę chciałabym podziękować wszystkim rodzicom i dzieciom, z którymi spotkałam się i rozmawiałam. Nie wszystkie osoby zgodziły się wziąć udział w tym projekcie, ale rozmowy z nimi były wspaniałe.

Tomasz Śliwiński: Drodzy rodzice, jeśli kiedyś dostaniecie wiadomość od Julii Popkiewicz z zaproszeniem do rozmów, to przyjmijcie je, bo może to być szansa na wspaniałą przygodę (śmiech).

Julia Popkiewicz: Tak, to może być ogromna przygoda, ale i ciężka praca. Pamiętajmy, że te dzieci są niesamowite nie tylko dlatego, że mają talenty, ale że biorą na siebie odpowiedzialność za opowiedzenia nam, widzom, kawałka pięknej filmowej historii.

Anna Serdiukow: Czy czujesz się czasami jak odkrywczyni? Teraz mówimy o dzieciach, ale przecież zapraszasz do współpracy osoby, które dopiero zaczynają, są u progu wielkiej kariery i czasami udział w Twoim projekcie im to umożliwia. Wystarczy wymienić Małgorzatę Gorgol, Martę Malikowską w "Śubuk", Michała Sikorskiego w "Sonacie", Michalinę Olszańską w "Ja, Olga Hepnarova", czy Filipa Pławiaka w "Czerwonym Pająku".

Julia Popkiewicz: Sprawia mi ogromną radość, gdy widzę, jak osoby, które mnie zachwyciły na castingach, czy na dyplomach, odnoszą sukcesy. Ja mogę je tylko lekko pchnąć, w jakimś kierunku, znaleźć im scenariusz, przekonać reżyserów i producentów, że warto na te osoby postawić. Tak było w przypadku Maszy Wągrockiej w serialu "Matki Pingwinów".

Redakcja poleca

Tomasz Śliwiński: Pani Julio, wiem od aktorów, którzy grali w serialu "Matki Pingwinów", że praca przy tym projekcie była gigantycznym wyzwaniem. Trzeba było spiąć wiele tematów, chociażby pracę zawodowych aktorów z pracą dzieci autystycznych, które pojawiały się na drugim, czy trzecim planie, ale były równie istotne, jak aktorzy pierwszoplanowi. Często zastanawiam się, jako widz, jakim wyzwaniom musi podołać reżyser/reżyserka obsady, żeby to wszystko spiąć?

Julia Popkiewicz: Przede wszystkim potrzebny jest czas, którego nie zawsze mamy wystarczająco dużo. Ważne jest też doświadczenie, kontakty i wiedza, do jakich drzwi trzeba zapukać. W przypadku "Matek pingwinów" przydało się też moje prywatne doświadczenie jako matki trójki dzieci. Zaczynając od rozmów z samymi dziećmi, ich rodzicami, ale też z całą ekipą na czele z reżyserkami Klarą Kochański-Bajon oraz Jagodą Szelc. One też potrafiły nawiązać wspaniałe relację z dziećmi już na etapie castingów.

Anna Serdiukow: One też mogły wykorzystać swoje doświadczenie rodzica.

Julia Popkiewicz: Tak, oczywiście. Doświadczenie bycie mamą przydaje się nie tylko w pracy z dziećmi. Ale w tym przypadku jest dodatkowym plusem. Patrzyłam na Klarę z zachwytem, jak ona to wszystko łączy i to dawało mi kopa. Wtedy myślałam, że ja też dam radę, że mogę pomóc, by wszystko dobrze działało.

Dzieciaki to jedno, ale one muszą też zaufać dorosłym. Dorośli aktorzy muszą być uważni na te dzieci. Nie każdy aktor, nawet jeśli jest wybitnym aktorem, potrafi grać z dziećmi. On nie może traktować dziecka z takim przymrużeniem oka, tylko musi spojrzeć na nie, jak na partnera. My dorośli musimy patrzeć na dzieci jak na człowieka. Tak jak to Korczak mówił. Jeśli nie będziemy mówić do nich szczebiotliwie, ale tak, jak byśmy zwrócili się do równoprawnych partnerów w pracy i w życiu, to ma to szansę powodzenia.

Anna Serdiukow: Mówi się, że film to jest presja czasu, pieniędzy, oczekiwań i wypadkowa różnych okoliczności. Ale jak słucham Ciebie, jak mówisz o tym z takim spokojem, opanowaniem, z taką naprawdę głęboką refleksją na temat ludzkiej natury, to myślę, że to jest dodatkowy bonus, który producenci i twórcy dostają od ciebie. Czy ty zawsze potrafisz być tak spokojna?

Julia Popkiewicz: Gdy pracuję jako reżyser obsady, to tak. Uważam, że spokój jest niezwykle ważny w pracy reżysera obsady. Trzeba być wyczulonym na emocje innych, na ich potrzeby, być uważnym, choć oczywiście często czujemy presję czasu. Przy "Śubuku" mieliśmy taką sytuację, tu zdradzę sekret, że tego naszego Wójtusia idealnego (chodzi o Wojciecha Dolatowskiego – przypomina redakcja) znalazłam dwa tygodnie przed zdjęciami. A muszę dodać, że był to okres pandemii, takiego głębokiego lockdownu.

Tomasz Śliwiński: A jak było z Maszą Wągrocką?

Julia Popkiewicz: W przypadku tej roli było tak dużo wymagań, nie tylko od strony aktorskiej, ale również podejścia do dzieci, sprawności fizycznej, bo ta aktorka musiała się w kilka miesięcy przygotować do bardzo trudnej roli. Ale udało się wszystko. Masza tak naprawdę tylko w finałowej scenie, w dwóch ujęciach, miała dublerkę, kaskaderkę. Większość rzeczy zrobiła samodzielnie. To jest ogrom pracy.

Tomasz Śliwiński: Czuje Pani dumę?

Julia Popkiewicz: Czuję dumę. To był naprawdę bardzo, bardzo długi proces poszukiwań do tej roli. Było bardzo wiele castingów, bardzo wiele recallów i kilka wspaniałych aktorek zaproponowało bardzo ciekawe interpretacje. Wchodziły na salę gimnastyczną i tam dosłownie "walczyły" o rolę. Pokazały, że są wojowniczkami, także w oktagonie. Było tak dużo wymogów do tej roli, akurat rozpoznawalność była najmniej kluczowa.

Anna Serdiukow: A jaki projekt jest teraz przed Tobą? Bo Ty chyba cały czas obsadzasz? (śmiech)

Julia Popkiewicz: Tak, ja jestem cały czas w castingu (śmiech). Cały czas oglądam, szukam, staram się odkrywać nowe osoby. Niestety nie mogę powiedzieć przy jakim projekcie teraz pracuję i bardzo żałuję, bo to jeden z moich ulubionych reżyserów. Ale będzie to wspaniała przygoda.

Tomasz Śliwiński: Bardzo dziękujemy za tę rozmowę. Trzymamy kciuki za kolejny projekt.

Redakcja poleca

Źródło: CHILLIZET