Ten polski serial jest hitem Netflixa. Reżyser zdradza kulisy produkcji

5 min. czytania
Aktualizacja 14.01.2025
14.01.2025 10:52
Zareaguj Reakcja
---- ----

"Wzgórze psów" to numer jeden na liście TOP 10 polskich seriali na Netflixie. O tym, jak wyglądała praca na planie tego serialu opowiada Jacek Borcuch, współreżyser tej produkcji.

Jacek Borcuch
fot. Beata Zawrzel/REPORTER/ East News/ na zdj. Jacek Borcuch
--1-- ----
  • "Wzgórze psów" to serial, który powstał na podstawie książki Jakuba Żulczyka.
  • Serial "Wzgórze psów" jest obecnie hitem na Netflixie – na 1. miejscu w TOP 10 polskich seriali.
  • Współreżyserem tej produkcji jest Jacek Borcuch, który w rozmowie Anną Serdiukow oraz Tomkiem Śliwińskim opowiedział o kulisach tej produkcji.

Anna Serdiukow: Jacku, wiem, że przeczytałeś powieść Jakuba Żulczyka – "Wzgórze psów", dopiero wtedy, gdy stało się jasne, że to właśnie ty wyreżyserujesz serial o tym samym tytule. Przeczytałeś, bo tego wymagała sytuacja. Jakie były Twoje wrażenia?

Jacek Borcuch: To wszystko spadło na mnie trochę znienacka. To były wakacje, początek sierpnia. Miałem już zarezerwowane bilety i apartament na Sycylii – miałem tam spędzić urlop. Ale pojawiła się jakaś nadzwyczajna sytuacja techniczna i potrzebny był reżyser, który przejmie projekt. Zaproponowano mi zrobienie tego serialu. Miałem wejść w to w przeciągu tygodnia. Wiedziałem, że to nie jest możliwe, bo ta powieść liczy tysiąc stron. Poprosiłem o dwa tygodnie i w tym czasie przeczytałem najpierw powieść, a później adaptację. To była fantastyczna przygoda. A poza tym byłem w taki świeży, gorący sposób gotowy, aby wejść na plan, bo wiedziałem więcej niż wszyscy. Ta cała praca preprodukcyjna była rozłożona na wiele miesięcy i oni wszyscy w międzyczasie zajęli się innymi rzeczami, a ja wszedłem "na gorąco".

Anna Serdiukow: Byłeś jak taki na ostro zatemperowany ołówek, prawda?

Jacek Borcuch: Tak, byłem tak ostro zatemperowany, że czasami kaleczyłem scenografa lub operatora, bo oni wymyślili co innego do jakiejś sytuacji, a ja mówiłem: "Nie, w powieści jest sytuacja taka, że taka, więc głupio, by to wyglądało". Czasem słyszałem: "Ale tego nie ma w scenariuszu", odpowiadałem: "Ale to powinno być!".

Anna Serdiukow: Jeden z utworów do tego serialu napisał Daniel Blum. Nosi on tytuł "Duchy Zyborka". Moim zdaniem jest to najpiękniejszy motyw muzyczny tego serialu. Czy zgadzasz się ze mną?

Jakub Borcuch: Tak, to jest najpiękniejszy utwór autorstwa Daniela. Zadanie było takie, napisać lejtmotyw – temat, który zostanie w uszach, kiedy zakończy się odcinek serialu. Coś, co będzie można sobie zanucić. To było wielkie wyzwanie. Dawno w polskim serialu nie było tak silnego tematu, który tak bardzo wciąga i zasysa.

Anna Serdiukow: Niektórzy ten motyw porównują do "Kołysanki Rosemary" Krzysztofa Komedy. On rzeczywiście jest taki mocny, charakterystyczny i podbija tę atmosferę, ten mrok opowieści. Czy ty od razu poczułeś, że ta opowieść jest przepełniona demonami przeszłości?

Jacek Borcuch: Tak, taka jest ta opowieść. Moim zadaniem (ale też celem i marzeniem) było nie tylko realizowanie scenariusza, który napisał Kuba Żulczyk z Piotrkiem Domalewskim, ale też stworzenie nastroju świata, w którym się ta historia dzieje. Myślę, że muzyka Daniela idealnie do tego serialu pasuje. Gdy podłożyliśmy tę muzykę pod obraz, to byliśmy bardzo poruszeni. Poczuliśmy, że ta muzyka jest wartością dodaną tej produkcji. Ona opowiada to, czego nie da się opowiedzieć słowem, ani obrazem. Ona tworzy nastrój, przenosi cię i nasyca tym wszystkim, czym wypełniony jest ten świat, o którym opowiadamy.

Anna Serdiukow: Niektórzy doszukują się nawiązań do "Twin Peaks", czyli kultowego serialu z lat 90. Czy ty miałeś jakieś swoje własne referencje, produkcje, które okazały się ważne przy tworzeniu tego serialowego świata, klimatu?

Jacek Borcuch: Oczywiście, żyjemy wszyscy na jednej planecie, niewielkiej planecie w nieskończonym, niepoliczalnym kosmosie. Wszyscy znamy serial "Twin Peaks", czy film "Dziecko Rosemary". Oczywiście to wspaniałe referencje, które oczywiście gdzieś się przewijały przez nasze rozmowy. Bardzo łatwo jest zrobić coś a'la i skompromitować się, więc nie podejmowaliśmy takich kroków. Próbowaliśmy raczej skorzystać z doświadczenia, jak pokazać prowincję w sposób magnetyczny, przyciągający, jak opowiedzieć o jakiejś tajemnicy, jak odkrywać karty jedna po drugiej, żeby ta opowieść była transowa, wciągająca, przepełniona duchowością. Bardzo ważną kwestią, o której rozmawialiśmy z operatorem (Piotr Uznański – przypomina redakcja), jak i kompozytorem, było to, że chcieliśmy też dotknąć ducha słowiańskości. Przecież tam pojawia się tajemnicza czarna dama, która nie wiadomo, czy jest śmiercią, czy jakąś duchową narratorką, ale jest ona ubrana według słowiańskich wzorców. Chcieliśmy też dotknąć tajemnicy ducha lasu, ducha jakiejś krainy na wschodzie, w której dzieje się ta historia.

Tomasz Śliwiński: Ten serial ma genialną obsadę. Robert Więckiewicz, Mateusz Kościukiewicz, Kamila Urzędowska, Andrzeja Konopka, Jaśmina Polak, Helena Sujecka. Crème de la crème, jeśli chodzi o talenty aktorskie w naszym kraju. Jak tworzy się wskazówki dla takich aktorów, którzy są już znani z wielu charakterystycznych kreacji, tak, abyśmy widzieli grane przez nie postacie, a nie popularnych aktorów? Mam na myśli, chociażby Roberta Więckiewicza.

Jacek Borcuch: Robert jest tak dojrzałym i tak spełnionym, wielkim aktorem, że na niego działają tylko argumenty, które go przekonują. Nie da mu się powiedzieć: "Dokleimy ci brodę i będziesz takim kimś". On na takie sugestie reaguje podobnie: "Ale dlaczego?". Jemu trzeba wyjaśnić, po co coś robimy. To jest trochę takie prowadzenie za rękę. Dla niego ważne są próby charakteryzacji. Gdy on zobaczył swoje odbicie w lustrze, uśmiechnął się. On zapuszczał swoją brodę, którą my powiększaliśmy, doczepialiśmy włosy. On w tym lustrze zobaczył innego człowieka. To jest bardzo cenne, bardzo pomocne, gdy aktor znika we własnym odbiciu, gdy może czerpać z tzw. innego ciała. Przez to, że zaczynałem od aktorstwa, to wiem, co można aktorowi powiedzieć. Bardzo wielu reżyserów mówi po prostu: "Daj mi więcej, pokaż coś więcej". To czasami jest niebezpieczne, bo nie wiadomo tak naprawdę, co to znaczy. Ja wiem, co aktor może, a czego nie może, więc bardzo często podszeptywałem: "Tutaj nie patrz w tę stronę" albo "Słuchaj, ale nie łapiąc kontaktu".

Jednak podstawowym zadaniem było "zgubić" twarze aktorów. Ja tego nie lubię w polskim kinie, że aktorzy wchodzą na plan, zmieniają tylko kostiumy i tak grają. My razem z producentką oraz Kacprem Rączkowskim, który robił stylizację włosów, próbowaliśmy "zgubić", ukryć tego Więckiewicza, tego Kościukiewicza, których znamy z innych produkcji. Chcieliśmy, aby to były nowe twarze. Chcieliśmy pomóc aktorom stać się kimś innym, bo wtedy zaczyna się kreacja.

Anna Serdiukow: I to wam się udało. Zapraszamy do obejrzenia serialu "Wzgórze psów" na Netflixie, a Tobie bardzo dziękujemy za tę rozmowę, która pozwoliła nam rozumieć kontekst tej produkcji.

Redakcja poleca

Źródło: CHILLIZET/ audycja "Filmozgrani"