Życie to nie tylko pasmo udręk! Od czego zacząć zmianę myślenia? Radzi Ewa Woydyłło
Czy często miewasz myśli, że twoje życie głównie składa się z pasma niepowodzeń, udręk i nieszczęścia? Jeśli tak, to potrzebujesz wsparcia psychologicznego. Czekając na wizytę u specjalisty, spróbuj wykonać ćwiczenie polecane przez Ewę Woydyłło-Osiatyńską. Może ono pomóc ci zmienić nastawienie do życia.
Cytowane poniżej fragmenty pochodzą z książki "Bo jesteś człowiekiem. Żyć z depresją, ale nie w depresji". Szczerze zachęcamy do jej przeczytania. Prosimy też pamiętać, że są one wyimkiem z szerszego kontekstu.
Wiele osób w kryzysie emocjonalnym, w stanach depresyjnych, zaczyna uważać, że ich życie to jedno wielkie pasmo udręki. Często wmawiają sobie (i wierzą w to głęboko!), że los ich ciężko doświadcza, że ich życie to pasmo samych nieszczęść. W tym stanie nie potrafią, a często też nie chcą dostrzec, że nie wszyscy ludzie są źli, a ich życie składało się też z wielu dobrych, wręcz wspaniałych chwil. Namawianie ich do zmiany perspektywy nie ma sensu, bo to oni sami muszą do tego dojrzeć. Doskonale opisała to Ewa Woydyłło-Osiatyńska w swojej książce "Bo jesteś człowiekiem. Żyć z depresją, ale nie w depresji" (Wydawnictwo Literackie 2017).
Dlaczego niektórzy częściej mają stany depresyjne?
"Depresja jest chorobą smutku, chronicznego braku uśmiechu. Dotyka najczęściej osób, które ćwiczą się w stanach depresyjnych latami, od młodości, od dzieciństwa. Z biegiem czasu umieją doznawać jedynie przykrych uczuć na każdy temat albo bez tematu. Umieją myśleć negatywnie o wszystkim, przede wszystkim o samych sobie. Nie umieją korzystać z pomocy innych osób, bo w głębi duszy nikomu nie wierzą. Nie potrafią posłusznie stosować się do wskazówek lekarzy, czy korzystać z rad, czy pomysłów otoczenia – bo uważają, że ich depresja jest jakąś niepodważalną prawdą o nich i ich życiu. Trzymają się kurczowo tego wszystkiego, co składa się zarówno na przyczyny, jak i na objawy niedobrego samopoczucia i czarnych myśli. Podświadomie bronią jej jak reduty okalającej najważniejszą rzecz na świecie, czyli ich obolałe, biedne, smutne, użalające się nad sobą własne 'ja'".
Osoby odczuwające smutek, przygnębienie, mające poczucie bezsensu, niepotrafiące cieszyć się, powinny zgłosić się do specjalisty – psychiatry, psychoterapeuty, by otrzymać właściwą pomoc, która może opierać się nie tylko na psychoterapii, ale również na wdrożeniu leczenia farmaceutycznego (w przypadku deficytu lub dysfunkcji neurologicznych mózgu). Niestety dość często zdarza się, że chorzy na depresję rezygnują z leczenia, co prowadzi do dalszego pogorszenia ich stanu.
Niskie poczucie własnej wartości nie pomaga w leczeniu stanów depresyjnych
Ewa Woydyłło-Osiatyńska opisuje to tak: "U wielu osób ten sabotaż ma swoje źródło w lęku przed wszelką zmianą, nawet zmianą na lepsze. Do lęku dołącza się często poczucie małej wartości, a raczej jego efekt polegający na przekonaniu, że na dobre samopoczucie trzeba jakoś szczególnie sobie zasłużyć. Tymczasem osoba, która czuje się niepełnowartościowa i 'nie na miejscu' w swoim życiu, po prostu nie wierzy, że cokolwiek lepszego mogłoby się stać jej udziałem. (...) Wszyscy doroślejemy, dojrzewamy i uczymy się radzić sobie w życiu w rezultacie doświadczeń: dobrych i niedobrych. Ktoś przywykły do złego nastroju przyjmuje niedobre doświadczenia jako należne, a ewentualne dobre – jako przypadkowe i niezasłużone. Z takim nastawieniem podjęcie leczenia, którego efektem miałoby być, wydostanie się z depresyjnego nastroju, wydaje się nienależne."
Wszyscy specjaliści (psychiatrzy, psychoterapeuci, psychologowie) podkreślają, że wyjście z depresji wymaga, nawet przy wsparciu farmakologicznym, bezwarunkowo własnego udziału: motywacji, zaangażowania, koncentracji na określonych zadaniach i systematycznego ćwiczenia nowych zachowań, w tym także zmiany sposobu myślenia. Jak to zrobić? Najlepiej udać się do specjalisty, który udzieli nam odpowiednich wskazówek.
Życie to nie tylko pasmo udręk! Od czego zacząć zmianę myślenia?
Ale zmianę myślenia możemy zacząć od ćwiczenia, które opisała Ewa Woydyłło-Osiatyńska. We wspomnianej książce "Bo jesteś człowiekiem. Żyć z depresją, ale nie w depresji" wspomniała o kobiecie, którą po 30 latach małżeństwa zostawił mąż, a córka zerwała kontakty po jakiejś kłótni dotyczącej wychowywania wnucząt. Pani ta – jak wynika z opisu Ewy Woydyłło-Osiatyńskiej – należała do kategorii osób często przeżywających chandry oraz nastroje depresyjne. Całe swoje życie widziała jako pasmo klęsk. Nie była w stanie myśleć o przyszłości, ani bliskiej, ani dalekiej. Aby zmienić jej sposób myślenia, Ewa Woydyłło-Osiatyńska poprosiła ją, aby zaczęła spisywać wspomnienia najlepszych zdarzeń ze jej życia, na przykład otrzymanych prezentów i nagród, zdanych egzaminów, znajomości z miłymi osobami, pochwał w pracy, uniesień młodości, szczęśliwych lat w małżeństwie, radości z urodzenia dziecka i tym podobne.
Ewa Woydyłło tak opisywała efekt: "Ciekawe, że ta pani nie trzymała się chronologii – pierwsze zapiski dotyczyły czasów studenckich, narzeczeństwa i ślubu, a dopiero potem przypomniały jej się wzruszenia najwcześniejsze. Nie spotykałyśmy się regularnie, ale ta pani przysyłała mi swoje wspomnienia mailem. Wynikało z nich wyraźnie, że jej życie wcale nie było tak całkowicie pozbawione radości, jak jej się wydawało. Owszem, przeżywała bolesny wstrząs, związany z rozstaniem z mężem. Nie był on jednak tak wyjątkowy, zważywszy na wysoką statystykę zdrad i rozstań z powodu miłostek starzejących się mężów. Konflikty między córkami i matkami na tle nieporozumień dotyczących opieki nad wnukami też nie należą do rzadkości".
Czy ta historia ma happy end? Tak. Tej pani udało się odzyskać pogodę ducha. Często spotyka się z wnuczką, a nawet razem wyjeżdżają na wakacje. Małżonek też się opamiętał i choć nadal mieszkają osobno, to utrzymują ze sobą dobre stosunki.
Źródło: CHILLIZET/ "Bo jesteś człowiekiem. Żyć z depresją, ale nie w depresji", Ewa Woydyłło, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2017