Szok kulturowy gwarantowany. Co w Japonii zaskakuje najbardziej?

6 min. czytania
Aktualizacja 25.05.2025
25.05.2025 07:02
Zareaguj Reakcja
---- ----

Brak koszy, washlety, dziwne adresy i nagość w łaźniach... Japonia zaskoczyła Zofię Jurczak bardziej, niż się spodziewała. Jej relacja pokazuje kraj inny niż w ten pokazywany w folderach.

Tokio Japonia
fot. Shutterstock
--1-- ----
  • Dlaczego na japońskich ulicach niemal nie ma koszy na śmieci?
  • Co kryje się za zjawiskiem "smutnej prowincji" i Wyspą Kotów?
  • Jak działa futurystyczna toaleta i dlaczego Japonki lubią puszczać dźwięk szumu wody z głośnika?

Japonia to kraj, który fascynuje, intryguje i potrafi wprawić w osłupienie i to na każdym kroku – uważa Zofia Jurczak, kulturoznawczyni i autorka książki "Japonia. Kraj możliwości" w rozmowie z Rafałem Turowskim, i dodaje, że z polskiej, europejsko-słowiańskiej perspektywy może się wydawać "krajem z Księżyca". Przyznała też, że zetknięcie z japońską rzeczywistością było dla niej na tyle zaskakujące, że po powrocie z pierwszej podróży przez tydzień "wychodziła z szoku kulturowego". Jej wyobrażenia o Japonii, kształtowane przez teksty kultury, popkulturę oraz relacje turystów, zderzyły się z rzeczywistością, co było "chwilami dosyć bolesne".

Niespodzianki codzienności: brak koszy na śmiecie

Jedną z pierwszych rzeczy, która może dziwić przybyszów, jest brak koszy na śmieci na japońskich ulicach. Właściwie jest ich tu bardzo, bardzo mało. Jedna z teorii mówi, że jest to efekt ataku terrorystycznego w tokijskim metrze w latach 90. (wtedy trujący sarin podrzucono do koszy). Choć Zofia Jurczak nie jest pewna, czy ta wersja jest prawdziwa, faktem jest, że znalezienie wolnostojącego kosza na japońskiej ulicy jest niezwykle trudne. Śmieci trzeba nosić ze sobą lub szukać koszy w sklepach spożywczych. Czy to oznacza, że japońskie miasta są brudne? Wręcz przeciwnie – są "bardzo, bardzo, bardzo czyste". Wynika to z faktu, że Japończycy od wczesnego dzieciństwa są uczeni porządku i czystości – "moje śmieci, mój problem, ja się muszę tym zająć". Co więcej, segregacja odpadów jest tam jeszcze bardziej restrykcyjna niż w Europie, z podziałem na palne i niepalne, a pomyłka może spotkać się – jak to określiła autorka książki – z "grubym opieprzem".

Dziwne adres: "za pralnią skręć w lewo"

Kolejną zadziwiającą kwestią dla Europejczyka jest system adresowy, a właściwie brak nazw ulic w naszym rozumieniu. Nie ma tam adresów w stylu: "Tokio, Konopnickiej 5". Choć główne arterie mogą mieć nazwy, miliony mniejszych ulic ich nie mają. Japończycy postrzegają przestrzeń – "nie myślą ulicami, tylko kwartałami". Tokijski adres to szereg numerów zawężających obszar: od gminy, przez dzielnicę, kolejne kwartały, aż do numeru budynku. Numeracja budynków wydaje się nie mieć logiki z naszej perspektywy, a w czasach przed GPS-em normą było faksowanie mapek z instrukcjami typu: "za pralnią skręć w lewo". Mimo prób narzucenia zachodniego, linearnego systemu po II wojnie światowej, Japończycy wrócili do swojego – co sugeruje, że jest on dla nich zrozumiały.

Redakcja poleca

Smutek japońskiej prowincji na przykładzie Wyspy Kotów

Choć powszechnie kojarzymy Japonię z wielkimi aglomeracjami, takimi jak Tokio (37 milionów mieszkańców w aglomeracji), warto spojrzeć poza utarty szlak. Zofia Jurczak przyznaje, że ma szczególną sympatię do japońskiej prowincji. Podczas gdy wielkie miasta są często do siebie podobne, "prowincja jest źródłem wielu zachwytów i refleksji".

Symbolem smutnej strony współczesnej Japonii jest zjawisko depopulacji, czyli wyludniania się prowincji, co widać na przykładzie Wyspy Kotów. To miejsce, które dla kociarzy może brzmieć idyllicznie, w rzeczywistości jest "bardzo smutnym miejscem", jak podkreśla Zofia Jurczak – "jednym z najsmutniejszych, które zwiedziłam" w Japonii. Wyspa, która w połowie XX wieku była zamieszkana przez około 700 osób żyjących z rybołówstwa, dziś ma garstkę mieszkańców w podeszłym wieku i ponad 100 kotów. Młodsze pokolenia wyjechały do miast, woląc pracę "za biurkiem" od ciężkiego zajęcia na morzu. Koty, sprowadzone do walki z gryzoniami, rozmnożyły się i obecnie "zależą od łaski kociarzy" odwiedzających wyspę, ponieważ garstki mieszkańców nie stać na zapewnienie im opieki.

Uiko na wyspie Sikoku, Japonia
Fot.

Miasteczko Uiko na wyspie Sikoku

Z drugiej strony prowincja kryje też urocze zakątki, takie jak miasteczko Uiko na wyspie Sikoku. To miejsce, do którego autorka trafiła przez przypadek, poszukując atrakcji w drodze na Wyspę Kotów. Znalazła informację o zabytkowym teatrze kabuki i pojechała do Uiko, które okazało się "absolutnie czarującym małym miasteczkiem – takim, w którym trochę jakby czas się zatrzymał". Choć lata świetności ma za sobą, nie jest "zapadłą dziurą", lecz bardzo ładnym i zadbanym miejscem. W przeszłości zamożne rodziny rozkręciły tam interes produkcji roślinnego wosku, budując piękne domy i rezydencje, a także fundując teatr kabuki. Teatr jest dostępny do zwiedzania na własną rękę – można wejść na scenę, za kulisy, a nawet do podziemi. Ciekawe jest to, że zamiast foteli są "kwartały" do siedzenia na podłodze, a spektakle trwają około trzech godzin.

Redakcja poleca

Nagość w łaźni, długie rękawy na ulicy

Japońskie podejście do nagości również może zaskakiwać. W Europie chodzenie latem w krótkich spodenkach czy frywolnym t-shircie jest normą, podczas gdy w Japonii to rzadkość, zwłaszcza u kobiet, które dążą do jak najjaśniejszej skóry i często noszą długie rękawki, sukienki, a nawet dodatkowe t-shirty pod spodem, mimo temperatur przekraczających 30 stopni C i wysokiej wilgotności. Na ulicach często widuje się Japonki z parasolkami chroniącymi przed słońcem lub w kapeluszach z szerokim rondem. Czy turysta ubrany po europejsku byłby sensacją? Raczej nie – jak uważa Zofia Jurczak – "nikt by nam nie zwrócił uwagi, jednak samemu można poczuć się dziwnie wśród Japończyków ubranych w wiele warstw".

Ten kontrast uwidacznia się w doświadczeniu onsenów, czyli gorących źródeł. O ile w Polsce termy to często hałaśliwa rozrywka z basenami i zjeżdżalniami, w Japonii to "doświadczenie głębokiego relaksu i też oczyszczenia". Kąpieli zażywa się nago – osobno mężczyźni, osobno kobiety. Procedura wymaga bardzo dokładnego umycia się przed wejściem do basenów z gorącą wodą. Nagość w onsenie jest normą – króluje tu relaks i prozdrowotne kąpiele.

Japońskie ulice
Fot.

Kosmiczne toalety i inne tabu

Tematem, który budzi wiele emocji i potrafi zaskoczyć, są japońskie toalety, czyli washlety, czyli inteligentne deski sedesowe z funkcją bidetu. Kto raz skorzystał z takiej toalety, potem "już nie chce używać zwykłych". Washlety mają wiele funkcji, takich jak podmywanie, suszenie, podgrzewana deska (przydatna zimą w kraju bez centralnego ogrzewania), regulacja ciśnienia i temperatury wody. Najnowocześniejsze modele potrafią automatycznie otwierać deskę i polewać muszlę wodą "na dzień dobry".
Dodatkową ciekawostką są szumy towarzyszące. Funkcja ta powstała, ponieważ Japonki były skrępowane odgłosami w toalecie i namiętnie spuszczały wodę, aby je zagłuszyć. Producenci, chcąc oszczędzać wodę (i pewnie zmniejszyć rachunki), wymyślili odtwarzanie szumu wody z głośniczka, z możliwością regulacji głośności.

Obsługa washletów bywa wyzwaniem. Czasem panel ma tylko kilka przycisków, ale bywa, że jest ich kilkanaście, a niektóre mają tylko opisy po japońsku.

Redakcja poleca

Praktyczne wskazówki dla podróżników lecących do Japonii

Japonia to kraj bardzo rozległy. Tydzień na jego zwiedzanie to "bardzo, bardzo, bardzo mało", choć lepsze to niż nic. Trzeba wtedy dokonać wielu bolesnych wyborów. Miejsca, które warto zobaczyć, według Zofii Jurczak, to:

  • Tokio – bo to gigantyczne megalopolis, którego trzeba doświadczyć,
  • Kioto – historyczna stolica z wieloma zachowanymi zabytkami i świątyniami,
  • japońska prowincja – bo "prawdziwa Japonia kryje się właśnie poza utartym szlakiem", warto więc odwiedzić mniejszą miejscowość i doświadczyć japońskiej natury, która jest "fenomenalna".

Obecnie Japonia jest "bardzo przystępna cenowo" dla Europejczyków, ponieważ jen jest słaby. Wiele rzeczy, takich jak noclegi, jedzenie, czy życie nocne, jest tańszych niż w Polsce. Transport nadal pozostaje stosunkowo drogi. Przejazd superszybkim pociągiem Shinkansen z Tokio do Osaki (około 500 km w 2 godziny) kosztuje około 350–400 zł. Można też podróżować zwykłymi pociągami osobowymi "po taniości", choć trwa to dłużej i wymaga przesiadek.

Japonię można odwiedzać przez cały rok, nawet zimą, bo ta pora roku jest tam inna niż w Polsce, czyli "sucha i wyżowa". Zimowe dni też są dłuższe. Śnieg można spotkać w bardziej północnych regionach, np. w prefekturach Akita i Aomori, gdzie potrafi spaść ponad 2 metry śniegu w ciągu dwóch dni.

Dla turysty z Polski, znającego tylko polski i angielski, niezbędny będzie translator.

Japonia to kraj inny niż Polska, ale niezmiernie ciekawy. Zwiedzanie tego kraju to fascynująca podróż pełna niespodzianek. Jak mówi autorka, jej książka "Japonia. Kraj możliwości" może służyć jako inspiracja do ułożenia własnej trasy.

Redakcja poleca

Źródło: CHILLIZET