Co jest ekościemą, a co nie? O zmianach klimatu trzeba rozmawiać na poważnie
Czasem firmy mówią, że działają proekologicznie, lub mają ekologiczne produkty, ale w rzeczywistości wcale tak nie jest. W przestrzeni publicznej pojawia się też wiele nieprawdziwych informacji, jak choćby ta, że Unia Europejska chce zakazać uprawiania przydomowych ogródków. Jak odróżnić kłamstwo od prawdy? Jak mówić o zmianach klimatu? O tym dzisiaj rozmawiamy z Pauliną Górską, ekoedukatorką, podcasterką, która pisze i mówi o ekologii oraz klimacie.
Jeremi Pedowicz: Czy myślisz, że ludzie mają coraz większą świadomość dotyczącą zmian klimatycznych? Czy inaczej zaczynają się zachowywać?
Paulina Górska: Myślę, że na przestrzeni kilku ostatnich lat zaszły duże zmiany. Na przykład jesteśmy bardziej uwrażliwieni na tzw. greenwashing (w wolnym tłumaczeniu "ekościema" – przyp. red.). Jeszcze 7-8 lat temu niewiele osób znało to pojęcie, a teraz patrzymy na działania biznesu, różnych marek, firm, które wprowadząją zielone produkty, albo zielone strategie, z o wiele większą podejrzliwością. Zastanawiamy się, analizujemy i mówimy o tym, gdy coś nam nie pasuje, zwłaszcza gdy widzimy, że te "zielone" deklaracje to tylko niewielka część działalności firmy, a na przykład bazuje ona na produktach, w których jest bardzo dużo cukru, albo ich opakowania są plastikowe. Wielu osobom już to nie odpowiada.
Kolejna pozytywna rzecz, to to, że jest coraz większe zainteresowanie tym, co jemy i skąd pochodzą dane rzeczy w kontekście klimatu. Na przykład w Polsce jemy średnio 70 kg mięsa rocznie i to jest znacznie więcej niż zalecałaby Światowa Organizacja Zdrowia (WHO). Warto zastanowić się nad tym i ograniczyć spożycie mięsa. Jest coś takiego, jak dieta, która jest dobra nie tylko dla naszego zdrowia, ale i dla naszej planety (dieta planetarna – przyp. red.). Na naszym talerzu powinno być więcej warzyw, owoców, produktów pełnoziarnistych, roślin strączkowych... Zauważyłam, że rośnie zainteresowanie produktami, które są alternatywami do mięsa, czy nabiału. To jest bardzo pozytywne zjawisko, ale są też negatywne rzeczy, które zmieniają się na przestrzeni lat.
A czy możesz dać jakieś konkretne przykłady?
Paulina Górska: W ostatnich latach obserwuje coraz większy poziom dezinformacji i fake newsów na temat klimatu i szeroko pojętej ekologii, przede wszystkim w mediach społecznościowych. Pojawiają się epitety, typu ekoterroryści. Dlatego działam i edukuje w social media. Podam konkretny przykład. Ostatnio pojawił się fake news o tym, że Unia Europejska zakaże nam prowadzenia ogródków i uprawy własnych warzyw oraz owoców. Ona nie jest prawdziwa, ale tę wiadomość powielało wiele osób, także tych bardzo znanych, które mają duże zasięgi i wielu obserwatorów. Wielu ludzi czyta to, wierzy w takie informacje, bo mamy, jako społeczeństwo, problem z odróżnieniem, co jest prawdą, a co nie. Nikt nas tego nie uczył.
To prawda, mnie nikt tego nie uczył.
Paulina Górska: Mnie też nie, ale wracając do temu. Nie potrafimy odróżnić, co jest prawdą, a co nie (nawet to młode, digitalowe pokolenie). Takich nieprawdziwych informacji jest w sieci bardzo wiele, a social media są dla wielu Polaków pierwszym źródłem informacji (tak wynika z badań). Przyznam, że gdy myślę o przyszłości, to wywołuje we mnie lęk. Uważam, że mamy – jako społeczeństwo – lekcję do odrobienia.
Jakiś czas temu przeglądałem raport "Ziemianie atakują" i pojawiło się w mojej głowie takie pytanie: czy generacja Z to zagrożenie, czy szansa dla ludzkości?
Paulina Górska: To jest dobre pytanie (śmiech). Wydaje nam się, że różne pokolenia łatwo można opisać, włożyć w jakieś kategorie, ale to jest skomplikowany temat. Wracając do pytania, z jednej strony widać, że te najmłodsze pokolenia są bardziej świadome. Na przykład częściej kupują rzeczy z tzw. drugiego obiegu. Ostatnio przeczytałam ciekawą informację, że rynek rzeczy używanych rozwija się 15 szybciej niż branża odzieżowa (to są dane z zeszłego roku). To podnosi na duchu.
Ja też, oprócz bielizny, mam na sobie rzeczy z drugiego obiegu i cieszę się, że ten rynek w taki sposób się rozwija.
Paulina Górska: Tak, ale... są to też konsumenci, którzy kupują na platformach odzieżowych, takich jak SHEIN, TEMU. One mają miliony użytkowników na całym świecie, w Polsce również są bardzo popularne. To są platformy chińskie. Sprzedawane tam rzeczy są produkowane daleko, więc trudno tu o jakąś transparentność, czyli kto to produkuje, jakie dostaje wynagrodzenie za to. Większość dostępnych tam ubrań jest z poliestru. Są więc bardzo tanie. Młodzi ludzie również są klientami tych platform, więc mamy takie dwie rzeczy, które nijak do siebie nie pasują. To dlatego tak trudno te pokolenia wkładać do jednego wora.
Te ciuchy "ultra fast fashion" z tych platform zalewają naszą planetę. Zastanawiam się jednak, na ile nasze wybory konsumenckie mają wpływ na naszą rzeczywistość. Czy to nie powinno być tak, że powinniśmy większe nadzieje pokładać w prawie, w instytucjach, w legislacji? Na przykład Francja od przyszłego roku będzie wprowadzać podatek 5 euro, a w kolejnych latach 10 euro, za kupowania rzeczy, na takich platformach, które z naszej europejskiej perspektywy są prawie za darmo.
Paulina Górska: Uważam, że zmiany systemowe są najważniejsze, choć kiedyś myślałam, że to co robi jednostka jest super ważne. Teraz uważam, że bez zmian systemowych, wspierających działania jednostki, takie biznesy się nie zmienią. Nadal będą działać tak jak chcą. Przykładem jest system kaucyjny, czekamy na niego w Polsce od bardzo długiego czasu. Zostanie on wprowadzony w 2025 roku. Dzięki niemu będziemy w stanie osiągać o wiele lepsze poziomy recyklingu, lepiej będziemy odzyskiwać na przykład plastik. Bez systemu kaucyjnego nie jesteśmy w stanie ruszyć z tym tematem.
Ten podatek we Francji, o którym wspominałeś, jest ok, ale ten koszt będzie dotyczył przede wszystkim konsumentów, to oni będą musieli go ponieść. A tu chodzi o zmiany, które mają zmienić biznes. Unia Europejska oraz Komisja Europejska wypracowują wiele różnych regulacji, które mają pomóc w osiągnięciu różnych celów klimatycznych. Jest na przykład dyrektywa, która dotyczy zrównoważonej mody. Firmy, które produkują odzież, będą musiały zadbać o to, aby ta odzież nadawała się do recyklingu i będą musiały wziąć odpowiedzialność również za zużytą odzież. Moim zdaniem to jest niesamowicie ważne.
Ale oczywiście to, co robimy na co dzień, też ma ogromne znaczenie. Motywuje do działa i daje mnóstwo radości. Na przykład mam ogródek i gdy widzę, jak te warzywa wyrastają i jest zielono, to czuję mega satysfakcję, że mam własne warzywa i nie muszę ich kupować w sklepie. Ktoś inny może angażować się społecznie, na przykład poprzez świadome głosowanie w wyborach do Parlamentu Europejskiego, wybierając polityków, którzy w sensowny sposób mówią o klimacie.
Regulacje systemowe, biznes i działania jednostki to są naczynia połączone. Wszyscy na siebie wzajemnie wpływamy.
To ja jeszcze zapytam o te wybory konsumenckie, posługując się memem, który widziałem dzisiaj. Przedstawia on zapłakaną postać i jest tam podpis: "kiedy masz już 26 lnianych toreb w domu, ale ciągle zapominasz je brać z domu, więc prosisz panią kasjerkę o kolejną". Jakie według Ciebie są najczęstsze błędy konsumenckie?
Paulina Górska: Akurat braku torby lnianej na zakupy nie traktowałabym w kategoriach błędu konsumenckiego, bo to może być po prostu zapominalstwo, albo nie planowaliśmy robić zakupów, a potem zmieniliśmy zdanie (śmiech).
Myślę, że większym problemem jest to, że my nie wiemy, jakich wyborów dokonywać. Jest tak wiele informacji, niektóre z nich są sprzeczne ze sobą. Wiele firm twierdzi, że działa ekologicznie, a potem okazuje się, że niekoniecznie tak jest. Zastanawiam się na przykład, czy opakowanie, które zostało zrobione z recyklingu, z butelek plastikowych wyłowionych na drugim końcu świata, gdzieś tam w Azji, czy w Afryce, jest rzeczywiście opakowaniem ekologicznym (chociażby w kontekście śladu węglowego). Trudno to potwierdzić. Unia Europejska wprowadziła więc dyrektywę, chyba o nazwie Green Claims, która mówi o tym, że jeżeli firma deklaruje, że coś jest ekologiczne, to musi to udowodnić, np. w postaci jakichś danych, certyfikatów. Jeśli nie będzie potrafiła, to nie może się tam przedstawiać. To ma chronić konsumenta i pomóc mu wybierać bardziej świadomie.
Rzeczywiście konsumenci teraz nie za bardzo mają jak sprawdzić, czy produkt eko jest rzeczywiście eko. Podam przykład bananów zwykłych i tych sprzedawanych jako banany eko. Muszą one pokonać zwykle taką samą, długą drogę (ślad węglowy!). Co to oznacza, że one są eko? Czy to, że firma, która je dostarcza działa zgodnie z fair trade? Czy te firmy mają lepsze warunki pracy? Czy te banany pochodzą z plantacji, które nie powstają w miejscu wycinanych lasów? Czym się kierować w swoich wyborach?
Paulina Górska: Tak, to rzeczywiście problem. Ja zwykle się kieruję certyfikatami, kiedy chcę coś kupić, ale one też nie są gwarantem. Śledztwa dziennikarskie organizacji pozarządowych wykazały, że praktycznie w przypadku każdego certyfikatu doszło do jakiegoś naruszenia. Ludzie zastanawiają się, czy te certyfikaty w ogóle mają sens. Ja uważam, że tak, że zwykle zawodzi czynnik ludzki. To z jego powodu najczęściej dochodzi do różnych naruszeń, czy korupcji. Nie powinno się tak dziać, ale nie jesteśmy w stanie temu całkowicie zapobiec. Kupuję więc produkty z certyfikatami, ale z tyłu głowy mam informację, że nie jest to idealne rozwiązanie, które gwarantuje, że na każdym etapie produkcji wszystko było ok, że każdy jest dobrze wynagradzany, że nie ma pracy niewolniczej dzieci, że wszystko jest godne i sprawiedliwe.
A jak ktoś mówi, że samochód elektryczny jest nieekologiczny, to co mu odpowiadasz?
Paulina Górska: To jest dobre pytanie. Po pierwsze, ja bym nie promowała samochodów elektrycznych jako ekologiczne, ale to się zadziało wcześniej, więc mamy to już w głowach. Rzeczywiście obecnie w Polsce, jeśli chcemy podładować samochód elektryczny, to jest duże prawdopodobieństwo, że to będzie prąd z węgla. Będzie się to jednak zmieniać na przestrzeni czasu, będzie coraz więcej czystej energii, więc to ładowanie samochodów też będzie bardziej ekologiczne. Już teraz wiele gospodarstw domowych w Polsce ma panele. Więc je jeśli ktoś ma też samochód elektryczny, to bedzie ładował go energią pochodzącą od słońca.
Tu nie chodzi o to, by zakazać samochodów spalinowych i żebyśmy wszyscy się przerzucili na samochody elektryczne, bo one są bardzo drogie. Poza tym ich produkcja też nie zawsze jest fair trade. Robiłam podcasty o wydobyciu metali ziem rzadkich w krajach rozwijających się, to są naprawdę bardzo skomplikowane tematy. Przy ich wydobyciu możemy mieć do czynienia z pracą niewolniczą dzieci. Ale już niedługo będzie tak, że każda bateria w samochodzie elektrycznym będzie miała "paszport" i będziemy mogli sprawdzić, jaka jest historia wydobycia tych metali ziem rzadkich, gdzie to się zadziało. Myślę więc, że ta sytuacja będzie się zmieniać na plus. Bo tak, jak wspomniałam, nie chodzi o to, aby każdy miał samochód elektryczny, tylko abyśmy mieli łatwy dostęp do zbiorkomu, żeby nie było wykluczenia komunikacyjnego. Obecnie, jak wskazują statystyki, 14 milionów Polaków jest wykluczonych komunikacyjnie i tym smym skazanych na samochód.
A co myślisz o takich zachowaniach firm, typu: posadzimy 100 drzewek, aby zrekompensować nasz ślad węglowy? Czy to działanie greenwashingowe?
Paulina Górska: Chodzi o offsetowanie? Moje zdanie jest takie, że kiedy mówimy o offsetowaniu, jako głównym działaniu jakiejś firmy, które ma sprawić, że ta firma będzie miała niższą emisję gazów cieplarnianych, to jest to uznane za greenwashing i nie powinno tak być. Jeśli firma chce zasadzić sobie drzewa i chce zaangażować w to pracowników, to spoko, niech to robi. Ważne, aby robiła to z organizacją, która wie, jak zasadzić te drzewa, w jakim miejscu, żeby było to działanie bioróżnorodne i sensowne. To też jest dobry sposób na to, żeby zintegrować pracowników, ponieważ oni wychodzą na zewnątrz i robią coś razem. W takim przypadku ma to sens. Ale to nie może być jedyne działanie na rzecz klimatu jakiejś dużej, globalnej organizacji, która ma oddział w Polsce, i czerpie z tego ogromne przychody. W ten sposób nie kompensuje się emisji gazów cieplarnianych, za tym muszą iść inne realne działania. Taka firma powinna tworzyć raporty klimatyczne, sprawozdania. I to idzie w tym kierunku, tego zaczyna wymagać Unia Europejska.
Wiesz, czasami myślę, że edukując na temat klimatu docieramy do osób z naszej bańki, czyli otwartych na takie informacje. Czy Twoim zdaniem jest szansa na to, by ta wiedza dotarła do szerszego grona osób?
Paulina Górska: Myślę, że kropla drąży skałę. To po pierwsze. Po drugie, nie startowałabym z pozycji, że my tutaj mądrzy ludzie będziemy Polskę edukować. Bo z tego nic nie wyjdzie. Moim zdaniem, warto wprowadzić sensowną edukcję w szkołach. To byłoby działanie systemowe. Poza tym o ekologii trzeba mówić w sposób prosty i bliski nam wszystkim. Nie mam na to super przepisu, każdy z nas jest w jakiejś narracji dotyczącej klimatu. Jedni zaprzeczają zmianom klimatycznym, inni uważają, że nadchodzi Apokalipsa i nic już nie jesteśmy w stanie zrobić. Jeszcze inni uważają, że Unia Europejska to jest jakiś odrębny twór z zewnątrz, który narzuca nam regulacje i ogranicza nam wolność oraz swobodę. Musimy do każdej z tych grup dotrzeć i starać się je zrozumieć, rozmawiać z nimi ich językiem. Dowiedzieć się, dlaczego ktoś zaprzecza zmianie klimatu, skąd się to wzięło. Może to wynika z jakiegoś lęku, strachu, że moje życie będzie musiało się zmienić. Poza tym uważam, że lepiej rozmawiać twarzą w twarz niż kłócić się w social media i być elementem tej polaryzacji.
A czego ty życzysz ludzkości?
Paulina Górska: Umiaru (śmiech).
Dziękuję za rozmowę.
Źródło: CHILLIZET