To najniebezpieczniejszy zawód świata. Może go wykonywać tylko nieliczna grupa osób
Czy słyszeliście kiedykolwiek o Icefall doctors? To grupa ludzi, a dokładnie Szerpów, którzy w ekstremalnie nieprzyjaznym i niebezpiecznym środowisku przygotowują drogę na Mount Everest, aby wspinacze mogli w miarę bezpiecznie wejść na szczyt tej góry. Ich zawód określa się mianem "najniebezpieczniejszego zawodu świata". Dlaczego?
- Lodospad Khumbu znany jest jako jedno z najniebezpieczniejszych miejsc na świecie i stanowi ogromne wyzwanie nawet dla doświadczonych wspinaczy. Pokonanie go wymaga precyzyjnego wytyczenia bezpiecznej trasy przez Icefall doctors
- Icefall doctors, odpowiedzialni za coroczne przygotowanie przejścia przez lodospad Khumbu, wykonując swoją pracę, ryzykują życie, aby zagwarantować bezpieczeństwo wspinaczom. Ich zawód uznano za jeden z najniebezpieczniejszych na świecie
Dlaczego lodospad Khumbu jest tak niebezpieczny?
Szerpowie (grupa etniczna zamieszkująca w górskie rejony Nepalu, Tybetu i Indii), wchodzący w skład Icefall doctors, odpowiedzialni są za coroczne wyznaczenie przejścia przez górną część lodowca Khumbu w Nepalu, zwanego lodospadem Khumbu lub Khumbu Icefall. To miejsce pomiędzy bazą a obozem pierwszym (reszta ich nie interesuje, bo zaporęczowanie odcinków pomiędzy obozem pierwszym, a szczytem należy do innych zespołów Szerpów)
Pokonanie tego miejsca wiąże się z dużym ryzykiem, ze względu na ogromne seraki (wielotonowe bryły lodu tworzące się w wyniku pękania lodowca) oraz liczne szczeliny, do których można wpaść i... nigdy się z nich nie wydostać. Szerpowie wyznaczają bezpieczne przejścia, zabezpieczają je linami, drabinami, a potem utrzymują tę infrastrukturę przez cały sezon. Jest to szczególnie niebezpieczne zajęcie. Niestety niektórzy Szerpowie tracą przy tym życie.
– Lodowiec jest żywą tkanką. Choć tego nie widać, to gdy na nim śpię, wyraźnie słyszę, jak kruszy się, pęka, oddycha. On przez cały czas pracuje i to właśnie sprawia, że jest tak niebezpieczny – powiedział Piotr Krzyżowski, himalaista, ratownik GOPR, zdobywca siedmiu ośmiotysięczników, w rozmowie z Grzegorzem Rutke z PAP.
Potwierdza to również Mateusz Waligóra, podróżnik, który wiosną 2024 r. zdobył Mount Everest, startując z poziomu morza: – W czasie moich podróży byłem w wielu miejscach na świecie, ale nigdzie nie bałem się tak, jak na lodospadzie Khumbu. To miejsce, w którym możemy być doskonale przygotowani, ale na nic nie mamy wpływu.
Dlaczego Icefall doctors to najniebezpieczniejszy zawód na świecie?
Piotr Krzyżowski tłumaczy, że przejście na Mount Everest wytycza się coraz bliżej Żebra Zachodniego. Zwisają z niego niebezpieczne seraki, które mogą się w każdej chwili oberwać. Pokonanie tego odcinka wymaga – jak to określił himalaista – "działania na bezdechu", czyli jak najszybszego przejścia, bez zatrzymywania się.
– Najbezpieczniej jest przechodzić Icefall w nocy, kiedy ryzyko, że te lodowe baszty spadną na głowę, jest nieco mniejsze – tłumaczy Piotr Krzyżowski i dodaje: – Ale takiej możliwości nie mają Icefall doctors, którzy przed każdym sezonem wiosennym muszą wytyczyć i zabezpieczyć trasę, co zajmuje im kilka dni, a następnie cały czas muszą mieć baczenie, by droga ta pozostawała drożna i w miarę bezpieczna. Obrywy seraków potrafią zniszczyć założone zabezpieczenia, a otwierające się szczeliny wymuszają korygowanie przebiegu trasy.
Oczywiście Szerpowie wykorzystują do tego celu współczesne osiągnięcia cywilizacyjne, czyli drony. Dzięki nim szukają przejścia przez labirynt szczelin, mostków śnieżnych i lodowych uskoków. Mimo to ich praca wymaga później wyjścia i zabezpieczenia całej drogi. Niektórzy z nich tracą przy tym życie. Do największej tragedii na Khumbu Icefall doszło 18 kwietnia 2014 r. Seraki, które oberwały się z Zachodniego Żebra, wywołały lawinę, która pochłonęła życie szesnastu pracujących na Evereście Szerpów. Ciał trzech z nich do tej pory nie odnaleziono.
Inną historią podzielił się Mateusz Waligóra: – Wchodziłem na tę górę między innymi z Szerpą, który nazywał się Lhakpa Sona. Opowiedział mi historię, która wydarzyła się dwa lata wcześniej. Gdy zakładali liny poręczowe na Khumbu Icefall, zatrzymał się, żeby zapalić papierosa. Jego koledzy powiedzieli: "Dobra, to my idziemy", a on im odpowiedział: "Wypalę i was dogonię". Nigdy się już nie spotkali. Pięć minut po tym, jak odpalił zapalniczkę, resztę zespołu zawinął serak, czyli lodowa turnia, która może być wielkości samochodu albo domu jednorodzinnego.
Skład Icefall doctors (czyli tzw. lodowych doktorów) raczej się nie zmienia, choć zdarza się, że niektórzy rezygnują z tej pracy z powodów osobistych, np. urodzi się im dziecko i nie chcą już ryzykować życia, albo po prostu "siada" im psychika. Niektórzy też tracą życie.
Ile zarabiają Icefall doctors?
Z pracy lodowych doktorów korzystają wszyscy. Nie tylko uczestnicy komercyjnych wypraw, ale też tych sportowych. Oczywiście, aby przejść ten odcinek, każdy musi wnieść stosowną opłatę. Dziennik "The Rising Nepal" podał, że każdy członek Icefall doctors zarabia około 3000 dolarów plus do podziału 600 dolarów za każdego uczestnika wyprawy próbującego wejść na Everest drogą jego pierwszych zdobywców, czyli właśnie przez Khumbu Icefall. Oczywiście zarobki "lodowych doktorów" są niższe niż te, na które mogą liczyć ich koledzy towarzyszący zagranicznym wspinaczom w zdobywaniu szczytów.
– Koszt Szerpy, który wybiera się z klientem na szczyt Everestu czy Lhotse, w zależności od agencji i od ekskluzywności pakietu, to myślę, że od 5 do 10 tys. dolarów, za cały sezon, który tam spędza z klientem, czyli od połowy kwietnia do końca maja – zdradza Piotr Krzyżowski i dodaje: – Oczywiście Szerpowie z nazwiskiem, czyli znani i cenieni jako przewodnicy, zarabiają znacznie więcej.
Źródło: CHILLIZET/ PAP