Na antenie:

Miłość? Michał Piróg: "Z moim patrzeniem na świat trudno ją znaleźć"

20 min. czytania
Aktualizacja 14.02.2024
26.01.2024 12:00
Zareaguj Reakcja

Obraziłeś się na miłość? Nie, nigdy w życiu. Ale nie jestem osobą, która jak nie jest w związku, to wpada w popłoch. Musi koniecznie z kimś być – zdradza w rozmowie z Maksem Behrem Michał Piróg i dodaje: – Dla mnie miłość jest bardzo ważna, natomiast jest bardzo trudno z mojej perspektywy, z moim patrzeniem na świat znaleźć tę miłość. Ona u nas jest taka odkształcona.

Michał Piróg
fot. PIOTR KAMIONKA/REPORTER/ East News/ na zdjęciu Michał Piróg

Tancerz, choreograf, aktor, aktywista społeczny, nauczyciel tańca, prezenter telewizyjny – człowiek orkiestra. Michał Piróg, bo to o nim mowa, w rozmowie z Maksem Behrem opowiada, skąd czerpię energię życiową, co go napędza do życia. To trudna, ale i szczera rozmowa, w której Michał Piróg opowiada o trudnych momentach w swoim życiu. Całej rozmowy możecie posłuchać w poniższym playerze. 

Maks Behr: Czy dla Ciebie ten okres świąteczno-noworoczny jest czasem szczególnym, ważnym? Jak do niego podchodzisz?

Michał Piróg: Podchodzę z wielkim szacunkiem. Ten czas jest dla mnie bardzo ważny ze względu na to, że 95 proc. moich znajomych spędza wtedy czas rodzinnie, a dla mnie jest to czas, kiedy przypada mi urlop, ponieważ nic się nie dzieje.  

Maks Behr: To gdzie byłeś w tym roku? 

Michał Piróg: W tym roku była losowanka. Początkowo ustaliłem inny kierunek, ale w ostatnim momencie zmieniłem zdanie. No i tak sobie wachlowałem pomiędzy trzema kierunkami, ale ostatecznie stanęło na Namibii.  

Maks Behr: Wszystkie trzy kierunki były w Afryce?

Michał Piróg: Wszystkie cztery, bo pierwszy – zaplanowany dużo wcześniej – to była Etiopia, do której miałem wrócić i zobaczyć tę część, której mi się nie udało z powodu wojny w Etiopii. Ale byłem tak zmęczony, że jak przeczytałem, co sobie założyłem, co chcę zobaczyć, ile przejadę i gdzie będę, to stwierdziłem, że zaplanowałem sobie jakiś survivalowy wyjazd i zmieniłem plany. Zacząłem się wahać pomiędzy Angolą, Namibią i Mozambikiem. W końcu stanęło na Namibii. 

Maks Behr: Na swoje social media wrzuciłeś zdjęcie z komentarzem, że ładujesz baterie. Czy to jest takie miejsce, w którym można naładować baterie na 70 proc. czy na 100 proc.? Jak ty się wyciszasz na urlopie? Bo jak Cię obserwuje i wszystkie Twoje przedsięwzięcia to zastanawiam się, czy ty potrafisz wypoczywać? A może ty jesteś zawsze aktywny, nawet jak próbujesz wypocząć?

Michał Piróg: Uczę się bardzo. Na przykład moją pierwszą, główną lekcją było spakowanie się w plecak i pojechanie samemu do Afryki. To był największy test dla mnie. Czy sam ze sobą umiem spędzać czas, czy sam dobrze będę się bawił? Oczywiście, że ja ten czas na miejscu zapełniam pewnego rodzaju aktywnościami. Akurat w Namibii było tak, że przez pewien okres byłem jedynym gościem w hotelu. Obsłudze powiedziałem, aby robili, co chcą. Może mają jakieś zaległe rzeczy, może chcą kogoś odwiedzić, bo ja niczego nie potrzebuję. Muszę mieć tylko śniadanie i mogą mi zostawić coś na zimno na obiad. Wtedy potrzebowałem książki, słońca i ciszy. Oczywiście chyba trzeciego dnia wspiąłem się po wszystkich tych najważniejszych diunach, które są możliwe, ale potem znowu zrobiłem sobie parę dni wolnego, więc uczę się tego, że czasami leżenie i książka, czy scenariusz są pewnego rodzaju formą pracy (no bo scenariuszowo sobie przypominam to, co muszę umieć do teatru). Natomiast robię to w swoim rytmie. Nie przeszkadzają mi pragnienia i chęci osób trzecich i jest to bardzo przyjemne. 

Maks Behr: A jak łapiesz za książkę to, co to jest najczęściej? 

Michał Piróg: Tutaj oczywiście też muszę mieć jakieś wyzwania, bo przecież nie mogłem zabrać małej książki. Wziąłem Hanyę Yanagiharę "Do raju". To jej najnowsza książka, ma prawie 900 stron. Ale na wszelki wypadek wziąłem też moją ukochaną książkę Jerzego Andrzejewskiego "Bramy raju", plus scenariusz do pracy. 

Maks Behr: Lubisz wracać do tych samych książek?

Michał Piróg: Są książki i filmy, które bardzo wpłynęły na mój sposób postrzegania, tego po co jesteśmy, co chcemy, jak jest skonstruowany nasz świat. Fajnie jest po jakimś czasie skonfrontować, czy nasz mózg i nasza percepcja nadal tak samo postrzega świat, a może coś się zmieniło? Czasem trzymamy się jakichś kluczy, które stanowiły trzon naszej zmiany w życiu, ale nie przypominamy ich sobie. Nie weryfikujemy, czy dobrze wybraliśmy, czy dobrze zrobiliśmy, czy dalej się kierujemy dobrymi pobudkami. Czasami wracam do tych książek. Może mniej z sentymentu, a bardziej do tych punktów zwrotnych w swoim życiu.

Maks Behr: A który moment Twojego życia był takim największym punktem zwrotnym? Takim, który będziesz pamiętał, nawet jak Cię obudzą

Michał Piróg: Na pewno jest to taki moment, w którym  jako w dziecko, miałem wewnętrzną potrzebę umiejscowienia całej swojej energii w czymś, ale nie wiedziałem za bardzo, co to dokładnie ma być. Pamiętam, że mając chyba lat 16, poszedłem do teatru.  Siedziałem na widowni z moją nieżyjącą już koleżanką i zaczęliśmy oglądać spektakl "Po stronie snów" Kieleckiego Teatru Tańca w choreografii Piotra Galińskiego. Nagle sobie uświadomiłem, że to jest ta forma, że to jest to miejsce. Po tym spektaklu  poszedłem rozmawiać z nimi, że ja chcę zacząć u nich pracować. To było trochę późno, ale się udało. Zobaczyłem to, czego nie potrafiłem zwerbalizować, czego nie umiałem umiejscowić. Nie wiedziałem wcześniej, gdzie mam się skierować, żeby robić to, co gdzieś bardzo głęboko w sercu mi siedziało. To, co chciałbym robić w swoim życiu. To był jeden z takich ważnych momentów.

Maks Behr: Szesnaście lat na to, by znaleźć swoje miejsce na ziemi, to nie jest tak strasznie długo. Chyba, że wcześniejsze lata były męczące dla osoby, która miała swoje pasje... Czy miałeś wcześniej jakieś przemyślania na temat teatru i swojego miejsca w nim?

Michał Piróg: Miałem, bo chodziłem na wszystkie kółka teatralne. Coś tam sobie tańczyłem, ale to nie było dokładnie to, co chciałem. To były czasy, kiedy nie było dostępu do DVD, do YouTuba itd. Nie można było sobie oglądać co się chce. Grałem na skrzypcach, chciałem grać na  fortepianie. To wszystko było dla mnie istotne. Tylko że dopiero podczas tego wspomnianego spektaklu w teatrze po raz pierwszy zobaczyłem kwintesencję tego wszystkiego, co gdzieś mi chodziło w głowie. Nawet nie wiedziałem, że istnieje coś takiego jak teatr tańca współczesnego, który jest połączeniem gry, techniki takiej czysto ludzkiej, a nie techniki klasycznej, a jaką miałem styczność. To nie był taniec towarzyski, to nie był taniec disco, to nie był taniec hip hop, to była forma sztuki. Wydawało mi się, że coś takiego musi istnieć. I nagle, po raz pierwszy, zobaczyłem to na na scenie. To było dla mnie bardzo odrywcze. Szukasz swojego wymarzonego miejsca na ziemi i w pewnym momencie stajesz naprzeciwko, i czujesz, że to jest to. 

Taniec jest językiem uniwersalnym. To jest język, który każdy rozumie. - Michał Piróg

Maks Behr: Czy to miejsce zostało już z Tobą na zawsze? A może lawirując pomiędzy różnymi miejcami zatrudnienia, to wymarzone miejsce raz się oddalało, a raz przybliżało w zależności od tego, na jakim etapie życia byłeś?

Michał Piróg: Trudno powiedzieć, bo nie chodziło o miejsce, bardziej o formę. Jak trafiłem na tę formę, to zacząłem szukać dalej. A ten świat u nas był dopiero w powijakach, to były dopiero początki. Więc gdy nagle wszedłem w ten świat, to okazało się, że takich teatrów jest rozsianych po świecie wiele, na różnych kontynentach, i ludzi, od których możesz się uczyć, też jest naprawdę sporo. Był tylko jeden warunek: musisz być dobry i musisz tam się dostać. No, ale jak chcesz, to działasz, bo już nie ma odwrotu. Idziesz do przodu, starasz się. Taniec na pewno bardzo mnie ukształtował. To było najważniejsze, co w życiu mnie spotkało. Dzisiaj wróciłem do gry w teatrze. Czasem mówię, że może mi minął okres studiów  w szkole teatralnej, ale nabrałem doświadczenia, którego nikt na takich studiach nie dostał. A to jest coś, czego nie da się nadrobić w późniejszym wieku. 

Maks Behr: Czy środowisko, w którym się obracałeś, sprzyjało działaniom artystycznym, czy wręcz przeciwnie? 

Michał Piróg: Miałam duże szczęście, że liceum, do którego poszedłem było o profilu teatralnym, więc większość z nas w klasie marzyła o tym, żeby w przyszłości związać się ze sceną. Ta grupa osób jak najbardziej to rozumiała. Oczywiście było to dla nich dziwne, że wybrałem teatr tańca, tutaj mamy zajęcia aktorskie, a ja muszę biec na próbę itd. Było też dziwne, że zamiast Akademii Teatralnej, wybrałem wyjazd i rozwijanie się w tańcu.  Dla mnie to też była scena i – wtedy tak myślałem – bez różnicy na jakiej scenie jesteśmy. Poza tym wtedy też myślałem, że taniec jest językiem uniwersalnym. To nie jest tak, że u nas możesz grać, a za granicą będzie ci się ciężko przebić, chociażby ze względu na język. Nie myliłem, bo faktycznie w tańcu nie ma granic. To jest bez różnicy z jakiego jesteś kraju, nieważne, jakim językiem się posługujesz, ważne, że na scenie jest język uniwersalny. To jest język, który każdy rozumie. 

Maks Behr: A nie jest to nisza?

Michał Piróg: Nisza? Jak grasz 20 spektakli w miesiącu? (śmiech)

Maks Behr: Myślałem o wachlarzu możliwości teatralnych czy filmowych... Taniec jest językiem uniwersalnym, ale nie do wszystkich zawsze dociera.

Michał Piróg: Oczywiście, że tak. Gdybyśmy przekładali ten taniec współczesny na język teatru  konwencjonalnego, który znamy, to nie bylibyśmy w komedii czy w farsie, tylko to by był bardziej Lupa czy Warlikowski. To jest nisza. Jednak bardzo świadoma część publiczności się wybierze na taki repertuar. Ale ta magia, którą tam kreujesz, ten niesamowity sposób komunikowania się z widzem, powoduje, że ty lepiej się czujesz, niż ci, którzy są w innym repertuarze (śmiech). 

Maks Behr: Czy czujesz się człowiekiem spełnionym, człowiekiem z sukcesem? 

Michał Piróg: Czy spełnionym? Pewnie nie, bo nadal mam jakieś marzenia, nadal mam swoje cele i nadal gdzieś tam dążę.

Redakcja poleca

Maks Behr: Ale jesteś głodny sukcesu, doświadczeń? 

Michał Piróg: Ja całe życie jestem głodny doświadczeń. Byłem otoczony przez ludzi, którzy mówili: "Pamiętaj, że to, co świat mówi, że jest sukcesem, nie musi być twoim sukcesem", albo "Pamiętaj, że dążenia twoich rówieśników, nie muszą być twoimi dążeniami". Bo często się kierujemy tym, co większość ludzi chce, tym co jest rozsądne, tym co jest pożądane, tym co nam zapewni bezpieczną przyszłość. Ja nigdy nie wiedziałem, co mi zapewni kierunek, w którym podążam. Wiedziałem, że da mi satysfakcję, bo z pieniędzmi było bardzo różnie. Jednak nie to było dla mnie miernikiem sukcesu. Każdy tytuł, który był, każda współpraca, którą miałem, każde wielkie nazwisko, z którymi się spotkałem, jest dla mnie wielką nagrodą. Dużo większą niż finansowa. A wracając do tego pytania, czy jestem głodny, czy nie... to , tak, jestem głodny, bo jest tak wiele rzeczy, z którymi chciałbym się jeszcze skonfrontować. I zawsze mi się wydaje, że brakuje czasu. Dlatego ja przez całe życie, w jednym sezonie, pracowałem nad dwoma, trzema tytułami. Za chwilę będę mieć premierę piątego. Nigdy nie umiem sobie odmówić. Widzę scenariusz, podoba mi się i mówię: "Kurde, dam radę" i daję, jak na razie. Oczywiście są ludzie, którzy mówią: "nie, nie, są priorytety, nie mogę się przepracować" i ja to bardzo szanuję. Chciałbym umieć odmówić czasami, powiedzieć nie. 

Pamiętam, jak kiedyś robiliśmy spektakl, i on się nazywał "Po godzinach". On miał taką nazwę, bo myśmy go robili w nocy. Tylko wtedy miałem wolne. Kończyłem swoją pracę w teatrze o 23.00 i o 23.30 zaczynaliśmy próby, które trwały do 5.00 nad ranem po to, żebym o 8.00 stanął na scenie w innym teatrze. 

Maks Behr: To trochę nieodpowiedzialne... 

Michał Piróg: Jak jesteś młody, to myślisz: "Kurde, pokażmy, że można robić coś po nocach" (śmiech). 

Maks Behr: Czego w świecie najczęściej szukasz dla siebie? 

Michał Piróg: Słońca, wody, czasu, żeby podróżować, bo kocham to robić, dobrych scenariuszy i czasu dla przyjaciół, gdyż  to, niestety, zaniedbany rewir. 

Ludzie, którzy mówią: "nie, nie, są priorytety, nie mogę się przepracować" i ja to bardzo szanuję. Chciałbym umieć odmówić czasami, powiedzieć nie.  - Michał Piróg

Maks Behr: Powiedziałeś, że kochasz podróże. Co one Ci dają? Czy one Cię kręcą, czy naprawiają?

Michał Piróg: Ani jedno, ani drugie. Kiedyś, będąc tancerzem, marząc o tym, żeby pracować w teatrze, w telewizji, żeby umieć koegzystować z ludźmi, trafiłem na studia, na filozofię.  Każdy się pytał po co ci filozofia? To nie jest żaden zawód, to nic nie daje. Może z praktycznego punktu widzenia nic nam nie daje, ale filozofia pozwala nam na innego rodzaju spojrzenie na świat. Z perspektywy tego, jak się rozwijały cywilizacje, jakie były zależności, jak były budowane pewnego rodzaju kręgosłupy danych cywilizacji, państw, ruchów religijnych, politycznych etc. Jeśli chcemy funkcjonować w świecie i umieć koegzystować w nim, warto postawić się w roli empatycznego eksperta. Co to znaczy? Zazwyczaj najlepiej jest założyć czyjeś buty i sprawdzić, jak to jest być tą drugą osobą. Tak w 100 proc. wejść i to mi dają właśnie podróże. One mnie przede wszystkim rozwijają, pozwalają mi rozmawiać z ludźmi z innych szerokości geograficznej, spotykać się z ich problemami, patrzeć na świat ich oczami. Oczywiście nie żyję tak jak oni, nie żyję w ich kraju, ale rozmowy z nimi pozwalają mi przybliżyć się do pewnego rodzaju modelu ich postrzegania świata, oczekiwań, dążeń, tego, co dla nich jest istotne. To, co teoretycznie nas różni, a tak naprawdę nie wiemy, dlaczego nas różni. Bo przecież nie dlatego, że ktoś powiedział, będę inny niż Ty. 

Druga rzecz, to to, że ja zazwyczaj wybieram kierunki, które są najbliżej natury. Kocham jeździć tam, gdzie są zwierzęta. Kocham patrzeć na ziemię nieskażoną jeszcze działaniem człowieka. Patrzeć na te prawdziwe, energetycznie czyste miejsca. Jest ich na szczęście jeszcze wiele. Oczywiście ludzie tam dojeżdżają, ale są grupy, które walczą o to, aby te miejsca chronić. Chociaż oczywiście jest wiele chciwych łap, które chcą po nie sięgnąć. Takich miejsc już jest wiele w Afryce, całkiem sporo w Ameryce Południowej. 

Maks Behr: A która z tych podróży wpłynęła na Ciebie najmocniej? 

Michał Piróg: Jak jadę do Afryki, to zazwyczaj jadę po to, żeby milczeć, a nie po to, żeby rozmawiać. To znaczy rozmawiam, gdy przejeżdżam przez miejscowości, jestem w cywilizacji, ale jak wyjeżdżam poza cywilizację, to staram się nie kontaktować z ludźmi, tylko po prostu patrzeć. 

Gdy byłem w Etiopii, przechodziłem przez góry Semien. Tam musisz mieć człowieka z bronią, bo przechodzisz przez dzikie tereny. On prawie w ogóle nie mówił, ale kiedy się odezwał, to opowiadał o tym, jak żyją w zgodzie z naturą od setek tysięcy lat. Tłumaczył, jakie jest tego zastosowanie, dlaczego to wygląda tak, a nie inaczej, dlaczego tędy się nie chodzi, a dlaczego tędy się chodzi, czym są zwierzęta, jak się zachowują, dlaczego się tak zachowują? To były bardzo ważne rzeczy. Ale tu nie chodziło o to, żeby gadać, bo nie masz co robić, tylko o mówienie wtedy, kiedy to jest istotne. A jesli chodzi o podróże, które zmieniły moje życie, ukształtowały mnie, to nie wiem, czy jest jedna taka. Było ich wiele.

Maks Behr: A gdybyś miał komuś polecić jakiś kierunek podróżniczy?

Michał Piróg: To zależy od indywidualnych preferencji. Moje podróże czasem przerażają ludzi, np. nie rozumieją, jak można siedzieć dwa tygodnie na środku pustyni bez kontaktu z ludźmi. A mnie pustynia uspokaja...

Maks Behr: Chciałbyś być Beduinem?

Michał Piróg: Jeśli już to Tuaregiem, oni zawsze mnie fascynowali. To niesamowity lud, który od tysięcy lat żyje na pustyni, i oni nie chcą tego życia zmieniać. Oni tak sobie tam żyją i świetnie sobie radzą.  To jeden z tych rdzennych ludów pustynnych. 

Ale wspaniała jest też sawanna. Nie ma niczego piękniejszego niż obudzenie się w tym miejscu i oglądanie, jak budzą się te wszystkie piękne, majestatyczne zwierzęta i zaczynają przemierzać kolejne kilometry w poszukiwaniu... tak naprawdę niczego. To jest ich normalne życie. To daje niesamowite wyciszenie. My ciągle gdzieś biegniemy, czegoś próbujemy, a ten świat jest taki piękny w tej prostocie. To mnie uspokaja. 

Ale jedno z piękniejszych wspomnień, jakie mam z podróży, to budzenie się na szczycie, w lesie deszczowym. W nocy jest przerażająco, bo jesteś na platformie, gdzie nie ma nic. Słyszysz odgłosy dzikiej zwierzyny, która w naszej imaginacji chce cię zjeść.  Myślisz: "Po co ja sobie to robię?". A potem nadchodzi poranek. Życie zaczyna się budzić. Nagle to, co cię przerażało, staje się najpiękniejszą muzyką, jaką kiedykolwiek słyszałeś.  Dostajesz najpiękniejsze widoki, które widziałeś. To też jest fascynujące. Ale żeby to piękno ziemi odnaleźć, to musisz się oddalić od cywilizacji. Nie możesz zabrać ze sobą dużej grupy znajomych. Ewentualnie takich, którzy szukają tego samego. 

Moje podróże czasem przerażają ludzi, np. nie rozumieją, jak można siedzieć dwa tygodnie na środku pustyni bez kontaktu z ludźmi. A mnie pustynia uspokaja... - Michał Piróg

Maks Behr: Czy potrzebujesz ludzi do życia? A może byłbyś w stanie żyć sam?

Michał Piróg: Przez wiele lat mojego życia wydawało mi się, że bez ludzi nie ma życia. Jak miałem zostać sam w domu, to wychodziłem gdziekolwiek, żeby być otoczonym ludźmi. Ale ja też mam taką pracę, że zawsze ci ludzie wokół mnie byli, że coś wspólnie tworzyliśmy. Zawsze ten zespół był istotny. A potem zacząłem spotykać ludzi, którzy mówili mi: "To nie jest dobrze, bo to cię rozprasza, ty nie wiesz, czego chcesz. Musisz nauczyć się być ze sobą". 

Kiedyś robiłem wywiad z już nieżyjącym już Amosem Ozem (izraelski pisarz, eseista i publicysta tworzący w języku hebrajskim – przypomina red.). Fenomenalny pisarz i jeden z genialniejszych umysłów współczesnej literatury. On codziennie jeździł na pustynię Negew. Zapytałem, po co to robisz? On mi odpowiedział: "Bo tylko tu jestem w stanie wsłuchać się w prawdę. Niemodyfikowaną, nie zakłóconą ekspresem, radiem, dźwiękiem telefonu, przejeżdżającego samochodu, krzyczącą żoną. Jestem tylko ja i historia. Tylko ja i prawda." 

(...) Teraz rozumiem, że natłok powoduje pewnego rodzaju pijaństwo umysłu. Nauczyłem się, że jest czas, kiedy twój mózg może być oszołomiony i pijany, i czas, kiedy trzeba wytrzeźwieć. 

Redakcja poleca

Maks Behr: Ale czy jesteś typem żyjącym solo, takim sterem, żeglarzem, okrętem w jednym? Czy tak ci wygodnie? Tak wolisz?

Michał Piróg: Nie, to przyszło samoistnie. Moi znajomi śmieją się ze mnie, że od paru lat widzimy się i w pewnym momencie nadchodzi taki moment, że czuję, że to już mi się znudziło, czuję przesyt, więc sobie idę. 

Maks Behr: A w takich bliższych relacjach? Myślisz, że potrafiłbyś z kimś żyć 20-30 lat?

Michał Piróg: Jeśli trafisz na osobę, z którą nie musisz się męczyć, to wyobrażam sobie, że ta relacja może trwać nawet 60 lat. Mam duży problem w relacjach z ludźmi, którzy oczekują, że świat się dla nich zmieni. Jeśli tego oczekujesz, to znaczy, że rozpoczynasz podróż absurdalnie niemożliwą, pełną rozczarowania i żalu. Takie relacje u mnie nie działają. Dążenie do czegoś nierealnego? Dla mnie to nie ma sensu. Jeśli są interesowne, to są ścinane natychmiast. Już dawno temu zrozumiałem, że nikogo nie zmienimy i jeśli coś nie działa, jest dużą przeszkodą, to trzeba to przerwać. Jest totalną naiwnością mówienie: "Zmienię to".  Nie, nie zmienisz. A jeśli nawet, to znaczy, że trafiłeś na jednostkę, która pozwoliła, abyś ją zmienił dla własnej przyjemności. Ale ona będzie cierpieć z tego powodu, bo nikt nie chce się zmieniać i żyć w jakiejkolwiek nieprawdzie. 

Maks Behr: To prawda, ale są osoby, które chcą same zmienić się dla kogoś. Trafiłeś kiedyś na coś takiego?

Michał Piróg: Może jak byłem nastolatkiem.  

Maks Behr: Ale czy da się żyć bez bez miłości?

Michał Piróg: Dla mnie miłość jest bardzo ważna, natomiast jest bardzo trudno z mojej perspektywy, z moim patrzeniem na świat znaleźć tę miłość. Ona u nas jest taka odkształcona... My już poznajemy się z założeniem. A dla mnie jest ważne, żeby się zakochać, tak po prostu. Siedzisz, rozmawiasz, czujesz, że coś zaczyna się tworzyć. Ja nie chcę wiedzieć, czym się zajmujesz w życiu, ile zarabiasz, że odległość jest przeszkodą. 

Maks Behr: Wierzysz w taką miłość od pierwszego wejrzenia? 

Michał Piróg:  Oczywiście, moje związki były tylko i wyłącznie od pierwszego wejrzenia. Wierzę, że tylko taka miłość jest nieinteresowna.

Maks Behr: A wierzysz w to, że ludzie się nie poznają, ale rozpoznają?

Michał Piróg: To zależy, ja w ogóle wierzę w reinkarnację i wierzę, że z niektórymi ludźmi już się znamy, z niektórymi mamy złe doświadczenia, niektórych schematów nie chcemy powtórzyć, niektórych błędów nie chcemy powtórzyć. Pytanie, jak długo my już sobie żyliśmy, ile wiemy, ile pamiętamy. To może determinować to, jakie decyzje podejmujemy w życiu. 

Dla mnie miłość jest bardzo ważna, natomiast jest bardzo trudno z mojej perspektywy, z moim patrzeniem na świat znaleźć tę miłość.  - Michał Piróg

Maks Behr: A co w miłości odnajdujesz?

Michał Piróg: W miłości najpiękniejsze jest to, że możesz odkrywać siebie nieznanego. Czyli rzeczy, których nie robisz dla siebie, bo uważasz, że niepotrzebne. Ale nagle one zaczynają płynąć naturalnie z twojej osoby, bo wiesz, że one budują nić między tobą a drugą osobą. To jest najfajniejsze, bo uczysz się czegoś nowego o sobie, czyli jak funkcjonujesz w powiększonym składzie, że tak powiem. (...) Miłość jest też w stanie zmienić nasze myślenie na tematy przyziemne, np. gdzie mieszkać, gdzie pracować, co robić, z kim się widywać, co wypada. Nagle ta miłość zajmuje miejsce priorytetowe. Rzeczy, które dawniej były dla ciebie wyrzeczeniem, teraz stają się mało istotne. I to jest bardzo ważny moment. Bo jeśli w jakimkolwiek momencie swojego życia uświadomiliśmy sobie, że rzeczy, do których przywiązywaliśmy dużo uwagi, fokusowaliśmy się na nich,  przestają być istotne, to bardzo możliwe, że one w ogóle nie są istotne.

Maks Behr: Czy do takich wniosków się dochodzi, czy z takimi się już rodzi? Czy przejechałeś się na jakiejś relacji?

Michał Piróg: Uczymy się tego przy każdym kolejnym związku. Miałem związki, w którym myślałem, że kogoś zmienię. Miałem związki, w których myślałem, że jak będę udawać, że coś nie istnieje, to jakoś to się ułoży. Miałem związki, w których wydawało mi się, że odległość to atrakcja, a nie nie przeszkoda. Każdy związek dostarcza ci jakiejś nauki, dochodzisz do jakichś wniosków (...) 

Czy się przejechałem? Gdybyśmy rozmawiali w momencie, w którym ktoś by mnie zawiódł, to z czasem i tak zrozumiemy, że ta osoba nas nie zawiodła, to nie my popsuliśmy, tak po prostu miało być. Czasami nam się wydaje, że jesteśmy niesamowicie sparowani, ale w pewnym momencie dochodzisz z tą osobą do ściany. To nie znaczy, że wszystko było kłamstwem. Tylko, że doszliśmy do momentu, w którym zaczynamy mieć inne potrzeby i nie możemy ich realizować we dwoje, bo w tym momencie jedna z osób musiałaby rezygnować z siebie.  

Maks Behr: Czyli uważasz, że jeśli szklanka pękła, to nie warto jej już sklejać? 

Michał Piróg: Można byłoby iść tropem japońskiej sztuki i skleić ją piękną złotą laką, wtedy wyglądałaby pięknie. Tylko po co? To już jest martwy, pusty przedmiot, ładnie wyglądający.

Maks Behr: Ale nie jesteś obrażony na miłość?

Michał Piróg: Nie, w życiu! Ale też nie jestem osobą, która jak nie jest w związku, to wpada w popłoch. Musi koniecznie z kimś być. Gdy widzę desperackie ruchy moich znajomych, którzy szukają tej miłości, jako czegoś, co dopełni ich życie. To jest obłęd. (...) Musimy sobie zadać pytanie: "Dlaczego tak dążymy do tego?". Żyjemy w zaprogramowanym świecie. Urodziliśmy się w miejscu (bez względu na szerokość geograficzną), które obciążone jest już na starcie kulturą, wierzeniami, tradycjami, doktryną. Od najmłodszych lat jesteśmy karmieni tym, co ma być naszym spełnieniem marzeń, czyli kim mamy być, co zrobić, by być bezpiecznymi, co może nas dopełnić, jako osoby dorosłe. W naszej szerokości geograficznej liczy się dobry zawód, dom,  dzieci,  żona, mąż, wykształcenie. W innych szerokościach jest to ziemia, dzieci, partner, partnerka. W jeszcze innych liczba zwierząt, które musisz mieć, liczba żon, czy pieniądze. Wmówiono nam, że jak nie będziesz miał pieniędzy, to nie będziesz miał szczęścia, miłości. No i koniecznie musisz mieć to do pewnego momentu, bo potem będzie za późno. "Starzejesz się, spada twoja atrakcyjność, nikt cię nie będzie chciał, nie bądź bezczelny, wybredny, bo wszyscy uciekną". Więc żyjemy w takim przeświadczeniu i w pewnego rodzaju lęku, że jak czegoś nie zrobimy to nam przeminie życie. 

Ale ja nie żyję w tym strachu. Uważam, że w życiu jest miejsce na głupoty, na błędy, na  robienie rzeczy, które są skazane na porażkę. Wolno nam to robić, bo to jest nasze życie.

Żyjemy w takim przeświadczeniu i w pewnego rodzaju lęku, że jak czegoś nie zrobimy to nam przeminie życie. - Michał Piróg

Maks Behr: A byłeś kiedyś na dnie, z którego musiałeś się odbić?

Michał Piróg: Na dnie nie, ale miałem momenty zagubienia się. Był taki moment w moim życiu, gdy miałem kontuzję, rozerwałem kręgosłup. Nagle moje marzenia, mój pomysł na siebie, sens życia, legły w gruzach. Tak z dnia na dzień. To były początki mojej pracy w telewizji, ale ona nie mogła zrekompensować mi tej straty, jaką był brak możliwości tańczenia i pracy w teatrze. Pojawiło się coś, co było dla mnie męczące, czyli rozpoznawalność. Pojawiło się sporo osób, które chciałby być moimi znajomymi, bo byłem rozpoznawalny. Pracowałem też dla organizacji pozarządowych, które działały w miejscach, w których tracisz wiarę w to, że coś ma w życiu jakikolwiek sens. Że wpływy mają większe znaczenie niż cierpienie, wyzysk, mord, czy destrukcja. Do tego doszły potworne ilości alkoholu. Gdy zaczynałem pić, to nastawiałem się, że świat nie ma sensu. Pojawiła się taka rezygnacja, że ludzie są po prostu źli i nic tego nie zmieni. Że ten świat jest złym miejscem,  że wszystko dookoła nas jest złe.  Był taki moment, że pomyślałem: "Dobra kończymy, zobaczymy, w jakiej nowej postaci się urodzę. Może będzie fajniej".   

Maks Behr: Mówisz o samobójstwie?

Michał Piróg: Tak, ale jak widzimy, nie udało się. Chciałem zażartować, ale wiem, że nie wolno. 

Maks Behr: Czy możesz mi powiedzieć, co się czuje w momencie, gdy te myśli przychodzą? Ostatnio czytałem biografię Matthew Perry'ego "Przyjaciele, kochankoweie i ta Wielka Straszna Rzecz", faceta z bagażem kosmicznych doświadczeń, prowadzącego siebie w chorobie na stratę, a jednocześnie podnoszącego się i mówiącego, że gdyby mógł zamienić się z kumplem, który nie ma tego wszystkiego w głowie, nie ma tych pieniędzy, nie ma tej sławy, to zrobiłby to bez mrugnięcia okiem. Mówił, że z dnia na dzień był coraz bliżej samobójstwa, ale nigdy nie był w stanie się na to zdobyć, bo za bardzo kochał życie, jednocześnie nienawidząc go. 

Michał Piróg: Ciężko mi powiedzieć, bo każdy przeżywa rzeczywistość zupełnie inaczej. Ja wierzę w reinkarnację, więc odbierałem ten moment jako zerowanie. Zaczynamy od początku. Carte blanche. Tu nic nie zrobię, tu przegrałem (...). Po prostu zapędziłem się, ale też w tym zapędzeniu towarzyszył mi bardzo zły doradca – alkohol, który uwypuklał, zwiększał tego potwora, na przeciwko którego stajemy. On powoduje, że rozkręcamy nasze myśli. Te rzeczy, które w rzeczywistości nie są aż tak wielkie i tak niemożliwe, stają się przerażająco niemożliwe. Nawet twoja wyobraźnia nie jest w stanie stawić temu czoła. Po prostu zwątpiłem we własne siły. 

Maks Behr: A ten alkohol, jaką rólę odgrywa w Twoim życiu?

Michał Piróg: Alkohol zawsze się pojawiał i pojawia się w moim życiu, jak jest fajnie. Nigdy nie piję alkoholu, bo mam doła. To nie jest dla mnie lekarstwo. Tylko, że alkohol, podobnie jak i inne  środki, po prostu wyostrzają nasze myśli.  Ale tamten moment uświadomił mi, że jeśli nie mamy umysłu w stu procentach pod kontrolą, to zaczynamy wchodzić w te ciemne strony, z których nie ma wyjścia. Wtedy postanowiłem znowu wrócić do filozofii. Studiowałem ją przez kolejne lata,  bardzo sumiennie,  żeby odkryć na nowo i sobie przypomnieć, po co się rodzimy, kim jesteśmy, co musimy, a czego nie musimy. Bo mózg też trzeba od czasu do czasu oczyszczać. W moim przypadku detoksem była edukacja (...). Filozofia, studiowanie jest pewnego rodzaju medytacją, ale też i ciężką pracą (...). 

Maks Behr: Ale jak znalazłeś w sobię tę siłę, by w ogóle zacząć studiować tę filozofię? Bo byłeś przecież w takim czarnym punkcie... Co Cię do tego zmotywowało?

Michał Piróg: Bliscy. Moja rodzina. Oczywiście zawsze możesz się poddać, ale czy chcesz się poddawać. Ja nie lubię się poddawać. Więc musisz coś zrobić. Nie wiem pojechać na wakacje, lub poszukać czegoś, co ma sens. Dawniej wiedzieliśmy jak znaleźć równowagę, balans, skąd czerpać siły. Dla mnie studiowanie czegoś, co jest o nas, było rzeczą naturalną (...). 

Ale ja mam silną osobowość i jeżeli ja coś zmieniam, mówię: "basta", idziemy w tym kierunku, zamierzam to zrobić na nowo, bo coś poszło nie tak, to zaczynam tak robić. Ale nie tylko w tej kwestii, we wszystkich sprawach. Tak już mam. Jeśli coś nie wyszło, to ok, możesz się rozkleić, to się zdarza, ale potem musisz się pozbierać i musisz zacząć wszystko robić na nowo. Nieważne, ile razy zaczynasz. 

Maks Behr: Skąd masz w sobie te mechanizmy obronne?

Michał Piróg: Nie wiem, ale wiesz, ja wiele razy musiałem iść robić pod prąd. Nie było mi najłatwiej z wieloma rzeczami. Zawsze o wszystko musiałem walczyć. Więc nawet jak się gubię,  mam chwilę zwątpienia, jestem przyparty do muru, ale podjąłem decyzję, że nie zostaję tam, to zbieram siły na nowo i zaczynam na nowo kreować swoją rzeczywistość. Buduję od początku, żmudnie, powoli, z cierpliwością, ze zrozumieniem. To nie jest tak, że ja wiedziałem, że filozofia mi da odpowiedzi, ale nagle mi dała (...).  

Maks Behr: A jaki jest dzisiaj Twój pomysł na życie, by żyć w zgodzie ze sobą?

Michał Piróg: Moja recepta jest prosta: "słuchaj siebie i rób to, co ci podpowiada intuicja".  Czasami, jak chcę sprostać światu, to ja się wprowadzam w takie zakamarki, które nie są moją drogą, i tam się zaczynam dusić, cierpieć, męczyć. Dałem się namówić, bo chciał, abym tam wszedł, albo powiedział, że powinienem tam być. My intuicyjnie wiemy, co jest dla nas dobre, nawet gdy się tego boimy. Jeśli chcesz coś zrobić, zrób to. Nieważne, co ci świat powie. Jeżeli czujesz, że jesteś przemęczony, jedź gdzieś, naładuj baterie...  

Maks Behr: I tu bym postawił kropkę. Dziękuję Ci za tę rozmowę. 

Źródło: CHILLIZET/ Podcast Zza Kulis

Ważne! Jeśli jesteś w kryzysie psychicznym, poszukaj pomocy specjalistów. Oto numery telefonów, o których warto pamiętać:

  • 116 111 – całodobowy telefon zaufania dla dzieci i młodzieży Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę,
  • 800 70 22 22 – całodobowy telefon dla osób dorosłych w kryzysie psychicznym,
  • 116 123 – całodobowy telefon zaufania dla osób dorosłych Polskiego Towarzystwa Psychologicznego,
  • 22 484 88 04 – Telefon Zaufania Młodych Fundacji ITAKA,
  • 22 484 88 01 – Antydepresyjny Telefon Zaufania Fundacji ITAKA,
  • 800 12 12 12 – Dziecięcy Telefon Zaufania Rzecznika Praw Dziecka.
Redakcja poleca

Źródło: CHILLIZET