Stał się bezdomnym, by napisać książkę o dworcu w Katowicach. Mieszkał tam kilka miesięcy

8 min. czytania
Aktualizacja 02.01.2025
02.01.2025 11:34
Zareaguj Reakcja
---- ----

By zebrać materiały do książki "Ciemność płonie" Jakub Ćwiek zamieszkał na dworcu w Katowicach. Żył wśród osób bezdomnych, był z nimi w różnych momentach ich życia. Teraz ten dworzec wygląda już zupełnie inaczej (po przebudowie), a książka ma trzecie wznowienie. 

Stary dworzec kolejowy Katowice Centrum
fot. Pawel De Ville/East News
--1-- ----
  • Jakub Ćwiek mieszkał przez kika miesięcy na dworcu w Katowicach (jeszcze przed jego przebudową), by zebrać materiały do książki "Ciemność płonie"
  • "Ciemność płonie" to mroczna opowieść, horror, ale z nadzieją w tle. Jej główną bohaterką jest studentka kulturoznawstwa. Ona jest taką przewodniczką, postacią, z którą odbiorca może empatyzować, wchodząc w świat z mrocznymi zasadami
  • Dowiedz się, jakie jest najbardziej mroczne miasto na Śląsku i najbardziej mroczna dzielnica Katowic, według Jakuba Ćwieka 

Urodził się w Opolu, wychował w Głuchołazach, studiował kulturoznawstwo na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach, był też członkiem Śląskiego Klubu Fantastyki, zadebiutował literacko w 2005 roku. Moim gościem jest Jakub Ćwiek, pisarz, stand-uper, dziennikarz, autor lub współautor około 40 książek, w tym bestsellerowych cyklów fantastycznych. W wolnych chwilach uczy pisania.

Magdalena Mleczko: Chciałabym dzisiaj porozmawiać o książce "Ciemność płonie". To mocna rzecz, w pewnym sensie nawet horror. Katowickiego dworca, o którym pisałeś w tej książce, tego starego, brzydkiego, już nie ma, ale wyszło wznowienie tej opowieści.

Jakub Ćwiek: To trzecie wznowienie tej książki, ale już przy drugim spotykałem się z głosami, że ta książka, oprócz tego, że pełni funkcję rozrywkową, jaką ma powieść gatunkowa, to jest także pewnym źródłem historycznym. Starałem się ten dworzec, jak najwierniej oddać, zarówno atmosferę tego miejsca, to, co się tam działo, jak i to, w jaki sposób wyglądało tam życie, pomijając oczywiście wątki paranormalne. Opisałem ułożenie dworca, jego formę, architekturę, a takiej dokumentacji w powszechnym obiegu nie ma za wiele. Ten stary dworzec z jednej strony był straszny, a z drugiej interesujący, wręcz hipnotyzujący, z przejawami brutalizmu. Obecny dworzec już takiego wrażenia nie robi.

Wspomniałeś o wątkach paranormalnych, czy możesz coś więcej o tym powiedzieć?

Jakub Ćwiek: To jest horror, opowieść grozy, która niesie w sobie pewne elementy nadnaturalne. Tu jest koncept zła bardzo mocno wpisany w Śląsk, w ten tytuł. Wspomniana ciemność, która płonie, odnosi się do różnych kwestii, chociażby związanych z górnictwem. To jest coś typowego dla Śląska, co Ślązacy mogą zrozumieć. Generalnie w horrorze ciemność zwykle kojarzy się z zimnem, podmuchami pary, a tutaj niekoniecznie. Tu mamy powiązanie ciemności i gorąca.

Czy to prawda, że aby zebrać materiał do tej książki, to na kilka miesięcy zostałeś bezdomnym?

Jakub Ćwiek: Tak i nie. To znaczy, rzeczywiście mieszkałem kilka miesięcy na dworcu, ale zdarzały mi się wypady weekendowe do domu. Nigdy nie byłem bezdomny, co przede wszystkim jest kwestią mentalną. Miałem świadomość, że w każdej chwili mogę to rzucić i wrócić do bezpiecznego miejsca, do bliskich. To sprawia, że zupełnie inaczej postrzega się rzeczywistość. Fizycznie funkcjonowałem jako bezdomny, ale mentalnie nie do końca. Mieszkałem na dworcu ciągiem przez 2-3 tygodnie, a potem wyjeżdżałem na weekend do domu i wracałem z powrotem na dworzec, by mieszkać tam ciągiem przez kilka tygodni. W sumie zebrało się kilka miesięcy. W tej chwili nie pamiętam dokładnie ile. Spałem na dworcu, pomagałem przy rozstawianiu straganów. Robiłem wiele rzeczy.

Czy na tym dzisiejszym, pięknym dworcu w Katowicach, który jest wizytówką miasta, nadal mieszkają bezdomni? Czy ktoś cię rozszyfrował, rozpoznał?

Jakub Ćwiek: Wtedy, kiedy tam mieszkałem, to nikt nie musiał mnie rozszyfrowywać. To było jasne, że nie jestem bezdomny. Nie ukrywałem tego przed nikim. Ludzie o tym wiedzieli, czasami chcieli to wykorzystać. Wiedzieli, że ja te historie zbierałem, więc słyszałem mnóstwo głupich opowieści.

Skoro wiedzieli o tym, to czy chętniej się przed tobą otwierali?

Jakub Ćwiek: Było bardzo różnie. Na początku chcieli to jakoś wykorzystać, na przykład "jest facet, który jest w stanie kupić nam kanapkę", albo "jak się wokół niego zakręcić, to może będzie z tego jakaś korzyść". Natomiast im dłużej tam siedziałem, im oni dłużej widzieli, że jestem w jakimś stopniu we wszystkim razem z nimi, to te relacje troszeczkę się zmieniały. Nigdy nie byłem jednym z nich, nigdy nie byłem przez nich tak traktowany. Zawsze byłem ciałem obcym, czasem obiektem żartów, czasem obiektem niechęci. Niektórzy podejrzliwie do mnie podchodzili. Ale to mnie w ogóle nie dziwi. Z czasem w jakiś sposób to się wszystko zmieniło. Pytałaś też, czy bezdomni nadal mieszkają na dworcu. Nie wiem. Mam wrażenie, że jest to utrudnione w tej chwili ze względu na monitoring oraz ze względu na małą, wąską przestrzeń. Na starym dworcu była ogromna przestrzeń, wiele zakamarków. Był ten cały drugi pokład, ta część magazynowa, w której ludzie dość często się ukrywali. Teraz takich miejsc już nie ma. Jest też dużo straży. To miejsce jest pod wieloma względami o wiele bezpieczniejsze.

Redakcja poleca

W tej książce pojawiają się nie tylko bezdomni, ale też postać pewnej studentki kulturoznawstwa.

Jakub Ćwiek: Tak, to prawda. Potrzebowałem postaci niejako obcej dla miasta. Postaci, która trochę wchodzi w tę intrygę i wraz z czytelnikiem trafia do tego świata. Ona jest taką przewodniczką, postacią, z którą odbiorca może empatyzować, wchodząc w świat z nowymi mrocznymi zasadami.

Dlaczego Śląsk, Twoim zdaniem, jest dobrym obszarem do pisania? Czy jest tu tak mroczno?

Jakub Ćwiek: Jest wiele powodów. Oczywiście, Śląsk ma mnóstwo mrocznych historii, które mogą być podwalinami opowieści grozy, czy opowieści kryminalnej. To tutaj mieliśmy najsłynniejszych wampirów, to tu mieliśmy satanic panic. Tych mrocznych historii jest bardzo dużo. One się automatycznie uzupełniają tym, czego ludzie się bardzo boją. Kopalnie są na przykład czymś czego ludzie się boją. To są tunele w ciemności. Wiemy, że mogą się zawalić, że może się tam wydarzyć coś strasznego. Ale jest tu też wiele elementów historycznych i to wcale nie z takiej dalekiej historii. Przypomnijmy chociażby wydarzenia w Kopalni Wujek. Niezależnie od tego, po jaki gatunek sięgamy, możemy coś dla siebie wziąć.

A skąd u Ciebie jest ten pociąg do mrocznych historii?

Jakub Ćwiek: Mnie pociągają przede wszystkim historie, opowieść, ale też stawka, czyli to, o co walczymy, jaką drogę muszą przejść bohaterowie, żeby coś konkretnego osiągnąć. Ten mrok właśnie w to wszystko jest wpisany. Mam też wrażenie, że dobro i zło to pojęcia abstrakcyjne, które stworzyliśmy, by móc funkcjonować jako społeczeństwo. Natomiast w człowieku interesujące jest to, w jaki sposób on ten wewnętrzny mrok, lęki, obawy, ale też żądze, chęć przekroczenia granic, stara się albo kontrolować, albo wyzwalać. To jest coś, co wiele mówi o nas jako o społeczeństwie, pod warunkiem oczywiście, że pokazujemy to z właściwej perspektywy. Pisarze czasem ulegają tej fascynacji złem, tymi złymi postaciami. Mnie natomiast bardziej interesuje to, w jaki sposób sobie z tym mrokiem próbujemy poradzić, w jaki sposób ten mrok próbujemy sobie rozjaśnić. Naiwnością byłoby twierdzenie, że żyjemy w jakimś super fajnym świecie, w którym wszyscy są dobrzy. Tak nie jest. Tego zła wokół nas jest bardzo dużo, w różnej postaci. Natomiast w ciemności te światełka widać lepiej. One są jak nadjeżdżający pociąg lub uciekający pociąg. Czasem w tę stronę idziemy, myląc jedno z drugim. Andrzej Sapkowski pisał w swojej serii wiedźmińskiej, że "czasem ktoś myli gwiazdy z ich odbiciem w jeziorze". My tak często mamy, że jesteśmy w obliczu tego mroku pójść za każdym światłem, niezależnie od tego, co ono dla nas oznacza.

A jakie jest, Twoim zdaniem, najbardziej mroczne miasto na Śląsku i najbardziej mroczna dzielnica Katowic.

Jakub Ćwikła: Bardzo trudno na to pytanie odpowiedzieć.

To inaczej, w jakie rejony Katowic byś się nie zapuścił? Kiedyś Gliwicka cieszyła się złą sławą...

Jakub Ćwikła: Ale tak już nie jest. Kiedyś też Szopienice cieszyły się złą sławą. Tam bywało niebezpiecznie kilkanaście lat temu, ale teraz jest ok. Jestem też dużym facetem, który wie, jak sobie radzić, chodząc po różnych miastach, także nocą. Nie ma takich rejonów, w których bałbym się zapuścić, chociaż Ligota i dziki, które chodzą tam wszędzie po ulicy, to bardzo poważny problem.

Czyli bardziej boimy się teraz dzików niż ludzi, prawda? (śmiech)

Jakub Ćwikła: Z człowiekiem można pogadać, ale spróbuj przemówić do dzika, zwłaszcza do lochy z prosiętami (śmiech). Wracając do pytania o mroczne miasto, nie wiem... Na pewno intrygujący jest dla mnie Bytom. Obserwuję sobie tamte przestrzenie. Też patrzę, jak to miasto powoli się gentryfikuje, jak powoli się zmienia. Jestem bardzo ciekaw, w jaką stronę to pójdzie. Póki co jest to jednak taka przestrzeń, która z różnych względów może wzbudzać niepokój. Ale to nie jest tak, że boję się tam chodzić, albo atmosfera tego miasta jest w jakimś stopniu niepokojąca.

Redakcja poleca

To prawda, jest tam jest wiele zaniedbanych, opuszczonych, ale przepięknych starych kamienic. Na szczęście, tak jak powiedziałeś, to się już zmienia. Pojawia się coraz więcej inwestycji.

Jakub Ćwikła: Miejmy w pamięci, że Bytom w plebiscycie Milki kilka razy z rzędu był uznany za "najmilsze miasto w Polsce".

Bo ludzie są tam fajni (...) A byłeś w Kinie Światowid na filmach ze śląskim dubbingiem?

Jakub Ćwikła: Tak, byłem na Pulp Fiction. Uważam, że to fantastyczna rzecz, ale nie porywam się na czytanie książek w języku śląskim, bo to jest wyczyn (śmiech). Ale kilka egzemplarzy różnych książek po śląsku mam, na przykład "Hobbita".

Jest też "Kubuś Puchatek", "Alicja w Krainie Czarów". "Hobbita" też mam, ale też się jeszcze za niego nie zabrałam (śmiech). To jest jedna z tych książek, które po prostu leżą na półce.

Jakub Ćwikła: Mam zresztą takie przemyślenia związane z "Kajś. Opowieść o Górnym Śląsku" Zbigniewa Rokita, że został tu zmarnowany fajny pomysł (śmiech). Ta książka była pisana po polsku, a dopiero później tłumaczona na język śląski, stąd w obu wydaniach tytuł "Kajś". Uważam, że w polskim wydaniu tytuł powinien brzmieć "Kajś", a w śląskim "Gdzieś". To dałoby świetny efekt (śmiech).

Tak jak ślaski tytuł "Przeminęło z wiatrem", czyli "Pitło z luftem" (śmiech). Ale jeszcze chciałabym cię zapytać o prowadzone przez ciebie warszataty nauki pisania. Jak to wygląda?

Jakub Ćwikła: Kiedyś prowadziłem zajęcia dla studentów z pisania, ale teraz nie mam na to czasu, przestrzeni. Nie robię też tego dla pieniędzy, więc teraz działam doraźnie. To znaczy zacząłem tworzyć rolki na swoich social mediach z poradami dla pisarzy i te rolki poruszają kluczowe problemy. Co tydzień też spotykam się z adeptami pisania na tzw. live'ie na TikToku i Instagramie. Co poniedziałek odpowiadam na pytania, które ich nurtują, w jakimś konkretnym zakresie.

A jakie było najdziwniejsze pytanie, które ktoś ci zadał w kontekście pisania?

Jakub Ćwikła: Nie wiem, ja tego nie rozpatruję w kategorii dziwnych lub niedziwnych pytań. Wychodzę z założenia, że jeśli ktoś o coś pyta, to ta kwestia jest dla niego problemem. Zawsze staram się odpowiadać. Oczywiście niektóre pytania są bardzo proste, wręcz podstawowe, nie tylko jeśli chodzi o pisanie książek, ale o pisanie w ogóle. Bywa to męczące, ale zawsze staram się na nie odpowiadać. Czasami prowadzę warsztaty w domach dziecka, zdarzyło mi się prowadzić też takie zajęcia w domu poprawczym, w zakładzie karnym. Czasem ta nauka przetwarzania swoich doświadczeń na słowa pomaga w procesie resocjalizacji, a czasem jest formą dawania szansy, wyjścia na prostą.

Dziękuję za tę rozmowę i zachęcam do przeczytania książki "Ciemność płonie".

Redakcja poleca

Źródło: CHILLIZET/ auducja "W pogoni za kulturą"