Mówią o nim śląski Banksy. Jego "Szwedziki" można zobaczyć w Katowicach, ale nie tylko

7 min. czytania
Aktualizacja 20.05.2024
20.05.2024 14:26
Zareaguj Reakcja
---- ----

Dla niektórych graffiti to wandalizm, ale on udowadnia, że malując po murach, można też tworzyć prawdziwe dzieła sztuki. Szwedzki, bo to o nim mowa, to artysta street art, sztuki ulicznej. Jego prace, które możemy podziwiać na między innymi Śląsku, w Katowicach, zdobyły już uznanie tysięcy osób na całym świecie. Charakterystycznym elementem jego graffiti jest ludzik, zwany Szwedzikiem, który ma niebieskie gatki, żółtą podkoszulkę, a także komentarz w formie komiksowej chmurki lub dymku.

Mural Szwedzkiego oraz R3ala w Katowicach
fot. Beata Zawrzel/REPORTER/ East News/ Mural Szwedzkiego oraz R3ala
--1-- ----

Magda Mleczko: Czy wiesz, że o Tobie mówią: nasz śląski Banksy?

Szwedzki: Spotkałem się parę razy z takim określeniem, ale nie wiem, co o tym sądzić. Trochę łechcze to ego, ale wiesz, ja po prostu maluję rysunki, takie obrazki komiksowe, a Banksy jest bardziej zaangażowany społecznie.

Ty też jesteś...

Szwedzki: Staram się czasami w coś uderzyć...

O tym za chwilę porozmawiamy, ale ciekawa jestem, czy Banksy Cię jakoś inspirował? Bo ja widzę pomiędzy wami wspólny mianownik – obaj jesteście nieuchwytni. Widać wasze prace, ale o was, jako o ludziach, mało się mówi. Niewiele o was wiadomo, nawet jak wyglądacie.

Szwedzki: To się zgadza, akurat ja też staram się nie pokazywać twarzy, no bo po co? (śmiech) To nie ja jestem ważny, tylko Szwedzik, moja postać. Niech ona bawi, niech ona cieszy oko. Chciałbym, aby to na nim się wszyscy skupili, a nie na mnie.

A skąd się wzięła ta postać?

Szwedzki: Ta postać to moja ucieczka od takiego klasycznego graffiti, czyli od liter, które tworzyłem na początku mojej drogi. Jednak coś mi tu nie grało, chciałem zrobić coś innego. Przeszukałem zasoby internetu i okazało się, że ludzie zajmujący się graffiti mają takie swoje street logo, coś, co powielają w każdej swojej pracy. To nie musi być koniecznie postać, ale ja pomyślałam, że to fajny kierunek. Lubię komiksy, zwłaszcza belgijskie, francuskie, więc się zainspirowałem. Zresztą już parę osób zauważyło w Internecie, że to są podobne style, ja tego nie też ukrywam. Tak powstał Szwedzik.

A nie chciałeś trochę schować się za tą postacią?

Szwedzki: Nie, przecież ja też jestem super, prawda? (śmiech) Ale tak na poważnie, to oczywiście trochę się z tą postacią Szwedzika utożsamiam, ale chyba raczej się nie chowam. Po prostu maluję chłopka, staram się trochę odbiorców rozbawić, coś przekazać i to jest super. To nie jest ucieczka przed czymś, tylko forma ekspresji.

A czy w mediach społecznościowych, gdzie masz swoje profile, są twoje zdjęcia?

Szwedzki: Moich zdjęć raczej nie ma. Może mnie widać gdzieś od tyłu, jak coś maluję, czyli moją sylwetkę, ale nie widać mojej całej postaci, twarzy.

Czy dlatego też ukrywasz się pod pseudonimem?

Szwedzki: Tak, nie potrzebuję podpisywać się z imienia i nazwiska pod pracą. Pseudonim gdzieś tam ewoluował na początku. Pojawił się, gdy jeszcze robiłem takie klasyczne graffiti. Zresztą postać Szwedzika też ewoluowała, doszlifowywałem jej wygląd przez lata. Ale od początku wiedziałem, jak się będzie nazywać, bo znajomi już na mnie wtedy mówili "Szwedzki".

Twoje prace możemy zobaczyć na ścianach różnych budynków w przestrzeni miejskiej. Fajnie, że kolorujesz tę naszą śląską, czasami smutną rzeczywistość, nadajesz miastom kolorytu. Czy nie boisz się, że przez to nie przejdziesz do historii? Bo to, co robisz, jest ulotne, jak choćby mural na MegaClubie, którego już dzisiaj nie ma.

Szwedzki: Graffiti jest trochę ulotne, to fakt. Dobieram sobie miejsca, gdzie mogę malować, raczej bezkarnie. Oczywiście różnie z tym bywa, ale raczej kieruję się intuicją. Niestety zdarza się, że te miejsca są później wyburzane, albo remontowane. Na szczęście ślad po tych pracach pozostaje w Internecie, jest jakaś baza w mediach społecznościowych i – mam nadzieję – prędko nie zniknie.

A jeśli się tak kryjesz, to malujesz w dzień, czy w nocy?

Szwedzki: I w dzień, i w nocy. Wszystko zależy od miejsca. Przyjemniej się maluje w dzień, ale zwykle są to miejsca legalne lub półlegalne. Ale w nocy też mi się zdarza malować.

A podchodzą do Ciebie ludzie i mówią: "ja cię znam"?

Szwedzki: Tak. To jest w ogóle śmieszne, bo ja bardzo rzadko podpisuję się pod moimi Szwedzikami, więc ludzie nie kojarzą, że ten chłopek z graffiti ma coś wspólnego ze Szwedzkim. Parę razy była taka sytuacja, że maluję sobie gdzieś i podchodzi do mnie ktoś i mówi: "stary, tego chłopka już wszędzie widziałem, znajdę cię gdzieś w Internecie". Mówię wtedy, że tak i przedstawiam się.

Większość osób chwali Twoje prace, bo one są naprawdę bardzo fajne. Czy zdarza się jednak, że ktoś je krytykuje?

Szwedzki: Tak, ale mógłbym takie osoby policzyć na palcach jednej ręki. To trochę przeraża, bo wygląda na to, że nie mam hejterów (śmiech).

Mówiłeś, że ty nie angażujesz się, jak Banksy, w tematy społeczne, ale czasami Ci się zdarza. Na przykład malowałeś mural z Putinem na ulicy Marii Goeppert-Mayer w Katowicach.

Szwedzki: Zgadza się. Oczywiście zdarzyło mi się w ten sposób parę razy wypowiedzieć na temat polityki, czy to krajowej, czy ogólnoświatowej. Z polityków najfajniej się żartuje, więc ciężko było nie skorzystać. Tak było w przypadku Putina i muralu, o którym wspomniałaś. Pomysł na ten mural powstał zaraz po agresji Rosji na Ukrainę. Pomyślałem, że Szwedzik mógłby sikać na twarz tego polityka. Szybko skontaktowałem się z moim kolegą R3alem, który jest świetnym artystą i potrafi namalować wszystko, co chce. On się zgodził na współpracę, a muszę podkreślić, że nie jest łatwo go na współpracę namówić. Putin zresztą ma świetne nazwisko, nie trzeba długo kombinować, by coś wymyślić: put in, put out. Czasem mi takie strzały przychodzą do głowy.

Czy powiedział Ci ktoś kiedyś: "stary, to jest głupi pomysł"?

Szewdzki: Ja stale sam sobie to powtarzam (śmiech). Czasami mam naprawdę głupie pomysły. Zdarza się, że znajomi mówią: "stary, ja twoich niektórych dowcipów nie ogarniam". Odpowiadam im: "ja też czasami nie ogarniam" (śmiech).

Ten mural z Putinem nie jest mały. Ma jakieś 10 metrów, a ty podobno namalowałeś go w dwie godziny. Czy to prawda?

Szwedzki: Tak, ale tu muszę znowu zrobić ukłon w stronę mojego kumpla R3ala, bo on wykonał większość prac. Ja namalowałem Szwedzika i trochę przy tle polatałem. W pewnym momencie powiedziałem: "R3al, ja tu już nie mam co robić", a widziałem, że on miał jeszcze sporo pracy. Zastanawiałem się, co mogę zrobić, by przyspieszyć. Nie mogłem przecież patrzeć, jak ludzie mnie mijają, zwłaszcza że ta ściana nie do końca była legalna. Ten mural robiliśmy o 11.00. No był to szalony czas, ale się udało. Gdy prezydent Katowic rzucił zdjęcie tego muralu na swój profil, pomyślałam, że chyba go zalegalizowaliśmy (śmiech).

Co jeszcze ostatnio zmalowałeś na Śląsku?

Szwedzki: Cały czas coś maluję. Z takich ciekawych rzeczy, to ostatnio namalowałem sześć Szwedzików na sześciu samochodach pewnej szwedzkiej marki i można je spotkać na ulicach Śląska. Miałem z tego mnóstwo radości. A na ścianach to ostatnio w Parku Chorzowskim, na ścianie od strony zoo. Pojechałem tam w majówkę i zobaczyłem, że jest tam wolna ściana...

Ciebie strach zaprosić do domu (śmiech), bo zaraz możesz jakąś ścianę zamalować...

Szwedzki: Zdarza się, że czasem mnie ktoś prosi o pomalowanie ścian w pokoju, ale idzie mi to opornie. Kiedyś ktoś z Mysłowic poprosił mnie, prywatnie, abym mu pomalował cały bok budynku. Było to 100 metrów kwadratowych. Super rzecz.

A jakby ktoś przyjechał do Katowic i chciałby się przejść śladami murali Szwedzkiego, to co byś mu zaproponował?

Szwedzki: Na pewno ulicę Katowicką i jej okolice, bo tam jest kilka dobrych Szwedzików: "Tu Społem", "Elektryka prąd nie tyka". Później druga strona tej Katowickiej. Jest tam taki dosyć duży mural, gdzie Szwedzik siedzi na spodku. Myślę, że w tych okolicach można byłoby znaleźć kilka ciekawych rzeczy. W ogóle w Katowicach jest około 100 graffiti ze Szwedzikiem.

Najdziwniejsza propozycja, z jaką się spotkałeś?

Szwedzki: Tak na szybko nic nie wymyślę. To tworzenie na samochodach było dosyć specyficzne, bo nigdy wcześniej tego nie robiłem, więc było to coś zupełnie świeżego. Ja w ogóle dobrze się czuję w grafice wektorowej, bo jestem zawodowo ilustratorem. Ale pierwszy raz zrobiłem to w formie Szwedzika, a nie w formie ilustracji stworzonych na potrzeby klienta.

A czy ty jesteś samoukiem, czy masz jakieś wykształcenie w tym kierunku?

Szwedzki: Jestem samoukiem. To wszystko powstawało na ulicy, na osiedlu i tak sobie malowaliśmy. To samo ewoluowało. Oczywiście rodzice wysyłali mnie, gdy byłem dzieckiem, na jakieś zajęcia artystyczne i coś się na nich robiło. Być może miało to na mnie jakiś wpływ, ale ja zawsze lubiłem sobie rysować, mój tata też, to on sporo mi pokazywał.

A kiedy Ty przyjechałeś do Polski? Bo bardzo dobrze mówisz po polsku (śmiech).

Szwedzki: Bo ja jestem Polakiem, więc mówię po polsku (śmiech). Na potrzeby mojej postaci, aby ominąć mnie, prawdziwą osobę, stworzyłem sobie taką ciekawą historyjkę. Od 16 maja można ją zobaczyć rozpisaną na obrazkach "Historia prawdziwa Szwedzkiego". Nie wiem, kiedy wrzucę ją do Internetu. Nie ma tam podanych dat, ani lat. Bohaterem jest Szwedzki, który jako wielbiciel survivalu wybrał sobie kraj, w którym chciałby zamieszkać i przetrwać. Trafiło szczęśliwie na Polskę. W tej historyjce będzie można przeczytać m.in. o tym, że zbierając zioła do herbatki, wziął nie te, co trzeba, i odcięło go na parę dni. Obudził się w Sosnowcu i w ten sposób zamieszkał tutaj u nas, w naszym regionie. Zresztą Sosnowiec żąda dostępu do morza (śmiech).

Pochodzę z Sosnowca, to znaczy tutaj się urodziłam, i kompletnie się tego nie wstydzę.

Szwedzki: Sosnowiec bardzo lubię, kocham wręcz. Tam pojawiły się pierwsze Szwedziki, ale najwięcej moich prac jest teraz w Katowicach.

A na świecie, gdzie można zobaczyć Twoje prace?

Szwedzki: Różnie. Mieliśmy kiedyś taki okres z chłopakami, że jeździliśmy gdzieś na trzy dni i malowaliśmy różne stolice. Byliśmy w Budapeszcie, w Pradze, byliśmy też na Teneryfie. Teraz w czerwcu lecimy do Irlandii coś pomalować. Sporo moich prac jest w Słowacji, bo tamten rejon bardzo lubię. Myślę, że tam z dziesięciu Szwedzików, by się znalazło.

A plany na najbliższy czas?

Szwedzki: Mam parę pomysłów na Katowice, ale nie mogę ich zdradzić (śmiech).

A jak cię można znaleźć w Internecie?

Szwedzki: Można wpisać szwedzki.art. Po prostu.

Dziękuję za to dzisiejsze spotkanie.

Źródło: CHILLIZET/ podcast "W pogoni za kulturą"