Trzy książki ze Śląskiem w tle, które naprawdę warto przeczytać. Poleca Adam Szaja
Ada Szaja, dziennikarz, autor serwisu "Smak książki" wskazał trzy książki związane z regionem Śląskim, które naprawdę warto przeczytać. To, jego zdaniem, naprawdę ciekawe pozycje, które dostarczą mocnych wrażeń oraz wzruszeń. Jedną z nich uznał nawet za jedną z najlepszych książek, które przeczytał w 2024 r.
- "Tkocze", "Sosnowiec. Nic śląskiego" oraz "Tatko" – to trzy książki ze Śląskiem w tle, które zdaniem Adama Szai, autora serwisu "Smak książki" naprawdę warto przeczytać
- Jedna z tych książek znalazła się na jego liście najlepszych książek przeczytanych w 2024 r. Dowiedz się, która z nich
Magda Mleczko: Dzisiaj moim gościem jest Adam Szaja, dziennikarz, autor serwisu "Smak książki". Facet, który o książkach wie chyba wszystko, bo przeczytał ich całe mnóstwo...
Adam Szaja: A oni ciągle piszą... (śmiech)
Do tego jest obieżyświatem, wędruje po świecie. Ostatnio był w Japonii, Korei Południowej oraz na Tajwanie. Czy te Twoje podróże wiążą się z książkami?
Adam Szaja: One są podyktowane książkami. W Japonii nagrałem kilka materiałów między innymi o reportażu Harukiego Murakamiego. Tego pisarza kojarzymy przede wszystkim z powieści (jest on od kilku lat bardzo wysoko na liście bukmacherskiej, jeżeli chodzi o literackiego Nobla), ale napisał również świetny reportaż o zamachu terrorystycznym w metrze w Tokio w marcu 1995 roku. Pewna grupa podrzuciła tam worki z sarinem i je przebiła. On zaczął się tam rozpływać i niestety kilka osób zginęło (12 – przypomina redakcja), a kilka tysięcy osób do dzisiaj boryka się ze skutkami ubocznymi, typu zaniki pamięci, problemy z widzeniem. Właśnie tam w Tokio, w takim anturażu metra, nagrałem ten materiał. Mam też inny materiał o fenomenie Toshikazu Kawaguchi, japońskiego pisarza, który napisał serię "Zanim wystygnie kawa". Kilka milionów egzemplarzy tej książki sprzedało się już na całym świecie. Byłem też w bardzo fajnej bibliotece w Seulu, w Korei Południowej. Mieściła się w dużym centrum handlowym. Tak więc sobie podróżuję śladami książek tu i tam.
Przyniosłeś dzisiaj trzy propozycje książek ze Śląskiem w tle...
Adam Szaja: Tak, rzeczywiście wszystkie trzy związane są z tym regionem. Pierwsza w nich może nam się początkowo wydawać niezwiązana ze Śląskiem. Chodzi o książkę "Tkacze" Gerharta Hauptmanna. Ten autor dostał w 1912 r. literackiego Nobla. Właśnie ukazało się tłumaczenie tej książki na śląski. Przetłumaczył ją pan Mirek Syniawa. On, aby zrobić ten przekład, przejrzał 31 przekładów tej książki, od japońskiego po grecki. Chciał uchwycić "ducha" książki. Efektem są właśnie "Tkocze". I w oryginale, i w tłumaczeniu jest to taki dramat pięcioaktowy o powstaniu tkaczy. Trzy pierwsze akty to takie przygotowawcze, czwarty akt to wejście do domu złego przedsiębiorcy, a piąty to są różne reperkusje związane z tym, co zrobili. Cieszę się, że klasyka też jest przekładana na śląski. Mam nadzieję, że tego będzie coraz więcej, zwłaszcza gdy język śląski zostanie uznany za język regionalny...
I nie tylko książki będą tłumaczone na śląski, ale również więcej filmów będzie dubingowanych po śląsku. One tutaj cieszą się ogromną popularnością. Jeśli chcecie posłuchać, jak aktorzy na żywo dubbingują filmy, to zapraszamy do Kina Światowid w Katowicach. Ale wróćmy do kolejnych książek.
Adam Szaja: Kolejna książka jest autorstwa Ani Malinowskiej, dziennikarki. Ona dwa lata temu napisała cykl reportaży "Od Katowic idzie słońce", a teraz napisała kolejną książkę "Sosnowiec. Nic śląskiego". Sporo rzeczy mnie tam zaskoczyło, na przykład historia pewnego małżeństwa, które chyba przez 18 miesięcy ukrywało w swoim mieszkaniu pod podłogą troje Żydów. To jest naprawdę mocna historia. Ania dotarła do osób, które teraz tam mieszkają. Jest też historia o Stefanie Żeromskim, który przewinął się przez Sosnowiec. Jest też historia o Trójkącie Trzech Cesarzy. Ta książka pokazuje, że ten Sosnowiec w niektórych miejscach w Polsce wyszydzany, memowany, ma też wiele bardzo ciekawych historii.
Tę pamięć o Sosnowcu pielęgnuje też Teatr Zagłębia w Sosnowcu, który organizuje spacery śladami sosnowieckich historii, a także wystawia spektakle o znanych osobach, które są związane z tym miastem. Ostatnio wszedł na afisz spektakl o Władysławie Szpilmanie, kompozytorze, który też pochodził z Sosnowca...
Adam Szaja: Tych sosnowieckich historii jest całkiem sporo, jeśli niektóre z nich chcielibyście poznać, to polecam książkę Ani Malinowskiej. Na okładce książki jest dinozaur, który stoi przy Wydziale Nauk Ziemi.
A książka numer trzy?
Adam Szaja: Zostawiłem ją na koniec, bo to jest bardzo mocna rzecz. Chodzi o "Tatko" Izabeli Tumas. To jest debiut i to bardzo dobrze oceniany. Dla mnie to też jedna z najlepszych książek przeczytanych w tym 2024 r. To jest historia z Będzina. Główną bohaterką jest Mała, a książka opowiada o bardzo trudnych relacjach rodzinnych, o bardzo trudnych relacjach z ojcem, który nadużywał alkoholu i przez którego dochodziło do bardzo wielu nieprzyjemnych scen. To jest oczywiście wszystko wymyślone, ale często mówi się, że pierwsza powieść jest najbardziej autobiograficzna. Pojawia się pytanie, ile w tej książce jest własnych przeżyć autorki z dzieciństwa. To jest bardzo mocna, trudna historia. To siedmio-, czy ośmioletnie dziecko, czyli ta Mała, musi biegać po alkohol dla ojca, albo do sąsiadów, by pożyczyć pieniądze na alkohol. Jest świadkiem demolowania i próby spalenia mieszkania. Ale są też takie momenty, które dają nadzieję, na przykład, gdy ojciec zabiera ją w podróż pociągiem do rodziny, mieszkającej w okolicach Białegostoku. Problem w tym, że wyskakuje w Warszawie, żeby sprawdzić coś na rozkładzie jazdy, a pociąg odjeżdża razem z Małą. Widać, że on chce dobrze, ale nie wychodzi mu to najlepiej. Ta książka daje do myślenia, wzrusza, wielokrotnie wkurza, jeżeli chodzi o postać tego tytułowego "tatki".
Ale to określenie "tatko" jest raczej pieszczotliwe, ale z książki wynika inaczej...
Adam Szaja: Tak ten tytuł jest w kontrze do tego, co się dzieje w środku. Ta książka powinna mieć zupełnie inny tytuł. Może niekoniecznie powinno być to cenzuralne słowo. Pierwszy raz spotkałem się też z takim zabiegiem, że kilka ostatnich stron, zanim się do nich dotrze, jest zaklejonych. Kupujemy tę książką i tutaj jest napisane: "a to na koniec". To jest prośba od autorki, abyśmy zanim nie dotrzemy do tego miejsca książki, nie zaglądali tam, nawet przez przypadek. A gdy już dotrzemy, to dopiero rozdzieramy te zaklejenie i czytamy koniec. Przyznam, że czasem mnie kusi, aby zobaczyć, co jest na końcu książki...
Podejrzewam, że nie tylko ciebie...
Adam Szaja: Ale rzeczywiście tych ostatnich kilka stron zmienia wiele. Prawdziwym wyzwaniem dla autorki jest teraz druga książka. W którą stronę pójdzie? Czy będzie na takim samym poziomie, jak "Tatko"?
A jaki jest kolejny punkt na Twojej mapie podróżniczej?
Adam Szaja: Moje plany podróżnicze zmieniają się, jedynym pewnym punktem jest wyprawa w marcu do Wietnamu oraz Kambodży. Ale być może w styczniu będzie jeszcze Lizbona oraz Porto, bo kilka dni temu wymyśliłem sobie materiał o pięknych księgarniach, które tam są. One są naprawdę bajkowe. Chciałbym też szerszemu gronu pokazać, że świat się bardzo skurczył. Coś, co kiedyś wydawało nam się, że jest bardzo daleko, teraz tak naprawdę jest bardzo blisko. Wystarczy kilka godzin, aby tam dotrzeć.
Bardzo Ci dziękuję za tę rozmowę.
Źródło: CHILLIZET