Na antenie:

"Podjadanie niszczy odchudzanie". Jak insulinooporność wpływa na nasze zdrowie?

10 min. czytania
Aktualizacja 30.01.2024
01.01.2024 22:22
Zareaguj Reakcja

Insulinooporność – niektórzy mówią to "wyrok współczesności". Czy rzeczywiście taka diagnoza jest wyrokiem, a może impulsem do zmian? Jak żyć z insulinoopornością i czy rzeczywiście jest ona tak problematyczna jak się wydaje? Co jeść, gdy okaże się, że mamy insulinooporność? Co zrobić, gdy mimo zmiany stylu życia nie możemy schudnąć i borykamy się z otyłością brzuszną? O tym rozmawiamy z dr Luizą Napiórkowską, endokrynolożką, która dzieli się swoją wiedzą nie tylko ze swoimi pacjentami w gabinecie lekarskim, ale również w social media (na Facebooku jako Okiem doktor Luizy).

Podjadanie niszczy odchudzanie
fot. Shutterstock

Daria Ładocha: Czy insulinooporność to rzeczywiście wyrok, a może impuls, sygnał do zmiany diety, stylu życia (w tym higieny snu). Czy chory z tą diagnozą ma jeszcze czas na zmiany?

Dr Luiza Napiórkowska: Jeśli mamy insulinooporność, to jest to dobry czas na zmiany. Dlaczego? Jeśli nie będziemy jej leczyć, to kolejnym etapem jest stan przedcukrzycowy, a potem cukrzyca typu 2. Wtedy mamy i insulinooporność, i cukrzycę typu 2. Insulinooporność jest początkowo związana z rozwojem otyłości brzusznej, tzw. trzewnej, a później z rozwojem otyłości rozumianej jako BMI powyżej 30. Obecnie wiele kobiet zgłasza się do endokrynologa czy diabetologa, mówiąc, że mają problemy ze spadkiem masy ciała. Często pojawia się pytanie: dlaczego tak się dzieje? Przyczyn można wymienić wiele. Mamy postęp cywilizacji, żyjemy szybko, robimy coraz więcej rzeczy, mamy coraz mniej czasu dla siebie, mniej się ruszamy, nie mamy właściwej edukacji żywieniowej, a więc nie wiemy, co i jak łączyć ze sobą.

Daria Ładocha: Ale jak powinniśmy działać, gdy już mamy rozpoznanie insulinooporności?

Dr Luiza Napiórkowska: Trzeba udać się do lekarza, najlepiej endokrynologa lub diabetologa, który pokieruje naszym leczeniem. Musimy jednak pamiętać, że leczenie insulinooporności jest często leczeniem zespołowym, a więc wymaga pomocy nie tylko lekarza, ale również dietetyka, psychodietetyka, fizjoterapeuty. Tej chorobie towarzyszy nie tylko otyłość trzewna, ale także otyłość całego organizmu. W związku z tym często potrzebujemy i leczenia farmakologicznego, i fizjoterapii (gdy pojawiają się zwyrodnienia), i edukacji żywieniowej, a więc nauczenia się, jak prawidłowo komponować posiłki, jakie przerwy stosować pomiędzy nimi i co jeść, by nie podjadać.

Daria Ładocha: A co to konkretnie oznacza?

Dr Luiza Napiórkowska: Czasem przychodzą do mnie pacjenci i mówią, że jedzą regularnie, ale w międzyczasie piją kawę z mlekiem, zjedzą jabłko, czy kawałek czekoladki. To wszystko jest podjadaniem, a podjadanie niszczy odchudzanie.

Daria Ładocha: A jak dochodzi do tej insulinooporności? Bo czasem tak się zdarza, że nagle kobieta tyje 10 kg. Z jej perspektywy nic się nie zmieniło, ani dieta, ani styl życia... Dlaczego się tak dzieje?

Dr Luiza Napiórkowska: Gdy pacjent przychodzi do nas na wizytę, to zawsze pytamy, w jakim czasie przytył te 10 kg. Są pacjenci, którzy tyją w ciągu 5 lat, a są pacjenci, którzy tyją w ciągu 6 miesięcy. To nie jest normalne. U takiego pacjenta trzeba przeprowadzić diagnostykę, czy pewne układy hormonalne nie są zaburzone. Jeśli mamy pacjenta, który ma insulinooporność, to musimy ocenić, jak pracuje jego tarczyca. Czyli trzeba wykonać podstawowe badania tarczycy. Czasami rozszerzamy badania o inne układy hormonalne, ale taką podstawą jest sprawdzenie funkcji tarczycy. Dlatego, że możemy mieć nałożenie się patologii tarczycy, np. niedoczynność tarczycy, i insulinooporności. W związku z tym zawsze patrzymy na pacjenta holistycznie.

Jeśli mamy insulinooporność, to jest to dobry czas na zmiany. Dlaczego? Jeśli nie będziemy jej leczyć, to kolejnym etapem jest stan przedcukrzycowy, a potem cukrzyca typu 2. - dr Luiza Napiórkowska

Daria Ładocha: Podczas wizyty bierze Pani pod uwagę nie tylko wyniki badań, ale również pojawiające się objawy…

Dr Luiza Napiórkowska: Tak, bo objawy mogą wynikać nie tylko z insulinooporności, ale także z innych układów. Endokrynolodzy czy diabetolodzy to również lekarze chorób wewnętrznych i na przykład zmęczenie, z którym spotykamy się w codziennej praktyce klinicznej, może na przykład wynikać z niedokrwistości. Dlatego – jak wspomniałam wcześniej – zlecamy też diagnostykę w kierunku innych chorób.
Taką chorobą, która często współistnieje z insulinoopornością, otyłością brzuszną, jest niealkoholowe stłuszczenie wątroby. Dzieje się tak, dlatego, że komórki tłuszczowe mogą – podobnie jak alkohol – destrukcyjnie wpływać na wątrobę, najpierw na jej stłuszczenie, potem na jej zwłóknienie, a w końcowym etapie na jej marskość. Niestety ponad 90 proc. stłuszczeń wątroby to stłuszczenia metaboliczne, czyli wynikające głównie z nadmiernej tkanki tłuszczowej. I to trzeba leczyć! Pacjenci ze stłuszczeniem wątroby mają problem ze spadkiem masy ciała, więc to też ważne, aby tę komórkę wątrobową móc przywrócić do pełnej formy.

Redakcja poleca

Daria Ładocha: Nie mogę schudnąć... bardzo często to słyszę, zwłaszcza wśród kucharzy. I to chyba nie chodzi o to, że my za dużo jemy, tylko o to, że my często próbujemy. Czy ludzie, którzy ciągle podjadają, są bardziej narażeni na insulinooporność?

Dr Luiza Napiórkowska: Niestety podjadanie jest czynnikiem zwiększającym ryzyko otyłości brzusznej, czy otyłości w ogóle. Musimy pilnować się z porami posiłków, bo nasz przewód pokarmowy stworzony jest do tego, by jeść, trawić i nie jeść. W takim cyklu. On też musi odpocząć, zregenerować się. Jeśli my stale jemy, ciągle stymulujemy nasz układ pokarmowy do trawienia, to on – mówiąc kolokwialnie – nie ma czasu na odpoczynek. A nasze narządy wewnętrzne lubią mieć czas na odpoczynek. Serce kurczy się i rozkurcza, płuca – mamy wdech, chwila przerwy i wydech. Wszystko jest w jakimś rytmie. Tak samo w rytmie powinniśmy zjadać posiłki. Taka jest nasza natura.
Kiedyś w czasach pierwotnych jedliśmy, ile chcieliśmy, ale później nie jedliśmy tydzień, bo nic innego nie było. W obecnych czasach mamy bardzo łatwy dostęp do jedzenia i to jedzenie jest wszędzie. Aby więc utrzymać masę ciała, nie wolno podjadać. Nawet gdy żujemy gumę, to uruchamiamy fazę głowową trawienia i to też działa niekorzystnie na nasz układ pokarmowy (on znowu nie odpoczywa). Dlatego żucie gumy jest podjadaniem, picie kawy z mlekiem jest podjadaniem. Gdy mnie pacjentki pytają, czy mogą pić kawę między posiłkami, odpowiadam: tak, ale czarną kawę bez mleka i bez cukru. Picie słodkich napojów, picie czegokolwiek, co jest kalorią, nie jest wskazane. Dlatego wracając do naszych kucharzy, mają wielkie trudności w tym aspekcie.

Daria Ładocha: A co ze snem? Sen jest przecież potrzebny nie tylko po to, aby lepiej trawić, ale aby podejmować lepsze decyzje dietetyczne w ciągu dnia.

Dr Luiza Napiórkowska: Gdy rozpoczynałam swoją pracę, mniej więcej w roku 2000, to nie pytałam swoich pacjentów o sen, bo wtedy większość dobrze spała i nie miała problemu ze snem. Ale wtedy nie mieliśmy smartfonów, tylu fajnych programów w telewizji…
Czasy się zmieniły i teraz mamy taką sytuację, że sporo osób ma problem ze spaniem. To jest kwestia naszego przebodźcowania, cywilizacji, stylu życia. Oszczędzamy na śnie celem zrobienia różnych fajnych rzeczy. A my, ludzie, musimy spać średnio około 8 godzin dziennie. Jeśli jesteśmy dziećmi to więcej, jeśli jesteśmy po 50. roku życia, to możemy spać troszkę mniej. Oczywiście to wszystko zależy od tego, czy jest zima, czy jest lato. Ale średnio śpimy 8 godzin na dobę.
Dlaczego to tak ważne? Dlatego, że wtedy następuje regeneracja naszych narządów wewnętrznych, m.in. mózgu. Podczas snu następuje również wydzielanie korzystnych hormonów i hamowanie tych niekorzystnych. I takim hormonem, którego obniżenie następuje podczas snu, jest kortyzol. Wszyscy wiemy, że odpowiada on za stres. I w fazie głębokiej snu, następuje obniżenie kortyzolu i wydzielenie hormonów wzrostu. Ta faza głębokiego snu, z przerwami, trwa około 4 godzin, później sen jest coraz płytszy. Te wspomniane hormony, w odpowiedniej ilości, są ważne, abyśmy się dobrze czuli. Doskonale wiemy, że po dobrze przespanej nocy, o wiele lepiej myślimy. Jeżeli się nie wyśpimy, nie obniżmy sobie kortyzolu, nie wyzwolimy sobie odpowiedniej ilości hormonu wzrostu, to będziemy zmęczeni i będziemy sięgać w ciągu dnia po posiłki wysokocukrowe i wysokotłuszczowe, a więc po słodycze, po różne energetyki albo słodkie, gazowane napoje również te typu zero. To nie jest dobry pomysł. Nasza flora bakteryjna waży 1,5 kg, a ilość genów zawartych w niej jest to 100 razy większa niż u nas. Dlatego musimy się zastanowić, co tak naprawdę chcemy dożywić, czy tę florę bakteryjną prawidłową, czy też nieprawidłową. My dożywiamy nie tylko siebie, ale też i ten obcy genom. To dlatego żywienie jest bardzo ważne. To, co jemy, jest kluczowe dla naszego samopoczucia.

Daria Ładocha: No właśnie i to samopoczucie warunkuje później większość naszych decyzji, które potem podejmujemy w ciągu dnia. Co może zrobić osoba, która już wie, że tę insulinooporność ma. Od czego powinna zacząć zmianę nawyków żywieniowych, by się nie zniechęcić od razu?

Dr Luiza Napiórkowska: Jeśli chodzi o żywienie, to najpierw zalecam, by pacjent jadł to co je, ale regularnie, bez podjadania. Ustalmy, że jemy 3 lub 4 posiłki dziennie i tego się trzymajmy. Najważniejsze jest niepodjadanie. To jest pierwszy krok, fundamentalny. Gdy pacjent nauczy się nie podjadać, to drugim elementem będzie modyfikacja tego co je. Ale – jeszcze raz podkreślam – to, co nas najczęściej gubi to podjadanie i nieregularność posiłków. Zawsze mówię pacjentom +/- 30 minut, więc jeśli zwykle mamy śniadanie o 7.00, to możemy je zjadać pomiędzy 6.30 a 7.30, ale nie jedzmy śniadania o 7.00, a kolejnego dnia o 10.00. Tak samo z pozostałymi posiłkami. Bardzo ważne jest, by jeść posiłki o określonych porach.
Kolejna rzecz, to zasypianie przed godziną 24.00. Ostatnio miałam pacjentkę, która kładzie się spać pomiędzy godziną 2.00 a 6.00 rano i to jest bardzo poważny problem. Jeśli ktoś ma duże zaburzenia snu, nie może zasnąć, to nie powinien leczyć się na własną rękę. Są poradnie zaburzeń snu, do których mozna się udać, biorąc skierowanie od lekarza pierwszego kontaktu. Tam są lekarze i psychologowie, którzy zajmują się zaburzeniami snu.
Kolejna rzecz, to aktywność fizyczna. Polecam na początku aktywność najprostszą, jaką można sobie wyobrazić, czyli chodzenie. Chodzenie to jest oddech dla ciała. Powtarzam to moim pacjentom: proszę, chodzić, chodzić, chodzić... I wtedy pojawia się pytanie: ile mamy chodzić? Zacznijmy nawet od 3 tys. kroków dziennie, ale zacznijmy. Natomiast taką dzienną dawką, która jest dawką polecaną, to 10 tys. kroków. Jeżeli uda nam codziennie zrealizować ten limit, co wcale nie jest łatwe, to będzie super. 10 tys. kroków to jest około 7 km dziennie.
Tyle codziennie powinny chodzić kobiety po 40. roku życia, bo im bez tego ruchu będzie bardzo trudno zrzucić zbędne kilogramy. Dlatego zachęcam do spacerów, długich spacerów, także weekendowych, a także do wracania z pracy spacerem (przynajmniej jakiś fragment drogi).

Niestety podjadanie jest czynnikiem zwiększającym ryzyko otyłości brzusznej, czy otyłości w ogóle. Musimy pilnować się z porami posiłków, bo nasz przewód pokarmowy stworzony jest do tego, by jeść, trawić i nie jeść. W takim cyklu. - dr Luiza Napiórkowska

Daria Ładocha: Kobieta, która przytyła 10 kg, ma otyłość brzuszną, często myśli sobie: ja muszę więcej ćwiczyć. Idzie na siłownię czasami się katuje na ciężkich treningach i wtedy okazuje się, że nie dość, że nie spada ta masa ciała, ale pojawia się frustracja i brak sił. A powinno być przecież odwrotnie. Powinny się pojawić endorfiny i przypływ energii. Co poszło nie tak?

Dr Luiza Napiórkowska: Jeśli mamy osłabione ciało fizyczne, jesteśmy przemęczeni, przepracowani, a nasze ciało jest zmęczone zmianami, które w nim zachodzą, to lepiej pójść na spacer niż na trening, zwłaszcza zbyt intensywny. Dlaczego? Ponieważ podczas takiego treningu znacznie podniesie się nam poziom kortyzolu, czyli hormonu związanego ze stresem. Po takim treningu możemy się czuć bardzo źle. Musimy więc działać małymi kroczkami. Insulinooporność, otyłość brzuszną, otyłość ogólną leczymy powolutku.
Zdarzają się pacjenci, którzy stosują się do zaleceń. Wiedzą, że muszą chodzić, że mają utrzymywać prawidłową dietę, nie podjadają, dobrze śpią, a mimo to nie mogą zrzucić masy ciała. I tacy pacjenci też są i nie należą do rzadkości. Czyli mimo zdrowego stylu życia, nie mogą schudnąć i wtedy wkraczamy z leczeniem. To leczenie jest bardzo dobre, bo pomaga ogarnąć nasze ciało hormonalnie, metabolicznie. Stosowane leki komponują się z naszym metabolizmem i są bardzo skuteczne.

Redakcja poleca

Daria Ładocha: Pacjenci bardzo często boją się takiego leczenia, bo martwią się, że będą musieli brać te leki do końca życia. Czy jest jakiś sposób na wyjście z tych leków?

Dr Luiza Napiórkowska: Rzeczywiście część pacjentów boi się podjąć leczenia. Mówią, że nie chcą się uzależnić. Tłumaczę wtedy, że to nie jest żadne uzależnienie i że ta terapia wyrównuje zaburzenia metaboliczne. Te leki naprawiają metabolizm.

Daria Ładocha: O jakie leki chodzi?

Dr Luiza Napiórkowska: Takim lekiem, który jest podstawą w leczeniu insulinooporności, a także stanu przedcukrzycowego, cukrzycy, czy insulinooporności z zespołem policystycznych jajników, jest metformina. Ten preparat nie tylko reguluje metabolizm, ale działa też przeciwstarzeniowo, a nawet – jak wskazują niektóre badania – antynowotworowo. To jest lek, który lubię i zdradzę, że wielu endokrynologów, przede wszystkim endokrynolożek w wielu menopauzalnym, przyjmuje ten preparat, aby zapobiec otyłości brzusznej. Tak w skrócie: pomaga nam wyregulować metabolizm, zmniejsza łaknienie, a tym samym pozwala nam schudnąć. Dzięki niemu mamy mniejszą ochotę na słodycze. Ale nie zastępuje konieczności zmiany diety, czy ćwiczeń. Wspomaga te działania, ale ich nie zastępuje. Nie należy się więc tych leków bać, nie uszkadzają nerek, wątroby. Ale oczywiście o jego zastosowaniu zawsze decyduje lekarz, który ma obraz całości. My do każdego pacjenta podchodzimy holistycznie, indywidualnie. Bo każdy z nas jest inny i ma inne potrzeby.

Jeśli mamy osłabione ciało fizyczne, jesteśmy przemęczeni, przepracowani, a nasze ciało jest zmęczone zmianami, które w nim zachodzą, to lepiej pójść na spacer niż na trening, zwłaszcza zbyt intensywny. - dr Luiza Napiórkowska

Daria Ładocha: Często pacjenci z insulinoopronością skarżą się, że nie mają energii, w związku z tym trudno im wyjść na spacer, nie mają siły, by sobie coś dobrego, zdrowego ugotować. Jak im pomóc, dać tego pierwszego kuksańca?

Dr Luiza Napiórkowska: Jeśli tak totalnie nie mamy energii, to trzeba poszerzyć badania i sprawdzić, czy pacjent nie ma jakiś innych schorzeń, np. boreliozę. Jeśli wykluczymy przyczyny internistyczne braku sił, braku energii, czy przyczyny hormonalne, np. niewydolność jakichś narządów, to takiego pacjenta trzeba skonsultować również z psychiatrą, by sprawdzić, czy nie ma depresji. Bo też tak może być. Ale jeśli nie ma depresji, a badania są dobre, to trzeba pacjenta jakoś zmotywować, aby wyszedł na spacer. Może powinien się umówić z kimś rodziny lub sąsiadów na wspólne wyjścia.
Jeśli jednak pacjent śpi 8 godzin, nie ma chorób współistniejących, i nadal jest zmęczony, to powinna nam się zapalić czerwona lampka, że coś jest nie tak. Taki pacjent powinien być konsultowany z innymi specjalistami.

Daria Ładocha: A jakie badanie powinniśmy wykonać, by sprawdzić, czy wszystko w nami jest ok?

Dr Luiza Napiórkowska: Podstawowe badania, które trzeba wykonać to: badanie poziomu TSH, glukozy, insuliny, witaminy D, a także morfologię krwi. Te badania można zrobić podczas jednego pobrania. Z wynikami tych badań trzeba pójść do lekarza, a on na ich podstawie podejmie decyzję o rozszerzeniu diagnostyki lub nie.

Daria Ładocha: Bardzo dziękuję za rozmowę.

Redakcja poleca

Uwaga!

Powyższa porada nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Pamiętaj, że w przypadku jakichkolwiek problemów ze zdrowiem należy skonsultować się z lekarzem.

Źródło: CHILLIZET