Jak podejść do kwestii pieniędzy w związku? "Jedna ze stron zawsze zarabia więcej"
Idealnie byłoby, gdyby każdy z partnerów w związku zarabiał podobnie, wtedy rachunki można byłoby dzielić na pół, ale rzadko tak bywa. Jak podejść do kwestii pieniędzy w związku? Jaki model finansowania sprawdzi się najlepiej? O tym opowiada dr Julita Czernecka, socjolożka miłości i singli z Uniwersytetu Łódzkiego, specjalizująca się w tematyce relacji i związków.
Finanse to częsta przyczyna konfliktów w związku. Nie potrafimy rozmawiać o pieniądzach, choć to istotna kwestia, którą należałoby omówić, zanim ten związek stworzymy. Musimy pamiętać, że każdy z nas ma inne doświadczenia wyniesione z domu, każdy z nas ma inne przyzwyczajenia, każdy z nas ma inne podejście do pieniędzy. Jedni lubią mieć poduszkę finansową, więc nadwyżki odkładają na konto oszczędnościowe, inni mają "lekką rękę" do wydatków i ledwo im starcza do kolejnej wypłaty. Jak pogodzić tak różne podejścia? Nie ma jednego dobrego rozwiązania. Jedni mają wspólne konto, inni mają dwa oddzielne konta i dzielą się wydatkami na pół, jeszcze inni mają oddzielne konta i jedno wspólne konto, na które przelewają określone kwoty. Jak wygląda kwestia finansów w związkach z punktu widzenia socjologa? Wyjaśnia dr Julita Czernecka, socjolożka miłości i singli z Uniwersytetu Łódzkiego, specjalizująca się w tematyce relacji i związków.
Aleksandra Pucułek: Finanse w związkach. Jak to wygląda w polskich parach z punktu widzenia socjologa?
Julita Czernecka: To zależy od sytuacji i tego, jaki tworzymy związek. Rozważmy to na konkretnym przykładzie – kobieta i mężczyzna, oboje zarabiają mniej więcej po równo. Tworzą oni związek bardziej egalitarny, czyli równościowy. Każdy ma swoje konto, ale mają też jedno wspólne, na które zrzucają się na rachunki, na zakupy, na wakacje, czyli na wszystko, co dotyczy wspólnego życia. Oprócz tego każde z nich ma pieniądze na swoje prywatne wydatki, na przykład na kosmetyki, ubrania, wyjście z przyjaciółmi, książki, czy gry. I to jest idealne rozwiązanie, o ile para ma porównywalne zarobki. Statystycznie w Polsce kobiety zarabiają ciut mniej niż mężczyźni – to około 7 proc. różnicy. Ale im wyższe piastujemy stanowiska, tym ten gender gap jest większy. Ta różnica płacowa jest coraz większa. To jest w ogóle temat na inną rozmowę, bo przyczyn tego zjawiska jest wiele. Kobiety rzadziej proszę o podwyżkę, mają też przerwy związane z macierzyństwem... więc o taką równość płacową w związku jest trudno. Zwykle jedna ze stron zarabia więcej i w takiej sytuacji podział wszystkich rachunków na pół może być dużo trudniejszy.
Aleksandra Pucułek: To wyobraźmy sobie sytuację, że mężczyzna zarabia więcej, ale jego partnerka więcej zajmuje się domem. Czy da się tu wprowadzić równy podział?
Julita Czernecka: Oczywiście, ale wszystko zależy od postawy partnerów i zrozumienia, że dbanie o dom to również wkład finansowy. Moi studenci ekonomii, których pozdrawiam, wyliczyli kiedyś (podkreślę, że to było kilka lat temu!), że takie dbanie o dom, czyli sprzątanie gotowanie, pranie to koszt od 4000 zł do 6000 zł miesięcznie. Myślę, że przy dzisiejszych cenach to byłyby koszt rzędu 10 000 zł. Jeśli chcemy równości w związku, to musimy dzielić nie tylko rachunki na pół, ale też prace na rzecz domu. Nie to, co kto lubi, tylko to, co trzeba zrobić. Podział powinien być równy, oczywiście przy założeniu, że oboje pracujemy zawodowo. Są takie pary, które potrafią dzielić się obowiązkami tydzień w tydzień. W jednym tygodniu ona zajmuje się domem, w drugim – on, ale... my jesteśmy tylko ludźmi. Mamy różny czas w życiu. Zdarzają się gorsze i lepsze dni. Czasami wypadamy z rynku pracy, czasami chorują nam dzieci, rodzice... Nigdy nie ma tak, że jest po równo. To dotyczy nie tylko finansów, ale i życia w ogóle. Każdy musi sobie odpowiedzieć, w jakim związku chce funkcjonować i czym ta równość, czy raczej równowaga jest dla niego.
Aleksandra Pucułek: Czy partnerzy powinni wiedzieć, ile kto zarabia?
Julita Czernecka: Otwartość, szczerość to podstawa. Finanse są ważnym tematem, takim samym, jak inne tematy. Skoro omawiamy to, czy chcemy mieć dzieci, gdzie mamy mieszkać etc., to dlaczego nie mielibyśmy rozmawiać o pieniądzach? Wiem, że o finansach mówi się trudno. U nas pokutuje takie przekonanie, że o pieniądzach się nie mówi, bo pieniądze szczęście nie dają. Ok, może nie dają, ale zapewniają nam byt, trzeba więc o nich rozmawiać i to już na początku związku. Zdarza się, że młodzi ludzie decydują się na ślub i jedna strona rodziny zasila młodych bardzo mocno, a druga nie ma takiej możliwości. Takie sytuacje też trzeba przegadać, bo bywa, że one później "wybijają" jak wulkan przy sprawach rozwodowych.
Aleksandra Pucułek: No dobrze, a jak kobieta nie pracuje zawodowo, to jak te finanse ułożyć?
Julita Czernecka: Zdarza się, że para podejmuje decyzję, że kobieta nie będzie pracowała zawodowo i zajmie się opieką nad dziećmi, dbaniem o dom. To nie jest wcale takie rzadkie zjawisko, bo nie żyjemy już w wielopokoleniowych rodzinach tak jak kiedyś. Kobiety muszą sobie dzisiaj radzić same, bo nie mają wsparcia babci, mamy, cioci, czy siostry.
Aleksandra Pucułek: Ale czy mąż powinien założyć żonie konto i tam przelewać pieniądze?
Julita Czernecka: Powinno być tak, że pensja mężczyzny, gdy kobieta nie zarabia, pokrywa wszystkie obszary życiowe. Mąż nie może wypominać żonie, że ty nie zarabiasz, że nie chodzisz do pracy, siedzisz w domu, bo jak wiemy, jej praca na rzecz domu też ma wymierną wartość.
Opowiem historię, która wryła mi się w pamięć. To była para, która skończyła prestiżowe studia. On poszedł do pracy, ona postanowiła zostać w domu, bo dla niej wzorem była babcia. Gotowała obiady (on dostawał do pracy posiłki w termosach), zawsze miał wyprane i wyprasowane koszule, dom był bardzo zadbany, pachniało w nim konfiturami i chlebem. Po 2-3 latach takiego życia. On zaczął przychodzić do domu i przebąkiwać, że jakaś koleżanka jest po takich samych studiach, a już awansowała na menadżerskie stanowisko. "Może ty też poszłabyś do pracy?". Podobne uwagi dziewczyna słyszała od swojej mamy: "Skończyłaś prestiżowe studia, siedzisz w domu i nic nie robisz". To było dla niej bolesne. Gdy powiedziała, że chce urodzić dziecko i się nim zająć, znowu zmierzyła się z niezgodą na realizację własnych planów.
Aleksandra Pucułek: Czy finanse w związku to jest częsty konflikt?
Julita Czernecka: Tak, bardzo częsty, bo finanse są wyzwalaczem różnych innych, trudnych spraw, z którymi musimy się zmierzyć. Dla równowagi podam odwrotny przykład. Kobieta sukcesu, prowadząca biznes, i mężczyzna, którego kocha całym sercem. Ona ma własny biznes i naprawdę robi dobre pieniądze, a on pracuje na przeciętnym stanowisku i zarabia – jak na Polskę – dobrze, ale w porównaniu do niej nie ma szans. W tym przypadku kwestie finansów wyzwalają pytania o rolę mężczyzny w życiu. Mówi się, że to oni powinni utrzymywać rodzinę, ale w tym przypadku jest inaczej.
Mamy XXI w. i te relacje naprawdę układają się różnie. Mężczyźni, podobnie jak kobiety, również mogę stracić pracę, zachorować, nagle wypaść z rynku pracy. Jeśli utrzymywali rodzinę i teraz nie mogą, to zdarza się, że kobiety muszą iść do pracy. Kwestie finansowe wiążą się ściśle z dyskusją o naszej potrzebie bycia ważnym w związku. Czasami, gdy kobiety więcej zarabia w związku, to pyta: "Po co mi ten facet, jak muszę więcej płacić za życie, wakacje czy hipotekę?". Wtedy odpowiadam: "Do miłości, do kochania, do bycia".
Aleksandra Pucułek: Czy istnieje idealny model finansowania?
Julita Czernecka: Gdybym miała podać super receptę na związek i kwestie finansów, to radziłabym: "Doceńmy własną różnorodność, bo jesteśmy różni i w różnych energiach". Musimy sobie odpowiedzieć, jaki związek jest dla nas odpowiedni, i w jakim chcemy w nim funkcjonować, wtedy finanse też się poukładają.
Aleksandra Pucułek: Dziękuję za tę rozmowę.
Źródło: CHILLIZET/ podcast psychologiczny "Psyche"