"Najpierw SOR, potem klub go-go". Andrzej Chyra o pracy nad serialem "Sortownia"

6 min. czytania
Aktualizacja 30.01.2024
22.12.2023 12:26
Zareaguj Reakcja
---- ----

Serial "Sortownia", zdaniem ludzie ze środowiska medycznego, ma wiele wspólnego z rzeczywistością. Główną rolę w tym serialu – dr. Jacka Wolińskiego – gra Andrzej Chyra. Obsada tej produkcji jest doborowa – pojawia się kilku mniej znanych, ale utalentowanych aktorów. Jak wyglądała praca przy tym serialu? O tym w rozmowie z Tomkiem Śliwińskim opowiada Andrzej Chyra.

Andrzej Chyra
fot. Artur Zawadzki/REPORTER/ East News/ na zdjęciu Andrzej Chyra
--1-- ----

Tomasz Śliwiński: Naszym gościem jest Andrzej Chyra, odtwórca głównej roli – dr. Jacka Wolińskiego – w serialu "Sortownia", który – moim zdaniem – zupełnie inaczej pokazuje polską służbę zdrowia i daje nam możliwość bardzo mrocznej wycieczki w niektóre jej zakamarki. Dzień dobry, panie Andrzeju.

Andrzej Chyra: Dzień dobry. Może ja nie oglądam tych filmów, które się robi na temat służby zdrowia, ale ja tam nie znajduję aż tak mrocznego obrazu samego funkcjonowania służby zdrowia. Serial pokazuje raczej stopień komplikacji i poziom nerwów, które przy tym mogą się pojawiać.

Tomasz Śliwiński: Myślę, że tam jest wiele dobrego pod tym względem... Cześć moich przyjaciół, którzy są związani ze służbą zdrowia, ale też i moi krewni, powiedzieli mi, że w serialu jest wiele rzeczywistych sytuacji...

Andrzej Chyra: No to chyba dobrze... O to przecież w tym filmie chodziło!

Tomasz Śliwiński: Oczywiście, że tak. Gdy po raz pierwszy zobaczyłem "Sortownię", pomyślałam, że jej klimat przypominał mi "Ciemną stronę miasta" – filmu z Nicolasem Cagem w roli głównej. Tam był ciekawy wątek obsługi karetki, która jeździła do różnych wypadków. Tu mamy SOR... Jednak ta produkcja kryje się pod przykrywką "thriller medyczny", ale dzieją się w niej rzeczy, które skręcają w ciekawą stronę... Pojawiają się na przykład pytania: Kto ma prawo osądzać ludzi? Kto ma prawo podejmować ostateczne decyzje?

Andrzej Chyra: To nie jest chyba w tym najważniejsze... To znaczy, te pytania zostały sformułowane po filmie przez ludzi, którzy mówią i piszą o tym filmie, ale ja nie wiem, czy to jest podstawowy problem w serialu. Natomiast to, że ta kwestia została wyciągnięta, to oczywiście dobrze, bo rozszerza spectrum spraw, które przychodzą nam na myśl w związku z tym filmem. Oczywiście później zorientujemy się, że w serialu jest trochę więcej takich karkołomnych spraw.

Ten film w ogóle jest taki... ambiwalentny. Nie wiadomo, gdzie kończy się mrok, a zaczyna dzień. - Andrzej Chyra o "Sortowni"

Tomasz Śliwiński: Mnie osobiście – jako widzowi, jako osobie, która podchodzi do serialu jako rozrywki, ale i oczekuje emocji – podoba się strona związana z realizmem pokazania pracy na SORze. Pani Anna Kazejak (reżyserka serialu) opowiadała trochę o kulisach Państwa pracy. Pracowaliście, zdaje się na fantomach, prawda?

Andrzej Chyra: Oczywiście, nie możemy przecież katować siebie, czy innych ludzi (śmiech). Są takie urządzenia jak Lukas (taki tłok), który wykonuje pracę człowieka, jeśli chodzi o masaż serca. Robi to jednak z taką siłą, że w sytuacjach ostatecznych, że może nawet połamać żebra. Nie chcieliśmy nikogo narażać na takie sytuacje... Były więc manekiny, korpusy, były jakieś pojedyncze elementy anatomiczne... No i oczywiście dużo efektów wizualnych, np. wymalowanych ran. Nie epatujemy tym, ale też nie ukrywamy tego. Film ma szybkie tempo, nie pozwala zatrzymywać się dłużej przy tym. Chyba że to "zatrzymanie" służy czemuś, np. by potem rozpędzić się z jakąś nową historyjką.

Tomasz Śliwiński: Dla mnie ważną rzeczą było pokazanie zmęczenia. Tego momentu, w którym ten człowiek po drugiej stronie ekranu, mający nieść pomoc, jest tak mocno wykończony, zmęczony, ale mimo to musi podejmować niekiedy decyzje krańcowe. Zastanawiam się, w jaki sposób buduje się taką postać, jak przygotowuje się do roli. Bo trzeba dodać, nie spoilerując, że dr Jacek Woliński jest niejednoznaczną postacią...

Andrzej Chyra: Tak, on jest niejednoznaczną postacią przez to, że znalazł się dla siebie w nowej sytuacji. Nagle jakieś wydarzenie sprzed lat uderza w niego emocjonalnie (i nie tylko) z taką siłą, że on zapomina, że w życiu trzeba się orientować. Później oczywiście ta refleksja przychodzi. Nie chciałem, aby tę postać Jacka, można było opisać jednym zdaniem. Ten film w ogóle jest taki... ambiwalentny. Nie wiadomo, gdzie kończy się mrok, a zaczyna dzień.

Tomasz Śliwiński: Biorąc pod uwagę tę historię i jej meandry, muszę powiedzieć, że dla mnie wartością tej produkcji są też obserwacje społeczne, np. dotyczące relacji polsko-ukraińskich, czy traktowania drugiego człowieka jako pracownika, jako w ogóle człowieka. I tak sobie pomyślałam, że w serialach jest sporo miejsca na to, aby rozwinąć niektóre wątki, na które w produkcjach kinowych nie byłoby miejsca, chociażby ze względu na czas. Prawda?

Andrzej Chyra: Absolutnie się z tym zgadzam. Umieścić jakąś akcję w takim, a nie innym środowisku, czy w takiej, a nie innej konfiguracji ludzkiej, nie jest trudno. Tylko oczywiście musi to być jakaś interesująca historia, którą można opowiedzieć w interesujący sposób (czy to będą uchodźcy, czy to będzie klimat). To wszystko jest w zasięgu twórców. A serial lubi, jakby, "umościć się" w czymś na chwilę. W tym serialu jednak jest też próba wejścia w głąb. Może nie takiego psychologicznego, ale jest czas, aby się oswoić z kimś, zobaczyć, jakiego rodzaju jest to osobowość. Głównym nośnikiem serialu jest historia, w jej ramach można opowiedzieć o wszystkim. Ten serial porusza wiele takich tematów.
On przede wszystkim przez swoją wielowątkowość dotyka różnych środowisk i różnych spraw. Więc ta "migotliwość" przenoszenia się z akcji w inne miejsce, działa na jego korzyść. Poza tym te styczności – najpierw jest SOR, a potem jesteśmy w klubie go-go. Gdzie te sortownie, choć działają w inny sposób, funkcjonują. To pobudza nas do myślenia.

Tomasz Śliwiński: A jak Pan sądzi, czy Jacek Woliński jest takim facetem, z którym warto usiąść do stołu, napić się dobrego wina, pogadać o życiu? Czy to jest raczej ten facet, którego cenimy za fachowość, a trochę mniej za człowieczeństwo?

Andrzej Chyra: Ja myślę, że to nie jest ten przypadek. Nie pogadalibyśmy z nim, bo on chyba nie bardzo miałby ochotę mówić o sobie. Jak zobaczymy w filmie, to nie jest gadatliwy facet. Ktoś nawet go porównał do Johna Wicka...

Tomasz Śliwiński: Trochę tak, i do Dextera! Też takie porównanie znalazłem.

Andrzej Chyra: Aczkolwiek nie ukradłem mu jego "yeeeee", bo to są główne jego kwestie (śmiech). Muszę przyznać, że mnie w ogóle zainspirowały seriale koreańskie. Głównie jeden – "Stranger", który obejrzałem do samego końca. Super zabawa i świetne aktorstwo. Myślę, że ten serial też ma taką koreańską nutę w sobie. Jeśli wiemy, o co chodzi, bo to jest kino, które teraz króluje na świecie (no poza tym amerykańskim, oczywiście). Koreańczycy w sposobie opowiadania, takiej dezynwoltury w tym opowiadaniu, są doskonali. Serial "Sortownia" nie jest taki stylistycznie, ale unika takim klasyfikacjom i jest wolny, freakowy jak dla mnie.

Tomasz Śliwiński: Sam sposób i faktura realizacji obrazu daje nam dużo niepewności...

Andrzej Chyra: No właśnie, właśnie... To jest taka żywa kamera, aczkolwiek bardzo specyficznie pokazująca rzeczywistość: w sposób mroczny często, zdeformowany, ale nie epatujący. Po prostu różne chwyty są dozwolone. I to mi się podoba.

Najpierw jesteśmy na SOR, a potem jesteśmy w klubie go-go. Gdzie te sortownie, choć działają w inny sposób, funkcjonują. To pobudza nas do myślenia. - Andrzej Chyra o "Sortowni"

Tomasz Śliwiński: Biorąc pod uwagę bardzo mocne, charakterne postaci, które ma Pan na swoim aktorskim koncie, sięgając na przykład do "Komornika", czy do kultowego już "Długu", zastanawiam się, jak bierze Pan na swój aktorski warsztat postacie, które są dużym wyzwaniem na wielu szczeblach (emocjonalnym, wysiłkowym). Gdzie można byłoby postawić w tym szeregu dra Wolińskiego?

Andrzej Chyra: Tych bohaterów mógłby poustawiać koło siebie. Myślę, że jest to kwestia pogłębienia obserwacji dotyczących człowieka w ogóle. Bo dla mnie każdy film, to pewnego rodzaju eksperyment. Nie przychodzę z gotowym rozwiązaniem. Tylko ta postać musi się wkleić w tę rzeczywistość. Muszę "rozpoznać" tę postać, patrząc, w jakim miejscu ona żyje, jakie życie wybrała, jakiej muzyki słucha i w jakich butach chodzi. A potem biorę to, co jest do opowiedzenia, ale raczej nie każę mu czegoś robić tylko… Wie Pan, to są bardzo subtelne rzeczy, wolę nie dawać odpowiedzi na temat postaci niż powiedzieć o jedno słowo za dużo.

Tomasz Śliwiński: Jako epilog naszej rozmowy, chciałem Pana poprosić, aby wymienił Pan w trzech punktach (jak na recepcie), dlaczego warto zobaczyć "Sortownię".

Andrzej Chyra: Hmmm… Bo to jest dobra rozrywka, coś, co nas powinno – przynajmniej mam taką nadzieję – bawić. Myślę, że ten film jest dobrze zrobiony, czuć w nim taką staranność. W tym całym bałaganie widać tę profesjonalną robotę. Nie ma wstydu. Są też nowe, fajne twarze. Jaśminę Polak znamy, ale myślę też o Natalii Jędruś. To jest taka mocna postać. Jest też paru nowych chłopaków. To jest naprawdę coś. Jest jeszcze trochę seksu, trochę mrocznego życia. Chyba wystarczy.

Tomasz Śliwiński: A wzrok dra Jacka Wolińskiego, który trzyma strzykawkę w rękach, pozostaje widzom na długo w pamięci (śmiech). Bardzo Panu dziękuję za poświęcony czas.

Redakcja poleca

Źródło: CHILLIZET