Ten polski serial odniósł ogromny sukces. Genialnie oddaje klimat lat 80. i czasy PRL-u
"Lady Love" to serial, który można zobaczyć na platformie streamingowej Max. To historia zahukanej dziewczyny, która robi karierę w pornobiznesie w RFN-ie. Główną rolę zagrała Anna Szymańczyk. W rozmowie z Anną Serdiukow oraz Tomaszem Śliwińskim opowiada o budowaniu roli i kobietach, które ją zainspirowały. Przenieś się z nami do lat 80.
- Serial "Lady Love" można obejrzeć na platformie streamingowej Max
- Ta produkcja odniosła ogromny sukces, pozytywnie ocenili ją krytycy na całym świecie. W "Lady Love" świetnie oddano klimat lat 80. ubiegłego wieku
- Tytułową rolę zagrała w tym filmie Anna Szymańczyk. W rozmowie z Anna Serdiukow oraz Tomaszem Śliwińskim opowiedziała o kulisach produkcji tego serialu. Dowiedz się, kim się inspirowała, i jak pracowała nad rolą Lucyny Lis vel Lucy Love
Tomasz Śliwiński: Naszym dzisiejszym gościem jest Anna Szymańczyk, gwiazda serialu "Lady Love", który można oglądać na platformie streamingowej Max. Jesteśmy zachwyceni tym serialem!
Anna Serdiukow: Tak, jesteśmy w zachwycie. Aniu, gratulujemy ci – można powiedzieć – międzynarodowego sukcesu.
Anna Szymańczyk: Bardzo wam dziękuję! Jestem rozczulona tymi wszystkimi dobrymi opiniami, które do mnie spływają. Cała ekipa aktorska, realizacyjna, zostawiła tam ogromnie dużo serca. Temat nie był prosty. Serial jest chwilami brutalny, a jednak wszyscy kochamy ten projekt. To znaczy, że było dobrze. Jeżeli to się podoba widzom, to jestem niesamowicie szczęśliwa. A że jest to międzynarodowy sukces... to do mnie jeszcze w ogóle to nie dociera. Myślę, że to przyjdzie za chwileczkę (śmiech).
Anna Serdiukow: Opowiedz, proszę, jaką grasz postać, bo nie wszyscy jeszcze wiedzą. Dla mnie jest to postać, którą raz mam ochotę tulić do serca, ale bywa też, że jestem na nią wściekła, denerwuje mnie, irytuje mnie. A później znów jestem z niej dumna i myślę sobie: "tak dalej dziewczyno!". Takich postaci bardzo kinu trzeba. To jest skarb!
Anna Szymańczyk: Jest skarb, to prawda. Miałam tego świadomość, gdy otrzymałam scenariusz do serialu "Lady Love". To jest postać, która próbuje zawalczyć o siebie, wyrywa się z Polski lat 80., z małej mieściny, gdzie nie jest za bardzo lubiana i na pewno nie jest rozumiana. Jest wręcz szykanowana za to, jak wygląda i że myśli trochę inaczej niż wszyscy. Wyrywa się z tego miasta, zostawia rodzinę. Płaci za to wysoką cenę. Rusza do Niemiec, które są wtedy mitycznym rajem. Na początku nie jest jej łatwo, ale w końcu trafia jako modelka do branży filmów dla dorosłych i próbuje sobie tam z tym wszystkim poradzić.
Nie jest to łatwa branża. Jest ona zdominowana przez mężczyzn. Aby kobieta mogła sobie tam dać radę, musi mieć przysłowiowe "jaja". Moja postać je ma (śmiech). Wracając do twoich słów, że czasami ją kochasz, czasami jej nienawidzisz. Miałam dokładnie tak samo. Były sceny, w których ją doskonale rozumiałam i wiedziałam, dlaczego tak postępuje. Były jednak sceny, w których musiałam się "namóżdżyć", aby umotywować emocjonalnie jej zachowanie. Nie zawsze się zgadzam z tym, co moja postać robi, ale nie oceniałabym jej w kategoriach osoby dobrej lub złej. W ogóle uważam, że nie możemy oceniać człowieka, jeżeli nie znajdujemy się w danych warunkach.
Anna Serdiukow: To jest też serial o pewnej wolcie obyczajowej, o tym, że o wolność trzeba zawalczyć i trzeba też wiedzieć, co zrobić z tą wolnością.
Anna Szymańczyk: Tak, ja mam taki apel do osób, które boją się tego, że my w tym serialu epatujemy seksem, czy niesmacznymi scenami erotycznymi, obejrzyjcie go. Uważam, że sceny, które są pokazane w tym serialu, są bardzo dobrze zrobione i są zrobione ze smakiem. One bardziej działają na wyobraźnię, niż rzeczywiście coś pokazują.
Natomiast cały serial jest rzeczywiście o wolności. O wolności wyborów, o wolności wewnętrznej i zewnętrznej. Moja bohaterka ucieka z Polski w latach 80...
Anna Serdiukow: Z przemocowej Polski, z przemocowej relacji, z przemocowej rodziny w zasadzie.
Anna Szymańczyk: Tak, to jest 1981 rok, wprowadzenie stanu wojennego i zamknięcie kraju. Ona uzyskuje jakąś wolność w świecie dziwnym, który dla większości osób jest niezrozumiały. To przynosi jej radość, ale za tę wolność i radość musi słono zapłacić.
Anna Serdiukow: To jest też opowieść o podróży do emancypacji, do takiego konstytuowania się, kim się jest, gdzie się jest, do czego się dąży. Chciałam porozmawiać chwilę o tej transformacji twojej bohaterki, bo zaczynamy ją poznawać jako Lucynę Lis. Ona chce zostać zakonnicą, ale dokonuje się w niej dość szybka przemiana w Lucy Love. Chciałam podpytać o kulisy kreowania bohaterki w tych dwóch wariantach. Przecież w tym serialu zmienia się dynamika twojego ciała. Ty inaczej chodzisz, inaczej mówisz, gdy jesteś Lucyną, a inaczej, gdy instalujesz się w innym, tym wolnym świecie, gdy jesteś Lucy Love.
Anna Szymańczyk: To było "serce" tej roli. Kreuję tę postać przez 30 lat jej życia, od zahukanej dziewczyny, która boi się wyrażać swoje emocje, jest szykanowana, niechciana, z dużym kompleksem swojego ciała, do kobiety wyzwolonej, która ze swojego ciała robi walor, pojmuje, że może być ono jej siłą. Wszystko się w niej zmienia. Po pierwsze, dostaje za to pieniądze, po drugie ktoś ją w końcu docenia, mówi, że jest w czymś dobra. Gdy to słyszy, to się automatycznie prostuje, jej głos staje się silniejszy. Przestaje bać się wyrażania swoich emocji. Gdy osadza się w tym zawodzie, to staje się bardzo silną postacią. Buduje imperium, aż w pewnym momencie spotyka ją za to kara.
Tomasz Śliwiński: Serial "Lady Love" to też piękny obraz mody, popkultury, muzyki z lat 80. ubiegłego wieku. Jak ci z tym było?
Anna Szymańczyk: Wspaniale. Gdy usłyszałam, że to się dzieje w latach 80., to sobie pomyślałam: "ale super". Te szerokie ramiona, te natapirowane fryzury, intensywne makijaże, pawie pióra, cekiny, brokat, szeleszczące kostiumy, których akurat dźwiękowcy nie pokochali (śmiech). Przy okazji, muszę powiedzieć, że chylę czoła przed dźwiękowcami, pracującymi przy tym serialu, bo nie zawsze było gdzie zapiąć mikroport (śmiech). Kostiumy były bardzo skąpe. Natomiast te kostiumy dawały mi pewną ochronę, schronienie.
Wrócę jeszcze do tego pytania o przemianę Lucyny. Ona też zmienia swój styl ubierania się. Myślę, że to też mi pomogło stworzyć tę postać, jej ruch. Inaczej przecież chodzimy w adidasach, a inaczej w szpilkach.
Tomasz Śliwiński: Muszę jeszcze wspomnieć o ścieżce dźwiękowej, a konkretnie o piosence "Cheri Cheri Lady" w wykonaniu Ralpha Kamińskiego oraz Smolika. Od pierwszych nut tej piosenki, zakochałem się w niej. Kusi mnie, aby zaśpiewać jej refren (śmiech).
Anna Serdiukow: Aniu, wiemy, jak ważne są kostiumy, scenografia w tym filmie. To one przeniosły nas w lata 80. do RFN-u. Ci, którzy jeszcze nie widzieli serialu, nie wiedzą, że są w nim wmontowane archiwalne zdjęcia, które też uwiarygodniają tamten czas. Czy ty sięgałaś do jakichś źródeł, konsultowałaś się ze specjalistami? Bo to już w pewnym sensie miniona epoka. Nie tylko kostiumy były inne, ale też obyczaje, język... Kobiety też były w innym miejscu w hierarchii społecznej.
Anna Szymańczyk: Sięgnęłam do kilku albumów fotograficznych, które mi przybliżyły tamten czas, ale tak naprawdę, to sięgnęłam do swojej pamięci. Urodziłam w 1987 roku, więc nie są to wspomnienia bezpośrednie, ale domy moich dziadków (jedni mieszkali w mieście, drudzy na wsi) były, jak z lat 80. Te zasady, że to mężczyzna decyduje o wszystkim. Pamiętam przyszywane kołnierzyki, pamiętam robienie przetworów. Na przykład kuchnia w domu Lucyny była odwzorowaniem kuchni moich dziadków, mieszkających w Olsztynie. Oni mieszkali na 7. czy 8. piętrze w wieżowcu. Ten stolik na środku, taborety. Wszystko mam w pamięci, jeśli nawet nie indywidualnej, to zbiorowej. Pamiętam te telewizory z tymi wielkimi tyłami, nagrywanie na kasety. Znam też filmy z lat 80., na przykład Stanisława Barei, które bardzo dobrze pokazują tamte klimaty, pejzaż.
Anna Serdiukow: A czy czytałaś coś o aktorkach porno, o ich stylu życia, wyborach, dylematach...
Anna Szymańczyk: Tak, czytałam biografię Jenny Jameson. To jest współczesna gwiazda filmów dla dorosłych, obecnie już producentka. Ona napisała bardzo obszerną biografię, która jest niesamowicie ciekawą historią dziewczyny, która nie ma podstaw w domu, ale zmienia swoje życie. Ona napisała taką książkę "Jak... kochać się jak gwiazda porno. Opowieść ku przestrodze". Wzorowałam się też na Marilyn Monroe, która cały czas walczyła z tym swoim ciałem i stereotypem tępej blondynki. Ona w swoich filmach i książkach pokazuje światu, że oprócz ciała, kształtów, pięknych blond włosów, ma znacznie więcej do zaoferowania. Ona była niesłychanie inteligentną kobietą i tym bardziej to stereotypowe postrzeganie ją bolało. Uważam, że wszystkie kobiety, które w tamtych czasach odnosiły sukcesy, były piekielnie inteligentne. Odnaleźć się w tym patriarchalnym świecie, stanąć na jego czele, to niezwykle trudne zadanie.
Moim wzorem była też Pamela Anderson i dokument, który pojawił się na jednej z platform streamingowych w zeszłym roku. Mówił on związanych z Pamelą aferach. Jest jeszcze jedna bohaterka – Anna Nicole Smith. To też gwiazda filmów klasy C. Pamiętam kilka kadrów z filmu o niej (chyba był na YouTubie). Ona jedzie samochodem i jest potwornie smutna, w jakiejś totalnej depresji, ale gdy pojawiają się fotoreporterzy, to natychmiast przybiera maskę.
Tomasz Śliwiński: Bardzo dziękujemy za to spotkanie i serdecznie zachęcamy do obejrzenia "Lady Love" na platformie streamingowej Max.
Źródło: CHILLIZET