„Sami swoi” musieli udawać. Sylwester Chęciński ratował aktorów dubbingiem

3 min. czytania
Aktualizacja 05.11.2025
30.09.2025 14:41
Obserwuj nas w Google
---- ----

„Sami swoi” to film kultowy, istna perła w kinematografii PRL-u. Nieliczni wiedzą jednak, że produkcja ta skrywa istotną tajemnicę. Aktorzy wcale nie mówili w niej swoim głosem. Sylwester Chęciński musiał ratować ich dubbingiem. Poznajcie szczegóły.  

"Sami swoi" reż. Sylwester Chęciński
fot. "Sami swoi" (1967) Studio Filmowe Iluzjon
--1-- ----
Z tego artykułu dowiesz się:
  • Dlaczego Sylwester Chęciński musiał użyć dubbingu w filmie „Sami swoi”.
  • Którzy aktorzy byli dubbingowani w filmie „Sami swoi”.
  • Jak Irena Malkiewicz wpłynęła na postać babci Pawlaczki.
  • Co sprawiło, że „Sami swoi” uznawani są za arcydzieło powojennego kina.

„Sąd sądem, a sprawiedliwość musi być po naszej stronie” – mówiła babcia Pawlaczka z kultowej komedii „Sami swoi”. Film Sylwestra Chęcińskiego wychował pokolenia Polaków. Zdaje się, że nie ma w naszym kraju osoby, która nie znałaby sylwetki Kargula i Pawlaka, których losów (i sporu o 3 palce) nie zdążyła przerwać nawet wojna. Próby pogodzenia były, pod płotem. Ale na niewiele się to zdało. Kargul i Pawlak względnie pojednali się dopiero, gdy ich rodziny połączyła miłość, a na świecie pojawiła wnuczka.

„Sami swoi” to polska komedia wszech czasów

Okoliczności powstania kultowej komedii, są równie pasjonujące jak fabuła. Wiedzieliście na przykład, że w przypadku kilku (i to kluczowych) postaci Chęciński musiał posłużyć się dubbingiem? Przypomnijmy, że był to rok 1967, film czarno-biały i możliwości nieco bardziej ograniczone. Siła wyższa zdecydowała jednak, że tym, którym z trudem przychodziło mówienie z kresowym akcentem, należało odpowiednio pomóc

Władysław Hańcza (Kargul), Zdzisław Karczewski (Jaśko), Ilona Kuśmierska (Jadźka Pawlakowa) i Natalia Szymańska (Leonia Pawlak) – oto aktorzy, których musiano wesprzeć cudem techniki. Choć talent mieli wielki, z kresami łączyło ich niewiele: łodzianin, warszawiak, zabrzanka i łodzianka. Aby to wypaliło, Chęciński musiał znaleźć głosy, które idealnie dopasują się do aktorów – a było to nie lada wyzwanie.

Redakcja poleca

Hańcza nie mówił swoim głosem. Aktorów musiał ratować dubbing

Największy problem stanowiła babcia Pawlaczka. Trudno było znaleźć aktorkę, która zagra Leonię tak, jak brzmiała ona w głowie reżysera. Przesłuchań było kilka, każde jednak zakończone niepowodzeniem. Chęciński ściągał aktorki nawet z Gdańska, aż w końcu ktoś zasugerował mu Irenę Malkiewicz – przedwojenną damę urodzoną w Moskwie. Reżyser zaprosił ją do studia, choć nie wierzył, że nada się ona do roli prostej kobieciny zza Buga.

A potem usiadła i jak powiedziała... To było coś takiego, że nagle zobaczyłem, że mam film […]. To jest bardzo trudne, żeby trafić z właściwym głosem. Więc jak ją usłyszałem, omal z fotela nie spadłem. Bo w myślach już widziałem, jak ona robi następny dialog, i następny, i wiedziałem, że ona z tego zrobi arcydziełko. I zrobiła. Gdyby nie ona, byłoby źle, bo z całym szacunkiem dla pani Szymańskiej, cierpieliśmy, jak jej słuchaliśmy, bardzo źle mówiła. Nie miała wyczucia. Na początku myślałem, że jakoś to będzie, bo urzekła mnie jej twarz, ale twarz to nie wszystko, głos jest niezwykle ważny. Gdyby nie Malkiewicz-Domańska, która cudownie pogłębiła tę postać, nic by z tego nie było - wspominał Sylwester Chęciński.

Casting do wszystkich ról głosowych zakończono sukcesem. Władek Kargul przemówił głosem Bolesława Płotnickiego, Jaśko Kazimierza Dejunowicza, córka Pawlaka Elżbiety Kępińskiej, a babcia Pawlaczka wspomnianej już Ireny Malkiewicz. Dzięki współpracy aktorów i filmowców „Sami swoi” stali się arcydziełem powojennego kina. Najlepszą polską komedią wszech czasów.

Nie przegap

Źródło: CHILLIZET