Pomysł żony, ręka Tyma i smażący kotlety Bareja. Tak powstał film „Poszukiwany, poszukiwana”
Wiedzieliście, że Janusz Gajos był „za duży” do roli filigranowej gosposi, a Stanisław Bareja smażył kotlety na planie? „Poszukiwany, poszukiwana” to nie tylko majstersztyk komedii, lecz także skarbnica anegdot. Oto jak powstał kultowy film PRL-u.
- „Poszukiwany, poszukiwana” to jedna z najlepszych komedii w dorobku Stanisława Barei.
- Film powstał na bazie prawdziwej historii żony reżysera, Hanny Kotkowskiej, która pracowała jako kustoszka sztuki w Muzeum Narodowym.
- W tekście prezentujemy kulisy powstania tego kultowego filmu PRL-u.
„Poszukiwany, poszukiwana” od lat nazywany jest jednym z najlepszych filmów Stanisława Barei. To obraz iście kultowy, prześwietlona klisza epoki i majstersztyk scenariopisarski PRL-u.
„Poszukiwany, poszukiwana”. Tego nie wiedzieliście o filmie Barei
Temu jednak nie sposób się dziwić. Miłośnicy kina Barei doskonale wiedzą, że film ten oparty jest przecież na autentycznej historii, która przydarzyła się żonie reżysera. To właśnie Hanna Kotkowska, podsunęła reżyserowi pomysł, który we współpracy z Jackiem Fedorowiczem przełożyli na ekran. Ciekawostek na temat powstania kultowej produkcji jest jednak znacznie więcej. Wiedzieliście na przykład, że Bareja rozważał do obsadzenia w roli Stanisława Rochowicza Janusza Gajosa? Albo że sam stał przy patelni i smażył kotlety na planie? Oto kulisy powstania jednego z najlepszych filmów PRL-u.
Gajos był zbyt muskularny
Początkowo rolę Stanisława Rochowicza miał zagrać współautor scenariusza, Jacek Fedorowicz, ale zbyt szybko odrastał mu zarost. W przesłuchaniach i zdjęciach próbnych brał udział także Janusz Gajos. Aktor okazał się jednak zbyt atletyczny do tej roli.
Film był pomysłem żony
Pomysł na film podsunęła Barei żona, która pracowała wówczas jako kustosz w Muzeum Narodowym. Hanna Kotkowska była świadkinią sytuacji, w której zginął jeden z eksponatów.
Bareja sam smażył kotlety
Choć Wojciech Pokora w roli gosposi wypadł fenomenalnie, musiał ukrywać poważny mankament. Aktor nie potrafił gotować, co raz doprowadziło Bareję do szewskiej pasji. W trakcie kręcenia sceny, w której zestresowany Pokora smażył kotlety mielone, reżyser podszedł do niego i wyrwał mu patelnię z rąk. Efekt był jednak dużo gorszy – Bareja tak solidnie przypalił kotlety, że ucierpiała też patelnia.
Ubrania pożyczono od żony
Wojciech Pokora nie mógł przyzwyczaić się do noszenia damskich ubrań. Kostiumy, które przygotowali dla niego filmowcy, leżały na nim fatalnie. Wtedy wybawieniem okazała się garderoba żony aktora. Pokora grał w autentycznych strojach swojej małżonki, przejmując nawet jej perukę i pończochy. Jedyne, czego nie pożyczył od żony, były buty – dzieliła ich zbyt duża różnica w rozmiarach.
Marysia – kaskaderka
Scena, w której Pokora ucieka na dach, nie została nakręcona przy pomocy kaskadera. Aktor sam musiał wyjść przez okno. – Bardzo się tego bałem – opowiadał aktor w wywiadzie z Krzysztofem Pyzią. – Zostałem przywiązany linami, czego naturalnie nie było widać w filmie. Do tego dyskretnie trzymało mnie dwóch panów, bym nie spadł. Nogi trzęsły mi się niesamowicie, mimo że dach był płaski. Dublerzy nie mogli mi pomóc. A na dachu musiała pojawić się „moja twarz” – wspominał.
Stanisław Tym zagrał ręką
Niewiele osób wie, że w filmie wystąpił również Stanisław Tym, a konkretniej jego ręka. To właśnie ona stemplowała obraz wracający do muzeum. Tym naturalnie otrzymał za to aktorską dniówkę, choć tak naprawdę wystąpił tam zupełnie nieplanowanie. Aktor odbierał z planu Jerzego Dobrowolskiego, który grał dyrektora. Szukając sposobu na zwrot kosztów za benzynę, panowie zaproponowali Barei, aby zaangażował Tyma do jednej ze scen. Uzasadnili to „ogromnym pożytkiem tej sceny dla socjalistycznej kinematografii”, a reżyser z powagą się zgodził.
Źródło: CHILLIZET / Filmweb / Interia