Na antenie:

Olga Kalicka: Jestem gotowa, by znowu otworzyć swoje serce

16 min. czytania
Aktualizacja 13.02.2024
06.02.2024 17:20
Zareaguj Reakcja

Już długo jestem sama i czuję się gotowa, by otworzyć swoje serduszko. Brakuje mi miłości – wyznała w rozmowie z Maksem Behrem Olga Kalicka i dodała: – Miałam taki moment w życiu, że nie wierzyłam, że jeszcze mnie może to spotkać. Wtedy przelałam całą swoją miłość na dziecko i długo mi zajęło, zrozumienie tego, że moje serce jest pojemne i że oprócz miłości do dziecka jest tam jeszcze miejsce na miłość do kogoś innego. 

Olga Kalicka oraz Maks Behr
fot. CHILLIZET/ na zdjęciu Olga Kalicka oraz Maks Behr

Ma dopiero 30 lat, ale już od 23 lat gra na scenie. Aktorka teatralna, filmowa, swoją rozpoznawalność zawdzięcza serialowi "Rodzinka.pl". Olga Kalicka, filigranowa, uśmiechnięta, w niezwykle szczerej rozmowie z Maksem Behrem opowiada o swoim aktorstwie, macierzyństwie, chwilach słabości i chwilach wzlotu, o rozwoju osobistym i o tym, czy jest znów gotowa na miłość.  

Maks Behr: Dzisiaj moim gościem jest aktorka Olga Kalicka. Ty chyba nigdy się nie nudzisz?

Olga Kalicka: Odkąd pamiętam, jestem mistrzem logistyki i potrafię robić wiele rzeczy równocześnie, tak mi się przynajmniej wydawało (śmiech). Okazuje się jednak, że to ciało też ma pewną wyporność i wraz z nowym rokiem uczę się, jak wyznaczać sobie zadania, jak je rozdzielać, by mieć też czas na życie.

Maks Behr: Czy byłaś takim dzieckiem, które lubiło ciągnąć pięć strok za ogon?

Olga Kalicka: Zawsze. To powiedzienie może mieć i pozytywny, i negatywny wydźwięk. U mnie to się w pewnym sensie łączy, bo nie mogłam się zdecydować, co najbardziej kocham: czy aktorstwo, czy taniec, czy śpiew. Potem się zaczęła szkoła teatralna. Studiując, pracowałam również na planie seriali, a także teatrze (i musicalowym, i dramatycznym). Było tego naprawdę dużo. A teraz jeszcze postanowiłam zostać projektantką, mam swoją markę odzieżową (śmiech). Ale ja to odbieram pozytywnie. Mam takie poczucie, że jestem tutaj, na tej planecie, po to, aby robić wiele rzeczy naraz.

Maks Behr: Więc Twoja doba jest raczej za krótka niż za długa. Czy ty się kiedyś nudzisz?

Olga Kalicka: Masz rację, moja doba jest za krótka. Na pewno brakuje mi czasu na odpoczynek, ale w moich celach na 2024 rok, na pierwszym miejscu, jest właśnie nauczenie się, jak odpoczywać.

Maks Behr: A był już taki moment, że wypadła Ci wtyczka i zabrakło Ci energii do działania?

Olga Kalicka: Niestety tak, to było dwa lata temu, ale teraz pod koniec 2023 r. czułam, że się zbliżam do tego momentu. Na szczęście moje ciało dużo wcześniej powiedziało "stop".

Maks Behr: Co robisz w takich momentach, w których czujesz to przeciążenie, wywołane nadmiarem zajęć zajęć biznesowych, czy zawodowych związanych chociażby z pracą w teatrze?

Olga Kalicka: Uczę się, jak stawiać granice i mierzyć siły na zamiary, ale jest to dla mnie trudne. To dopiero początek nowego roku, a u mnie już tak wiele się działo, chociażby premiera nowego filmu. Staram się więc planować zadania na kolejny tydzień. Zwykle robię to w niedzielę. Staram się o niczym nie zapomnieć, by nic mnie nie zaskoczyło i żeby tego mojego układu nerwowego już tak nie przeciążyć (śmiech).

Maks Behr: Lubisz wszystko kontrolować, mieć wszystko poukładane?

Olga Kalicka: Tak, lubię mieć kontrolę, ale mimo tego, że pracuję w tej branży już tak długo, to nieustannie mnie coś zaskakuje. A gdy zostałam mamą, to zrozumiałam, że nic nie jest na pewno (śmiech). Każdego dnia coś się może zmienić i cała ta misterna układanka może się rozpaść. Więc lubię mieć kontrolę, ale zawsze mam z tyłu głowy, że coś może pójść nie tak.

Maks Behr: Chciałem Cię zapytać o moment przełomowy w Twoim życiu. Pracę zawodową rozpoczęłaś bardzo wcześnie, bo gdy miałaś siedem lat, zaczęłaś występować w teatrze, a później w serialach. Czy ty tego pragnęłaś, czy ktoś Cię popchnął w tym artystycznym kierunku? Jak na to patrzysz z perspektywy czasu?

Olga Kalicka: Jestem pierwszą osobą w całej rodzinie, która poszła w tę artystyczną stronę i to tak wcześnie. Sama tego chciałam, prosiłam mamę, żeby mnie zapisała na zajęcia. Błagałam, żeby mnie zawoziła na zajęcia dodatkowe. Na szczęście moi rodzice bardzo szybko zobaczyli, że jest w tym jakiś sens, że mam potencjał. Ale to zawsze ode mnie wychodziło (...).

Redakcja poleca

Maks Behr: A jakie są najciemniejsze strony rozpoczęcia pracy w tak młodym wieku?

Olga Kalicka: Te ciemne strony to – w moim przypadku – funkcjonowanie w mediach. Gdy grałam w teatrze, nie byłam tak rozpoznawalna, te media, ten świat, mnie nie dotykał. Gdy trafiłam do serialu Rodzinka.pl, to wszystko się zmieniło. Byłam wtedy nastolatką. Był to dla mnie trudny moment. Musiałam nauczyć się stawiać mur wokół siebie, aby mnie to tak nie dotykało. Niestety te wszystkie komentarze dotykały moich najbliższych. Wtedy te social media nie były jeszcze tak rozkręcone, jak dzisiaj. Najgorsze jest to, że to wszystko zostaje z Tobą na zawsze. Niby jeszcze jesteś dzieckiem, ale nie wolno ci popełnić żadnego błędu, bo za wszystko jesteś oceniany i rozliczany (...).

Maks Behr: Dziewczyna z serialu – czy często to słyszałaś w swojej karierze zawodowej? Bałaś się, że ta łatka przylgnie do Ciebie?

Olga Kalicka: Raczej dziewczyna z sąsiedztwa, tak to brzmiało. Przez wiele lat myślałam, że się od tego nie uwolnię, a teraz sobie myślę, że to było błogosławieństwo. Jestem wdzięczna za to, jak się moje życie potoczyło. Bardzo dużo się nauczyłam, a to, że jestem rozpoznawalna, że ludzie mnie znają, że mogę z nimi "rozmawiać" chociażby za pomocą moich social mediów, jest fantastyczne. Długo mi zajęło przepracowanie tego, że bycie dziewczyną z sąsiedztwa jest ekstra. Lepiej tak, niż żyć z łatką zołzy. (...)

Maks Behr: A kiedy pomyślałaś: "Już nie jestem Olgą, która może mówić, co chce"?

Olga Kalicka: Myślę, narodziny Aleksia był takim momentem. To wtedy totalnie się zatrzymałam i miałam dużo szersze spojrzenie na całe moje życie i na to, jak funkcjonuję w mediach. To był moment, kiedy się troszeczkę wycofałam, bo chciałam ten czas poświęcić rodzinie. Później przez bardzo długi czas stresowałam się przed wszystkimi wywiadami, bo wiedziałam, że fakt zostania mamą, to taki "dobry news", każdy chciał coś wiedzieć na ten temat, a ja nie do końca chciałam się tym dzielić. Bo to było takie "moje". Na social media mogłam się dzielić tym, w taki sposób, w jaki chciałam. Miałam nad tym kontrolę, a przy wywiadach bywa różnie.
Ale przez ostatnie dwa lata wiele się u mnie wydarzyło, pod kątem rozwoju osobistego, głębszego poznania siebie, a przede wszystkim pokochania siebie i zaakceptowania tego, że jestem człowiekiem, który ma dobre i złe dni, który ma czasem więcej inwencji twórczej i pięknych słów do wypowiedzenia, a czasami wypowiada się prosto i niezbyt elokwentnie (śmiech).

Maks Behr: Mówiłaś, że macierzyństwo zatrzymało Cię na chwilę, w tym bardzo, bardzo szybkim życiu. A czy uważasz, że mamą też zostałaś szybko?

Olga Kalicka: Bardzo szybko, w wieku 25 lat. (...) Nigdy nie kryłam, że Aleksio był pewnego rodzaju niespodzianką w moim życiu. Ilekroć przyglądam się tej całej sytuacji i zastanawiam się, dlaczego tak się stało, czy to był dobry moment, to dochodzę do wniosku, że tak naprawdę "nigdy nie ma dobrego momentu", prawda? Czasami trzeba bardzo długo czekać na dziecko, czasami może ono cię zaskoczyć. Ale wierzę, że każda dusza sobie wybiera rodziców. Tak sobie czasem myślę, że Aleksio sobie stał tam na górze i myślał: "Muszę tam zejść, bo nie mogę patrzeć, co ona robi. Idę tam, niech ona już się zatrzyma". (śmiech)

Maks Behr: Czyli urodzenie dziecka pomogło Ci?

Olga Kalicka: Totalnie. Myślę, że Aleksio jest moim największym nauczycielem i że na każdym kroku po prostu on mnie tak challenge'uje i może gdybym była starsza, to byłoby mi trudniej się w tym odnaleźć, może miałabym mniej siły, może byłoby mi już za wygodnie, a tak to myślę, że to był dla mnie idealny wiek. Wierzę, że nic nie dzieje się przez przypadek i że wszystko ma swój odpowiedni czas. Dla mnie to miał być ten.

Maks Behr: A czy pamiętasz, jaką największą krzywdę wyrządziły Ci media?

Olga Kalicka: Wiesz co, ja to chyba wyrzuciłam z pamięci. Było kilka takich artykułów, które mnie mocno dotknęły, ale... lepiej myśleć o tym, co dobre.

Maks Behr: Zazdroszczę ci i szczerze gratuluję tego, że nauczyłaś się dbać o siebie i nadal idziesz przed siebie.

Olga Kalicka: Wiesz, co mi pomogło wyjść z tego kołowrotka, w którym byłam? To, że staję do każdego zadania, które mam przed sobą, z myślą, że nic nie dzieje się przez przypadek, że wszechświat chce mi coś pokazać lub stawia na mojej drodze ludzi, którzy mnie, czasem boleśnie, czegoś uczą. Z mojej perspektywy najważniejsze jest, aby stanąć do tego zadania, odrobić tę lekcję. Ale równie ważne jest, by nauczyć się stawać po swojej stronie, być dla siebie najlepszą przyjaciółką. To sprawiło, że jestem dzisiaj w zupełnie innym miejscu. I jest to fajne miejsce. (...)

Redakcja poleca

Maks Behr: A jaki jest Twój stosunek do social mediów, do dzielenia się informacjami? Czy Twój stosunek do tego typu platform zmienił się?

Olga Kalicka: Oczywiście, że się zmienił, bo ja się zmieniłam. Wcześniej chętniej się dzieliłam informacjami z mojego życia, niż teraz. Ale nigdy nie dzieliłam się wszystkim. Dzieliłam się tym, czym chciałam. Nikt z nas nie lubi się żalić. Gdy coś nas gryzie, nie opowiadamy o tym wszystkim wkoło. Niektóre rzeczy wolimy zachować dla siebie. Podobnie jest z social media. Miałam taki trudny moment, właśnie po narodzinach Aleksia, kiedy bardzo dużo działo się na tych social mediach. Uaktywniło się tam mnóstwo mam, doradców, ale i hejterów. W pewnym momencie naprawdę miałam dość, zwłaszcza, gdy przyszedł moment rozstania z tatą Aleksia. To był dla mnie trudny czas. Miałam ochotę schować się pod kołdrą i już stamtąd nie wychodzić. Wtedy zaczęłam terapię i moja terapeutka powiedziała mi, że to jest element mojej pracy, żebyśmy tego tak nie zostawiały i spróbowały znaleźć rozwiązanie. To ona w sumie mnie zmotywowała do tego, żeby przyjąć taką metodę "Fake it till you make it" (Udawaj, że ci się uda), żeby trochę ten mózg nasz oszukać. Nawet jak nie jest dobrze, to chwilę się pouśmiechajmy i w ten sposób się zmotywujmy, tę chemię w organizmie zmieńmy. I wtedy się okazało, że w zasadzie te social media mi pomogły, bo mnie trzymały w ryzach, nie mogłam tak totalnie sobie odpuścić i zamknąć się, bo przecież tam byli ludzie, od których dostałam bardzo dużo wsparcia. Więc ja również dawałam im trochę swojej energii.

Maks Behr: Grasz w filmie "Dziewczyna influencera". Czy wiesz, że teraz coraz więcej nastolatków na pytanie, kim chciałbyś zostać w przyszłości, odpowiada: influencerem...

Olga Kalicka: Tak to prawda, gdy zadzwonił do mnie Szymon Gonera, reżyser "Dziewczyna influencera" i powiedział mi, że ponad 75 proc. nastolatków chce zostać influencerami, to mnie przygniotło... Pomyślałam, z perspektywy bycia mamą, zaradźmy temu jakoś. Bo to jest problem. My widzimy tylko tę kolorową stronę, ale w tym filmie chcieliśmy pokazać też tę ciemną stronę. Mam nadzieję, że to nam się udało, ale to już musicie państwo sami ocenić.
Oczywiście my trochę demonizujemy zawód influencera (bo to jest już zawód). Jest wiele osób, które ciążką pracą budowały zasięgi, ale i takie, które zrobiły je pokazując swoje ciało. W naszym filmie nawet pada takie zdanie: "Dupa i cycki robią najlepsze zasięgi". Jest w tym, niestety, dużo prawdy. Ale to my mamy możliwość dobierania sobie ludzi, których chcemy obserwować, to my mamy władzę, klikając w "obserwuj", albo nie. Trochę inaczej jest w przypadku dzieci.  Pytanie, które mnie nurtuje, to co możemy zrobić, jako rodzice, by dzieci obserwowały wartościowe rzeczy w social media.

Maks Behr: Ale coraz częściej zaczynamy brać pod lupę ten zawód influencera i to, co on na swoich kontach publikuje. Jakie ty masz przemyślenia na ten temat?

Olga Kalicka: To zależy, jaką ktoś przeszedł drogę. Ja budowałam swoje zasięgi przez lata. To nie było tak, że nagle 500 tys. zaczęło mnie obserwować. Wyszłam od aktorstwa. Jednak przygotowując się do pracy w filmie "Dziewczyna influencera", poznałam wielu ludzi, którzy doszli do swojego sukcesu inną drogą. Pamiętam dziewczynę, która ma pół miliona obserwujących na Instagramie, ale zebrała ich, bo była na zamkniętej platformie, gdzie publikowała treści tylko dla wybranych, za pieniądze. Czasami za ludźmi, których spotykałam, kryły się straszne historie, których my po prostu nie widzimy.

Maks Behr: A w jaki sposób film "Dziewczyna influencera" może pomóc w postrzeganiu tego zawodu?

Olga Kalicka: Na pewno pokazał blaski i cienie tego zawodu, zwłaszcza pod koniec filmu w taki brutalny sposób. Mam nadzieję, że młodzi ludzie, oglądając ten film, będą mieli szerszy ogląd tej sytuacji, zobaczą, że wszystko ma swoją cenę.

Maks Behr: A czy nie masz takiego wrażenie, że ten zawód influencera/influencerki to już taka rentierska forma życia? Że już nie nie wymaga, jakiejś formy artystycznej, tylko jest formą zaspokajania swoich prywatnych potrzeb?

Olga Kalicka: Nie, to nie jest prawda. To wymaga bardzo dużo pracy i czasu. Jeżeli ktoś robi to robi zawodowo, to publikuje minimum raz dziennie materiały. Znam mnóstwo świetnych influencerek, modowych czy z branży beauty, które naprawdę wkładają ogrom pracy i są świetnie wyedukowane. Przygotowują te materiały profesjonalnie i spędzają długie godziny, żeby zrobić cały plan komunikacji na tych social mediach. To jest naprawdę ciężka praca, jeżeli się to robi rzetelnie. Taka praca też ma swoje blaski i cienie. Sama tego doświadczyłam. Masz na przykład podpisaną umowę, masz zareklamować jakiś produkt na swoich socialach, a zachorujesz, albo masz w domu chore dziecko, napięty grafik. Ale jest umowa i musisz wypełnić jej warunki. Nie ma przebacz, zakasujesz rękawy i działasz. Oczywiście nie wszyscy podchodzą do tego w ten sam sposób. (...)

Maks Behr: A co Cię najbardziej zaskoczyło podczas pracy nad filmem "Dziewczyna influencera"?

Olga Kalicka: To jest właśnie niesamowite w pracy aktora, że przychodzisz, dostajesz scenariusz, jakoś to sobie wyobrażasz, później idziesz na plan i już widzisz, że to bedzie trochę inaczej niż myślałeś. Ale to też jest okej. Czasem lepiej się zgrywam z wizją reżysera, czasem mniej, ale musimy się w tym dotrzeć, a potem nagle idziesz oglądać finalną wersję tego filmu. I myślisz sobie: "a gdzie jest ta scena, dlaczego to zostało wycięte, dlaczego te sceny zostały zamienione". No, ale już nie masz na to wpływu. Zawsze jest tak, w tym filmie było podobnie. Ale też wiem, że dużo mądrzejsi ode mnie w tym temacie pracują, więc z pokorą do tego podchodzę. Natomiast to, co mogę powiedzieć, to na pewno, że mieliśmy bardzo owocny czas będąc przez trzy tygodnie na Malcie, gdzie mieliśmy większość zdjęć. Były tam przepiękne plenery, naprawdę obłędne i to też w tym filmie widać.
Miałam takie wrażenie na początku, że wszystko tak szybko się dzieje, że ten montaż jest taki szybki. Czułam się przebodźcowana, ale potem jak usiedliśmy i pogadaliśmy o tym filmie, to dotarło do nas, że my tak naprawdę chcemy trafić do nastolatków, którzy są do tego przyzwyczajeni, którzy oglądają TikToka i tam co pięć sekund się coś zmienia. Oni raczej nie będą się czuli przebodźcowani. I to, moim zdaniem, jest duży walor tego filmu.

Maks Behr: A co byś chciała, żeby młodzi ludzie wyciągnęli z tego filmu? Czy żeby zainteresowali się bardziej konserwatywnymi zawodami, takimi jak lekarz, prawnik, nauczyciel?

Olga Kalicka: Chcę, aby swoje decyzje zawodowe podejmowali świadomie. Może dzięki temu filmowi, zobaczą, że ten świat influencerów ma swoje cienie, blaski.

Redakcja poleca

Maks Behr: No, a jakie są te najciemniejsze, twoim zdaniem, strony tego zawodu?

Olga Kalicka: Na przykład moja postać funkcjonuje na powiedzmy Instagramie (w filmie nazywamy tu InstaYou), ale oprócz tego jest też na platformie, typu OnlyFans. Tak na marginesie, nie miałam pojęcia, że coś takiego istnieje. Reżyser nie mógł w to uwierzyć, pytał: "gdzieś ty się uchowała". To jest dość trudny temat i zdaje się, że bardzo powszechny. Ja już to w jednym wywiadzie powiedziałam, ale ja również dostaję różne dziwne propozycje, naprawdę dziwne.

Maks Behr: Jakie na przykład?

Olga Kalicka: Że ktoś chciałby moje majtki albo coś innego...

Maks Behr: Co robisz z takimi wiadomościami?

Olga Kalicka: Nic, nie odpisuję, ale domyślam się, że są osoby, które odpisują. Skoro takie wiadomości ludzie piszą, to znaczy, że ktoś na nie odpowiada.

Maks Behr: Czy uważasz, że takie platformy mogą sobie istnieć, czy raczej byś ich zakazała?

Olga Kalicka: Zakazałabym. To mnie totalnie przeraża, tym bardziej, że jest tam wiele nastolatków.

Maks Behr: Brałaś też udział w filmie "Dziewczyny z Dubaju", w którym twoja bohaterka się prostytuuje. Czy widzisz w tym jakąś analogię?

Olga Kalicka: Jest to jakieś przeniesienie. Fabuła "Dziewczyn z Dubaju" była osadzona w czasach, które miały miejsce 10-15 lat temu. Na końcu tamtego filmu jest taka puenta: "Zobaczycie, że jak to się skończy tu, to się zacznie w internecie" i niestety tak jest.

Maks Behr: A co cię najbardziej uderzyło przy tamtej produkcji z perspektywy społecznej?

Olga Kalicka: Jestem wychowana w katolickim domu, w którym były bardzo jasne zasady, granice. Dla mnie ten świat był obcy. Musiałam się naprawdę sporo przygotowywać, i do jednego, i do drugiego filmu, żeby zrozumieć, dlaczego te dziewczyny podejmują taką decyzję. Bo ja tego po prostu nie rozumiałam, to było poza granicami mojej wyobraźni.

Maks Behr: No i co odkryłaś?

Olga Kalicka: Myślę, że w bardzo dużej mierze jest to kwestia braku akceptacji siebie, miłości i szacunku do siebie. (...)

Maks Behr: A jakie masz zawodowe marzenie?

Olga Kalicka: Jednym z moich marzeń, takich aktorskich, jest zagranie w filmie muzycznym, gdzie mogłabym wyrażać się ruchem, tańcem. Marzy mi się też jakiś kostiumowy projekt.

Maks Behr: Czy sama kierujesz swoją marką osobistą, czy ktoś Ci w tych kwestiach doradza? Czym się kierujesz, wybierając role?

Olga Kalicka: Instuicją (śmiech). Oczywiście zawsze miałam i mam agenta, ale to w czym wezmę udział, jest moim wyborem.

Maks Behr: A czym się kierujesz, wybierając scenariusz?

Olga Kalicka: Nie dostaję 10 scenariuszy i nie wybieram spośród nich. To tak nie działa, chociaż chciałabym, aby tak było. Ale w przypadku "Dziewczyn z Dubaju", to rola Kamili była, że tak powiem, festiwalowa. Moja bohaterka jest zamknięta w sobie, a potem rozkwita, by w finale okazać się postacią dramatyczną. To była trochę taka rola marzeń, z perspektywy aktorki. Tam naprawdę było co zagrać i dlatego przyjęłam tę rolę. To też ciekawe, że ja byłam do castingu do głównej roli i dopiero później przyszło producentom do głowy, że mogę być dobra w roli Kamili. Początkowo nikt nie mógł sobie mnie wyobrazić w roli takiej szarej myszki. To było bardzo ciekawe doświadczenie, ale też odchorowałam to później. Bardzo dużo mnie kosztowała ta rola. Inaczej jest w przypadku "Dziewczyny influencera", gdy oglądałam tę naszą ostatnią układankę, to śmiałam się w głos. Bo odnalazłam tam kawałek siebie... Na przykład kocham ciuchy, sama je projektuje i ta moja postać w każdej scenie ma inny kostium. W ogóle ta postać jest taka barwna. Choć oczywiście też się różnimy. Ona mierzy swoje poczucie wartości lajkami, a ja nie.

Maks Behr: A czy przejmujesz się krytyką? Bo "Dziewczyny z Dubaju" miały różny odbiór, były różnie oceniane.

Olga Kalicka: Zazwyczaj staram się czytać opinie, ale nie czytam komentarzy. Jeśli chodzi o ten film... Wiesz tam sporo działo się od strony producenckiej. Natomiast ja jestem aktorką, więc wyszłam na plan, zrobiłam wszystko najlepiej, jak potrafiłam i zamknęłam ten rozdział. Aktor się angażuje w momencie powstawania filmu, w trakcie zdjęć, a później zamyka scenariusz, żegna się z postacią i czeka aż wyjdzie film. Brałam udział w promocji tego filmu, bo uważam, że poruszał bardzo ważny temat. A to co ludzie piszą jest względne.

Maks Behr: Czy obawiasz się przyszłości w swoim zawodzie? W jednym z wywiadów mówiłaś, że dość szybko po urodzeniu dziecka wróciłaś na plan. Boisz się przestojów?

Olga Kalicka: Teraz już się nie boję, bo mam takie poczucie, że w moim życiu dzieje się dokładnie to, na co jestem gotowa i co mam w danym roku przeżyć. Podchodzę do tego z ufnością i nie czuję już lęku. Już wystarczająco długo się bałam różnych rzeczy.

Maks Behr: Czy ty wierzysz w Boga? Czy wiara Cię umacnia, czy kompletnie nie jesteś z nią skorelowana?

Olga Kalicka: Wierzę w Boga, wierzę, że czuwają nade mną anioły. One mnie strzegą i pilnują. Natomiast z samym Kościołem mam różnie. Nie chcę wchodzić w to, co jest tam złego, raczej skupić się na tym, co jest dobre. Ludzie chcą wierzyć, chcą się modlić i to jest dobre. Ja otworzyłam głowę na wędrówkę dusz i że dusza wchodzi w więcej niż jedno wcielenie. To jest mi bliskie, ale niezgodne z nauką Kościoła. Gdy zaczęłam swój rozwój osobisty, gdy zaczęłam dochodzić, skąd się różne rzeczy w moim życiu dzieją (m.in. za pomocą hipnoterapii, czy wędrówek medytacyjnych), to przyszło sporo odpowiedzi z róznych wymiarów i czasów.

Maks Behr: A masz jakieś osobiste marzenia? Czegoś Ci brakuje?

Olga Kalicka: Tak, brakuje mi miłości. Już długo jestem sama i czuję się gotowa, by otworzyć swoje serduszko. Kiedyś, gdy widziałam ludzi całujących się na ulicy, to nie mogłam wytrzymać, to było dla mnie straszne. To było od czasów szkolnych. Odwracałam głowę i mówiłam: "Nie mogę na to patrzeć". Teraz się wszystko zmieniło. Stałam się dla siebie turbo ważna i stojąc przed lustrem, powtarzam sobie, że się kocham. Zmieniło się moje postrzeganie miłości, relacji. Gdy ostatnio szłam do teatru i zobaczyłam parę, która się całuje, to pomyślałam sobie: "o, jak fajnie!". Przeszłam więc ogromną drogę i jestem teraz szcześliwa.

Maks Behr: A czego oczekujesz od tej miłości, tej dojrzałej, mądrej relacji?

Olga Kalicka: Chyba otwartości i szczerości.

Maks Behr: A czy temat miłości to łatwy temat do rozmowy?

Olga Kalicka: Nie, to absolutnie nie jest łatwy temat. Wydaje mi się, że w ogóle tworzenie relacji to jest ciągła praca i też te cholerne kompromisy (jak słyszę słowo "kompromis" to od razu mi się robi niedobrze, bo nie znoszę kompromisów). Ale wierzę, że jeżeli mamy pełną akceptację siebie i akceptację też tego, że nie jesteśmy doskonali i że mamy swoje problemy, traumy (bardziej lub mniej oswojone), rzeczy, nad którymi jeszcze chcemy pracować, kiedy już tak dużo wiemy, to jest to dobry moment, by stanąć w konfrontacji z drugim człowiekiem, który będzie odsłaniał te różne nasze deficyty. To jest magia, gdy po drugiej stronie jest człowiek, który ma tak jak ty, który chce też, tak jak ty. I trzeba to jakoś wyważyć.

Maks Behr: A był kiedyś w Tobie lęk, strach, że miłość już nie przyjdzie?

Olga Kalicka: Miałam taki moment, że nie wierzyłam, że jeszcze mnie może to spotkać. Wtedy przelałam całą swoją miłość na dziecko i długo mi zajęło, zrozumienie tego, że moje serce jest pojemne i że oprócz miłości do dziecka jest tam jeszcze miejsce na miłość do kogoś innego. I dla moich przyjaciół, i dla rodziny... Że ta miłość tak naprawdę jest nieograniczona, ale tylko wtedy, kiedy mam ją do samej siebie. Cieszę się, że odzyskałam wiarę w miłość.

Maks Behr: Dlaczego te tematy dotyczące rozstań są w Polsce nadal tematami tabu? Czy my się boimy rozwodów, rodzin patchworkowych?

Olga Kalicka: Myślę, że rozstanie jest trudne nie tylko w Polsce. Tu przecież chodzi nie tylko o nasze emocje, ale i o emocje dzieci. One mają rodziców żyjących oddzielnie, a dziecko potrzebuje takiej równowagi, że jest i tata, i mama. Decyzję o rozstaniu podejmuje dorosły, a dziecku jest po prostu trudno ją zrozumieć. Na szczęście coraz więcej się o tym mówi, ja sama ciągle trafiam na jakieś podcasty, fantastyczne poradniki dla rodziców.

Maks Behr: Życzę Ci miłości, oczu szeroko otwartych, wiatru w plecy i słońca w twarz.

Redakcja poleca

Źródło: CHILLIZET/ Podcast Zza kulis