"Umiem być facetem w sukience i dwumetrowym byczkiem w zbroi". Co to jest cosplay?
Podczas konwentów biega na wysokich szpilkach, a po powrocie do domu siada do szycia ubrań i stylizowania peruk. Nie boi się określenia „chłop przebrany za babę”, choć to tylko część jego działalności. Jan Weltrowski, znany jako Kanto Cosplay, tworzy niezwykłe stroje, by bawić innych i mówić o istotnych kwestiach.
Małgorzata Pelka: Zajmujesz się cosplayem od lat…
Jan Weltrowski, Kanto Cosplay: Za mną dziesiąta rocznica! Pierwsze kroki stawiałem w 2014 roku, ale pełne zaangażowanie przyszło trochę później.
...zatem masz już pewien ukształtowany obraz tej dziedziny. Jak opisałbyś cosplay? To odtwórstwo? Sztuka?
Jan Weltrowski, Kanto Cosplay: Cosplay z samego założenia – tak, jak wskazuje nazwa – miał być przebieraniem się za różne postaci, ale z czasem ewoluował. Określenie weszło obecnie do powszechnego użycia, więc większość młodych ludzi nie musi dopytywać: „Co to właściwie jest?”. To dla mnie spore zaskoczenie kulturowe, bo gdy mówię „Zajmuję się cosplayem”, nie muszę już szczegółowo tego tłumaczyć. Pojęcie zmienia się z biegiem czasu. Gdy cosplay dopiero wchodził do Polski, ludzie robili kostiumy z tego, co było dostępne. Teraz spora część młodzieży zainteresowała się tym dzięki TikTokowi, ale wiele osób - zamiast robić kostiumy – kupuje je. To też jest piękne, bo mogą rozpocząć przygodę z cosplayem bez aspektu rękodzieła. Z mojej perspektywy - a wychowałem się na cosplayu tworzonym własnoręcznie – cały proces to pasja, sztuka i coś, co kocham najbardziej.
Jaka jest wobec tego różnica między cosplayem a dragiem, od kilku lat stopniowo przechodzącym z niszy do kultury popularnej?
Jan Weltrowski, Kanto Cosplay: Nieduża, bo obie kategorie można połączyć. Staram się to robić, przebierając się za postaci kobiece. Bardzo interesuje mnie kultura dragu i zawsze marzyłem, żeby iść w tę stronę. Nie czuję się jednak na tyle komfortowo, by mówić o sobie „drag queen”. Chcę po prostu próbować.
Zawierasz w tym element satyryczny. Jednym z twoich najpopularniejszych wcieleń jest siostra Kopciuszka – Doris ze „Shreka”, a to raczej dość prześmiewcza postać.
Jan Weltrowski, Kanto Cosplay: W moim przypadku wynika to z osobistego poczucia komfortu. Zdaję sobie sprawę, że samo przebieranie się za kobietę jest kontrowersyjnym tematem. Szukałem w związku z tym sposobu na realizację strojów odzwierciedlających fikcyjne postaci queerowe, uwielbiane przez społeczeństwo, „po mojemu”. Postać Doris jest satyryczna, ale wielu osobom kojarzy się w dobry sposób. Na takiej samej zasadzie odtwarzałem zahaczającego o drag Hima z „Atomówek” (Him to animowany diabeł na obcasach; w polskiej wersji językowej bajki znany jako „On” – przyp. red.). Staram się na razie wybierać postaci, które uwielbiałem jako dziecko i o których wiem, że nie wzbudzą aż tak dużych, społecznych kontrowersji. Coraz bardziej staram się jednak otwierać na ładniejszą stronę dragu – planuję kilka kostiumów odchodzących od mojej standardowej, komediowej formy.
Środowisko cosplayowe jest queerowe?
Jan Weltrowski, Kanto Cosplay: Myślę, że tak. Nigdy nie spotkałem się w nim z nietolerancją. Pamiętajmy, że to nadal niszowe hobby, skupiające ludzi trzymających się razem. Na takich imprezach wszyscy od zawsze się wspierają. Nie ma segregacji; wszyscy jesteśmy dziwni, a w tej dziwności jesteśmy grupą. Na konwencie niezmiennie czuję się bezpiecznie. To trochę jak niewidzialna granica – zauważam negatywne spojrzenia, idąc przez miasto w sukni Doris, a po przekroczeniu progu eventu od razu czuję na sobie inny wzrok. Na twarzach pojawiają się uśmiechy; ludzie chętnie do mnie podchodzą. To pewien dysonans między tym, co dzieje się w świecie zewnętrznym, a w otoczeniu weebowskim.
A jak zmieniło się to środowisko na przestrzeni lat? Mówisz o niszowości, ale cosplayerzy pozbyli się już chyba przyklejanej im etykietki dziwaków zamkniętych we własnym świecie?
Jan Weltrowski, Kanto Cosplay: Zainteresowanie cosplayem w Polsce silnie wywodzi się z grup pasjonujących się mangą i anime. To hobby, które jeszcze parę lat temu traktowano jako śmieszne. Dziś w największych sieciówkach wiszą ubrania nawiązujące właśnie do popularnych anime. Te z kolei stały się w Polsce elementem kultury masowej. Tak samo jest z cosplayem – kiedyś zafascynowanych nim ludzi postrzegano na zasadzie: „oj tam, przebierają się za postaci z bajek!”. Teraz coraz więcej osób widzi w tym sztukę i zaczyna się tym interesować. Nie ma już tak dużego ostracyzmu – mówię o kręgach graczy, fanach mangi czy zaangażowanych w cosplay osobach queerowych. Często dostaję wiadomości, że ktoś zaczął działać w tej dziedzinie dzięki mnie i to jest super.
Podkreślasz, że queerowa ekspresja jest ci bliska. Nie boisz się zacierania granic płciowych. Nosisz obcasy, szyjesz sobie sukienki, używasz makijażu. W jaki sposób podchodzi się w cosplayu do zagadnień męskości i kobiecości?
Jan Weltrowski, Kanto Cosplay: W związku z otwartością przypisaną środowisku coraz częściej przekracza się utarte normy. „Chłop przebrany za babę” nie robi na nikim większego wrażenia. Czuję w takich sytuacjach wsparcie, ale nie jestem prekursorem. Dziewczyny przebierające się za męskie postaci to w cosplayu zjawisko stare jak świat. W Polsce mężczyzna odtwarzający postaci kobiet to wciąż niepowszechny temat. Nie ma wielu mężczyzn chwytających się tej dziedziny sztuki. Cosplay w naszym kraju jest zdominowany przez kobiety, chociaż coraz więcej facetów się w niego wdraża.
Kobiety przebierające się za mężczyzn mają łatwiej od facetów realizujących kobiece cosplaye?
Jan Weltrowski, Kanto Cosplay: Nie powiedziałbym, że łatwiej, ale to chyba raczej kwestia osobistego komfortu związanego z pokazaniem damskiej strony przez mężczyzn wkraczających w temat. Warto podkreślić, że nie każdy ma w ogóle taką potrzebę. Z drugiej strony - zdarza mi się czytać wiadomości od chłopaków piszących, że baliby się to robić ze względu na zewnętrzny odbiór. Wiem, że niektórzy próbują cosplayu tylko w domu. Boją się wyjść z tym dalej, obawiają się pozakonwentowej reakcji.
Czyli są to tzw. bedroom queens.
Jan Weltrowski, Kanto Cosplay: Dokładnie tak. Byłoby miło, gdyby każdy mógł swobodnie badać w tym wszystkim samego siebie. Szkoda mi osób, które boją się wyjść z twórczością poza własny pokój. Zawsze można spróbować po prostu iść na konwent, bez konieczności wstawiania zdjęć do Internetu. Niektórzy przełamują się właśnie w ten sposób, bo obawiają się, że reakcja świata cosplayowego pokryje się z tym, co czeka na zewnątrz. A to dwa zupełnie inne wymiary.
Doświadczanie na własnej skórze kontra ocena innych…
Jan Weltrowski, Kanto Cosplay: Zawsze zachęcam do tego, by o wszystkim przekonać się samodzielnie. Na eventach podchodzą do mnie faceci i pytają, czy mogą przejść się w moich butach na obcasie, bo to dobra zabawa. Wielu z nich traktuje to jako śmieszną rozrywkę. Słyszałem już „mordo, ja wiem, że to dziwne, ale chciałbym przejść się na obcasach” (śmiech). Spoko, jasne, nie ma problemu! I co? Fun życia, kiedy facet przechodzi 5 metrów i się wywraca. Ludzie się przypatrują, a czasem też ustawia się kolejka do chodzenia na szpilkach – bo to po prostu fajne!
Tym bardziej, że twoje obcasy nie są klasycznym modelem, bo to przecież kojarzone ze striptizem „szklanki”!
Jan Weltrowski, Kanto Cosplay: (śmiech) Tak, moje dwudziestocentymetrowe, szklane pantofelki, kradzione od Kopciuszka! Miałem kiedyś w telefonie galerię zdjęć facetów przemierzających event w moich szpilkach. Stoją ze swoimi dziewczynami – one na obcasach, oni też. To po prostu ciekawe doświadczenie, którego akurat tam ludzie się nie wstydzą. Kiedy już spróbują, następuje magiczne przełamanie bariery. Mają ją przy kolegach, ale przy przebranym za babę chłopie już nie!
Ekspresja ma różne twarze, można przełamywać granice, ale w jaki sposób pozostajesz w zgodzie ze swoją tożsamością? Czym różni się Kanto od Janka?
Jan Weltrowski, Kanto Cosplay: Kanto to moja persona, pozwalająca mi się wyżyć społecznie i artystycznie. Jestem bardzo ekstrawertyczny, więc sceniczny aspekt i wcielanie się w postać są dla mnie cenne. Uwielbiam przyjmować rolę – zaczynam grać już w momencie, w którym zakładam kostium. To zabawne, kiedy np. jako Doris mogę pokazać wszystkim swoją owłosioną nóżkę i zapytać jak najgrubszym głosem „Czy zastałam Krzyśka?” (śmiech). Sam Kanto jest bardziej przebojowy, pewny siebie, jeszcze bardziej dostępny dla ludzi niż Janek. Ale kiedy wychodzę z eventu i wracam do domu - mam czas dla siebie.
Znów wspominasz o zabawnej Doris, ale to poważniejsze postaci przyniosły ci wszystkie większe sukcesy. Pierwsze miejsce na festiwalach Copernicon i Remcon, ścisły finał i wyróżnienie w międzynarodowym konkursie League of Legends…
Jan Weltrowski, Kanto Cosplay: To prawda! Dużo ludzi nie wie, że na co dzień zajmuję się robieniem bardziej skomplikowanych kostiumów. Satyryczne aspekty mojej działalności są tylko jej częścią. Na konkursach najczęściej występuję z rozbudowanymi strojami, bo takie okoliczności stwarzają możliwość pokazania umiejętności na każdej płaszczyźnie. Im więcej technik jestem w stanie wykorzystać w kostiumie, tym lepiej. Oznacza to szycie, pracę ze specjalistycznymi materiałami czy malowanie. Na konkursy zawsze zabieram w związku z tym stroje, które zaprezentują wszystko, czego się już nauczyłem. Podczas plebiscytu League of Legends zakrywałem twarz, dając sobie pewną maskę ochronną – oto Kanto w pełnej krasie. Trochę lubię chwalić się ludziom, że umiem być zarówno facetem w sukience, jak i dwumetrowym byczkiem w zbroi (śmiech).
Jak wspominasz współpracę z takim gigantem, jak League of Legends?
Jan Weltrowski, Kanto Cosplay: To coś niesamowitego. Kiedy kilka lat temu zaczynałem swoją przygodę z LoL-em, myśl o jakimkolwiek kontakcie z twórcami gry była czymś abstrakcyjnym. Tymczasem udało mi się podjąć z nimi kilka niesamowitych współprac. Jestem założycielem wioski konwentowej Project:League, która jest wystawą artystyczną uniwersum gry. Odwiedzamy największe eventy w Polsce: Pyrkon czy PGA; tańczyliśmy też na scenie podczas koncertu Żabsona.
Nie boisz się również aktywizmu. Zabierałeś głos m.in. podczas Strajku Kobiet.
Jan Weltrowski, Kanto Cosplay: Zawsze powtarzałem sobie, że posiadając przestrzeń w internecie, warto oddawać głos tym, którzy go nie mają – w szczególności, jeśli są to tematy bliskie mojemu sercu. Udało mi się zebrać sporą publiczność, więc poruszam zagadnienia związane z mniejszościami LGBT, wojną na Ukrainie, Strajkiem Kobiet. Podczas protestów w 2020 roku udało mi się wymyślić i upowszechnić jedno z często pojawiających się potem na szyldach haseł, czyli my p*ssy, my swamp (ang. moja ci**a, moje bagno – przyp.red.). Dostawałem wówczas zdjęcia z protestów z całej Polski, właśnie z tym zdaniem. W takich sytuacjach zastanawiam się, czy jako osoba niedotknięta bezpośrednio przez konkretne zjawisko mam prawo wypowiadać się na jego temat. Ale kiedy czytam wiadomość „Dziękuję, że poruszyłeś ten temat, bo czuję, że mam wsparcie” - wiem, że to ważne.
Podobnie było z wojną na Ukrainie. Długo zwlekałem, zastanawiałem się, czy to w ogóle moje miejsce do wyrażania opinii. Udało mi się jednak wystawić na licytację Aukcji Sztuki dla Ukrainy moje prace, by zebrać fundusze na misję „SOS Ukraina" Polskiej Akcji Humanitarnej. Jeśli mogę jakkolwiek pomóc – staram się to robić.
Dzielisz się też bardzo osobistymi doświadczeniami. W jednym z postów na Instagramie, opublikowanym podczas odbywających się w całym kraju parad równości, napisałeś, że w przeszłości czułeś nienawiść do samego siebie.
Jan Weltrowski, Kanto Cosplay: Zazwyczaj oddzielam personę internetową od problemów osobistych. Publicznie staram się pokazywać pozytywne rzeczy, bo zawsze zakładałem, że chcę poprzez twórczość dawać ludziom radość i szczęście. Ale tuż przed publikacją tego posta stwierdziłem, że w Polsce jest masa osób będących tam, gdzie byłem ja kilka lat temu. W gimnazjum i liceum znęcano się nade mną jako dorastającym chłopakiem, posiadającym – powiedzmy – pewne damskie cechy wyglądu. To sprawiło, że tylko dzięki cosplayowi zaakceptowałem siebie. Środowisko szeroko otworzyło dla mnie ramiona i pozwoliło mi się pokochać. Mam pewne wspomnienie: w latach szkolnych oglądałem jakiś film na YouTube i zobaczyłem w nim bardzo ładną paletkę do makijażu. Powiedziałem sobie wtedy: „Jestem facetem i nigdy nie będę mógł się pomalować”. Dziesięć lat później ją kupiłem, bo pomyślałem: „Mogę”.
Bliscy wspierali cię we wszystkich trudnych przeżyciach?
Jan Weltrowski, Kanto Cosplay: Moi rodzice i bracia byli przy mnie od zawsze. Ich wsparcie czułem też w rozwoju mojej pasji, niezależnie od tego, czy stroje były zbrojami, czy sukienkami. Nadal pamiętam, gdy tata zadzwonił do mnie z pracy i zapytał, czy mogę wysłać mu zdjęcia jako brzydka siostra Kopciuszka, bo chciałby pokazać kolegom (śmiech). Popłakałem się po tym telefonie, bo to, że rodzice są ze mnie dumni, jest najlepszą rzeczą na świecie. Nie mógłbym prosić o nic więcej.
Tym bardziej, że – szczególnie w relacjach synowsko-ojcowskich – zdarzają się nieporozumienia wynikające z zakorzenionego, tradycyjnego postrzegania męskości.
Jan Weltrowski, Kanto Cosplay: Często mówię o tacie, że nie wyobrażam sobie mieć za ojca nikogo innego. Był dla mnie przykładem, wspierał mnie w gorszych czasach - nawet wtedy, kiedy myślałem, że jestem sam na świecie, bo koledzy wyzywali mnie w szkole. Stoi przy mnie do teraz, kiedy czuję dumę z tego, kim jestem. Nie każdy ma taki przywilej. Łatwo jest mi mówić „jakoś to będzie”, bo od zawsze byłem blisko z rodziną. Przekazuję słowa otuchy osobom stawiającym pierwsze kroki w cosplayu, ale jednocześnie wiem, że mając kochających rodziców – mam szczęście.
Jak wobec tego radzisz sobie z krytycznymi komentarzami?
Jan Weltrowski, Kanto Cosplay: Wszystko, co przeżyłem, ma na to duży wpływ. Koszmar z lat gimnazjalnych sprawił, że wiem, co jest najważniejsze. Przeniosłem to na działalność internetową. Początkowo – oczywiście - starałem się kłócić z każdą osobą, która odezwała się w hejterskim tonie pod moimi postami, ale z czasem zrozumiałem złotą zasadę: kiedy nie reagujesz, ludziom się nudzi. Kiedyś próbowałem być własnym obrońcą, a potem stwierdziłem, że to nie ma żadnego głębszego wpływu na życie codzienne. Z hejtem jest tak, że można dostać tysiąc pozytywnych opinii, ale ta jedna nieprzyjemna najbardziej utkwi w głowie. Trzeba się nauczyć, jak nie pozwalać jej wpływać na samopoczucie, szczególnie gdy to bezpodstawna mowa nienawiści.
Jeżeli przejmujesz się czyimś komentarzem cały dzień, może musisz zadać sobie pytanie, czy na pewno chcesz działać w internecie. Niestety, ale w momencie, w którym internet ma powodować negatywne myśli, to dla własnego zdrowia psychicznego lepiej dać sobie czas. Czasem sam uważam, że za wcześnie zacząłem. Teraz mam w sobie pewną znieczulicę – idę do przodu z podniesioną głową, bo to moje życie. A mam je jedno.
Ale sam mówisz, że to właśnie nieprzyjemne opinie zostają w pamięci. Jaki komentarz szczególnie cię zranił?
Jan Weltrowski, Kanto Cosplay: Najbardziej dotykają mnie sytuacje, w których ludzie używają argumentu związanego z moją rodziną. „Oho, rodzina zapewne jest dumna, dziwię się, że jeszcze się ciebie nie wyparła” – to boli mnie mimo to, że mam świadomość wsparcia bliskich. Ale gdybym go nie miał, komentarze w tym stylu by mnie zniszczyły. Czasem ludzie potrafią wyczuć, jaka szpilka zaboli najbardziej. Jeżeli ktoś widzi osobę działającą w queerowym środowisku, rzuca temat rodziców – bo jest prawdopodobieństwo, że to on może ją zranić.
Posiedzieliśmy już trochę w ciemności. Zwróćmy się jeszcze na chwilę w stronę jaśniejszych tematów. Za tobą już pierwsze współprace reklamowe. Myślisz o sobie jako o influencerze?
Jan Weltrowski, Kanto Cosplay: Kiedy składałem papiery na studia, dostałem pytanie: „Proszę powiedzieć, dlaczego influencer jest w Polsce tak źle postrzeganym zawodem”? (śmiech) Wtedy ktoś nazwał mnie tak po raz pierwszy! Ale myślę, że sam też mogę już się tak określać. Działam na Instagramie i TikToku, mam pewien wpływ na odbiorców. Social media zawsze były dla mnie pasjonujące. Są zresztą związane w marketingowym kontekście z moją pracą zawodową. Dzięki nim cosplay to moja dodatkowa profesja. Przyjemna sprawa.
Twoi odbiorcy mogą podziwiać w mediach społecznościowych efekt końcowy. Czego wobec tego nie widzą? Co kryje się pod stworzonym strojem?
Jan Weltrowski, Kanto Cosplay: To, czego w kostiumie nie widać, to chociażby moje zdrowotne problemy: z kręgosłupem, od ciągłego siedzenia i zginania się na krześle; z zatokami, zupełnie wypalonymi od wszelkich chemikaliów, z których korzystam. Wiąże się to też z poparzeniami i pociętymi rękami. Nie liczę, ile razy sam coś sobie przeciąłem. Moja koleżanka podczas robienia stroju odcięła sobie kawałek palca. Cóż, jako cosplayerzy pracujemy z najróżniejszymi narzędziami!
Dochodzą do tego setki nieprzespanych godzin, bo czasem muszę zrobić kostium w ciągu dwóch dni. Ale w ostateczności mogę być poparzony, porozcinany, w czterdziestogodzinnym ciągu bez snu, a w momencie założenia kostiumu i spojrzenia na siebie w lustrze wiem, że to moje ręce to zrobiły. Zapewne za rok popatrzę na zdjęcia tworzonych teraz strojów i pomyślę „Boże, jakie to brzydkie”, ale z każdym rokiem moje rękodzieło jest lepsze. Kiedy opanuję jedną technikę – następne trzy już na mnie czekają. Szycie, praca z pianką czy żywicą, rzeźbienie, stylizacja peruk...dlatego cosplay to świetne hobby. Ono nigdy się nie kończy.
-----------------
Jan Weltrowski – cosplayer i twórca internetowy. Zdobywca nagród w polskich i międzynarodowych plebiscytach. Został wyróżniony w europejskim konkursie cosplayowym League of Legends European Cosplay Contest. Konkursy są jego pasją – zarówno z perspektywy uczestnika, jak i jurora. Wolny czas poświęca na gry i często to właśnie z nich czerpie inspirację. Jako Kanto Cosplay odwiedza konwenty w całej Polsce, tworzy dziesiątki kostiumów i realizuje fanowski projekt o nazwie Project:League. Absolwent kierunku Nowe Media na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Zawodowo zajmuje się marketingiem internetowym.
Źródło: CHILLIZET