"Od wielu lat jestem na diecie informacyjnej". O minimalizmie w życiu opowiada Katarzyna Kędzierska

7 min. czytania
Aktualizacja 23.08.2024
23.08.2024 09:14
Obserwuj nas w Google
---- ----

"Minimalizm, o którym ja piszę od wielu, wielu lat, to raczej narzędzie, które pozwala nam pozbyć się nadmiaru, czyli wszystkiego tego, co zbędne, aby zostało miejsce i czas na to, co jest najważniejsze". Dlaczego warto wieść minimalistyczne życie, opowiada Katarzyna Kędzierska, autorka blogaSimplicite.pl.

Mindfulness
fot. Shutterstock
--1-- ----

Jeremi Pedowicz: Moim gościem dzisiaj jest Katarzyna Kędzierska, autorka wielu książek o minimalizmie. Kasiu, czy my naprawdę potrzebujemy aż tylu rzeczy, które kupujemy?

Katarzyna Kędzierska: A jak myślisz?

Jako zadeklarowany minimalista znam odpowiedź, ale chciałbym ją usłyszeć od Ciebie (śmiech).

Katarzyna Kędzierska: Zapytałam Cię o to, bo bardzo lubię odwoływać się do osobistych doświadczeń. Gdy zaczynamy mówić o minimalizmie jako o jakiejś idei lub filozofii, to czasem zaczynamy "odlatywać".

Minimalizm bardzo często kojarzony jest z modą, architekturą, także architekturą wnętrz. Natomiast ten minimalizm, o którym ja piszę od wielu, wielu lat, to raczej narzędzie, które pozwala nam pozbyć się nadmiaru, czyli wszystkiego tego, co zbędne, aby zostało miejsce i czas na to, co jest najważniejsze. W tym kontekście warto sobie zadać pytanie, czy rzeczy, które kupujemy, nabywamy, wnosimy do swojego życia, są rzeczywiście niezbędne w tym życiu.

A z czego ty zaczęłaś rezygnować, gdy zaczęłaś swoją przygodę z minimalizmem? Co okazało się zbędne w Twoim życiu?

Katarzyna Kędzierska: Opisałam to dokładnie w swojej książce "Chcieć mniej. Minimalizm w praktyce", którą wydałam kilka lat temu. W moim przypadku były to książki. Wiele, wiele lat temu, podczas jednej z przeprowadzek, spakowałam wszystkie swoje książki, notatki ze studiów prawniczych, cały ten papier, który miałam w domu, do dwunastu kartonów. Wtedy uświadomiłam sobie, że ja te wszystkie ciężkie książki muszę najpierw przenieść do samochodu, z samochodu do nowego miejsca, a w tym nowym miejscu muszę je rozpakować. To był taki pierwszy impuls, gdy pomyślałam: "laska, czy ty naprawdę potrzebujesz dwunastu kartonów książek?".

Znam ten ból. Mieszkałem kiedyś na piątym piętrze w kamienicy bez windy. Znoszenie książek było rzeczywiście problematyczne. Na szczęście teraz są urządzenia elektroniczne, które pomogą nam zaspokoić głód czytelniczy. Ale pomyślałam sobie, że minimalizm pozwala nam też dostrzec nie tylko rzeczy, które są nam niepotrzebne, ale też i takie, które są nam niezbędne do życia. Co z twojego punktu widzenia zalicza się do takich rzeczy?

Katarzyna Kędzierska: Nie ma uniwersalnej listy rzeczy niezbędnych i rzeczy zbędnych, która byłaby właściwa dla każdego z nas. Po prostu nie ma. To jest niemożliwe. Każdy prowadzi inny styl życia, ma inne potrzeby, inne wartości w życiu. Rzeczy, które mamy, którymi się otaczamy, mają nam służyć i pomagać w życiu takim, jakim chcemy je widzieć. To jest najtrudniejsza część drogi, bo uświadomienie sobie, co jest zbędne, a co niezbędne, to w zasadzie najtrudniejsza rzecz, z jaką się borykamy, wchodząc na ścieżkę minimalizmu. Nie ma niestety uniwersalnych odpowiedzi. Oczywiście Internet "wypluje" dziesiątki, może nawet setki tekstów w stylu: "50 rzeczy, których już nie kupuję", "10 rzeczy, które są mi niezbędne". To oczywiście może być jakaś inspiracja. Sama zresztą kiedyś taką listę popełniłam na blogu. Ja na przykład nie mam w domu czajnika elektrycznego, ani żadnego innego, bo nie jest mi potrzebny, ale to nie znaczy, że on nie będzie potrzebny mojej przyjaciółce, która pija herbatę litrami. Rozumiesz?

Pewnie, ja na przykład nie potrzebuję wiertarki, a nawet jeśli muszę z niej skorzystać, to po prostu mogę ją pożyczyć. Na szczęście jest coraz więcej wypożyczalni, oferujących tego typu sprzęt.

Katarzyna Kędzierska: Tak, to jest w ogóle fantastyczna koncepcja: dostęp zamiast posiadania. Polacy po doświadczeniach komunizmu mieli silną potrzebę posiadania. Własność prywatna była dla nas bardzo istotna. Mam jednak wrażenie, że to jest pierwszy moment, kiedy jako społeczeństwo zaczynamy odchodzić od tego "muszę mieć", żeby móc korzystać, żeby się nie prosić, na rzecz nurtu "dostęp zamiast posiadania". Nieważne, czy jest to wymiana rzeczy w ramach małej społeczności, czy możliwość wypożyczenia sprzętu z wypożyczalni.

Redakcja poleca

W domach mamy mnóstwo niepotrzebnych rzeczy, dziwnych ozdóbek, ubrań, które zalegają w szafie, z których możemy zrezygnować, ale nie zawsze potrafimy. Jak wyeliminowanie tych rzeczy może nam pomóc?

Katarzyna Kędzierska: Przez lata pomagałam ludziom w odgracaniu ich domów w najróżniejszy sposób. Gdy pozbywaliśmy się rzeczy, albo ograniczaliśmy ich liczbę, to w pewnym momencie zawsze dochodziliśmy do takiego momentu, w którym pojawiały się emocje, różne przekonania, czy schematy związane z posiadaniem tych rzeczy. Podam przykład: ktoś trzymał w domu wiele książek, bo kiedyś usłyszał, że dom bez książek to dom martwy. Trzymamy czasem rzeczy, które podtrzymują nasz społeczny wizerunek.

Tak więc, gdy pomagałam odgracać mieszkania, to różne rzeczy się pojawiały. Miałam poczucie, że narzędzia, którymi dysponuję, jeśli chodzi o minimalizm, są po prostu niewystarczające. Przechodząc przez tę sferę minimalizmu materialnego, cyfrowego, dochodziliśmy do czegoś, co w dużym uproszczeniu można nazwać porządkami w głowie. I właśnie tutaj brakowało mi narzędzia. Na szczęście ono się pojawiło w efekcie mojego osobistego rozwoju i poszukiwań. Tym narzędziem była medytacja mindfulness, czyli taka medytacja uważności, i różne wiążące się z nią praktyki. To był ten brakujący puzzel, który daje przede wszystkim świadomość i wiedzę na temat tego, co w naszym życiu jest ważne. Dzięki temu wszystko staje się dużo łatwiejsze, bo w naturalny sposób wiemy, co będzie nas wspierać w robieniu tego, co jest dla nas ważne.

Myślę też o takiej prozaicznej rzeczy, jaka wiąże się z takim sposobem życia, czyli o oszczędnościach. Jeśli się nie wydaje pieniędzy na wiele zbędnych rzeczy, to można sobie pozwolić na kupno jednej rzeczy lepszej jakościowo. Mogą to być na przykład lepsze produkty żywnościowe, czy lepszej jakości ubrania, z których dłużej będziemy korzystać.

Katarzyna Kędzierska: Tak, minimalizm pozwala na takie oszczędności, ale najpierw musimy sobie uświadomiść, ile jesteśmy w stanie zaoszczędzić. Bo tu nie chodzi tylko o pieniądze, ale również o oszczędność czasu, oszczędność energii życiowej.

W jakich aspektach życia minimalizm zmienił twoją rzeczywistość, codzienność na lepsze?

Katarzyna Kędzierska: We wszystkich. Po pierwsze, mam mniej rzeczy. Po drugie, im mniej mam rzeczy, tym mniej czasu muszę poświęcać na zajmowanie się nimi. Po trzecie, im mniej mam rzeczy, tym więcej mam pieniędzy w portfelu. To są takie pierwsze, najbardziej oczywiste zmiany. Jeśli mam mniej rzeczy, to mam więcej przestrzeni w domu, łatwiej jest mi go posprzątać.

Drugą bardzo istotną dla mnie kwestią jest przestrzeń cyfrowa. Warto się zastanowić, jak my w niej funkcjonujemy, ile czasu, energii, a nawet pieniędzy nam ona zabiera. Trzecią sferą jest porządek w głowie, o czym już wcześniej wspomniałam w kontekście mindfulness.

Na czym polega – w twoim przypadku – ten minimalizm cyfrowy? Czy przestałaś korzystać z mediów społecznościowych, czy raczej wydzielasz sobie czas w ciągu dnia, na przykład godzinę, na korzystanie z tej przestrzeni?

Katarzyna Kędzierska: Przetestowałam chyba wszystkie metody, które są, bo chciałam je sprawdzić na żywym organizmie. Od dwóch lat eksperymentuję w kontekście mediów społecznościowych i jakiś czas temu podjęłam decyzję o wycofaniu się z nich oraz z kanałów społecznościowych, blogowych. To nie jest łatwa decyzja, ale podjęłam ją ze względu na swój dobrostan. Chcę pokazać, że można te treści tworzyć i konsumować bardziej świadomie, nie w postaci socialowej papki, tak jak to teraz wygląda. Wycofanie się z mediów społecznościowych to jest jeden z aspektów, natomiast ja mam jeszcze taki swój osobisty regulamin cyfrowy. Mam w nim pospisywane zobowiązania wobec samej siebie, których chcę się trzymać w kontekście mojej obecności w życiu cyfrowym. Podam przykłady, nie oglądam wiadomości, ani innych programów, bo nie mam telewizora. Od wielu lat jestem na diecie informacyjnej.

Redakcja poleca

A czy możemy powiedzieć, ile można zaoszczędzić, będąc minimalistą, będąc na tej diecie informacyjnej? Chodzi nie o konkretne kwoty, a raczej o procentowe ujęcie czasu i pieniędzy.

Katarzyna Kędzierska: Nie wiem, Jeremi. To zależy od indywidualnych ustaleń. Jedyne co mi przychodzi do głowy w kwestii pieniędzy, tak ogólnie, to efekt latte, czyli suma oszczędności, które można mieć, rezygnując z kupowania kawy na mieście. Nigdy sama tego nie liczyłam, bo nie czułam takiej potrzeby. Nie jestem więc w stanie podać Ci żadnych kwot, nawet w procentach. Myślę jednak, że nikomu nie zaszkodziłoby spisanie swojego budżetu, czyli skonfrontowanie się z liczbami, z tym ile zarabiam i ile wydaję. Nie znam osoby, dla której nie byłoby to odkrywcze.

Ale w minimalizmie nie chodzi chyba o całkowite wyeliminowanie picia kawy na mieście. Od czasu do czasu chyba możemy sobie na to pozwolić. Tutaj chyba chodzi o to, żeby lepiej żyć i sprawiać sobie radość, chociażby w takich małych rzeczach.

Katarzyna Kędzierska: Nie zgodzę się z tobą, bo uważam, że to jest bardzo duże uproszczenie. W tym efekcie latte, o którym wspomniałam, kupowanie kawy na mieście jest metaforą, takim przykładem. Wyważenie tego sprawiania sobie przyjemności, o którym mówisz, jest jednym z najważniejszych czynników minimalizmu, dlatego, że my nagradzamy się rzeczami. Ale to nie dodaje wartości naszemu życiu, raczej przynosi szybko, chwilową ulgę. Musimy mieć tego świadomość, o to w tym chodzi. Musimy wiedzieć, kiedy na przykład uciekam od czegoś, co jest w moim życiu trudne, albo nagradzam się za to, co zrobiłam. Nagradzanie się zakupami to jest taki klasyczny przykład i nie ma znaczenia, czy kupimy sobie nowy ciuch, latte. Nie chodzi też o to, aby zawsze się nagradzać, albo nie robić tego w ogóle, ale aby mieć świadomość, dlaczego to robimy.

Gdy mówiłem o tej kawie, miałem na myśli to, że nie trzeba z niej rezygnować dla samej rezygnacji, doświadczenia ludzkiego...

Katarzyna Kędzierska: Tak, masz rację, bo minimalizm, to nie jest umartwianie się. Wielu ludzi postrzega minimalizm na równi z ascetyzmem, właśnie umartwianiem się. To nie to samo. Ale jeśli będziesz ultraszczery ze sobą i stwierdzisz, że kupowanie kawy na mieście, to nie jest dla ciebie najważniejsza rzecz w życiu, ale na przykład granie na gitarze już tak, to łatwiej ci będzie podjąć decyzję, by nie kupować latte na mieście, a na przykład zainwestować w lepszą gitarę.

To bardzo dobre podsumowanie naszej rozmowy. Kasiu, pięknie dziękuję Ci za tę rozmowę.

Redakcja poleca

Źródło: CHILLIZET/ spisała i przeredagowała Monika Karbarczyk