Na antenie:

Decluttering, czyli odgracanie przestrzeni wokół nas, nie jest łatwy. Zacznijmy od jednej rzeczy

5 min. czytania
Aktualizacja 10.02.2024
09.02.2024 10:17
Zareaguj Reakcja

Żyjemy w kulturze nadmiaru: rzeczy, emocji, związków. Chcemy mieć "więcej i więcej". Kolejny telefon, kolejny samochód, kolejny ciuch kupiony na wyprzedaży. Zaczynamy tonąć w rzeczach, które mamy (czasem poupychane głęboko w szafach). Ten nadmiar ma negatywny wpływ na nasz emocje, w zagraconym mieszkaniu nie potrafimy odpocząć. Ekspertka od slow life'u i minimalizmu, Natalia Kraus-Kowalczyk, radzi nam, od czego zacząć odgracanie przestrzeni wokół nas. 

Decluttering co to
fot. Shutterstock

Monika Karbarczyk: Natalio, na czym polega decluttering?

Natalia Kraus-Kowalczyk: Decluttering, to odgracanie, pozbywanie się nadmiaru rzeczy. W skrócie chodzi o to, aby zostawić wokół siebie tylko te przedmioty, które są nam potrzebne i które lubimy mieć. Dzięki temu na przykład sprzątanie jest dużo, dużo łatwiejsze. Ale niestety to odgracanie bardzo trudno przeprowadzić u siebie, łatwiej chyba zrobić u kogoś (śmiech).

Monika Karbarczyk: Dlatego, że jesteśmy emocjonalnie związani z przedmiotami, które są wokół nas, prawda? Pamiętam, gdy robiłam porządki w kuchni i otwierałam szafkę po szafce, usuwając z niej niepotrzebne rzeczy, bardzo trudno było mi cokolwiek oddać. W końcu brałam każdą rzecz do ręki i zastanawiałam się, kiedy jej ostatnio używałam i... wtedy było już znacznie łatwiej. Ale gdy już wszystko uporządkowałam, to poczułam niesamowitą energię tego miejsca. Na nowo poczułam chęć do gotowania, jedzenia, a wcześniej ta przestrzeń mnie odpychała.

Natalia Kraus-Kowalczyk: Ale to dotyczy całego domu, nie tylko kuchni. Nasz dom powinien być takim miejscem regeneracji. Jeśli dom jest zagracony i nieuporządkowany, to my się w nim nie zregenerujemy. Decluttering jest fantastyczną filozofią i metodą, i – masz rację – wcale nie jest łatwy. Ja byłam nawet na kursie u prekursorki declutteringu w Polsce, u Marii Ernst-Zduniak. Zostałam specjalistą od odgracania i pomyślałam sobie: "super, to teraz zrobię sobie ten decluttering w domu". Okazało się to tak trudne, że musiałam poprosić o pomoc koleżankę, która była razem ze mną na tym kursie. Przyjechała i zrobiła mi to odgracanie. To było fantastyczne, naprawdę polecam Iwonę. Na Instagramie jest jako "Królowa Porządku". Ona właśnie nie była emocjonalnie związana z tymi rzeczami, więc łatwiej jej było się ich pozbyć. Oczywiście ona ze mną wszystko konsultowała: to zostawiamy, to oddajemy, to wyrzucamy, to układamy tak i tak. Gdy skończyłyśmy to odgracanie, to się okazało, że to moje mieszkanie jest kompletnie inne, jest w nim inna energia. To jest naprawdę bardzo, bardzo ważne. Ja w swoich książkach często wplatam ten decluttering, bo – moim zdaniem – są to naczynia powiązane. I to zwalnianie, i to odpuszczanie, i minimalizacja, i porządkowanie. Gdy wdrożymy to wszystko razem, da to naprawdę spektakularny efekt.

Redakcja poleca

Monika Karbarczyk: Kiedyś moja koleżanka poprosiła mnie o pomoc w robieniu porządków w szafie. Niestety nie udało się, bo koleżanka naprawdę nie potrafiła rozstać się ze swoimi rzeczami. Okazało się, że prezentowała takie przywiązanie do rzeczy przez projektowanie na nie swoich marzeń, dążeń. Miała sukienki, w które się nie mieściła, ale ona cały czas uważała, że kiedyś dojdzie do tej wagi sprzed 30 lat i na pewno się w te ubrania zmieści. To była grupa ubrań nie do usunięcia. Albo miała taką grupę rzeczy "nigdy w nich nie chodziłam, ale kiedyś musi być ten pierwszy raz". Więc tak sobie myślę, że zatrudnienie kogoś z zewnątrz (a nie przyjaciółki) jest lepszym pomysłem.

Natalia Kraus-Kowalczyk: Tak, ale są też inne metody. W swojej najnowszej książce "Miej mniej" dużo o tym piszę. Właściwie poświęciłam temu cały rozdział. Mnie, oprócz Iwonki, najbardziej pomogły jeszcze dwie rzeczy. Jedna to książka, która niestety nie jest dostępna w sklepach, ale w niektórych bibliotekach można ją wypożyczyć. Jej tytuł brzmi: "Pożegnanie z nadmiarem. Japoński minimalizm". Autorem jest Fumio Sasaki. To jest książka, która przeprogramowała mój umysł na to, że można pozbyć się niektórych rzeczy. Naprawdę zachęcam do jej przeczytania.

A drugą rzeczą, a właściwie sprawą, która mi pomogła, była moja praca jako pośrednik nieruchomości. Jednym z etapów procesu sprzedania nieruchomości jest zrobienie sesji fotograficznej, aby zachęcić przyszłego nabywcę do jej zobaczenia, a potem kupienia. Okazało się, że 99 proc. mieszkań, które ja sprzedawałam, nie nadawało się do zrobienia sesji. Trzeba było najpierw zrobić tam tzw. home staging, czyli atrakcyjnie zaaranżować wnętrze, by podkreślić jego charakter oraz zainteresować potencjalnych nabywców. Kiedyś myślałam, że polega to na położeniu kilku poduszek czy postawieniu wazonu ze świeżymi kwiatami, ale nie – te dziewczyny przede wszystkim wynosiły stamtąd rzeczy. Pamiętam, że z jednego dwupokojowego mieszkania na Woli wyniosły na korytarz prawie 3/4 rzeczy. Dopiero wtedy mieszkanie nadawało się do obfotografowania, bo wyglądało atrakcyjnie na zdjęciach. To mi właśnie, najdobitniej, uświadomiło, ile my mamy zbędnych rzeczy.
Te zbędne, nagromadzone rzeczy, mają negatywny wpływ na nasze wnętrza, a także na nas samych. Takie porządkowanie przestrzeni, w sensie odgracania, ma znacznie głębsze znaczenie niż tylko osiągnięcie wrażenia czystości i łączy się ściśle z ideą slow life'u. Bo im mniej mamy rzeczy, tym mniej musimy sprzątać i więcej czasu mamy dla siebie i bliskich.

Monika Karbarczyk: A czy decluttering odnosi się tylko do rzeczy materialnych, czy do niematerialnych również?

Natalia Kraus-Kowalczyk: Generalnie do wszystkich. Decluttering może odnosić się do rzeczy, do zamknięcia relacji, które nam nie służą, albo uporządkowania grona znajomych na Facebooku, czyli usunięcie z tej grupy ludzi, z którymi nie masz i nie będziesz mieć żadnego kontaktu. Rezygnowanie z aktywności, które wykonujesz nie dlatego, że chcesz, ale dlatego, że ktoś od ciebie tego oczekuje. Naprawdę to "odgracanie" można wprowadzić do każdej dziedziny swojego życia. Ale najpierw radziłabym zacząć od domu, dlatego, że to po prostu jest najprostsze. Łatwiej jest wyrzucić nadmiar łyżek do makaronu, niż pozbyć się jakiejś relacji.

Ale jak już oczyścimy sobie wszystko po kolei wokół siebie, gdy sobie to uporządkujemy, to, po pierwsze, poczujemy wolność, po drugie – przestrzeń, a po trzecie, dopiero wtedy przyjdą do nas jakieś nowe możliwości, rzeczy, które będą dla nas bardzo korzystne. Zaczniemy się po prostu rozwijać i poczujemy się też szczęśliwsi. To naprawdę tak działa.

Monika Karbaczyk: Od czego zacząć najpierw?

Natalia Kraus-Kowalczyk: Jestem wielką fanką metody Kaizen, czyli metody małych kroczków. Ona sprawdza się w każdym aspekcie życia, choćby w declutteringu. Nie odgracajmy całego mieszkania od razu, zacznijmy najpierw od szuflady w biurku. Ten proces, zacznijmy powoli, małymi krokami. Spróbujmy najpierw odpuścić jedną rzecz.

Monika Karbarczyk: I tutaj postawimy kropkę, bardzo dziękuję za tę rozmowę.

Redakcja poleca

Źródło: CHILLIZET