Polka odkrywa sekrety Wyspy Wielkanocnej. "Magię tego miejsca czuć od początku"
Wyspa Wielkanocna to jeden z najbardziej tajemniczych i magicznych zakątków świata. To tutaj znajdują się charakterystyczne kamienne posągi, które stanowią jedną z najbardziej intrygujących zagadek świata. O pełnej legend przeszłości Rapa Nui, fascynującej kulturze i atrakcjach turystycznych opowiada Małgorzata Telecka, doktor nauk geograficznych UMSC w Lublinie oraz autorka książki „Rapa Nui. Subiektywny przewodnik po sekretach Wyspy Wielkanocnej”.
Nina Czochara-Rychlak: Co Wyspa Wielkanocna ma wspólnego z Wielkanocą?
Małgorzata Telecka: Tak naprawdę ma niewiele wspólnego z Wielkanocą oprócz samej nazwy. Kapitan Jacob Roggeveen, pierwszy odkrywca po stronie Europejczyków, dopłynął do brzegów wyspy w 1772 roku właśnie w okresie Wielkanocy. Stwierdził, że skoro jest Wielkanoc, to tak powinien nazwać nowo odkryty skrawek lądu. Oczywiście wyspa była wcześniej odkryta przez Polinezyjczyków i przez nich zamieszkana.
Sami mieszkańcy używają polinezyjskiej nazwy Rapa Nui. Tam stosowany jest zapis łączny, chociaż u nas przyjęła się pisownia rozdzielna. Rapa Nui oznacza po prostu „Wielka Rapa” czy „Wielka Ziemia”.
Wyspę Wielkanocną nazywa się też najbardziej samotną wyspą świata i to jest oczywiście związane z jej położeniem. Tutaj tylko przypomnę, że od Chile, do którego formalnie należy, dzieli ją ponad 3,5 tysiąca kilometrów.
Może nie jest to najbardziej samotna, ale zdecydowanie jedna z najbardziej samotnych wysp na świecie. Daleko stąd nie tylko do Chile, ale też innych wysp na Pacyfiku.
Wyczytałam w twoim przewodniku, że od dziecka marzyłaś o podróży na Rapa Nui. A co tak mocno przyciągało cię do tego odległego, tajemniczego miejsca?
Jako dziecko przeczytałam książkę Thora Heyerdahla „Aku-Aku” i to właśnie ta lektura zaszczepiła we mnie fascynację do Wyspy Wielkanocnej. I, o dziwo, moim ukochanym tematem dotyczącym tej wyspy wcale nie były posągi, które chyba każdego przykuwają swoją tajemniczością i ogromem. Mnie fascynowały jaskinie wyspy. Chodzi o jaskinie lawowe, które powstają, kiedy lawa na powierzchni zastyga, a pod spodem wciąż się porusza i zostawia ze sobą puste miejsce. Takie miejsca są niezwykle tajemnicze i nietypowe.
A czy na wyspie rzeczywiście czuć atmosferę takiej tajemnicy, magii, o której bardzo się często mówi w kontekście Wyspy Wielkanocnej?
Powiem szczerze, że ja tę magię czułam od początku do końca. Chociaż prawda jest też taka, że bałam się tej wyprawy, bo z jednej strony człowiek marzy całe życie o takiej wyprawie, a z drugiej strony sobie myśli - a jak po przejeździe się rozczaruję? Marzysz o czymś 20,30 lat i myślisz sobie: „rany boskie, pojadę tam, a co jeśli się okaże się, że to kicha”?
Nie rozczarowałaś się po przybyciu na miejsce?
Absolutnie nie. Klimat wyspy jest fantastyczny. To miejsce wita cię od razu jak swojego. Przyjeżdżasz na wyspę i czujesz się tam jak w domu. Fantastyczny klimat, przemili ludzie, posągi absolutnie nierozczarowujące, tajemniczość tej wyspy dało się mocno odczuć. Fakt też jest taki, że ja byłam na Rapa Nui we wrześniu – to jest wczesną wiosną na tamtej półkuli. W tym okresie nie ma dużo turystów, więc człowiek może poprzebywać sam z posągami, platformami ceremonialnymi, może sobie pokontemplować i po prostu łapać ducha tego miejsca.
Teraz chciałabym na moment zatrzymać się na temacie wspomnianych przez ciebie posągów, czyli moai, które tak naprawdę do dzisiaj owiane są wieloma tajemnicami i legendami. Która z teorii dotyczących znaczenia i zastosowania tych kamiennych figur jest ci najbliższa? W jakim celu powstały?
Tak, teorie dotyczące moai bywają kosmiczne, dosłownie i w przenośni. Są też różne naukowe wyjaśnienia, ale tutaj trzeba wziąć pod uwagę, że tak naprawdę badacze nie mają żadnego przekazu ustnego, pisemnego potwierdzającego ich tezy. Dlatego powiedziałabym, że istnieją różne legendy naukowe, podparte pewnymi badaniami, i każda z nich może być jednakowo słuszna.
Jedna z nich, która wydaje się najbardziej prawdziwa, głosi, że te charakterystyczne, kamienne głowy to były tak naprawdę nagrobki. Po prostu stawiano te posągi dla sławnych ludzi, lokalnych wodzów. Każdy z przywódców jakiegoś plemienia na Rapa Nui chciał mieć swoje moai i każdy chciał, aby było ono większe niż to, które powstało poprzednio. Dlatego te posągi stawiono coraz większe i większe.
W pewnym momencie te posągi zaczęły tworzyć swoisty „mur” wokół wyspy. Niemal wszystkie moai ustawione są plecami do oceanu i twarzą do wyspy. To miał być taki symbol zapewnienia bezpieczeństwa mieszkańcom, taki mur między lądem i oceanem. Dodatkowo była to granica między światem żywych a światem bogów.
Te dwie teorie chyba są najbardziej prawdopodobne. Podsumowując, te figury przedstawiają rdzennych mieszkańców Rapa Nui, a właściwie wodzów cywilizacji oraz tych, którzy się czymś zasłużyli dla społeczeństwa. To nie były figury bogów, to były figury ludzi, którzy zmarli. Często były one budowane za życia danego mieszkańca, więc dbano o to, aby rzeczywiście odzwierciedlały konkretną osobę.
Patrząc na zdjęcia tych kamiennych figur, na pierwszy rzut oka można odnieść wrażenie, że wyglądają niemal identycznie. Wyczytałam jednak, że każda z tych figur się czymś od siebie różni.
Tak, z daleka wydaje się, że one są takie same. Pojawiła się nawet dość szokująca teoria na temat moai. Jeden z artystów, który obejrzał te posągi, stwierdził, że one reprezentują fallusy i to jest taki wielki pomnik prokreacji i życia.
Bardzo ciekawa teoria.
Tak, to prawda. Jakoś nie wydaje mi się, żeby mieszkańcy Wyspy Wielkanocnej koniecznie chcieli być upamiętnieni w taki sposób (śmiech).
Niektóre z posągów mają charakterystyczne kamienne kapelusze.
Tak, chodzi o pukao. To nie jest kapelusz, ale najprawdopodobniej fryzura. Ona jest dosyć uproszczona, bo faktycznie jest w postaci takiego walca. Przez lata nazywano ją sombrero i tak stąd ta tendencja do nazywania tego kapeluszem. W rzeczywistości miały odzwierciedlać włosy.
Czy jeszcze czymś charakterystycznym różnią się od siebie te posągi?
Tak naprawdę te różnice są niewielkie, chociaż jak się dokładnie przyjrzymy, to każdy z tych posągów ma troszeczkę inne rysy twarzy. Ale tak naprawdę nie ma żadnych oznak, jakiej płci są te figury. Chociaż w muzeum znajduje się jedno, jedyne moai, po którym widać, że jest kobietą.
Czyli jest tylko jeden posąg kobiecy?
Tak, jest tylko jeden posąg, który ma biust. Cała reszta moai jest, potocznie mówiąc, unisex.
To znikoma liczba, biorąc pod uwagę to, że na wyspie jest około 880 posągów.
Tak, jest bardzo dużo tych posągów i są rozrzucone po całej wyspie. Część posągów znajduje się jakby w miejscu docelowym, czyli na platformach ceremonialnych. Inne są gdzieś po drodze porzucone, nierzadko zniszczone. I jest bardzo wiele takich, które są jeszcze w warsztacie produkcyjnym, czyli w kamieniołomie, jakby czekały na transport.
Zagadką pozostaje to, jak mieszkańcy transportowali po całej wyspie posągi. W jaki sposób udało im się przenosić te ważące nawet kilkadziesiąt ton rzeźby?
Tak, to jest zagadka i chyba zagadką pozostanie, dlatego że jest to jedyna rzecz, której do tej pory jednoznacznie nie wytłumaczono. Jak robiono posągi? No to jest proste, nawet odtworzono taką procedurę kucia posągu w czasach Thora Heyerdahla, ale transport to już jest problem. Powstało wiele teorii na ten temat.
Najbardziej prawdopodobna jest taka, że po prostu gotowe posągi transportowano leżące na belkach, na takich saniach, które ciągnięto po rolkach z drewna. To dawało pewność, że taka kamienna figura się nie przewróci.
Przeszłość Wyspy Wielkanocnej jest oczywiście fascynująca i pewnie mogłybyśmy o niej rozmawiać długo, ale chciałabym się dowiedzieć, jak dzisiaj wygląda tam życie codzienne. Wyczytałam, że większość mieszkańców, obecnie to jest około 8 tysięcy osób, żyje w stolicy Hangaroa, która zresztą jest jedyną miejscowością na wyspie. Jak żyje się w tak zamkniętej społeczności?
Jeśli chodzi o wyspę, to zacznijmy od tego, że Rapa Nui nie chce być częścią swojego macierzystego kraju. Zresztą ona nigdy nie była tak naprawdę częścią Chile, tylko została jakby siłą przydzielona przez kościół. Po prostu zmieniła się parafia i nagle zostali przydzieleni do społeczności chilijskiej. Sami Rapanuiczycy nie czują się Chilijczykami.
Obecnie życie na wyspie jest strasznie drogie. Wynika to z tego, że jeżeli cokolwiek chcemy tutaj mieć, to musimy to przywieźć z lądu – za pomocą statku lub samolotu. Wszystko, co nie jest na miejscu uprawiane albo hodowane, jest koszmarnie drogie – począwszy od wody butelkowej, która kosztowała kilka lat temu chyba 18 złotych za litr.
Klimat wyspy jest fantastyczny. To miejsce wita cię od razu jak swojego. Przyjeżdżasz na wyspę i czujesz się tam jak w domu
Z czego ta wyspa się utrzymuje?
Głównie z turystyki. Oprócz tego trochę z połowów, hodowli, wydobycia różnego kamienia, kruszywa. Ale przede wszystkich utrzymują się z ruchu turystycznego na wyspie.
A na miejscu rzeczywiście widać turystów? Bo jednak tak odległy zakątek nie kojarzy się z popularnym kierunkiem podróży.
Trzy razy w tygodniu na Wyspie Wielkanocnej lądują takie wielkie samoloty pasażerskie, w sezonie letnim są w pełni obłożone. Turystów jest więc bardzo dużo. Ja spotkałam (już poza głównym sezonem) w kraterze Rano Raraku dwójkę Polaków.
Turystów widać wszędzie, tym bardziej, że tak naprawdę ta wyspa to są same obiekty turystyczne. Turyści są z całego świata. Szczególnie Japończycy mają totalnego fioła na punkcie Wyspy Wielkanocnej, są naprawdę zakręceni na punkcie tego miejsca. Chyba przyciąga ich magia tego miejsca.
Jakie atrakcje turyści znajdą na miejscu? Domyślam się, że numerem jeden wśród atrakcji są kamienneposągi, ale przecież miejsce to kryje znacznie więcej. Gdybyś mogła wymienić kilka najciekawszych punktów.
Oczywiście moai to jest numer jeden i właściwie wszystko na wyspie jest związane z posągami. Bardzo ważnym i pięknym miejscem jest położna nas Zatoką Anakena jedyna piaszczysta plaża na wyspie. Legenda głosi, że to właśnie tutaj wylądowali pierwsi osadnicy, Polinezyjczycy. Nie unikniemy tu oczywiście maoi, które moim zdaniem są tu najpiękniejsze i najlepiej zachowane na całej wyspie. Wszystko dlatego, że przez lata posągi, które teraz stoją na tej plaży, były zasypane piaskiem i on je doskonale zakonserwował. Jak wykopano te kamienne figury, to okazało się, że zachowały się w doskonałym stanie.
Oprócz tego są moje ukochane jaskinie, które powstały, kiedy na Wyspie Wielkanocnej pojawili się Europejczycy. Ta takie jaskinie, w których mieszkano - z szerokim wejściem. W niektórych nawet są tak zwane podziemne ogrody. Jak strop jaskini się zapadał, to powstawało zagłębienie, gdzie można było uprawiać różne rośliny.
Co jeszcze oprócz plaż i jaskiń?
Wioska Orongo. To odrestaurowana, kamienna osada dawnych mieszkańców wyspy, położona na szczycie wulkanu. Z samej góry roztacza się widok na trzy niewielkie wyspy. Przyjeżdża tu sporo turystów.
Chciałabym też zebrać nieco informacji praktycznych dla osób, które chciałyby się kiedyś wybrać na Wyspę Wielkanocną. W jaki sposób najłatwiej dostać się z Polski na Rapa Nui i ile tak średnio kosztuje taka podróż?
Ile kosztuje dzisiaj, to nie wiem, bo ceny biletów bardzo szaleją. Jak ja tam leciałam kilka lat temu, to było ponad 6 tysięcy zł za bilet lotniczy w obie strony. Ale tu podkreślę, że to była wtedy wersja budżetowa, to znaczy, podróż trwała strasznie długo, musiałam się wiele razy przesiadać. W jedną stronę leciałam ponad 60 godzin. Najłatwiej jest się dostać z Europy połączeniem do Chile i stamtąd są loty na Wyspę Wielkanocną. To wszystko zależy od tego, ile chcemy pieniędzy przeznaczyć. Tak samo jak wybór noclegu zależy też tylko i wyłącznie od funduszy.
No właśnie, a czy na miejscu jest problem ze znalezieniem noclegu?
Podejrzewam, że jeżeli chcemy pojechać tam w lutym, w sezonie Tapati Rapa Nui, czyli dwóch tygodni festiwalu na Wyspie Wielkanocnej, to trzeba znacznie wcześniej zaklepać sobie miejsce noclegowe. Natomiast jeżeli ktoś jedzie poza sezonem, to już tylko jest kwestia tego, żeby wybrać hotel pod swoje wymagania cenowe.
Mój hotel przypominał trochę blaszany garaż, ale miał łazienkę, było bardzo komfortowo, więc dla mnie w porządku. Natomiast są też hotele takie full wypas, chociaż od razu podkreślę, że nie są to luksusowe pokoje w wielkich hotelach, bo na wyspie nie ma wysokich budynków. Jeżeli ktoś sobie tam wykupi nocleg z jedzenie, to to wyżywienie też jest naprawdę bardzo smaczne.
A czym wyróżnia się tamtejsza kuchnia?
Rybami, owocami morza, bo to wyspa otoczona oceanem. Warto wybrać się na jakąś lokalną imprezę, podczas której piecze się w piecu ziemnym (na kamieniach wulkanicznych) ryby i słodkie ziemniaki. To jest naprawdę pyszne. Aż teraz ślinka mi cieknie. Tak naprawdę gdziekolwiek się nie pójdzie, jedzenie jest bardzo smaczne.
A kiedy najlepiej zaplanować wyjazd na tę wyspę? Lato na Rapa Nui to okres naszej polskiej zimy, prawda?
Tak, zgadza się. To wszystko zależy od tego, co chcesz na tej wyspie zobaczyć i po co tam jedziesz. Jeżeli chcesz poznać kulturę taką współczesną, z odrobiną historii, to najlepszy jest okres wspomnianego przeze mnie festiwalu Tapati Rapa Nui, czyli luty. To gigantyczna impreza, podczas której odtwarzane są dawne rytuały. Wtedy popularne jest malowanie ciała przez mieszkańców różnokolorowymi glinkami, są wyścigi, tańce, inscenizacje i opowiadanie dawnych legend. Luty to też okres letni na Wyspie Wielkanocnej, więc mamy świetną pogodę, ale też mnóstwo turystów.
Ja odwiedziłam Rapa Nui we wrześniu, więc już poza sezonem. Moim celem było spokojne zwiedzenie sobie wyspy i chłonięcie tej magicznej atmosfery. Wybrałam taki moment, żeby tam nie wielu turystów i aby poznać wyspę w takich naturalnych warunkach. Wtedy też sami mieszkańcy mają więcej czasu, żeby z nami porozmawiać, opowiedzieć coś więcej o tym miejscu.
Dlatego ja byłam zachwycona, że wybrałam się tam poza sezonem. Jedyny minus jest taki, że we wrześniu, gdy na Rapa Nui jest wiosna, często pada deszcz. I nie jest taki deszcz jak u nas, to jest tropikalna ulewa. Więc ja trafiła na pogodę w kratkę. Natomiast jeśli chodzi o klimat wyspy, to jest coś nie do podrobienia. Cisza, spokój, w każdym z tym miejsc można dłużej posiedzieć, nacieszyć się tą atmosferą. Coś niesamowitego.
Muszę na koniec zapytać - planujesz kiedyś wrócić na Rapa Nui?
Marzę o tym. To naprawdę moje wielkie marzenie, żeby tam wrócić. Ta wyspa śni mi się po nocach. Nie ma takiej opcji, żebym tam nie wróciła. Muszę jeszcze parę miejsc zobaczyć, które pominęłam wcześniej.
W takim razie życzę powodzenia w realizacji tego kolejnego marzenia i bardzo dziękuję za rozmowę.
Wywiad został przeprowadzony w kwietniu 2022 roku w ramach podcastu podróżniczego „Na walizkach”.
Źródło: CHILLIZET