Nazywana jest "krainą wiecznej wiosny". Oferuje spektakularne widoki, a turyści ją pokochali
Madera cieszy się coraz większą popularnością wśród turystów. O tym, co oferuje ta niewielka wyspa i dlaczego nazywana jest "krainą wiecznej wiosny", rozmawiamy z licencjonowanym przewodnikiem, Juliuszem Drakiem.
Jolanta Waligóra: Juliusz, jesteś licencjonowanym przewodnikiem po Maderze, na której mieszkasz od 2009 roku. Obecnie działasz w branży turystycznej, organizując wycieczki jeepami po ukrytych zakątkach wyspy.
Juliusz Drak: Tak, wszystko się zgadza.
Zanim przejdziemy do samych atrakcji wyspy, chciałabym porozmawiać trochę o Tobie. Jak już ustaliliśmy, 13 lat temu postanowiłeś przyjechać na Maderę, gdzie jesteś do dzisiaj. Co skłoniło cię do tej decyzji? W końcu kierunek ten zyskał na popularności stosunkowo niedawno.
Juliusz Drak: To dość prosta historia. Od pierwszego roku studiów zajmowałem się równolegle turystyką, tzn. zrobiłem sobie taki kurs i uprawnienia pilota wycieczek. Dużo podróżowałem, tak naprawdę w każdej wolnej chwili. To jeszcze była taka "stara" turystyka, gdzie jeździło się po Europie wiekowymi autokarami. Po studiach postanowiłem pracować w swoim zawodzie. Nie spodobało mi się, więc wróciłem do tego, czym zajmowałem się wcześniej. Pewnego dnia firma, biuro podróży, wysłało mnie na Maderę. Czyli po raz pierwszy przyjechałem tu zawodowo, a potem losy się tak potoczyły, że tu zamieszkałem i założyłem własną firmę.
Jak przyjęli cię mieszkańcy wyspy?
Juliusz Drak: To ciekawe pytanie, ponieważ sama wyspiarskość jest hermetyczna. To na pewno nie jest więc takie łatwe i szybkie. Musisz w jakiś sposób wypracować sobie zaufanie u tych ludzi. W moim przypadku to było o tyle prostsze, że nie pojawiłem się znikąd. Byłem człowiekiem wysłanym przez biuro podróży do pracy. W tej chwili jesteśmy już na tyle prężnie działającą firmą, że zatrudniamy również miejscowych, to na pewno też ma duże znaczenie. Ja nie czuję się tutaj absolutnie obco. Nie jestem również tak traktowany. Bardzo ważne jest poznanie lokalnego języka. Bez niego to nigdy człowiek nie zostanie w pełni zaakceptowany i to w jakiejkolwiek społeczności. Ja na przykład nie mówiłem po portugalsku, musiałem się go nauczyć.
Dobrze, że wspomniałeś o języku. Na Maderze trudno dogadać się po angielsku?
Juliusz Drak: No właśnie nie ma z tym żadnego problemu, co w pewnym sensie jest problematyczne dla osoby, która chce się nauczyć języka lokalnego. Bo wszelkie próby nawiązywania kontaktu w języku portugalskim kończą się tak, że Maderczycy przechodzą na angielski, którym wszyscy posługują się na wyspie. Oni widzą, jak się męczysz i w ten sposób chcą ułatwić ci życie. W moim przypadku to było trochę śmieszne na początku, bo te konwersacje często odbywały się tak, że ja do nich z łamanym portugalskim, a oni po angielsku. Ale niewątpliwie ten lokalny język to podstawa. Bez tego nie da się po prostu funkcjonować w żadnym społeczeństwie i być branym na poważnie.
Madera jest bardzo małą wyspą - jej powierzchnia wynosi zaledwie około 800 km2. Dla porównania Warszawa liczy niewiele mniej, bo trochę ponad 500 km2. Mimo to wyspa oferuje wiele atrakcji, można tam znaleźć mnóstwo wspaniałych miejsc. Co robić na Maderze?
Juliusz Drak: Tak naprawdę wszystko. Madera troszeczkę umyka takiemu standardowemu myśleniu turystycznemu. Wiele osób, jadąc na tropikalną wyspę, wyobraża sobie, że będzie leżało na plaży, wieczorami chodziło na dyskoteki itd. Natomiast tutaj nic takiego nie ma. Po pierwsze plaże są kamieniste. Po drugie dostęp do oceanu w wielu miejscach bywa niesamowicie trudny. Pogoda też jest bardzo kapryśna. Madera jest przede wszystkim perfekcyjnym miejscem dla osób kochających naturę, góry, wycieczki piesze, przepiękne krajobrazy. Co ciekawe, wyspa przez długi czas była postrzegana jako miejsce dla osób w wieku emerytalnym. Dominowali Brytyjczycy i Niemcy, którzy siedzieli w hotelach, pili swoją five o'clock tea i tak dalej. Przez pandemię sporo rzeczy się jednak zmieniło. Madera została dostrzeżona przez młode osoby, pojawiły się możliwości uprawiania różnego rodzaju sportów ekstremalnych, między innymi downhillu czy canoeingu. Myślę, że duży wpływ na to mieli też influencerzy. Kilkoro spędziło tutaj okres zimowy, pandemiczny.
Wyobraź sobie taką sytuację, że przyjeżdża do ciebie w odwiedziny jakiś znajomy z Polski. Gdzie go zabierasz? Jakie są według ciebie takie topowe miejsca na Maderze, które po prostu trzeba zobaczyć?
Juliusz Drak: To jest strasznie trudne pytanie. Jadąc na przykład na wycieczkę po zachodniej części wyspy, zahaczamy o wszystkie ważne miejsca takie jak płaskowyż, las Fanal czy naturalne baseny w Porto Moniz. To są rzeczy, które trzeba zobaczyć. Ale zobaczyć dość szybko. Lepiej zagłębić się właśnie w te dzikie góry i uciec trochę od tych wszystkich turystów. Większość ludzi przyjeżdża na Maderę na tydzień. To jest strasznie mało. Dwa tygodnie to minimum, żeby zobaczyć wszystkie atrakcje turystyczne, pochodzić po górach, chwilę odpocząć albo powędrować bez planu.
A jakie jest Twoje ulubione miejsce na wyspie?
Juliusz Drak: Mam mnóstwo takich miejsc. Nie jestem w stanie ich ani wymienić, ani często nazwać, bo przeważnie są to miejsca schowane w górach, gdzie nie ma zasięgu.
Maderę nazywa się Wyspą Wiecznej Wiosny - można tam podróżować o każdej porze roku. Jednak czasami niektóre zakątki są bardziej zielone, innym razem wyspa ma bardziej surowy klimat. Widać to chyba przede wszystkim po zdjęciach zrobionych na popularnie turystycznym Półwyspie świętego Wawrzyńca. W takim razie kiedy najlepiej się tam wybrać?
Juliusz Drak: Wyspa faktycznie nazywana jest Wyspą Wiecznej Wiosny. Co to oznacza? W niżej położonych dzielnicach Funchal, czyli stolicy, latem temperatury rzadko przekraczają 25 stopni Celsjusza, a zimą rzadko spadają poniżej 20 stopni Celsjusza. Faktycznie to klimat właściwie idealny do życia. Jest to ciekawe z punktu widzenia klimatologii, ponieważ Madera położona jest mniej więcej na szerokości geograficznej centralnego Maroka, gdzie latem temperatury wynoszą powyżej 40 stopni Celsjusza. W każdym razie, nie wchodząc w szczegóły, przez cały rok mamy bardzo zrównoważoną pogodę - aczkolwiek cały czas mówimy o tych dzielnicach położonych nad oceanem. Bo podczas gdy zimą w Funchal może być 20 stopni Celsjusza, to wysokie góry w tym samym momencie mogą być przysypane śniegiem.
Wybierając okres letni, będziemy mieli bardziej zrównoważoną pogodę. Jednocześnie jednak temperatury w górach mogą być wyższe i oscylować w granicach 25-27, a nawet 30 stopni Celsjusza. Dla niektórych może być więc za gorąco na wycieczki. Dlatego nie da się jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie o najlepszy okres. Zimą z kolei pogoda jest bardziej dynamiczna, mamy na pewno niższe temperatury w górach. Ale jeżeli trafimy na słoneczny dzień, to te widoki zwalają z nóg. Ta dynamika krajobrazu jest niesamowita. Wspomniałaś też przed momentem o Półwyspie świętego Wawrzyńca, który jest najsuchszą częścią wyspy, mamy tam najmniejsze opady deszczu. Latem półwysep jest zupełnie wyschnięty, nie ma tam ani źdźbła zieleni. W okresie zimowym natomiast pojawia się zielona trawa.
Wspominałeś, że Madera oferuje mnóstwo fantastycznych miejsc, ale jak tam dotrzeć? Czy można obejść się bez samochodu? Czy wypożyczenie auta to taki must-have, jeżeli chcemy zobaczyć wyspę? Jak tam ewentualnie wygląda komunikacja autobusowa?
Juliusz Drak: Komunikacja miejska jest bardzo skomplikowana. Na wyspie jest czterech przewoźników (stan na rok 2022 - przyp. red). Co więcej, oni są niekompatybilni ze sobą. Często ich trasy się w ogóle wykluczają. Już nie mówiąc o tym, że nie ma czegoś takiego jak bilet, na którym można by objechać całą wyspę. Skomplikowane są też rozkłady jazdy. Oczywiście wszystko jest do ogarnięcia, ale ja nawet po 13 latach nie czuję się często na siłach udzielić konkretnej, wiążącej i pewnej informacji turyście, który pyta się mnie na przykład, o której godzinie przyjedzie autobus. Na przystankach linii międzymiastowych nie podaje się godziny przyjazdu autobusu, tylko godzinę wyjazdową z pętli, trzeba więc zrobić obliczenia. Dodatkowym utrudnieniem jest to, że ten sam autobus - w zależności od godziny - jeździ różnymi trasami. Czasami jedzie starą drogą, czasami jedzie nową drogą, czasami jedzie przez taką miejscowość, a czasami przez inną. Oczywiście z pomocą w tej chwili przychodzą różne aplikacje. Natomiast ja osobiście komunikację miejską bym sobie odpuścił.
Samochód to też jest dość specyficzny temat. Madera jest naprawdę niesamowicie górzysta i to nie ma nic wspólnego z Gran Canarią, Teneryfą, czy czymkolwiek innym powszechnie znanym. Drogi są tutaj bardzo specyficzne i trzeba naprawdę umieć jeździć w górach, hamować silnikiem itd. I znowu tu wracamy do tego, dlaczego my robimy to, co robimy. Dlaczego jeździmy autami terenowymi. Bo cała zabawa polega na tym, żeby przemieszczać się starymi drogami. Jak będziesz jechał z nawigacją, to ona zawsze pokieruje cię nowoczesnymi ulicami, które są absolutnie niesamowite. Mnóstwo tuneli, dróg szybkiego ruchu itd. Tylko ty mijasz wtedy wszystko. To tak jakbyś przejechał całą Polskę autostradami. Natomiast cała zabawa polega na tym, żeby właśnie wjechać na te stare drogi, czyli te sprzed lat 90., te z lat 50. i 60., które są super wąskie, nachylone itd. I tam faktycznie już trzeba mieć odpowiednie umiejętności jazdy.
Porozmawiajmy teraz o tej smacznej stronie wyspy. Na Maderze można bardzo dobrze zjeść, a na talerzu często znajdziemy nietuzinkowe połączenia. Na przykład słynna espada, czyli pałasz czarny podawany z bananem. Co ty polecasz?
Juliusz Drak: Tak, na pewno espada. Pałasz atlantycki to ryba głębinowa i faktycznie jest niewiele miejsc, gdzie się ją łowi. Nie spróbujecie jej absolutnie w Polsce. Nawet na kontynencie w Lizbonie bardzo ciężko ją dostać. Ta ryba żyje na głębokości 1000 metrów, czyli to taki trochę potwór morski. My jemy tego naprawdę olbrzymie ilości. Połączenie z bananem jednemu może bardziej przypaść do gustu, innemu mniej, ale faktycznie jest bardzo fajne. Drugim "obowiązkiem" jest spróbowanie czegoś takiego, co się nazywa espetada. Dwie bardzo podobne nazwy, natomiast są to zupełnie inne dania. Espetada to po prostu szaszłyk wołowy. One wiszą na takich stojakach na stołach. Co ciekawe, przygotowuje się je w zupełnie inny sposób niż ten, do którego jesteśmy przyzwyczajeni w Polsce.
W naszym kraju - mówimy tu oczywiście o tradycyjnej polskiej kuchni - wołowinę pieczemy długo i w małej temperaturze, raczej dusimy mięso. Tutaj jest dokładnie odwrotnie. Trzymamy mięso w niesamowicie wysokiej temperaturze i tylko kilka minut. Ta wołowina wtedy "zamyka" się, jest delikatna i miękka, a w środku mniej lub bardziej krwista - w zależności od naszych preferencji. Ja jestem fanem takiego sposobu przygotowywania mięsa. Warto również zaznaczyć, że na Maderze zupełnie inaczej wygląda sama hodowla krów, one są na wolnym wybiegu. Są też inne rasy przeznaczone na mięso.
Warto również spróbować takich standardowych rzeczy, jak chociażby lapas, czyli skałoczepy. Ja też absolutnie uwielbiam suszonego dorsza (bacalhau), choć to danie mniej typowo maderskie, a bardziej portugalskie. W sklepie wygląda jak taki rozpłaszczony nietoperz. Nie przypomina w ogóle ryby. Ale jest to niesamowicie smaczne i bardzo ciekawie się przyrządza. Bacalhau jest jednym z filarów portugalskiej kuchni, ale też bardzo specyficzną rybą. Być może nie każdemu od razu przypadnie do gustu. Jak pierwszy raz jej próbowałem, też nie byłem zachwycony, wydawała mi się przesolona i w ogóle dziwna. Ale teraz jestem wielkim fanem bacalhau.
Brzmi naprawdę bardzo ciekawie. A jak z cenami na Maderze, czy jest to droga wyspa?
Juliusz Drak: To jest dla mnie o tyle trudne pytanie, że ja już na tej Maderze się strasznie zasiedziałem. Jednym z minusów życia tutaj jest jakaś tam izolacja. W Polsce to chyba nie byłem ze cztery lata, teraz będę wybierać się tam na urlop (rozmowa była przeprowadzana w kwietniu 2022 roku - przyp. red.). Krótko mówiąc, ciężko się stąd wydostać.
A jak się tak naprawdę żyje na Maderze?
Juliusz Drak: Mi się żyje idealnie, cudownie i wspaniale. Dla mnie to jest idealne miejsce do życia. Robię to, co lubię, jestem otoczony miłymi, fajnymi ludźmi, przyjaciółmi i tak dalej. Czuję się świetnie w lokalnym klimacie, czuję się świetnie na wyspie. Ale bardzo mało obcokrajowców osiedla się tutaj na stałe, bo życie wcale łatwe tutaj nie jest. Jest trochę przeciwności losu, jest trochę takich rzeczy, które na początku ludzi dziwią, a potem nierzadko frustrują. Mam tutaj na myśli chociażby ceny transportu i możliwość wydostania się z wyspy. Lotów jest mało i są drogie. Komunikacja z Lizboną też wygląda bardzo słabo. Oczywiście zawsze można znaleźć jakiś niedrogi bilet, ale mówimy tu o normalnym życiu, kiedy coś się dzieje, musimy lecieć coś załatwić, chcemy pojechać na wakacje itp. I wtedy nagle okazuje się, że te ceny biletów są po prostu astronomiczne. Bilet powrotny z Madery do Lizbony w okresie świąt wielkanocnych potrafi kosztować 1000 albo 1500 euro.
Do tego brak promu. My nie mamy połączenia promowego z kontynentem, a co za tym idzie - transport czegokolwiek jest niesamowicie drogi. Również bardzo wysokie są ceny nieruchomości - często nawet dwa razy wyższe niż na Wyspach Kanaryjskich. Niezwykle drogie są też samochody. Więc jak człowiek się tak temu wszystkiemu przyjrzy i zacznie liczyć te pieniądze, to się okaże, że życie na wyspie jest bardzo drogie. Było pytanie, czy Madera jest drogą, czy tanią wyspą. Jedzenie w restauracjach oferowane jest w normalnych cenach. Czyli dla turystów wszystko jest okej, tylko inaczej trochę wygląda sytuacja, kiedy chcesz tu żyć, a więc musisz mieć samochód, musisz gdzieś mieszkać, chcesz jeździć na wakacje albo musisz wysłać dzieci na uniwersytet do Lizbony. Ja też absolutnie nie chcę w żadnej sposób nikogo odwodzić od decyzji o przeprowadzce. Myślę, że każdy powinien spróbować. Zwykle te pierwsze dwa lata weryfikują nasze wyobrażenia. Bo to życie tutaj niekoniecznie wygląda tak, jak sobie ludzie wyobrażają. My tak samo pracujemy, wstajemy o godzinie 6:00, wracamy o 20:00 wieczorem, pracujemy sześć dni w tygodniu, nie mamy czasu na urlop itp. Wkracza tutaj taka zwykła proza życia.
Czy mieszkając na Maderze prędzej czy później przywyka się do tych wspaniałych widoków, a wyspa przestaje aż tak zachwycać?
Juliusz Drak: Nie można być obojętnym. To piękno wyspy jest tak niesamowite, te widoki są tak niesamowite, że nie można być w stosunku do tego obojętnym.
Nawet po tylu latach?
Juliusz Drak: Nawet po tylu latach. Myślę, że to też zależy, kto czego oczekuje, jakie ma wymagania. Dla wielu ludzi szczytem marzeń jest na przykład dom z widokiem na ocean. Ja mogę powiedzieć o sobie. Mnie ocean, patrzenie na niego każdego dnia, nudzi. Dla mnie to jest jakaś tam tafla wody i tyle. Ja wolę na przykład widok gór, ich dynamikę. Zanim zdecydowałem się wziąć kredyt na 30 lat, kupić sobie dom i zacząć normalnie tutaj żyć, mieszkałem w różnych miejscach na ziemi. Bywało, że miałem ocean praktycznie na wyciągnięcie ręki. I przyznam szczerze, że akurat w tym wypadku faktycznie do tego widoku bardzo szybko przywykłem i go nie zauważałem. Ale do tego, co się dzieje w górach, absolutnie nie da się przyzwyczaić.
Bardzo dziękuję za rozmowę. No nic, tylko pakować walizki i lecieć na Maderę.
Zapraszam. Dziękuję bardzo za rozmowę i pozdrawiam wszystkich.
Źródło: CHILLIZET/spisała i przeredagowała wywiad Jolanta Waligóra