Jak wygląda życie na pustyni w Kalifornii? "Tu ludzie nie tracą czasu na rozmowy o głupotach"

5 min. czytania
Aktualizacja 11.10.2024
11.10.2024 13:43
Obserwuj nas w Google
---- ----

Jak wygląda życie na pustyni w Kalifornii? Ona zmienia umysł i ciało. Brak wody, brak świeżych warzyw czy owoców, odbija się na życiu i sposobie myślenia ludzi, którzy żyją w takich warunkach. Warto o tym pamiętać, zwłaszcza że nasza przyszłość maluje się w podobnych barwach. 

Twentynine Palms w Kalifornii
fot. Shutterstock
--1-- ----

"Pustynia nikogo nie oszczędza" to tytuł artykułu, który kilka miesięcy temu został opublikowany w magazynie "Pismo". Autorka tekstu, Iza Klementowska, opisała w nim życie na pustyni w Kalifornii. Wizja tego świata przeraża, zwłaszcza gdy pomyślimy, że za kilkadziesiąt lat może tak wyglądać nasza rzeczywistość.

Jeremi Pedowicz: Moim drodzy, dzisiaj będziemy rozmawiać o pustyni... w Kalifornii. Moim gościem jest Iza Klementowska, która w marcowym magazynie "Pismo" opublikowała niezwykle ciekawy artykuł "Pustynia nikogo nie oszczędza". Dlaczego akurat ten temat?

Iza Klementowska: Na pustyni zjawiłam się właściwie przez przypadek. To znaczy, pojechałam do Stanów Zjednoczonych, ponieważ pracuję nad książką. Przejeżdżałam przez pewną miejscowość, w której postanowiłam się zatrzymać na chwilę, a zostałam na bardzo długo.

Dlaczego tam zostałaś?

Iza Klementowska: Wszyscy obserwujemy zmiany klimatu, między innymi to, jak zmieniają się nasze lasy. W Polsce może nie jest to aż tak jeszcze widoczne, ale w innych rejonach, w których byłam, widać, że ziemia pustoszeje. Ta miejscowość i jej okolice były właśnie takim miejscem. Uznałam, że tak będzie wyglądała Ziemia za pięćdziesiąt lub sto lat, jeśli nie zadbamy o rośliny, o ziemię, o nasze podwórko. Gdy zaczęłam spotykać ludzi, którzy w tamtych okolicach mieszkają, w domostwach oddalonych od siebie nawet o kilkadziesiąt kilometrów, w warunkach, które raczej przypominają początek XX niż XXI wiek. Gdy zobaczyłam, co się dzieje z ich psychiką, to pomyślałam, że nasza przyszłość jest naprawdę niepewna.

Musimy wytłumaczyć naszym czytelnikom, że odwiedzałaś tam też dom seniora, gdzie spotkałaś bardzo barwnych, ciekawych ludzi, prawda?

Iza Klementowska: Tak, to prawda. To miejsce jest niezwykle ciekawe i ja je odkryłam przez przypadek, po pustynnej burzy. Nieopodal są góry, na które często wchodziłam, gdy mieszkałam właśnie w Twentynine Palms w Kalifornii. I kiedyś stojąc gdzieś wysoko, zobaczyłam to miejsce. Ono jest w kształcie kwadratu i z góry wyglądało to tak, jakby ktoś nagle zrzucił ten budynek z kosmosu jak kapsułę ratunkową. Takie było moje pierwsze wrażenie. Kiedy tam poszłam, po tej burzy piaskowej, wejście było zasypane. Na szczęście z drugiej strony było inne. Gdy weszłam do środka, zobaczyłam jakichś ludzi z walizkami, z plecakami. Czułam się tak, jakbym się przeniosła w czasie, jakby to była jakaś poczekalnia na dworcu lub lotnisku. To było bardzo surrealistyczne doświadczenie. Oczywiście później się okazało, że jest to centrum seniora, czyli takie centrum pomocy ludziom, którzy mieszkają na pustyni. Gdy zaczęłam rozmawiać z tymi ludźmi, to zobaczyłam, co pustynia robi z głową człowieka. Jak brak wody, świeżej żywności wpływa na umysły i ciała tych ludzi. Oni nie mogą sobie wyhodować warzyw czy owoców w ogródkach, ponieważ ta pustynna ziemia jest zbita, nic na niej nie rośnie.

Redakcja poleca

Przedstawiasz obraz pustyni znajdującej się na południu Kalifornii poprzez pryzmat bohaterów spotykających się w domu seniora. Przyznam, że opisane przez ciebie osoby wydały mi się podobne do bohaterów z kreskówek, trochę szalone, trochę dziecięco szczere...

Iza Klementowska: Coś w tym jest. Musimy wziąć pod uwagę to, że oni żyją w zupełnie innej rzeczywistości niż my. To oczywiście jest Kalifornia, ale oddalona o wiele godzin jazdy samochodem od głównych miast, czyli od Los Angeles, San Diego czy San Francisco. Te miejsca są naprawdę opustoszałe. Byłam tam niedawno, trzy miesiące temu, od mojego ostatniego pobytu tam minęły dwa lata. W tym czasie pojawił się tam tylko Starbucks. Proszę sobie wyobrazić miejsce, w którym jest jedno główne skrzyżowanie ze światłami (zresztą nie wiadomo po co), obok niego jest Starbucks, a wokół niego nie ma prawie nic, tylko to centrum pomocy. To naprawdę surrealistyczne doświadczenie.

Wróćmy jednak do umysłów tych ludzi. Oni w tym centrum spotykają się codziennie przez jakieś 2-3 godziny, a potem wracają do swoich domów i spędzają czas samotnie, może jedynie w towarzystwie psa, węża czy pustynnego zająca. Nie rozmawiają z ludźmi, więc gdy są w centrum pomocy, to nie chcą tracić czasu na rozmowy o głupotach, od razu przechodzą do konkretów. Ale dla nich ten konkret jest inny niż dla nas, osób mieszkających w Warszawie, Krakowie, czy nawet w mniejszej miejscowości w Polsce, czy w Europie. Ich rzeczywistość to piasek, który wdziera się przez okna, ziemniak lub marchewka, które nie chcą rosnąć na wysuszonej ziemi. To brzmi, jak problemy z dawnej przeszłości, kiedy na tych ziemiach pojawiali się pierwsi kopacze złota (z ich umysłami też różnie się działo) lub z przyszłości, gdy za sto lat nasze miejsca do życia będą tak wyglądały. Te osoby nie mają kontaktu z rzeczywistością, z jaką my mamy do czynienia, dlatego wydają się dziwne, trochę szalone, oderwane od rzeczywistości. Ale to dlatego, że ich rzeczywistość jest inna niż nasza. To są dwa zupełnie różne światy.

Mówimy o miejscowości Twentynine Palms w Kalifornii, w której mieści się centrum seniora. To jak oaza na pustyni. Ale wspomniałaś, że to może być też nasza niedaleka przyszłość. Polska też będzie pustynnieć. Jako kraj mamy najmniejsze zasoby wody w Europie. Jak ty widzisz te zmiany klimatyczne, podróżując po świecie?

Iza Klementowska: Wolałabym tych zmian nie widzieć (tak byłoby lepiej), ale niestety ziemia i klimat się zmieniają. Ziemia pustoszeje, pustynnieje. To są fakty. W Kalifornii mieszkałam u pewnej pani, w takim malutkim, prowizorycznym domu. Wynajmowałam tam pokój. Stamtąd chodziłam na piechotę na różne wycieczki, czasami wielogodzinne. Ale już po 15 minutach takiego spaceru masz piasek w gardle, w przełyku, bo ten pustynny pył unosi się przy każdym kroku. Musisz więc pić dużo wody, bo jak jej nie pijesz za często, to w gardle tworzy ci się coś na kształt błota. Pierwszy raz czegoś takiego tam doświadczyłam. Podobnie było przy pustynnej burzy, która trwała tam przez wiele dni. Ona tak się podnosiła i opadała, podnosiła i opadała. W ogóle nie było widać świata, więc człowiek miał wrażenie, że dom, w którym mieszka, został porwany przez burzę i unosi się w powietrzu. Za oknem widać było tylko piasek, który się rusza. W pewnym momencie skończyła się woda, skończył się prąd, ponieważ agregat nie mógł już pracować. Siedziałyśmy w domu, czekając, aż to wszystko się skończy. Gdy burza ustała, nagle zrobiło się naprawdę cicho. Piasek już nie uderzał w szyby (notabene to jest bardzo dziwny dźwięk, bardzo jednostajny). Było kompletnie cicho, żaden pies nie szczekał, żaden kojot nie wył. Było tak cicho, że bałam się wyjść na zewnątrz, by zobaczyć, jak wygląda ten świat po burzy, sprawdzić, czy ten świat jeszcze istnieje. Ludzie odkopywali swoje domy, swoje drzwi. Nie życzę nam takiej przyszłości.

I tu postawimy kropkę. Dziękuję Ci za tę rozmowę.

Redakcja poleca

Źródło: CHILLIZET