Byli jedną z najsłynniejszych par w PRL. Ich rozstanie było dramatyczne

4 min. czytania
Aktualizacja 16.07.2025
16.07.2025 14:41
Zareaguj Reakcja
---- ----

Byli najgorętszą parą PRL-u, ich związek rozpalał wyobraźnię, a wspólne jazdy konne przeszły do legendy. Maryla Rodowicz i Daniel Olbrychski kochali się bez pamięci, ale ich relacja, pełna wyzwań i poświęceń, nagle dobiegła końca. Co doprowadziło do rozstania i jaką rolę odegrał w tym syn wpływowego polityka?

Maryla Rodowicz
fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe
--1-- ----

Romans Maryli Rodowicz i Daniela Olbrychskiego to jedna z najbardziej elektryzujących historii miłosnych PRL-u, która na zawsze odcisnęła piętno na obojgu artystach. Ich związek, pełen namiętności i szaleństwa, trwał trzy lata, a rozpoczął się na początku lat 70., kiedy oboje byli u szczytu sławy.

Początek romansu Maryli Rodowicz i Daniela Olbrychskiego

Poznali się w 1973 roku na bankiecie po koncercie Maryli i od razu wpadli sobie w oko. Olbrychski był zafascynowany nie tylko urodą Rodowicz, ale też jej pasją do motoryzacji – Maryla miała wtedy czerwone Porsche 914, auto-marzenie w tamtych czasach. Ich miłość rozkwitła jednak podczas wspólnych jazd konnych. Maryla Rodowicz w filmie "Maryla. Tak kochałam" wyświetlanym na Netflixie wspomina, jak zaczął się ten romans: – Daniel jeździł konno i robił niezwykłe sztuczki (a naprawdę dużo potrafi). Kiedyś wparował do pomieszczenia, w którym się przebierałam. Pachniał koniem i potem. Pocałował mnie. Byłam trafiona. To była wielka miłość, wielka namiętność. Oboje byliśmy na granicy szaleństwa. Czasem wsiadaliśmy na konie i gnaliśmy 120 km do Drohiczyna, łąkami, bezdrożami. Zatrzymywaliśmy się przy jakiejś knajpie wiejskiej. Zamawialiśmy zupę, a potem z powrotem siadaliśmy na konia i wyruszaliśmy w dalszą drogę.

Życie na krawędzi – burzliwy romans

Ich związek był bardzo skomplikowany. Daniel był wówczas żonaty. Maryla Rodowicz tak opisuje początki tej relacji: – Mężczyźni w takich sytuacjach zawsze mówią: "Nasze małżeństwo jest w fazie końcowej. Właściwie już nic nas nie łączy. To już jest tylko formalność. Wkrótce się rozstaniemy". Nie ma czegoś takiego, jak damska solidarność. Absolutnie. (...) Daniel miał ze mną randkę w MDM-ie w hotelu. Przyjechał do tego hotelu i zaparkował samochód obok mojego. Przyjechała ówczesna żona Daniela, by zarezerwować pokój w tym hotelu i zobaczyła tam te dwa samochody. Oczywiście wpadła w szał. Wiedzieliśmy, że zrobi się z tego grubsza afera i wtedy Daniel powiedział (bo nie miał wyjścia), że rozstaje się z żoną.

Daniel Olbrychski był w Maryli Rodowicz bardzo zakochany. W filmie "Maryla. Tak kochałam" mówił: "uważałem, że jest kimś absolutnie wyjątkowym". Z miłości do Maryli odmawiał ról filmowych, wyjazdów, nawet do Stanów Zjednoczonych na rozdanie Oscarów ("Ziemia obiecana" była wtedy nominowana do tej nagrody). Jeździł z Marylą na występy i nosił za nią gitarę. Przyznał, że wtedy to mu sprawiało największą przyjemność.

Redakcja poleca

Początek końca związku Daniela i Maryli

Gdy on przestał pracować, ona jeszcze bardziej jej się poświęcała. Intensywnie koncertowała, co Danielowi Olbrychskiemu coraz bardziej doskwierało. Prosił ją, by przestała tyle występować, ona jednak nie potrafiła i nie chciała żyć bez sceny.

– Z czasem przestało nam się układać. Nie byłam szczęśliwa. Nie chcę tu opowiadać o Danielu. Każdy artysta jest chimeryczny. Wszystko musi się kręcić wokół niego. Musi być najważniejszą osobą, a w tym związku były dwie gwiazdy – tak mówiła Maryla Rodowicz w filmie wyświetlanym na Netflixie, i dodała: – To był początek końca tego związku.

Do ostatecznego rozstania przyczynił się krótki, dwutygodniowy romans Maryli Rodowicz z Andrzejem Jaroszewiczem, synem ówczesnego premiera, znanym kierowcą rajdowym i playboyem, który zafascynował ją swoją charyzmą. Gdy Daniel dowiedział się o kolacji Maryli z Jaroszewiczem, pojechał pod jego willę, przeskoczył przez mur i doszło między panami do rękoczynu.

Związku nie udało się uratować. – Nie było już czego zbierać, o co walczyć – mówił Daniel Olbrychski i dodał: – Wróciłem do domu, spakowałem się i wynająłem pokój w hotelu na miesiąc lub dwa. Tam leczyłem rany. Gdy poczułem się lepiej, pojechałem na śniadanie do Andrzeja Wajdy. Spojrzał na mnie i zdziwił się, że jestem w takiej dobrej formie, bo on po rozstaniu z Beatą Tyszkiewicz dochodził do siebie przez kilka lat. Wtedy mu powiedziałem: "Słuchaj, miałem wrażenie, że mam gangrenę w jednej nodze i że ona podchodzi coraz wyżej, że zaraz umrę, więc wtedy – bez znieczulenia – się tej nogi pozbawiłem". On się wtedy tak zamyślił i powiedział: "Bez znieczulenia" – dobry tytuł do filmu.

Zdaniem aktora związek z Marylą był słodko-gorzki, ale nie to jego zdaniem było najważniejsze. W filmie "Maryla. Tak kochałam" powiedział: – Nie mam do niej pretensji, do siebie mam żal, w końcu byłem dorosłym mężczyzną. Po latach totalnej lojalności, jaką jej ofiarowałem, wszystko skończyło się w sposób dość brutalny i niestety odbiło się bardzo negatywnie na moim stosunku do moich następnych partnerek. Krzywdziłem je, bo przez Marylę uznałem, że nie warto być lojalnym wobec żadnej kobiety. To się bardzo odbiło na Zuzi, mojej kolejnej żonie, nad czym głęboko ubolewam, bo niczym sobie na to nie zasłużyła.

Mimo tak zakończonej relacji artyści utrzymują ze sobą koleżeńską relację.

Redakcja poleca

Źródło: CHILLIZET/ "Maryla. Tak kochałam" Netflix/ "Maryla. Życie Marii Antoniny", Maria Szabłowska, Wydawnictwo Burda