Tego nie wiedzieliście o „Misiu” Barei. 5 najlepszych ciekawostek z planu
Absurdy z „Misia” Stanisława Barei to nie tylko filmowa ułuda. Pracując nad komedią, filmowcy sami musieli zmierzyć się z absurdami systemu. Jak wykiwać cenzurę i zrobić coś z niczego? Oto 5 ciekawostek z planu kultowego „Misia”.
- „Miś” Stanisława Barei to film kultowy. To produkcja, która stała się zwierciadłem polskiej rzeczywistości i dzięki uniwersalnemu humorowi żywa jest wśród nas do dziś.
- Twórcy „Misia” musieli walczyć z cenzurą i realnymi problemami z zaopatrzeniem (np. z parówkami), co ironicznie odzwierciedlało absurdy, które pokazywali na ekranie.
- Film Barei to nie tylko kultowa komedia, ale też zbiór fascynujących historii z produkcji – od cenzury, która chciała zmienić imię bohatera, po kreatywne sposoby na zdobycie rekwizytów.
„Miś” Stanisława Barei to produkcja bez dwóch zdań kultowa. Trudno wskazać drugi, tak silnie zakorzeniony polskim kodzie kulturowym film. „Miś” pojawia się w memach, pojawia się w rozmowach no i pojawia się w codziennym życiu. To ciągle żywy komentator rzeczywistości, bo tak naprawdę od tych czterdziestu lat (nie licząc ustroju) niewiele się u nas zmieniło.
Tego nie wiedzieliście o „Misiu” Barei
Komedia Barei bawi i uczy po dziś dzień. Zanim jednak ujrzała światło dziennie, musiała zmierzyć się z cenzurą, która zgłosiła zastrzeżenia do ok. 30-40 proc. materiału. Za Bareją wstawili się wówczas Krzysztof Kieślowski i Andrzej Wajda i dzięki ich interwencji finalnie wprowadzono tylko sześć z sugerowanych poprawek. Ciekawostek na temat powstania kultowego „Misia” jest jednak znacznie więcej Oto kilka z nich, które pokazują, jak zmagania z absurdami PRL-u przeniosły się z ekranu na plan filmowy:
Ochódzki z innym nazwiskiem
Według oryginalnego scenariusza główny bohater „Misia” miał nazywać się Nowohucki (od nazwy dzielnicy Krakowa, zbudowanej od podstaw w Polsce Ludowej). – Miała to być aluzja do tworzenia się nowej klasy ludzi popierających ustrój komunistyczny, pracujących przy budowie Nowej Huty. Główny bohater miał się tak nazywać, bo był symbolem tej klasy, tych ludzi i takiego typu kariery – wskazał Maciej Łuczak, autor książek o Barei. Nowohuckiego zablokowała jednak cenzura.
„Misiowe” parówki to dzieło ekipy filmowej
Dokładnie tak, parówki zostały własnoręcznie wykonane przez filmowców, ponieważ nigdzie nie można było kupić porządnie wyglądających. Najpierw zdobyto pozwolenie na zakup kilku metrów baraniego jelita, które wypełniono mięsną papką bez żadnych dodatków. Na drugi dzień parówki zmieniły kolor z „mięsnego” na seledynowy, a na planie trzeba było je zabezpieczać soloną cebulą.
Sobowtór z ogłoszenia
Scena, w której Ochódzki poszukuje sobowtóra w gazecie, musiała zostać zrealizowana w nietypowy sposób. Zamiast fikcyjnego ogłoszenia w gazecie, twórcy filmu musieli wykupić prawdziwe miejsce w „Życiu Warszawy” i zamieścić autentyczny anons. Wiązało się to z obniżeniem kosztów produkcji. Wydrukowanie fikcyjnej gazety byłoby zbyt czasochłonne i (jak wspominał Stanisław Tym) „dziesięć razy droższe”.
Bareja sam zapłacił sobie 500 złotych
Stanisław Bareja grywał epizodycznie w swoich filmach. W „Misiu” wcielił się w rolę pana Jana, właściciela sklepu w Londynie, który odwiedza Ryszard Ochódzki. Za ten występ Bareja otrzymał 500 złotych honorarium.
Heatrow na 15. piętrze warszawskiego wieżowca
Sceny przedstawiające londyńskie lotnisko Heathrow nie były kręcone w Anglii, tylko w Warszawie. Ekipa filmowa wykorzystała do tego celu wieżowiec Intraco.
Źródło: CHILLIZET / Filmweb