Zmieniła swój sposób żywienia i straciła na wadze 10 kg. Jak jeść zdrowo, mając Hashimoto?

7 min. czytania
Aktualizacja 10.06.2024
10.06.2024 18:58
Zareaguj Reakcja
---- ----

Gdy choroba Hashimoto zaostrzyła swoje objawy, Monika Okuniewska poczuła się bardzo źle. Zaczęła tyć, nie miała na nic siły, czuła się bardzo zmęczona. Jej mąż nie mógł patrzeć, jak ona się męczy i postanowił jej pomóc. Zaczął czytać wszystko na temat tej choroby, jej objawów, metod leczenia. Zaczął też, jako kucharz z zamiłowania, eksperymentować w kuchni. Okazało się, że zmiana sposobu żywienia była strzałem w dziesiątkę. Monika z dnia na dzień lepiej się czuła, chudła. Jakie zmiany wprowadzili do swojego sposobu żywienia? O tym opowiadają Monika i Michał Okuniewscy.  

Para wspólnie gotująca w kuchni
fot. Shutterstock
--1-- ----

Jeremi Pedowicz: Zanim przejdziemy do głównego tematu naszej rozmowy, czyli diety w chorobie Hashimoto, to najpierw chciałbym poprosić Was, abyście opowiedzieli Waszą historię, bo ona jest bardzo romantyczna. Monika, chorujesz na Hashimoto, ale okazało się, że masz bardzo kochającego męża...

Monika Okuniewska: Tak jest. Z Michałem znany się praktycznie "od zawsze", bo wychowywaliśmy się na jednym podwórku. Jesteśmy ze sobą, jako para, już ponad 20 lat. Jako nastolatka dowiedziałam się, że mam Hashimoto i to nie było dla mnie jakieś zaskoczenie, bo i moja mama, i moja babcia na to chorowały. Ta choroba stale była ze mną i właściwie wszystko, co słyszałam od lekarzy podczas kontroli, to że mam robić regularnie badania krwi, od czasu do czasu robić USG tarczycy. Zmieniały mi się tylko dawki leków, hormonów.

Jakieś 8-9 lat temu pojawił się w moim życiu bardzo trudny moment, gdy zachorowała moja mama. Ja w tym czasie bardzo dużo pracowałam, bardzo dużo podróżowałam, mieliśmy wtedy też małe dzieci (nasze córeczki). Zaczęłam się bardzo źle czuć, wręcz potwornie, utyłam, byłam bardzo nerwowa, trudno było mi się skoncentrować. Byłam po prostu bardzo zmęczona, potwornie zmęczona, pojawiło się nawet, takie nielubienie siebie (bo ja bardzo dużo od siebie wymagałam).

Wtedy Michał pewnie powiedział: "kochanie, trzeba ponownie zbadać krew, sprawdzić, czy wszystko jest w porządku z twoją tarczycą"?

Monika Okuniewska: Nie, Michał nigdy nie ocenia, nie mówi za dużo, tylko działa (i to jest w nim cudowne!). Zawsze mnie wspiera i robi to zwykle po cichu. Tak było i tym razem. Zaczął dużo czytać na temat mojej choroby, na czym ona polega, jakie może dawać objawy...

Michał, co sprawiło, że zacząłeś się tym tematem interesować i diagnozować swoją żonę? To fajna oznaka opiekuńczości, ale wcale nie taka oczywista w związku...

Michał Okuniewski: Stan psychofizyczny Moniki odbijał się na wielu dziedzinach naszego życia, zwłaszcza w okresie jesienno-zimowym. Chciałem jej pomóc, więc zacząłem sprawdzać, czy poza farmakologicznymi rozwiązaniami, są jakieś inne metody pomocy, leczenia, bo – tak jak wspominała Monika – lekarze zmieniali tylko dawki hormonów i w zasadzie nic poza tym się nie działo. Zacząłem szukać na własną rękę. Książki, artykuły internetowe, oczywiście wujek Google też był bardzo pomocny na samym początku. Później pojawiły się fajne szkolenia, poznałem fajnych dietetyków, którzy pomogli mi przy wyborze dań.

Redakcja poleca

Hashimoto to choroba przewlekła i czasem trudna do wykrycia. To nie jest grypa, którą stosunkowo szybko i łatwo można rozpoznać.

Michał Okuniewski: Zgadza się. Pierwszym symptomem, który może nas informować o tym, że w organizmie dzieje się coś złego, jest właśnie przewlekłe zmęczenie, które nie wynika z jakiegoś nadmiernego wysiłku fizycznego, czy też intelektualnego. Kolejne objawy to zimne kończyny oraz otyłość brzuszna. To są takie trzy – moim zdaniem – najbardziej klasyczne oznaki, że z organizmem zaczyna się dziać coś niepokojącego.

I wtedy pojawia się pomysł, aby przejść na dietę, bo jeśli tyjemy, to musimy schudnąć. Ale to również może dodatkowo wyniszczać organizm, więc trzeba robić to z głową. Ty, jeśli się nie mylę, jesteś z zawodu kucharzem?

Michał Okuniewski: Nie, z zawodu jestem elektrykiem, ale z zamiłowania kucharzem (śmiech). Po prostu bardzo chciałem pomóc Monice, stąd to poszukiwanie produktów, dań, które wpłyną na jej dobre samopoczucie. Chciałem, aby te problemy, z którymi się borykała, zniknęły z naszego życia.

Monika, czy ta zmiana diety była dla Ciebie jakimś wyzwaniem? Czy była uciążliwa?

Monika Okuniewska: Michał nigdy nie nazwał tego dietą. On po prostu zaczął mi gotować i przygotowywać posiłki na wynos. Bo ja, tak jak już wspomniałam, bardzo dużo pracowałam, podróżowałam. W tych pudełkach były gotowe dania, które nosiłam do pracy i później zjadałam. Te dania były bardzo smaczne, więc nie miałam problemu, by je jeść. To jakoś dramatycznie nie zmieniło mojego żywienia, po prostu dostawałam gotowe, smaczne posiłki i nie przejmowałam się tym, co w nich jest. Michał je przygotowywał, więc wiedziałam, że muszą być zdrowe, dobre i smaczne.

Jedyna rzecz, którą zmieniłam wtedy i chyba najbardziej odczułam, to odstawienie kawy z mlekiem. Piłam jej mnóstwo, zawsze z mlekiem, a Michał wykluczył nabiał. Przerzuciłam się więc na zieloną herbatę, ale też musiałam ją ograniczyć, bo ona z kolei wyziębia organizm. Nie można jej pić zbyt dużo (śmiech). Ale wracając do Twojego pytania, zmiana żywienia nie była dla mnie kłopotliwa, tym bardziej że dość szybko, mniej więcej po dwóch, trzech tygodniach zauważyłam, że mój organizm inaczej funkcjonuje. Przestałam się czuć ociężała, pełna, co było dla mnie bardzo istotne. Miałam wrażenie, że mój organizm o wiele lepiej działa. Mniej więcej po trzech miesiącach okazało się, że zaczęłam tracić na wadze. Ubyło mi 10 kilogramów. To było bardzo dużo, ale nie miałam poczucia, że coś niedobrego dzieje się z moim organizmem, wręcz przeciwnie, zaczęłam się czuć znacznie, znacznie lepiej. Ja regularnie robiłam badania krwi i okazało się, że one również się poprawiły.

Monika wspomniała, że zrezygnowaliście z nabiału, z kawy z mlekiem. Czy to było konieczne?

Michał Okuniewski: Wyeliminowaliśmy całkowicie nabiał z naszej diety, nie tylko mleko, ale również sery wszelkiego rodzaju, masło. Zaczęliśmy jeść sery wegańskie, a mleko zastąpiliśmy napojami roślinnymi. W naszej kuchni stosujemy napój kokosowy, czasami ryżowy. Wyeliminowaliśmy również gluten, bo przy tego typu dolegliwościach, bywa on, podobnie jak nabiał, przyczyną różnych dolegliwości. Ograniczyliśmy też spożycie warzyw psiankowatych. Z tego rodzaju warzyw w zasadzie jadamy jedynie pomidora.

Co się zalicza do warzyw psiankowatych? To są, o ile się nie mylę, warzywa, które oprócz ważnych dla zdrowia składników, zawierają też substancje, które mogą podrażniać układ pokarmowy, a to w chorobie Hashimoto chyba jest istotne, prawda?

Michał Okuniewski: Tak, do warzyw psiankowatych zaliczamy, m.in. paprykę, bakłażana, ziemniaki, jagody goji, ziele angielskie, miechunkę. To są takie najbardziej podstawowe i najczęściej spotykane warzywa psiankowate.

Przyznam, że bez bakłażana wyobrażam sobie życie, ale bez serów wszelkiej maści byłoby mi trudniej. Do tego jeszcze trzeba wykluczyć makarony. Co zrobić, by ta dieta nie była zbyt monotonna?

Michał Okuniewski: Ja też nie lubię monotonii w kuchni, gdybym więc miał przygotowywać te same dania co dwa tygodnie, to nie wytrzymałbym sam ze sobą (śmiech). Nasza dieta jest uniwersalna, ale na pewno nie monotonna.

Redakcja poleca

Monika, a czy Tobie było łatwo zrezygnować z nabiału i z produktów z glutenem?

Monika Okuniewska: Początkowo trudno było mi to sobie wyobrazić, bo ja uwielbiałam kanapki, makarony, kluski, czyli kuchnię włoską. Ale okazało się, że da się przygotować takie dania bez nabiału i glutenu, np. kluski dyniowe. Są absolutnie wyśmienite i są – jak to Michał mówi – dodatkiem skrobiowym. Można je podawać z różnymi sosami, z mięsem, rybą, albo warzywami, więc to wcale nie jest monotonna dieta i wcale nie trzeba rezygnować z ulubionych dań, wystarczy tylko je zmodyfikować. Są przecież makarony i chleby bez glutenu. Uwielbiam je. Michał sam wymyślił przepis na taki chleb. Chyba 6 miesięcy nad nim pracował. Ten chleb nie tylko świetnie smakuje, ale też bardzo dobrze wygląda. Na tym chlebie mogę zrobić sobie kanapki, jakie zawsze lubiłam.

Tak jak wspomniałam na początku, Michał nigdy tego nowego sposobu żywienia nie nazywał dietą. Nigdy nie opowiadał mi o tych różnych wykluczeniach. Po prostu dla mnie gotował i testował na mnie, co działa, a co nie. Jemu przede wszystkim chodziło o to, aby mi to jedzenie smakowało, stąd ta jego niesamowita kreatywność i różnorodność.

Wyobraźnia ludzka nie zna granic, także w kuchni (śmiech). Można zjeść smaczne, zdrowo, różnorodnie, ale czy da się przyrządzić wszystkie ulubione potrawy w wersji a'la Hashimoto? Na przykład spaghetti carbonara?

Michał Okuniewski: Oczywiście. Pytanie, czy robisz carbonarę z użyciem jajek i parmezanu, czy dodajesz też śmietanę. Bo zamiast śmietany można użyć dobrego mleka kokosowego, parmezan też jest w wersji wegańskiej. Może takie danie nie będzie pachniało tak samo, ale smak udałoby się zbudować bardzo podobny, że prawie nie byłoby czuć różnicy.

A makaron?

Michał Okuniewski: Teraz w sklepach jest bardzo duży wybór makaronów bezglutenowych. Są i makarony gryczane, i kukurydziane, i na bazie warzyw strączkowych.

A co z cukrem? To moja miłość, toksyczna miłość, niestety...

Monika Okuniewska: Przez wiele lat zajadałam stres słodyczami, a właściwie cukrem. Gdy z niego zrezygnowałam, co nie było takie trudne, bo codziennie na podwieczorek jem pyszny deser. Najbardziej na świecie uwielbiam ciasta przecierane, które wybornie smakują i nie muszą być z cukrem, bo same w sobie są słodkie. Bardzo lubię owocowe musy, gofry, naleśniki. Michał oczywiście wszystko przygotowuje bez cukru, choć te produkty są słodkie. Ale co on dodaje? Tego nie wiem (śmiech).

Michał, co to za tajny składnik?

Michał Okuniewski: Używamy kilku rzeczy. Naszym podstawowym składnikiem jest erytrol. Czasem stosuję również banany, puree z daktyli, generalnie puree z owoców. Wszystko zależy od tego, do czego chcemy te "słodziki" zastosować.

Czyli da się żyć i bez cukru (śmiech). Zdrowe żywienie polecamy wszystkim, nie tylko osobom z Hashimoto. Oczywiście w sprawie wykluczeń, zawsze warto skonsultować się z dietetykiem (bo nie wszyscy mogą to robić). Moniko, Michale, pięknie Wam dziękuję za to spotkanie i rozmowę.

(Rozmowa odbyła się w październiku 2020 r.)

Redakcja poleca

Źródło: CHILLIZET/ podcast "Chilli zjedz"