Masz wieczorami wilczy apetyt? "Podjadamy, bo nasz organizm jest przegłodzony"
Zdarzają się takie momenty, kiedy nie czujemy się za dobrze ze sobą i nie chodzi tylko o naszą wagę, ale w ogóle o codzienne nawyki. Żyjemy w pośpiechu, w ciągłym stresie, jemy szybko, nieuważnie, rzeczy, które nam nie służą. Od czego zacząć dobre zmiany, by poczuć się lepiej? O tym rozmawiamy z dr Wandą Baltazy, dietetykiem klinicznym, wykładowczynią, autorką wielu książek, m.in. "Poczuj się lepiej".
Tomasz Śliwiński: "Poczuj się lepiej" to tytuł książki dr Wandy Baltazy. Można powiedzieć, że jest Pani kobietą Renesansu. Dietetykiem klinicznym, wykładowczynią na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym, ale nie tylko, bo ma Pani również zajęcia ze studentami w Wyższej Szkole Inżynierii i Zdrowia w Warszawie. Jest Pani autorką wielu książek, publikuje artykuły w prasie fachowej. Radzi ludziom, jak dokonywać dobrych jedzeniowo-życiowych wyborów... Dużo tego.
Dr Wanda Baltaza: Bardzo dziękuję za miłe słowa, za miłe przedstawienie. Nie za bardzo chcę być człowiekiem Renesansu, to byłoby mocno na wyrost, tylko po prostu bardzo lubię ludzi.
Tomasz Śliwiński: Przeczytałem Pani książkę i przyznam, że byłem zaskoczony, bo to nie tylko o diecie...
Dr Wanda Baltaza: Musimy pamiętać, że dieta to tylko jeden z elementów naszego życia.
Tomasz Śliwiński: Ale czasem, gdy myślimy "dieta", to podświadomość odpowiada nam drugie słowo "męczeństwo". Ta zmiana diety, to dla niektórych z nas, jak wejście na bardzo wysoki szczyt przez stromą skalną ścianę.
Dr Wanda Baltaza: Tak, w naszym kraju słowo "dieta" kojarzy się bardzo pejoratywnie. U nas każdy w zasadzie był kiedyś na jakiejś diecie, a niektórzy wręcz żyją od diety do diety. To dlatego myślimy, że te diety są krótkie i ciężkie. Z tej perspektywy to rzeczywiście wygląda, jak męczeństwo, bo są wykluczenia, ból, głód... Tylko czekamy, aż będziemy mogli zacząć normalnie jeść.
Tomasz Śliwiński: To trochę, jak oglądanie serialu, gdzie każdy kolejny sezon jest gorszy od poprzedniego, ale wciąż go zaczynamy na nowo, bo myślimy, że będzie lepiej. A nie jest.
Dr Wanda Baltaza: Dokładnie (śmiech). Musimy pamiętać, że tak wyjściowo słowo "dieta" oznaczało wspieranie leczenia. Generalnie był to sposób żywienia, który miał sprawiać, że będziemy czuć się lepiej, że nasz organizm szybciej będzie wracał do zdrowia. Dlatego myśląc o diecie, nie powinniśmy zakładać, że ona ma początek i koniec, tylko raczej powinniśmy traktować tę zmianę jako coś stałego, jak nasze codzienne menu. To dlatego od wielu lat specjaliści powtarzają, że zamiast słowa "dieta", powinniśmy stosować nazwę "sposób żywienia" lub "sposób odżywiania".
Tomasz Śliwiński: Ja trafiłem na takie określenie "zmiana nawyków w życiu", ono jest niezwiązane właśnie z jedzeniem.
Dr Wanda Baltaza: Generalnie chodzi o zmianę stylu życia. Proszę zobaczyć, że te nasze wybory to jest w zasadzie styl życia. Wracając do tej diety, ona kojarzy się nam z ograniczeniami społecznymi. A tu chodzi o to, że jak pójdziemy na imprezę, czy wejdziemy do knajpy, to żebyśmy wiedzieli, po co sięgnąć, by to było dobre dla naszego zdrowia, albo co zrobić, by nasz organizm szybciej wrócił do siebie.
Tomasz Śliwiński: Pani doktor, ja ostatnio byłem w trattorii włoskiej i chciałem sięgnąć po wszystko...
Dr Wanda Baltaza: Dlatego, że był pan głodny. Proszę pamiętać, że im większy jest nasz apetyt, tym bardziej jest przegłodzony nasz organizm. Wbrew pozorom, dobre żywienie to wcale nie jest jakaś skomplikowana filozofia. Gdy dobrze poznamy swoje ciało, ono będzie nam mówiło, czego potrzebuje.
Tomasz Śliwiński: W tej książce jest rozdział, w którym Pani pisze o rzeczach bardzo prostych, ale o takich, o których wiele osób zapomina, kiedy zaczynają swoją przygodę z pracą z dietetykiem. Wybieramy się do dietetyka, ale tak po prostu na żywioł, bez przygotowania, a to przygotowanie okazuje się, że jest bardzo ważne.
Dr Wanda Baltaza: Jest ważne i na pewno sporo ułatwia, pomaga przyspieszyć nam ten proces. Ale chcę uspokoić naszych czytelników, jeżeli ktoś z marszu wejdzie do dietetyka, to oczywiście też otrzyma pomoc, specjalista przeprowadzi go przez ten proces.
Ale jeżeli chcemy faktycznie, aby ta pierwsza wizyta była konkretna, żebyśmy mogli szybko zacząć, to warto mieć ze sobą listę pytań, wyniki podstawowych badań, na przykład krwi (takie badanie powinniśmy robić regularnie, przynajmniej raz w roku).
Tomasz Śliwiński: Ale wiele osób ma opory przed przyjściem do dietetyka z powodu stresu. Wstydziemy się tego, jak jemy, jak wyglądamy. Niektórych z nas może to blokować. Czasami nie potrafimy wyartykułować tego, co według nas jest nie tak, lub, co jest dla nas istotne. Czy taka lista pytań może nam pomóc, by o niczym nie zapomnieć?
Dr Wanda Baltaza: Tak, bardzo może pomóc. Musimy pamiętać, że nie ma ani głupich, ani trywialnych pytań. Jesteśmy ludźmi, mamy emocje. Mamy prawo do strachu, wstydu, lęku, bo musimy się otworzyć się przed drugim człowiekiem, który jest nam tak naprawdę obcy. To zupełnie normalne. Co więcej, jako ludzie, lubimy dobrze wypadać w oczach innych i nie lubimy być krytykowani, bo wtedy czujemy się tak, jakbyśmy nie zdali egzaminu.
Tomasz Śliwiński: To prawda, wiele osób czuje się źle ze swoim ciałem, i boi się bodyshamingu, który obserwujemy od długiego czasu w Polsce. U nas jest kult pięknej sylwetki i tego smukłego ciała. To powoduje, że ludzie mają czasami większy stres i ból w sobie niż tę siłę do rozpoczęcia tego procesu zmiany.
Dr Wanda Baltaza: Oczywiście, to jest zupełnie zrozumiałe, takie niestety mamy społeczeństwo. Dlatego bardzo dobrym pomysłem jest przygotowanie sobie listy pytań albo punktów, które chcemy poruszyć. Nieważne, czy idziemy do dietetyka, czy do lekarza. Łatwiej będzie nam przejść przez tę wizytę, rozmowę i o niczym nie zapomnimy. Ja akurat pozostaję z moimi pacjentami w kontakcie, czy to mailowym, czy to smsowym, i oni zazwyczaj wracają z różnymi pytaniami. Mamy też wizyty kontrolne, na którym możemy doprecyzować, uściślić pewne sprawy. To jest taka praca na bieżąco. Ja pracuję troszkę inaczej niż większość specjalistów, bo bardziej pracuję na nawykach żywieniowych i zdrowotnych pacjentów, niż stricte na takim wręczaniu kartki z konkretną dietą.
Tomasz Śliwiński: Czyli zmienia Pani te tryby, które chodzą w głowie, a nie te, które chodzą w żołądku?
Dr Wanda Baltaza: Jedno i drugie się bardzo mocno łączy ze sobą (śmiech). Ale muszę podkreślić jeszcze jedną rzecz, dobrze byłoby, gdy specjalista stał się trochę takim naszym przyjacielem. A gabinet dietetyka powinien być miejscem, gdzie zrzucamy z siebie ten stres. Tu nikt nas nie będzie oceniał. Musimy pamiętać, że gdy ktoś ma parę kilogramów więcej, to nie znaczy, że jest słaby, że nie potrafi schudnąć, albo że mu się nie chce. Często te osoby są tak postrzegane. Czasami jest to kwestia zaburzeń metabolicznych, chorób, o których dana osoba nawet nie wie. Dlatego tak ważne jest zrobienie tych badań i porozmawianie ze spacjalistą, który sprawdzi, dlaczego ta zmiana żywienia i zgubienie tych zbędnych kilogramów nie idzie nam zbyt dobrze, albo w ogóle. Musimy też pamiętać, że stosowanie restrykcyjnych diet, czy głodówek, zwłaszcza we wczesnych latach naszego życia, może w późniejszym życiu odbić się na naszym zdrowiu.
Tomasz Śliwiński: W Pani książce jest taki ciekawy rozdział "Kiedy zmiana nic nie zmienia". Przyznam, że szczególnie mnie on dotknął, bo dotyczył zajadania smutków. Czyli jedzenie związane ze stresem, które wiąże się ze słodkimi pokusami i z nadmierną kontrolą. Chciałbym zacząć od tej nadmiernej kontroli. Co ona powoduje, czym ona jest i dlaczego warto byłoby się jej wystrzegać?
Dr Wanda Baltaza: Proszę zobaczyć, że my w ciągu naszego życia, jesteśmy w takim ciągłym spięciu. Trudno nam czasem odpuścić, zrelaksować się. Kiedy jest nas trochę za dużo i staramy się nadmiernie ograniczać ilość zjadanych kalorii, jemy za mało, to pojawia się problem wieczorem, bo organizm próbuje sobie zrekompensować to wszystko.
Tomasz Śliwiński: No tak, większość naszego czasu zawodowego spędzamy na przykład na open space'ie, mamy projekty, które muszą być na ASAP-ie zamknięte, siedzimy przed Excelami, przed różnymi innymi rzeczami, które musimy zrobić, załatwić... Gdy wracamy do domu, jest wieczór, pojawia się uczucie wycieńczenia, a lodówka niesie ukojenie...
Dr Wanda Baltaza: Proszę zobaczyć, że kiedy jesteśmy w takim ciągłym stresie, w ciągłym napięciu, dlatego, że musimy coś zrobić na już, to te nasze posiłki bardzo często są malutkie. Rano nie mamy czasu, by coś zjeść, więc wypijamy kawę, potem w biurze pojawia się kolejna kawa i kolejna. Potem może wyjdziemy na lunch, ale też zwykle jemy ten posiłek w pośpiechu. Zdarza się, że jemy coś słodkiego, by zaspokoić głód. Potem znowu jesteśmy w pędzie, no bo trzeba, albo dzieci odebrać, albo coś innego załatwić. Czasem idziemy na jakiś super fajny trening, albo inne zajęcia, bo przecież każdy chce być kreatywny. Potem wracamy do domu, schodzi z nas to całodniowe napięcie, siadamy na kanapie, oglądamy seriale i okazuje, że ta lodówka nie do końca chce się zamknąć.
Tomasz Śliwińki: No tak, pojawia się taka myśl: "A może by coś skubnąć?"
Dr Wanda Baltaza: Tak, ale to nie wynika z naszej słabości, tylko z tego, że nasz organizm jest przegłodzony. On przez cały dzień miał za mało energii i musi to w pewnym momencie nadrobić. W takim momencie nasza siła woli będzie dużo, dużo mniejsza.
Tomasz Śliwińki: Ja próbowałem coś z tym zrobić i nawet kroiłem sobie seler naciowy do pracy, do tego dip z jogurtu i niestety nadal wieczorem byłem głodny.
Dr Wanda Baltaza: Ależ oczywiście, bo to nadal było za mało kalorii. Kluczem do tego, abyśmy nie podjadali wieczorem jest... regularność. Posiłki powinniśmy jeść w regularnych odstępach czasowych przez cały dzień. Jak to zrobić? Grunt to dobrze zaplanować wszystko, oczywiście odpowiednio wcześnie. Nie należy tego zostawiać na ostatnią chwilę. Trzeba zaplanować sobie odpowiednio dzień, przygotować posiłki i wtedy nie będziemy mieć ochoty na kolejnego batonika. A po przekąskę wyskoczymy do sklepu na rogu i kupimy sobie małą paczkę orzechów oraz banana. Taki zestaw można też kupić wcześniej i mieć pod ręką, jako zestaw ratunkowy.
Grunt to zastanowić się, przed zrobieniem zakupów, co kupić, co będzie bezpieczne, co będę mógł/mogła zjeść, nawet nie odchodząc od biurka, choć to też nie jest dobry nawyk. Dodam tylko, że nie powinno się tak spożywać posiłków, bo powinniśmy mieć czas na celebrację, na przyjemność jedzenia. Ale zakładam, że to wyjątkowa sytuacja.
Tomasz Śliwiński: Ale czasem jest tak, że jesteśmy gotowi na zmianę, ale ta zmiana nie następuje. Czy to nie jest tak, że my jesteśmy trochę zaprogramowani przez nasze mamy, babcie, by jeść wszystko do końca, niczego nie zostawiać na talerzu? Od najwcześniejszych lat dzieciństwa słyszmy: "zjedz, bo się zmarnuje", albo "zjedz, nie zostawiaj niczego, bo co ja z tym zrobię?!".
Dr Wanda Baltaza: Oczywiście, większość naszych nawyków, które mamy w wieku dorosłym, jest kontynuacją tego, co nam wpajano przez całe dzieciństwo. Nasz stosunek do jedzenia wynosimy tak naprawdę z domu, jak większość różnych rzeczy. Musimy pamiętać, że nasze społeczeństwo ma bardzo ciężką historię. Wcześniejsze pokolenia pamiętają głód i one mają zakodowane, że trzeba jeść do końca, żeby nic się nie zmarnowało. Ja też uważam, że nie należy marnować żywności, ale to wszystko powinno mieć taki zdrowy wymiar. Postawmy ziemniaki, sałatę i inne rzeczy na stole, tak, aby każdy wziął sobie tyle, ile potrzebuje (może później wziąć dokładkę), a resztę możemy spokojnie schować na kolejny dzień, na przykład na lunch do pracy, czy na kolację. Nie ma w tym niczego złego.
Tomasz Śliwiński: Ale są też takie osoby, które będą jadły, dopóki nie zobaczą dna, bo co się będzie marnowało. Jeszcze ciastem dopchają... Nieważne, ile tego jedzenia na stole nie będzie.
Dr Wanda Baltaza: To są takie sarmackie naleciałości. My lubimy, jak się stoły uginają pod jedzeniem. Wystarczy sięgnąć po klasykę malarstwa polskiego i to widać, jak na dłoni. I jeszcze te teksty w stylu: "jeszcze mojego ciasta nie spróbowałeś?", "mojej pieczeni nie zjesz?". I muszę tu podkreślić, że nie ma nic złego w tym, że raz na jakiś czas pozwolimy sobie zjeść więcej (na przykład w czasie świąt). Jedzenie ma być przyjemnością, ale – co warto podkreślić – nikt nie ma przyjemności z obżarstwa, z tego, że potem nie możemy się ruszać.
Lepiej jest sobie dzielić to biesiadowanie. Wstawać od tego stołu i po jakimś czasie do niego wracać, niż siedzieć przez kilka godzin i jeść przez cały czas.
Tomasz Śliwiński: I tak dochodzimy do momentu, kiedy ta zmiana powinna się zadziać w głowie.
Dr Wanda Baltaza: Gdy zaczniemy jeść mniej i zobaczymy, że czujemy się lżej, że jelita mogą lepiej pracować, że nie ma wzdęć, uczucia ciężkości, że mamy siłę, to chęć do zmiany nawyków też się pojawi. Co więcej, uda nam się do tego przekonać też babcię, ciocię i mamę... (śmiech).
Tomasz Śliwiński: No tak, to dobre samopoczucie to też lepszy sen, bo przecież brak snu też ma wpływ na nasz proces odchudzania, prawda?
Dr Wanda Baltaza: Brak snu sprawia, że nie chudniemy, nie regenerujemy się i doprowadzamy do tego, że zaburza się funkcjonowanie naszego organizmu. Zacznijmy od tego, że nie ma czegoś takiego jak "odeśpię". Żeby nasz organizm dobrze funkcjonował, powinniśmy codziennie spać tyle samo godzin. To jest jak z piciem wody. Musimy nauczyć się, dosłownie zaprogramować się, że codziennie wstajemy o tej samej porze i wyćwiczyć w sobie to, żeby ten sen był lepszy. To jest niesamowicie ważne. W momencie, kiedy się regenerujemy, nasz organizm wraca na właściwe tory (to jak przywrócenie ustawień fabrycznych). Jeśli dobrze będziemy spać, to nawet regulacja poziomu cukru będzie lepsza.
Dlaczego to tak ważne? Kiedy nie dosypiamy, organizm czuje się w zagrożeniu, i inaczej są produkowane hormony. Organizm robi wszystko, żeby nas chronić. Musimy siebie traktować trochę tak jak małe dziecko. Proszę zobaczyć, że takiego malucha nikt nie wybudza na siłę, wręcz dbamy o to, aby spał dobrze i regularnie, prawda? A jeśli tak jest, to dlaczego sobie, odbieramy to prawo? Inna sprawa. Gdy małe dziecko jest głodne i płacze, to natychmiast je karmimy, a gdy my, dorośli, jesteśmy głodni to to uczucie ignorujemy, próbujemy przetrzymać, przegładzamy się? W ten sposób na pewno nie schudniemy, bo nasz organizm przechodzi w tryb ratowania nas i magazynowania pożywienia na czas głodu.
Tomasz Śliwiński: Pani książka kończy się takim jednym stwierdzeniem: "Po prostu wyluzuj". Co to tak naprawdę znaczy?
Dr Wanda Baltaza: Wbrew pozorom to jest najmądrzejsze, co można usłyszeć, to ma ukryte znaczenie. Gdy zadbamy o stan naszego organizmu, zrobimy badania, pójdziemy do specjalisty, podejmiemy leczenie, by ustabilizować nasz stan, to pojawia się moment, w którym powinniśmy zacząć poznawać nasz organizm. Pozwolić mu znowu do nas mówić, czyli musimy usłyszeć, czego on tak naprawdę od nas chce. Po czym się czujemy dobrze, a po czym się czujemy źle? Bo przez to, że my ciągle jesteśmy w pędzie i podchodzimy do jedzenia jak do paszy, można powiedzieć, a nie do przyjemności, to nawet nie jesteśmy w stanie powiedzieć, co nam szkodzi, a co nam służy. My nie myślimy w ogóle o procesie samego jedzenia, a to jest najważniejsze. Oprócz tego, żeby dobrze wybierać, ważne jest też to, aby znaleźć chwilę na uważne jedzenie. Żebyśmy mogli sobie w spokoju poprzeżuwać te kęsy i żebyśmy w ogóle poczuli, co się dzieje z nami, gdy jemy.
Bardzo często zadaję pytania swoim pacjentom, zwłaszcza mężczyznom, po czym się pan źle czuje, co panu nie szkodzi. Słyszę: "Po niczym, mogę jeść wszystko", a potem nagle okazuje się, że bardzo wiele produktów z diety powoduje wzdęcia, problemy z jelitami. Więc takie wyluzowanie i doprowadzenie do tego, żeby to żywienie było bardziej intuicyjne, to jest najlepsze, co może nas spotkać. Nasz organizm naprawdę wie, co jest dla niego dobre. Pod warunkiem, że jesteśmy zdrowi.
Tomasz Śliwiński: I niech to będzie zakończenie, które niesie nadzieję. Dziękuję za tę rozmowę.
Rozmowa odbyła się w lipcu 2022 r. W całości możecie jej wysłuchać w poniższym playerze.
Źródło: CHILLIZET/ podcast programu "Na chilloucie"