Ludzie "puszczają sobie w głowach horrory". Jak uciszyć niechciane myśli?
Czasami robimy coś zupełnie nieświadomie, dając się wciągnąć w „mentalny horror” odgrywany we własnej głowie. Przedstawiamy fragment książki „Jak uciszyć lęk i niechciane myśli” Serge’a Marquisa, udostępniony nam przez Wydawnictwo RM. Autor wyjaśnia, jak wyrwać się z pułapki ego i odzyskać spokój poprzez powrót do świadomej obecności
Fragment pochodzi z książki "Jak uciszyć lęk i niechciane myśli" autorstwa Serge Marquisa, został nam udostępniony przez Wydawnictwo RM.
Jak nauczyć się odrywać od przeszłości
Od czasu do czasu, kiedy inni opowiadają mi o tym, co ich trapi, mam ochotę się uśmiechnąć. To może się wydawać wstrętne, wiem! Już słyszę, jak mówisz: „Jak to możliwe, że lekarz ma ochotę się uśmiechnąć na widok cudzego cierpienia? Ten facet jest chory, kurczę blade!”. Zapewniam, że muszę wręcz zagryzać policzki od wewnątrz, ponieważ nie chcę, by tego rodzaju reakcję odebrano jako brak współczucia. Tak naprawdę bowiem je odczuwam. Wierz mi – współczuję! Z całego serca!
Dlaczego więc się uśmiecham? Bo widzę, że ci ludzie puszczają sobie w głowach horrory. Widzę, że siedzą w kinie i że nawet nie zdają sobie z tego sprawy.
W tym miejscu pragnę uściślić jedną rzecz – należy odróżnić siedzenie w kinie od świadomości.
Wyobraź sobie, że jesteś w kinie. Oglądasz film o seryjnym mordercy, psychopacie, potworze. Nienawidzisz go. Niebywałe, jak bardzo go nienawidzisz. Nienawidzisz go całym ciałem, które siedzi w fotelu. Zwłaszcza, że ten zwyrodnialec uwodzi naiwne, niewinne, delikatne ofiary, które są dobrymi ludźmi – takimi jak ty. Chciałbyś zrobić mu krzywdę, dużą krzywdę. Zanurzyć paznokcie w skórze. Powoli wydłubać oczy. Pozbawić uszu. Jąder. Metodycznie torturować, wybierając najbardziej wrażliwe miejsca. Zadać mu wymyślny ból. Rozżarzonymi, ostrymi i tnącymi narzędziami. Tak, tak – i to wszystko za jednym zamachem! Wykorzystałbyś palce – uciskałbyś, wykręcał, wyrywał. Ponadto w filmie występuje bohaterka. Jest do ciebie podobna. Ma taką samą minę, kiedy się uśmiecha, lub robi jakiś grymas. Lubisz ją i obawiasz się o jej życie. Bohaterka umawia się z okropnym zabójcą. Spryskuje się perfumami, robi fryzurę, stroi się. Zwracasz się do niej z miejsca, w którym siedzisz: „Nie idź tam!”. Ona nie słyszy. Wychodzi z domu radosna; tańczy. Włożyła swoje najpiękniejsze buty – marzysz od dawna, by mieć takie same. Kobieta zbliża się do miejsca, gdzie czeka na nią zwyrodnialec. Zaciskasz ręce na oparciu fotela. Krzyczysz w środku. W pewnej chwili tracisz z widoku mordercę. Zniknął z ekranu. Gdzie się podział? Rany boskie, gdzie on jest? Tymczasem kobieta skręca w uliczkę. Tę samą, której adres jej podał. Bidulka niczego nie podejrzewa. Jest ufna. Naprawdę cię przypomina – ufność jest twoją mocną stroną – wszyscy tak o tobie mówią! Masz tak napięte mięśnie, że zaraz się zerwą. Istne struny, które wygrywają przerażającą ścieżkę dźwiękową. Tymczasem bohaterka przystanęła. Wyszukuje adres w telefonie. Nagle – bum! Rozbrzmiewa dudniący dźwięk. Drżysz. Wrzeszczysz! Zboczeniec wyskakuje jakby znikąd. Chwyta kobietę od tyłu za włosy, łapie za szyję, przywiera do jej ust, pozwala sobie na wszystko! Lecz… Wbrew wszelkim oczekiwaniom kobieta się broni. Uderza go w bok, głową w nos, kopie w piszczel. Bum, bach, bum! Robi zwrot, nabiera rozpędu i uderza go między nogi! Mężczyzna zwija się wpół. Jęczy. Tymczasem bohaterka robi coś jeszcze i uderza mężczyznę telefonem w ucho. Unosisz kolano. Siedzisz w fotelu, ale zarazem jesteś tam razem z nią i się bijesz. Przy okazji rozprawiasz się z wszystkimi łajdakami tego świata. Odczuwasz rozkosz. Niecny bohater filmu legł jak długi na ziemi. Dobijasz go ciosem obcasa prosto w gardziel. Odprężasz się. Oddychasz z ulgą.
Cieszysz się, kiedy wychodzisz z kina. Zdążyłeś już zapomnieć, że właśnie kogoś zabiłeś. Zresztą to była gnida, nie człowiek. Jesteś głodny. Film był dobry – poprawił ci nastrój. Teraz możesz podjąć się każdego wyzwania. Nikt cię nie powstrzyma, a już na pewno nie szubrawcy.
Co tak naprawdę wydarzyło się w twoim mózgu w czasie minionych dwóch godzin? Kim się stałeś? Gdyby ktoś poprosił cię o odpowiedź na pytanie: „Kim jesteś w tej chwili?”, gdy siedziałeś w fotelu, co byś odpowiedział? Byłeś Piękną czy Bestią?
Oto staliśmy się świadkami tego, w jaki sposób zachodzi proces identyfikacji. Fascynujące!
Przez chwilę wyobraź sobie, że uświadomiłbyś sobie, gdzie naprawdę byłeś, kiedy tak wbijałeś paznokcie w fotel… Wyobraź sobie, że twoja uwaga wróciła do uczucia płynącego z kontaktu pośladków ze skórą, stóp z podłogą oraz wyrazu twarzy osób, które siedzą obok. Wyobraź sobie, że uświadomiłeś sobie, w jakim stanie znajdowało się twoje ciało, gdy pożerała cię ochota wydłubywania oczu lub ranienia jąder, jaki ciężar czułeś we wnętrznościach, jak zaciskałeś szczęki. Wyobraź sobie, że dostrzegłeś nagle napis „Wyjście” nad drzwiami po lewej stronie… Jest tak, jakbyś się obudził! Pstryknięcie palcami – koniec seansu hipnozy. Identyfikacja z bohaterką została przerwana. Uświadamiasz sobie, że siedzisz w kinie! Wrogość, nienawiść, strach – wszystkie te emocje, które cię zalały, przeradzają się w spokój. Uśmiechasz się! Uśmiechasz się, ponieważ uprzytomniłeś sobie, że siedzisz w siódmym rzędzie pośrodku. Całkowicie o tym zapomniałeś. To właśnie czasem mi się przytrafia, kiedy słucham, jak inni zwierzają mi się ze swoich trosk. Widzę, że ta osoba ogląda w swojej głowie film. I widzę, że jeszcze się nie przebudziła!
Twoja głowa jest salą kinową. I na rozwieszonym w niej ekranie pojawiają się psychopaci oraz ofiary. Czasami jesteś psychopatą, czasami ofiarą. I to może się z ciebie wylać. Wydostać się na zewnątrz. Do prawdziwego życia. Upokorzenia, ciosy poniżej pasa, zdrady, kradzieże tożsamości i inne.
Mózg okazuje się zdolny do wszystkiego, kiedy przegrzewa się w procesie identyfikacji. Dopuszcza się najgorszych postępków, robi rzeczy niewybaczalne. Wystarczy zaznajomić się z historią dwudziestego wieku, by sobie o tym przypomnieć. Mózg, który nie zna sam siebie, jest bardzo niebezpiecznym organem! Jeśli mózg uzna swoje słowa, opowiadane historie oraz osądy za niepodważalne, staje się zdolny do wszystkiego. Do masakr, ludobójstw, gwałtów; niewyobrażalnych okrucieństw. Jak można sobie podobne rzeczy wyobrazić? Jak? W prosty sposób – wystarczy pozwolić Gryzaczowi biec. Ten drobny gryzoń jest w stanie zadać olbrzymie cierpienie najbardziej bezbronnym i za każdym razem robi to, będąc całkowicie przekonanym o słuszności swoich czynów. Co gorsza, jest o tym przekonany jeszcze długo potem. Powtarza to sobie każdego dnia, każdej nocy, w swoim kołowrotku, samotny, ukryty we własnej głowie. Mówi sobie, że tak było trzeba, że inaczej się nie dało, że pewnego dnia historia się na nim pozna. Wymyśla kolejne wymówki aż do dnia, w którym umrze. Umiera w poczuciu pewności i bez cienia wątpliwości co do zasadności popełnionych czynów, a wraz z nim umiera zapętlony mózg. Mózg, który wykonywał puste przebiegi. Mózg, który nigdy nie przebywał w stanie świadomości – sądził, że ów stan zna, lecz w istocie nigdy go nie doświadczył – i który całe życie działał na jałowym biegu.
„Niestety o biegu świata decydują umysły, które pędzą przed siebie na jałowym biegu”.
Powróćmy do procesu identyfikacji. Kino, sport, teatr – żadna z tych rozrywek nie obyłaby się bez niego. To wspaniałe! Na kilka godzin stajemy się dobrym lub złym bohaterem. Dobrzy dla jednych zmieniają się w oczach drugich w złych. Przechodzimy tym samym przez całą gamę emocji – nienawiść, radość, smutek – podniecamy się, wydobywamy z trosk, czujemy się żywi. Pozbywamy się wrogów, uwielbia nas tłum, odnosimy zwycięstwa. W końcu! W końcu jesteśmy kimś.
Na stadionie siedzą ludzie ubrani na czerwono i na niebiesko. Czerwoni wiwatują, gdy ich drużyna strzela gola, czym prowokują niebieskich. Niebiescy z kolei denerwują swoją radością czerwonych, kiedy to niebieska drużyna zdobywa bramkę. Jedni obrzucają drugich wyzwiskami, drudzy wszczynają bójkę. Na końcu zaś są zwycięzcy i przegrani. Zwycięzców przepełnia radość, przegrani zapadają się w sobie lub wpadają w gniew.
W świecie polityki ludzie biją się o idee. Dobre idee jednych wydają się złymi dla drugich – i vice versa. Każdy jest przekonany o swojej racji i o tym, że druga strona się myli. Wierzymy, że ci, którzy popierają nasze poglądy, są dobrzy, podczas gdy ci, którzy wspierają drugą stronę – źli. Siedząc w sejmowym fotelu, nienawidzimy całym sobą tych, których posadzono po drugiej stronie sali. Nigdy nie powiemy tego głośno do mikrofonu – raczej przyznamy, że ich szanujemy – lecz dobrze wiemy, że w naszych głowach zadajemy im wymyślne cierpienia.
Problemem nie jest brak pomysłów. Aż do teraz ich posiadanie pozwalało ludziom uniknąć losu wymarłych gatunków. Pomysły pozwalały również poprawić warunki życia i nie cierpieć z powodu pragnienia, głodu, zimna. Dzięki wynalazkom bierzemy prysznic, przechowujemy żywność w lodówce, korzystamy z kanalizacji.
Potrzeba nam wciąż i wciąż dobrych pomysłów, by naprawiać szkody wyrządzone przez ego. A jako że ono nigdy nie przestanie działać na ludzką szkodę – z racji swego pragnienia wzrostu i pomnażania stanu posiadania, z powodu chciwości, zachłanności, skąpstwa – pomysły na poprawienie losu będą zawsze potrzebne, by naprawić to, co ego zniszczyło po drodze: lasy, rzeki, pustynie, a także życie wielu istot, w tym istnień ludzkich.
Problem pojawia się wtedy, kiedy nie tyle bronimy idei, co tożsamości, jaka za nią stoi. Powtarzam – identyfikowanie się z czymś lub z kimś może być przyjemne. W kinie, na stadionie lub na sali sejmowej. Można czerpać przyjemność z tego, że we własnej głowie pokonaliśmy seryjnego mordercę, wygraliśmy mecz lub doświadczyliśmy tego, że nasz projekt został przyjęty większością głosów. Nie w tym tkwi problem! Problem pojawia się, gdy nasza głowa przeistacza się w kino, a my utożsamiamy się z bohaterką filmu, drużyną lub komisją, nie będąc tego świadomymi.
Gdybyśmy tylko mogli zobaczyć, że nasza głowa staje się kinową salą, moglibyśmy niezwłocznie przerwać przebudowę tej umysłowej przestrzeni: „Dobra, koniec tego, znowu puszczam sobie w głowie film! Jazda stąd!”.
W naszych głowach leci tyle horrorów, że nie wiemy już nawet, który oglądać. Dlaczego jednak jest ich tak wiele? Dlatego, że nasze ego któregoś dnia zrobiło nam krzywdę, wykorzystując moment naszej słabości. Dlatego, że nasze umysły, gdy działały w nieświadomości i na jałowym biegu, odebrały nam poczucie wartości, by krzywdą nakarmić ego: „Do niczego się nie nadajesz, nic nie jesteś wart, nigdy ci się nie uda!”. Nasza pamięć stanowi archiwum kronik filmowych, a my spędzamy w nim lwią część naszego życia. Bezustannie wracamy do starych filmów z nadzieją, że zapis zniknie z taśmy po wielokrotnym odtworzeniu. Nasz mózg wyobraża sobie, że odtwarzając raz za razem ten sam film, zmieni jego zakończenie!
Gryzacz jest niezrównanym kinooperatorem, gdyż dba o nasze prywatne seanse filmowe. Żongluje taśmami, testując i zmieniając montaż, rozpisuje sceny na nowo, niektóre przy tym poprawia, inne zmienia na gorsze. Czasami zachowuje pierwotną obsadę, kiedy indziej wymienia aktorów: „Gdybym ożenił się z kimś innym, nie musiałbym teraz harować jak wół, żeby wykarmić tych darmozjadów, którzy łażą z opuszczonymi spodniami i wystającym brzuchem. Mógłbym podróżować, zdobywać olimpijskie medale, zostać gwiazdą kina, uwodzić, uwodzić… Po prostu korzystać z życia!”.
Bez względu na to, ile razy Gryzacz przepisze scenariusz w twojej głowie, nigdy nie będzie zadowolony z efektu, nigdy! Jego codzienny bieg jest niczym innym jak desperacką próbą upiększenia pamięci zabiegiem chirurgii plastycznej podciągającym obwisłe ego!
A tak między nami – przeszłość nie ma przyszłości. Gryzacz może wracać do wspomnień, ile chce, ale niczego nie zmieni. Na próżno edytuje zdjęcia wykonane poprzedniego dnia, nie ma to bowiem żadnego przełożenia na dziś: „Gdy miałem cztery lata, ojciec dawał mi klapsy, bił mnie pasem i policzkował; wciąż czuję ból! Teraz mam czterdzieści cztery lata i ciągle mnie to boli. Szkoda, że mój ojciec nie był kaleką bez rąk i nóg…” lub w innej sytuacji: „Ach! Ten durny nauczyciel, który bił mnie po głowie słownikiem! Z pewnością byłbym lepszy z ortografii, gdybym chodził do klasy pani Kowalskiej!”.
Widzisz chomika, który uporczywie stara się zmienić to, co minęło? Zdajesz sobie sprawę, że to absurdalne? To, co czasami nazywasz „gównianą przeszłością”, istnieje wyłącznie w obrębie kołowrotka. Niestety im częściej odtwarzasz sceny z minionego życia, tym większe przyzwolenie dajesz swojemu Ja na wytwarzanie fałszywych tożsamości. Stajesz się tym, kim nie jesteś – czymś, co minęło, kliszami, które są jedynie zapisami przechowywanymi w neuronalnym archiwum.
Tymczasem nic nie mija całkowicie, gdy uważnie przeżywamy chwilę obecną. Nic! To tam znajduje się wieczność.
Będę to niestrudzenie powtarzał – to nie ty jesteś problemem, tylko chomiczy bieg. Bycie świadomym oznacza, że umie się odróżnić film od życia, że uważnie przyglądamy się temu, co dzieje się w ciele, kiedy oglądamy historię o psychopacie. Świadomość to intencjonalne powracanie do rzeczywistości sali kinowej, poczucie dotyku skórzanego obicia fotela na pośladkach, kontaktu stóp z podłogą, dostrzeżenie przestraszonych twarzy widzów siedzących obok oraz napisu „Wyjście” nad drzwiami po lewej stronie. Bycie świadomym to
zrozumienie, że chęć naprawienia przeszłości w celu podbicia Ja jest kolosalnym błędem. Dlaczego? Dlatego, że rozdmuchując ego, wspierasz chomika, nie stajesz zaś po stronie życia samego w sobie!
Dziś, gdy ktoś pyta mnie o to, kim jestem, odpowiadam, że „jestem formą, jaką przybrało życie na określoną liczbę lat. Jaką? Nie wiem, ale to genialne, bo zachęca mnie do trwania w chwili obecnej”. Wyłącznie samoredukcja pozwoli ci stać się tym, kim naprawdę jesteś – obecnością zdolną do kochania.
Źródło: ChilliZET/Wydawnictwo RM