„Gdybym miał więcej kasy, byłbym taki szczęśliwy”. Psycholog ma wątpliwości

3 min. czytania
03.03.2026 14:41
Obserwuj nas w Google
---- ----

Szczęście i emocje są wynikiem naszych wewnętrznych decyzji, a nie skutkiem działania czynników zewnętrznych - tak twierdzi George Dieter, psycholog i coach specjalizujący się w tematyce związków. Zdaniem eksperta ani pieniądze, ani relacje z przyjaciółmi nie nie mogą trwale zmienić nasze usposobienie. Odrzucenie błędnego przekonania o odpowiedzialności za samopoczucie innych daja poczucie ulgi.

Pusty portfel
fot. Shutterstock
--1-- ----

Fragment pochodzi z książki "Siła bycia sobą. Po pierwsze ja" autorstwa George Dieter, Wydawnictwo RM.

Wyzwoleni przez granice – ale jak?

Nasza percepcja, nastrój i skłonności współkształtują reakcje na poczynania innych ludzi. To, co normalnie sprawiłoby nam przyjemność, może w pewnych okolicznościach okazać się nad wyraz irytujące. Przeanalizujmy jakiś umiarkowanie przyjemny bodziec, na przykład łaskotki. A teraz wyobraźmy sobie, że ktoś łaskocze nas pół godziny. Idę o zakład, że miałbyś już tego serdecznie dość. Bodziec jest ten sam, podobnie jak uczestnicy sytuacji, ale nasza reakcja okazuje się zupełnie inna.

Ten przykład pokazuje, że nikt nie może zmusić nas do odczuwania szczęścia albo zadowolenia. Głębsza analiza wykaże jednak, że to samo można powiedzieć o jakimkolwiek zewnętrznym czynniku. Być może będziesz wstrząśnięty tą rewelacją, która powinna jednak przynieść ulgę, gdyż zwalnia nas z nierealistycznego przekonania, że jesteśmy odpowiedzialni za poczucie szczęścia swojej drugiej połówki. Możemy oczywiście podjąć próbę uszczęśliwienia jej, a ona może zdecydować, że sprawiliśmy jej radość. Nigdy nie ma jednak pewności, że tak właśnie będzie.

Redakcja poleca

Weźmy jeszcze jeden przykład… naszego ulubieńca, czyli pieniądze. Gdybym tylko miał więcej kasy, byłbym taki szczęśliwy! Brzmi znajomo?

Prawda jest jednak taka, że jeśli ktoś ma wesołe usposobienie, dodatkowy milion nie zmieni jego fundamentalnej natury. To samo można powiedzieć o smutasie, któremu zastrzyk gotówki wcale nie poprawi humoru. Rzecz jasna, nasz ponurak mógłby chwilowo poczuć się ukontentowany, ale wrodzona skłonność do pesymizmu szybko sprawiłaby, że zacząłby doszukiwać się dziury w całym. Mógłby na przykład uznać, że milion to wcale nie tak dużo, bo zwycięzca sprzed tygodnia wygrał aż dziesięć. Albo byłby rozczarowany, że pieniądze znajdą się na jego koncie dopiero za dwa tygodnie. Pewnie marudziłby też, że musi zapłacić podatek od wygranej. Chyba już rozumiesz, co próbuję powiedzieć. Pieniądze nie wystarczą, żeby nagle uczynić nas szczęśliwymi.

A może przyjaciele daliby radę? Nie ulega wątpliwości, że kumple mogą wzbogacić nasze życie, uczynić je bardziej interesującym, odciążyć nas. Pytanie brzmi jednak, czy potrafią zmusić nas do odczucia jakiejkolwiek emocji? No cóż, wszystko zależy od naszych oczekiwań i percepcji. Nie ma gwarancji, że ich postępowanie przyniesie zamierzony efekt. Jeśli naprawdę wiedzieliby, jak nas ucieszyć, nie istniałyby spięcia między przyjaciółmi, którzy zawsze potrafiliby poprawić sobie nawzajem humor.

Redakcja poleca

Jeśli pieniądze i przyjaźń nie mogą zmusić nas do odczuwania szczęścia, co nam pozostaje? Może prawdziwa miłość? Bo niby co innego? „Uczyniłeś mnie taką szczęśliwą” to oklepana kwestia rodem z opery mydlanej. Muszę jednak przekłuć bańkę, w której zapewne tkwi wielu z was. Rzekomo romantyczna kwestia w istocie oznacza: „Przypadłeś mi do gustu, więc pozwoliłam ci sprawić mi przyjemność”. Nieważne, jak ubierzemy to w słowa, podstawowy przekaz pozostaje niezmieniony. Diabeł tkwi w szczegółach, które wychodzą na pierwszy plan dopiero w sytuacjach kryzysowych. Błędne przekonanie, że mogę uczynić kogoś szczęśliwym, nieraz prowadzi do oskarżenia, że zepsułem komuś humor. W obu przypadkach ponoszę odpowiedzialność za coś, nad czym tak naprawdę nie panuję. Im bardziej wmawiamy sobie, że ktoś sprawił nam radość, tym bardziej wzrasta w nas poczucie desperacji, gdyż postrzegamy tę osobę jako jedyną, która może znowu nas uszczęśliwić. Nie zrozumcie mnie źle: prawdziwa miłość to świetna sprawa, przynajmniej dopóki nie zrzucimy na naszą sympatię odpowiedzialności za nasze samopoczucie.

Mam nadzieję, że udało mi się to wyjaśnić w przystępny, a przy tym łagodny sposób. Nikt ani nic nie może wymusić na nas jakiejkolwiek emocji. Tylko od naszego podejścia zależy, czy pozwolimy czynowi albo wydarzeniu wywrzeć na nas wpływ. Od tej reguły nie ma wyjątków.

Fot.

Źródło: ChilliZET/Wydawnictwo RM

Redakcja poleca