Bobry nie biorą dotacji z UE, a lepiej dbają o retencję wody niż ludzie. Jak wygląda świat bobrów?

7 min. czytania
Aktualizacja 05.08.2024
05.08.2024 09:48
Zareaguj Reakcja
---- ----

Bobry to zwierzęta, z których się podśmiewamy, lub na które złościmy. Jednak to, co dla nas jest niszczeniem przyrody, dla bobrów jest przemyślaną strategią. Zdaniem naukowców bobry lepiej zarządzają retencją wody niż człowiek. O tym, jak wygląda świat bobrów, opowiada Adam Robiński.

Bóbr
fot. Shutterstock
--1-- ----

Jeremi Pedowicz: Moim dzisiejszym gościem jest Adam Robiński, dziennikarz i pisarz, a także bóbrwatcher (śmiech).

Adam Robiński: Moglibyśmy się przywitać "Darzbóbr" (śmiech).

"Bóbrwatching. Jak się mają bobry w Polsce?" to tytuł Twojego niezwykle ciekawego artykułu opublikowanego w magazynie "Pismo". Jak to się stało, że zainteresowałeś się bobrami?

Adam Robiński: Bobry są na niżu Polski stałym elementem przyrody i chyba przez to w ogóle ich nie zauważamy. Interesujemy się zwykle tymi większymi, bardziej efektownymi gatunkami, albo ganiamy za ptakami i na przykład jeździmy nad Biebrzę, żeby podziwiać migrujące stada gęsi.

Mnie natomiast w pewnym momencie naszła taka refleksja, że te bobry są taką przyrodą na wyciągnięcie ręki, a do tego są bardzo wdzięcznym obiektem obserwacji. Bardzo łatwo nadziać się na siedlisko bobra, można poobserwować te zwierzęta w działaniu i dzięki temu uświadomić sobie, jak ważne są dla naszego ekosystemu i jak wiele moglibyśmy się od nich nauczyć.

Ten bóbr to takie śmieszne zwierzę, które jest bardzo pracowite, do tego – jako jeden z niewielu gatunków – ma umiejętność transformowania swojego siedliska.

Adam Robiński: My traktujemy je trochę z politowaniem. Lubimy się z tych bobrów podśmiewać, mamy nawet jakieś dziwne skojarzenia z tym gatunkiem. Natomiast Amerykanie uważają, że bóbr jest gatunkiem upartym, pracowitym, dążącym do celu. Można więc powiedzieć, że mają godne pozazdroszczenia cechy, prawda?

Jeśli zaczniemy grzebać w historii środowiska, czy to Europy, czy Ameryki Północnej, to nagle uświadomimy sobie, że pod warstwą ludzkiej cywilizacji i osadnictwa, rozwoju miast, infrastruktury, kryje się zupełnie inna cywilizacja – cywilizacja bobra, który jest tak samo krajobrazotwórczą siłą jak człowiek i być może właśnie dlatego mamy problem z pokojowym współżyciem z tym zwierzęciem. Traktujemy go trochę, jak konkurencję na drodze do podboju naszej planety.

Siedliska bobrów kojarzą się nam z pewnego rodzaju chaosem, drzewami porozwalanymi po całym lesie i w wodzie. Ty jednak widzisz w tym coś więcej...

Adam Robiński: Rzeczywście, im dłużej się przyglądamy siedliskom bobrowym, tym coraz wyraźniej widzimy, że jest w tym jakaś stałość. One mogą wyglądać – z naszego ludzkiego punktu widzenia – jak chaos, nieporządek, nieład, ale my jako ludzie tak naprawdę nie wiemy, co to jest zdrowy ekosystem. Mamy jakieś swoje pomysły, czasami uczymy się na własnych błędach, a czasem w ogóle się nie uczymy, tylko te błędy kopiujemy. Cały czas staramy się w te ekosystemy ingerować.
Bobry też ingerują w ekosystem i zmieniają go na własną modłę, ale okazuje się, że ten ich sposób ma o wiele bardziej pozytywny wpływ na środowisko niż nasz. Te ekosystemy, siedliska bobrowe, które wydają nam się chaotyczne i takie nieprzewidywalne, w rzeczywistości są szalenie stabilne, długowieczne i są na to dowody. W amerykańskiej głuszy naukowcy znajdują kilkusetletnie ślady bobrowych tam, czy żeremi. Najstarsze znalezione siedlisko ma 1500 lat! Jest to bobrowy zabytek, na skalę piramid w Egipcie.

Redakcja poleca

W swoim artykule wspominasz, że siedliska bobrów sprawiają, że znajduje się tam dużo więcej jaszczurek niż na terenach, które nie są zabobrzone. Podobnie jest z łabędziami.

Adam Robiński: Wpływ bobrowych siedlisk na lokalną przyrodę widać gołym okiem podczas zwykłego spaceru. Nie trzeba być naukowcem, wystarczy oko laika, żeby zorientować się, że taka zabobrzona rzeczka jest takim centrum lokalnego ekosystemu, że tam jest najwięcej życia, tam pojawiają się różne zwierzęta. Bobry, budując swoje siedliska, tamy, między innymi zapewniają stały dostęp do wody, utrzymują poziom wody na odpowiednim poziomie. A w takim zbiorniku wodnym na pewno będą ryby, płazy, będzie tam tętniło życie. Można więc powiedzieć, że bobrom udaje się to, co nie udaje się nam w naszych miastach, które są pustyniami, nie ma w nich bioróżnorodności. Betonujemy miasta, wodę spychamy na dalszy plan. Wycinamy drzewa, a potem desperacko staramy się je sadzić na nowo. Tymczasem te miasta bobrowe, czyli skupiska rodzin bobrowych, są antypodami naszych miast. Tam doskonale udaje się wszystko to, co nam wychodzi dużo gorzej.

Obecność bobrów jest dla nas czymś normalnym, ale to nie jest wcale takie oczywiste, bo można powiedzieć, że prawie doprowadziliśmy do ich wyginięcia.

Adam Robiński: Tak, jest to historia spektakularnego sukcesu reintrodukcji gatunku. Mówimy o drugiej połowie XX wieku, bo już od średniowiecza Europa właściwie prawie w całości wytępiła swoją populację bobrową, głównie na potrzeby przemysłu futrzarskiego i kuśnierskiego. Potem, gdy w Europie zabrakło bobrów, przeniesiono się do Ameryki Północnej, która była bobrową potęgą. Aby zobrazować, jak duża była to populacja, to pomyślmy, że zalewiska bobrowe zajmowały powierzchnię tak dużą, jak Arizona i Newada razem wzięte. Można powiedzieć, że to było takie państwo w państwie. Ale niestety tam również wytępiliśmy bobry. Na szczęście dosyć szybko udało nam się je w XX wieku przywrócić do środowiska.

Obecnie, nie wiemy, ile mamy bobrów, bo wszystkie dane są szacunkowe i opierają się na znajomości ekologii bobra, to znaczy wiemy, ile rodzi się młodych, jak szybko wyprowadzają się one z domu rodzinnego, zakładając własne siedliska. Na tej podstawie Główny Urząd Statystyczny twierdzi, że mamy tych bobrów 120 tysięcy. Kiedy jednak rozmawiam z naukowcami, to słyszę, że może to być 100 tysięcy, a może też 300 tysięcy.

Czy bóbr jest społecznym zwierzęciem?

Adam Robiński: Życie rodzinne bobra bardzo przypomina życie rodzinne człowieka i wilka. To zresztą ciekawa analogia, bo wilki które są drapieżnikami, one nam imponują jako ten drapieżnik szczytowy, jako zwierzę, które reguluje populację innych gatunków. Tymczasem na bobry, które funkcjonują w bardzo podobny sposób, patrzymy z politowaniem.

Tych podobieństw między nami a bobrami jest bardzo dużo. Ja świadomie pozwalam sobie na takie analogie mówiąc o bobrowych miastach, o bobrowej cywilizacji, mając nadzieję, że może pomóc to zrozumieć bobry i to, że dzięki tej bliskości dwóch różnych gatunków, ta międzygatunkowa współpraca jest – po pierwsze – potrzebna, a po drugie może przynieść wiele korzyści.

Redakcja poleca

Żeremie to są takie konstrukcje, które przypominają trochę stertę gałęzi, nałożonych na siebie, ale przypuszam, że kryje się pod tym znacznie bardziej skomplikowana sieć, niż mogłaby się z pozoru wydawać.

Adam Robiński: Tak, masz rację. Bobry konstruują te siedliska, tamy na rzekach, by zabezpieczyć swoje domostwa. Jeśli mamy zbiornik wodny, który ma wysokie brzegi i w tym zbiorniku dostęp do wody jest stały, to bóbr nie musi nic budować. On po prostu wykopie sobie jamę w brzegu, wejście do tej jamy będzie pod wodą, sama komora znajdzie się nad wodą i to zapewni mu bezpieczeństwo, bo drapieżniki do tej komory nie będą miały dostępu. Natomiast w sytuacji, kiedy albo brzegi są niskie, albo mówimy o jakimś rozlewisku bagiennym, tam już domem bobra nie będzie nora, bo nie będzie gdzie jej wykopać. On musi zbudować żeremie, czyli taki kopiec z gałęzi, mułu i wszystkiego, co się nawinie. Postawi też parę tam, by wody się spiętrzyły i podniósł się ich poziom, by zalało wejście do jego domostwa. Głównym celem budowania tej hydrotechnicznej infrastruktury przez bobra jest bezpieczeństwo jego schronienia.

A czy w takich siedliskach może mieszkać wiele pokoleń bobrów? Czy one są stale udoskonalane, czy raczej bobry je opuszczają i budują nowe?

Adam Robiński: Jeśli siedlisko bobra jest w dobrym stanie, człowiek w nie nie ingeruje, to bobry żyją takim naturalnym cyklem gatunkowym, wtedy rzeczywiście następuje jakaś tam przemiana pokoleń i młode osobniki oczywiście się z żeremii wyprowadzają, zakładają swoje własne, ale jednocześnie te stare konstrukcje, one trwają.

Niestety często jest tak, że ludzie niszczą żeremia bobrowe, nagle wjeżdża w ich siedlisko koparka, niszczy te budowane wiele lat konstrukcje i bobry muszą szukać nowego miejsca do życia.

Skoro już jesteśmy przy tym wątku człowieczo-bobrowym, to chciałbym zapytać, co bobry mogą wspólnie z człowiekiem dobrego zrobić? Mam na myśli na przykład ten rodzaj rowów melioracyjnych, które nie do końca spełniają swoją funkcję, albo nie zostały zaprojektowane tak, jak powinny zostać zaprojektowane.

Adam Robiński: One powstały, gdy my, jako Polska, odwadnialiśmy swoje terytorium. Z dzisiejszej perspektywy widzimy, że to był błąd, ale wtedy te wszystkie projekty były skuteczne. Przekopaliśmy swoje mokradła, budując rowy melioracyjne z zastawkami. Tylko z czasem te zastawki przestały funkcjonować i taki rów, zamiast pełnić funkcję odwadniająco-nawadniającą, zaczął działać tylko w sposób odwadniający i stąd nasze problemy z retencją wody w krajobrazie, czyli z tym, że wody opadowe czy roztopowe po prostu spływają tempem ekspresowym do Bałtyku, powodując susze w większości krajów. One w dużej mierze wynikają z tego, że ta infrastruktura melioracyjna była na przestrzeni lat zaniedbywana i w tej chwili po prostu funkcjonuje nie tak jak powinna. Tama bobrowa to jest, tak naprawdę, odpowiednik takiej zastawki. Często jest tak, a właściwie prawie zawsze jest tak, że wystarczyłoby jakiś teren zostawić bez ingerencji ludzkiej tylko do ingerencji bobrów, by ta retencja błyskawicznie się poprawiła.

Smutna konstatacja jest taka, że nikt na tym przecież nie zarobi, bo bobry za swoje działania na rzecz środowiska nie biorą dotacji, nie wpisują się w żadne budżety, od ich działalności nie rośnie nawet PKB. Naukowcy nie mają wątpliwości, że jeśli chodzi o retencję wody, to bobry retencjonują o wiele więcej wody w Polsce niż wszystkie programy rządowe, jakie mamy, na które Unia Europejska łoży miliony euro.

My mamy ogromną wiedzę na temat bobrów. Jest mnóstwo artykułow i badań naukowych na ich temat, przebadaliśmy je prawie pod każdym kątem, więc wiemy o nich właściwie wszystko. Znamy dokładnie metody ich funkcjonowania i ich wpływ na krajobraz. Sęk w tym, że nie potrafimy z tej wiedzy wyciągnąć wniosków i nie widzimy, że wiele problemów, jakie mamy z krajobrazem, z różnorodnością, z retencjonowaniem wody, czy z jej filtrowaniem z zanieczyszczeń, mogłyby być załatwione, albo przynajmniej jakoś tam wsparte przez ten gatunek ssaków.

Dziękuję ci pięknie za rozmowę.

Redakcja poleca

Źródło: CHILLIZET/ spisane i przeredagowane przez Monikę Karbarczyk