„Pracują za miliardy złotych, nanoroboty ich nie zastąpią”. Jak uratować pszczoły?
O pszczołach można i trzeba mówić zawsze, nie tylko z okazji Światowego Dnia Pszczół. Te niezwykle pożyteczne owady, podobnie jak inne zapylacze, mimo postępów różnych technologii wciąż są niezbędne do tego, żebyśmy mieli co jeść. A nie dzieje im się dobrze na tym świecie. Gościem Jeremiego Pedowicza w audycji „Trzecia planeta od Słońca” był Krzysztof Cibor z Greenpeace Polska. Rozmowa o pszczołach i o tym, jak je ratować.
Jeremi Pedowicz: Dlaczego pszczoły są takie ważne? Dlaczego o nie dbamy, dlaczego chcemy je adoptować i walczyć z pestycydami?
Krzysztof Cibor: Pszczoły są ważne dlatego, że... dzięki pszczołom mamy co jeść, mówiąc w skrócie. Pszczoły i inne owady zapylające są, jak my to nazywamy, podstawą piramidy życia na Ziemi, dlatego że bardzo duża część roślin lądowych to są rośliny, które muszą być zapylane. Zapylane są w wyniku pracy zwierząt, którymi przede wszystkim są owady, a z owadów takie najbardziej znane to oczywiście pszczoły, inne pszczołowate, trzmiele – to one zapylają jabłka, gruszki, wiśnie, porzeczki, całą masę roślin, bez których trudno nam sobie wyobrazić codzienną dietę.
Zapylają bardzo dużo… To znaczy ile?
Krzysztof Cibor: Jeżeli spojrzymy na ilość plonów, czyli weźmiemy sobie wszystkie rośliny, które zjadamy, to około trzech czwartych tych roślin to są rośliny zapylane przez zwierzęta, czyli przede wszystkim przez owady zapylające. Ponieważ jednak duża część naszej diety to są takie produkty, jak na przykład ziemniaki, ryż czy zboża, które nie są zapylane przez pszczoły, to jeśli spojrzymy na nasz talerz, to z kolei możemy powiedzieć, że około jednej trzeciej tego, co leży na naszym talerzu, czyli co trzecia łyżka, zawdzięczamy pracy pszczół. Tak że trudno sobie wyobrazić naszą dietę, trudno sobie wyobrazić nasze życie bez pracy pszczół, bo przecież chodzi nie tylko o te rośliny, które zjadamy. Chodzi również o... świat, w którym żyjemy, świat, który może istnieć dzięki przyrodzie, dzięki różnorodności biologicznej. A różnorodność biologiczna jest zapewniona nie tylko przez rośliny, które my jemy, ale również przez całą masę innych roślin, które są zjadane przez inne zwierzęta. No i wreszcie… wyobraźmy sobie nasz świat bez tych wszystkich kwiatów, które mogą się rozmnażać dzięki pracy pszczół. Byłyby dużo bardziej smutny, ponury, mniej zdatny do życia.
To wyobraźmy sobie taką osobę, która jest bardzo sceptycznie nastawiona i mówi, że nauka i człowiek to sobie mogą za wszystkim poradzić. Nawet z wymieraniem owadów. Na ile byśmy szacowali pracę pszczół, gdybyśmy uznali, że jednak człowiek może się tym wszystkim zająć?
Krzysztof Cibor: Kiedyś robiliśmy takie wyliczenia, ale to było już kilka lat temu, więc te kwoty na pewno od tamtej pory mocno się zdezaktualizowały. Ale… przyjrzeliśmy się dziesięciu najpopularniejszym roślinom zapylanym przez owady zapylające w naszym kraju. Takim, które przynoszą największe dochody rolnikom. To były owoce, ale też na przykład gryka i najpewniej. Wzięliśmy statystyczne dane pochodzące z międzynarodowych instytucji zajmujących się kwestiami bezpieczeństwa żywnościowego, które pokazują, w jakim stopniu owady zapylające odpowiadają za pomyślność plonów. Przemnożyliśmy jedno przez drugie i przez zyski, które rolnicy mają z uprawy tych roślin w naszym kraju. I wyszło nam, że rocznie tylko w Polsce, tylko w stosunku do tych dziesięciu najpopularniejszych upraw pszczoły pracują za ponad 4 miliardy złotych. To jest oczywiście bardzo mocno niedoszacowane. Myślę, że od tamtej pory myślę sama inflacja sprawiła, że praca pszczół jest przynajmniej o połowę bardziej wartościowa. Ale bardzo ważne jest, żeby powiedzieć, że to nie jest tylko kwestia tego, ile rolnicy by stracili. Nasza dieta byłaby po prostu dużo bardziej uboga bez pracy pszczół. Trudno sobie wyobrazić, że technologia jest w stanie w całości zastąpić ich pracę. Trudno sobie nawet wyobrazić miliardy nanorobotów, które wykonują pracę pszczół. Po prostu wówczas koszt jabłka, śliwki byłby dużo powyżej możliwości przeciętnego człowieka. To są ogromne koszty, których unikamy, dzięki zupełnie darmowej pracy owadów zapylających.
Narodowa Strategia Ochrony Pszczół i Owadów to spójny dokument, który Greenpeace Polska przekazało do Ministerstwa Rolnictwa. Odpowiada on również na pytanie, dlaczego populacja owadów się zmniejsza i co zrobić, żeby ten proces zatrzymać albo wyhamować?
Krzysztof Cibor: Owady, w tym owady zapylające, to grupa zwierząt, która w bardzo dużym stopniu doświadcza czegoś, co nazywamy „szóstym wielkim wymieraniem gatunków”. Owady wymierają kilka razy szybciej niż kręgowce. I rzeczywiście są dane, które mówią o tym, że co roku nawet 2,5 proc. zmniejsza się globalna populacja owadów. Może się wydać, że to mało, ale jeżeli dodamy 2,5 proc. do 2,5 proc. do 2,5 proc., to po 10 latach już będziemy mieli ¼ populacji. Dane naukowe z różnych stron świata, również z Europy, pokazują, że liczebność tych owadów, niestety, się bardzo, bardzo kurczy.
Ale czy one bardziej wymierają w jakimś konkretnym rejonie świata? Na przykład bardziej w Europie albo w Stanach Zjednoczonych?
Krzysztof Cibor: Wymieranie owadów w bardzo dużym stopniu wynika z działalności człowieka. I są takie jej aspekty, które dotyczą w równym stopniu całego globu, jak na przykład kwestie związane z kryzysem klimatycznym. To, że globalna temperatura nam się podnosi, że jest coraz więcej skrajnych zjawisk pogodowych, że przesuwają się nam pory roku, niemalże w równym stopniu dotyka owadów w różnych miejscach świata. Ale rzeczywiście są takie sprawy, jak na przykład te związane z uprzemysłowieniem rolnictwa, co wiąże się po pierwsze ze zwiększającym się użyciem pestycydów, po drugie też z zniszczeniem siedlisk, w których kiedyś owady w sposób naturalny występowały, i one są w zdecydowanie większym stopniu związane z takimi miejscami, jak Stany Zjednoczone czy Europa. Kiedyś głównie zachodnia, a obecnie w coraz większym stopniu również Polska. Dlatego kiedy mówimy o działaniach, które należy podjąć na rzecz ratowania populacji owadów zapylających, to mówimy m.in. o rolnictwie – jak zastopować ten szaleńczy wyścig w przepaść, który związany jest z coraz większym zużyciem pestycydów, z coraz większą industrializacją rolnictwa. To jest po prostu podcinanie gałęzi, na której siedzimy. Nie ma rolnictwa, nie ma naszego bezpieczeństwa żywnościowego bez zdrowo działających ekosystemów, a podstawą zdrowego działania tych ekosystemów są dobrze funkcjonujące populacje owadów zapylających. Rolnictwo, które szkodzi owadom zapylającym, na przykład poprzez zużywanie nadmiernych ilości pestycydów, podpisuje na siebie wyrok.
Jak wytłumaczyć rolnikowi, że odrzucenie unijnego rozporządzenia o zrównoważonym stosowaniu pestycydów w gruncie rzeczy w dłuższej perspektywie to dla niego zła decyzja?
Krzysztof Cibor: Myślę, że wielu rolników zdaje sobie z tego sprawę, ale jednocześnie są zmuszeni do tego, aby zarabiać na swojej pracy. Jest cała masa różnych czynników, które sprawiają, że produkcja rolna staje się, szczególnie dla małych i średnich rolników w Europie, w Polsce również, coraz mniej opłacalna. I to nie są rzeczy związane z przepisami unijnymi, to są rzeczy związane z tym, jak generalnie wygląda globalny rynek. To oraz – wracamy do matki wszystkich problemów – kryzys klimatyczny, kryzys przyrodniczy. Rolnicy patrzą na to, ile są w stanie wyciągnąć z pola, czy są w stanie zarobić na chleb, na swoje rodziny, na swoją przyszłość. Znajdują się tak naprawdę w dramatycznej sytuacji, w której muszą wybierać pomiędzy przeżyciem po prostu a uprawianiem ziemi w sposób, który jest dobry nie tylko dla nich, nie tylko dla naszego bezpieczeństwa żywnościowego, ale również dla przyrody.
To, że rolnicy znaleźli się w tej sytuacji, to jest podstawowy problem. To, co powinniśmy przede wszystkim zrobić jako państwa, jako Unia Europejska, to jest doprowadzić do sytuacji, w której rolnik nie będzie musiał wybierać. Nie będzie musiał mówić: albo produkuję żywność, ale szkodzę przyrodzie, albo nie szkodzę przyrodzie, ale wtedy nie jestem w stanie zarobić na życie. Ten wybór jest tragiczny i szkodliwy dla nas wszystkich. Podstawowym zadaniem dla państw członkowskich jest takie przebudowanie sposobu finansowania rolnictwa, aby rolnik, który decyduje się na dbanie o przyrodę i o owady zapylające, czyli m.in. mniejsze stosowanie pestycydów, nie musiał dokładać tego interesu, aby koszty nie były przerzucane na niego. Koszty tej ślepej uliczki, w którą rolnictwo europejskie czy amerykańskie zabrnęło, powinien ponieść wielki biznes agrochemiczny, który zarabia na stosowaniu pestycydów. Rolnika nie trzeba do tego przekonywać, on dobrze wie, do czego pszczoły są potrzebne i że pestycydy im szkodzą. Rolnika trzeba przekonać, że zadbanie o przyrodę nie będzie się dla niego wiązało z podwyższonymi kosztami. A, niestety, to się nie dzieje.
Narodowa Strategia Ochrony Pszczół i Owadów Zapylających, czyli co?
Krzysztof Cibor: To jest mapa drogowa, która powstała już kilka lat temu. Została stworzona przez grupę naukowczyń i naukowców w ramach greenpeace’owej akcji „Adoptuj Pszczołę”. Zaprosiliśmy grono osób zajmujących się przyrodą, zrównoważonym rolnictwem i owadami zapylającymi i poprosiliśmy ich o to, żeby powiedzieli, co nie działa, dlaczego pszczoły i inne owady zapylające mają się źle i co powinniśmy w związku z tym zrobić. Ta mapa drogowa ma kilkadziesiąt stron i składa się z szeregu rekomendacji. Są tam nie tylko informacje o tym, co powinno się zmienić w przepisach czy w sposobie kształtowania polityki rolnej, ale są również rekomendacje dla samorządów, ośrodków badawczych, ale też dla zwykłych ludzi, takich jak my, bo my również jesteśmy w stanie przyczynić się do polepszenia sytuacji owadów zapylających. Zresztą akcja „Adoptuj pszczołę” od lat o tym mówi. Myślę, że mamy swoje zasługi w tym, żeby przekonać innych, że rzeczywiście jest jakaś praca do wykonania również dla zwykłych ludzi. To człowiek ma klucz do tego, aby zmniejszyć zagrożenia dla zapylaczy i dla nas wszystkich.
Jeszcze raz powtórzę: tak naprawdę nie stać nas na to, żeby dalej być w systemie, który skończy się tym, że owadów zapylających nie będzie albo ich populacje będą tak zniszczone, że nie będą w stanie wykonywać tej potężnej, darmowej pracy, którą dla nas wykonują.
Kolejna rzecz, którą robi Greenpeace i która może pomóc zrozumieć, o co chodzi z pszczołami, to Wielki Test Miodu. Na jakim etapie jest ten projekt i kiedy wyniki?
Krzysztof Cibor: Tak, podczas 11. edycji akcji „Adoptuj Pszczołę” chcieliśmy zebrać środki na Wielki Test Miodu. Ma on służyć przebadaniu próbek miodu z różnych miejsc w całej Polski pod kątem występowania substancji toksycznych związanych z pestycydami. To nie znaczy, że miody w Polsce są trujące, bo nie są. W naszym państwie działa kontrola żywności, możemy być stosunkowo pewni tego, co jemy. Oczywiście zdarzają się wpadki, ale generalnie jest to kontrolowane. Jeśli chodzi jednak o miód, to praktycznie na pewno będą w nim pozostałości pestycydów. To prawda, może w tych ilościach niekoniecznie będą szkodliwe dla człowieka, ale będą pokazywały, jakim sklepem z truciznami jest każde pole i każda łąka dla owadów zapylających, gdzie znajdują się drobinki różnych szkodliwych, syntetycznych substancji stosowanych w rolnictwie, które zabijają owady. Dla nas to może są drobinki, ale dla owadów zapylających często są śmiertelnym zagrożeniem. Już kilka lat temu przeprowadzaliśmy badania kwiatostanów rzepaku. Jest ich w Polsce dużo i są bardzo lubiane przez pszczoły i inne zapylacze, a jednocześnie dosyć masowo stosowano tam pestycydy. Część tych pestycydów została zakazana przez Unię Europejską. Polska też ich teoretycznie nie stosowała, ale nasze badania pokazały, że nawet kilka sezonów po wprowadzeniu tego zakazu wciąż w tych kwiatostanach znajdowane były te zakazane substancje. Oznacza to, że po pierwsze, te substancje często bardzo długo pozostają w środowisku, a po drugie, że nie wszyscy rolnicy czy hodowcy rzepaku w tym przypadku stosowali się do tych zakazów. Czyli sprowadzali niebezpieczeństwo na nas wszystkich, zagrożenie dla naszego bezpieczeństwa żywnościowego. Bo choć nie było to trucizną dla człowieka, to było śmiertelnym zagrożeniem dla owadów zapylających, a bez owadów zapylających nasza dieta będzie znacznie bardziej uboga, znacznie droższa, znacznie mniej przyjemna.
Kiedy wyniki Wielkiego Testu Miodu?
Będziemy go przeprowadzać latem. Wyników się spodziewamy wczesną jesienią. Najlepiej sprawdzać naszą stronę internetową. Na pewno każda osoba, która się zaangażuje w adopcję pszczoły i dołączy do naszej akcji zostanie osobiście poinformowana o tym, co znaleźliśmy w miodzie, w jakich miejscach Polski te zagrożenia są szczególnie duże. Zachęcamy wszystkich do adoptowania pszczoły, zachęcamy do wejścia na stronę Adoptujpszczole.pl i poczytania o zagrożeniach dla owadów zapylających, o rozwiązaniach problemów.
Źródło: CHILLIZET / podcast „Trzecia planeta od Słońca”