Ile kosztuje wejście na Mount Everest? To wyprawa dla najbogatszych
Marzysz o zdobyciu najwyższego szczytu świata? Wejście na Mount Everest to ogromny koszt. Zdaniem ekspertów, na start trzeba mieć około 200 tys. zł. Oczywiście są dostępne również droższe opcje, na przykład za 400 000 dolarów. Co dostają nabywcy takiej usługi?
- Od września 2025 roku koszt pozwolenia na wejście na Mount Everest wzrośnie do 15 000 dolarów, co ma na celu ograniczenie liczby chętnych do zdobycia Dachu Świata. Zdaniem ekspertów, raczej nie zmniejszy to zainteresowania wspinaczką na najwyższy szczyt świata
- Zdobycie Everestu to nie tylko ogromne wyzwanie fizyczne, ale też ogromny wydatek – pełna wyprawa może kosztować nawet 200 000 złotych, uwzględniając sprzęt, wsparcie Szerpów i dodatkowe usługi
- Na Everest wchodzą najczęściej najbogatsi ludzie. Za 400 000 dolarów mogą mieć swoich Szerpów, nieograniczony dostęp do tlenu i pełne wsparcie podczas wspinaczki
Wejście na Mount Everest to bardzo droga inwestycja, a właściwie z roku na rok coraz droższa. Dzieje się tak dlatego, że na najwyższy szczyt świata nie wspinają się już tylko sportowcy, himalaiści, ale również turyści komercyjni, wchodzący w skład wypraw działających na zasadzie "płać i wchodź".
Ile kosztuje zgoda na wejście na Mount Everest (tzw. permit)?
W styczniu 2025 r. rząd Nepalu podniósł cenę zezwolenia wejścia na Mount Everest – od września będzie ono kosztować 15 000 dolarów (wcześniej kosztowało 11 000 dolarów). Teoretycznie podniesienie cen miało na celu ograniczenie liczby zainteresowanych wejściem na Dach Świata, ale zdaniem ekspertów nie wpłynie to na zmniejszenie liczby chętnych, ale raczej pogłębi i tak już dużą dysproporcję w reprezentacji w Everest Base Camp wspinaczy bogatych oraz wspinaczy budżetowych, czyli tych dysponujących skromniejszymi środkami.
– Nie sądzę, aby wpłynęło to na zmniejszenie liczby chętnych. Prawie 99 proc. osób, które pojawiają się w bazie pod Everestem, to nie są wspinacze realizujący cele sportowe, lecz – nazwałbym ich – turystami himalajskimi. Nie są w stanie funkcjonować na tej górze bez opieki agencji i wsparcia Szerpów. W większości są to ludzie bardzo majętni – uważa Piotr Krzyżowski, himalaista, ratownik GOPR, zdobywca siedmiu ośmiotysięczników. Krzyżowski to pierwszy człowiek w historii, który przeszedł trawers Lhotse-Everest bez użycia tlenu z butli, samotnie, w jednym ataku szczytowym, nie schodząc poniżej obozu czwartego, czego dokonał w odstępie niespełna 48 godzin.
Koszty wejście na Everest w 2025 r. Co trzeba wziąć pod uwagę?
Potwierdza to Mateusz Waligóra, podróżnik, który wiosną ubiegłego roku zdobył Mount Everest, startując z poziomu morza: – W 2024 r. najtańsza oferta wchodzenia na Everest, którą znalazłem, kosztowała 32 000 dolarów. Ale to tylko koszty agencyjne. Do tego dochodzi zakup sprzętu, przeloty, ubezpieczenie. Myślę, że jeśli ktoś chce ciułać lub zorganizować pieniądze na zrzutce, musi mieć przynajmniej 180 000-200 000 zł.
Na ten koszt składają się opłaty za tzw. permity (pozwolenia), przeloty, ubezpieczenie, zakup sprzętu, ale także koszty związane z wynajęciem grupy Szerpów, którzy pomogą, przy wnoszeniu sprzętu i w wejściu na Dach Świata.
– Koszt Szerpy, który wybiera się z klientem na szczyt Everestu czy Lhotse, w zależności od agencji i od ekskluzywności pakietu, to około 5 000-10 000 dolarów, za cały sezon, który Szerpa spędza z klientem – tłumaczy Piotr Krzyżowski i dodaje, że w przypadku Szerpów z nazwiskiem, znanych i cenionych jako przewodnicy, stawka ta jest wyższa i negocjowana indywidualnie z klientem, a agencja nie pobiera marży. Te ostatnie zresztą starają się na tym elemencie wypraw nie zarabiać, bowiem na rynku jest deficyt doświadczonych Szerpów – przewodników.
Piotr Krzyżowski zwrócił uwagę, że w ofercie niektórych agencji są pakiety, za które trzeba zapłacić nawet 400 000 dolarów. Co, oprócz szansy na zdobycie Everestu, dostają nabywcy takiej usługi?
– Wstęp do specjalnej ekskluzywnej mesy, możliwość korzystania z karty win i innych alkoholi do posiłków, świeże pieczywo wypiekane na miejscu, owoce morza, co dwa dni można lecieć helikopterem do Katmandu, żeby sobie odpocząć, własny namiot kopułowy z prywatną toaletą, drewnianym łóżkiem, drewnianymi meblami i kocem elektrycznym, a nawet taras z widokiem na Everest – wyliczył Krzyżowski i dodaje, że w jego ocenie tacy klienci VIP kupują sobie też niewspółmiernie większą szansę na zdobycie góry niż klienci "budżetowi". Jak to możliwe?
– W trakcie wejścia mają do swojej wyłącznej dyspozycji kilku Szerpów, a także tlen bez limitu. Jeśli ustawi się im przepływ z butli na poziomie sześciu litrów na minutę, to praktycznie kasuje to efekt wysokości Everestu do pięciotysięcznika. Poza tym okna pogodowe w Himalajach są dość krótkie, ale dla takich klientów wybiera się najlepszy możliwy termin na summit day. Działając na Evereście samodzielnie i przyglądając się temu przemysłowi z zewnątrz, zauważyłem, że ten kij ma też drugi koniec – inni klienci byli wypuszczani na atak szczytowy w warunkach, w których byli praktycznie skazani na niepowodzenie. Podsumowując, jeśli klient zapłaci agencji odpowiednio dużo, ta może zapewnić mu tak duże wsparcie, że jeśli nie wydarzy się nic nieprzewidzianego, to stanie on na Dachu Świata – tłumaczy Piotr Krzyżowski.
Statystyki wejść na Everest w 2024 r.
Wielu z nas widziało zdjęcia z kolejki na szczyt w trakcie okienka pogodowego. Przez to pokutuje tutaj pewien mit, że "jeśli tylko zapłacisz, nawet jeśli nie zdołasz wejść na Everest, to cię na nań wniosą".
Mateusz Waligóra obala ten mit: – Widziałem, jak wygląda znoszenie, a właściwie opuszczanie na linach zawiniętego w karimaty, ledwo żywego człowieka. To ogromny wysiłek wielu osób. Podobna operacja, tylko w górę, jest niemożliwa – zapewnił i dodał: –Jest mnóstwo osób, które płacą za wyprawę, ale góry nie zdobywają. Niektóre z nich pojawiają się w Base Camp w kolejnym sezonie i jeszcze następnych, bo w poprzednich latach nie weszli.
W ubiegłorocznym sezonie wiosennym nepalski rząd wydał 451 zezwoleń na Mount Everest. Górę zdobyło 250 zagranicznych wspinaczy oraz 350 Nepalczyków. Zginęło osiem osób.
Źródło: CHILLIZET/ PAP Grzegorz Rutke