"Jesteśmy dumni z naszej spuścizny". Zespół Metro na nowo definiuje polski post-punk

6 min. czytania
Aktualizacja 25.08.2025
25.08.2025 17:39
Zareaguj Reakcja
---- ----

Czy muzyka lat 80. wciąż może inspirować? Zespół Metro udowadnia, że tak. Od kameralnych klubów po największe festiwalowe sceny – ich kariera nabiera tempa. W rozmowie z nami dzielą się tym, co dały im występy na Open'erze czy OFF Festivalu oraz jak wygląda praca nad najnowszą płytą.

Zespół Metro
fot. Daniel Raczyński/ na zdj. zespół Metro
--1-- ----

W ciągu zaledwie kilku lat przeszli imponującą drogę od lokalnych warszawskich klubów do dużej sceny alternatywnej. Dzięki unikalnemu brzmieniu i konsekwentnej pracy u podstaw zdobyli nie tylko uznanie krytyków, ale również mają wierne grono słuchaczy. Wydali dwie EP-ki – "Stella" i "Metro", obecnie pracują nad płytą długogrającą. Ich potencjał został dostrzeżony i doceniony przez branżę, czego wyrazem jest m.in. nominacja do Nagrody "Sanki 2025" Gazety Wyborczej. Zespół Metro w składzie: Aleksander Zajdel (wokal, gitara), Mateusz Kwietniewski (bas), Mikołaj Ilnicki (gitara) i Piotr Biczel (perkusja).

Posłuchaj

Zespół Metro - wywiad

Poniżej publikujemy fragment rozmowy z zespołem Metro. Całości możecie wysłuchać w powyższym pliku dźwiękowym

Monika Karbarczyk: Macie za sobą bardzo pracowite lato, graliście na największych festiwalach w Polsce, m.in. na Open'erze, w Jarocinie, na OFF Festivalu. Co te występy wam dały?

Aleksander Zajdel: Trudno na to pytanie odpowiedzieć jednoznacznie, bo każdy z tych festiwali ma swój unikalny charakter, smak i ciężko porównać Open'era do OFF-a czy do Jarocina. Co nam dały? Jesteśmy trochę zaskoczeni, zdumieni. To jest nasz pierwszy sezon festiwalowy, a wpadły nam bookingi na praktycznie wszystkie możliwe. To wiąże się z zamętem, ale też regularnością koncertowania, ogromnymi możliwościami promocyjnymi. Gramy swoje piosenki najlepiej, jak potrafimy, dajemy z siebie wszystko, by zainteresować tę festiwalową publiczność.

Zacznijmy od początku. Metro – nazwa wieloznaczna, symboliczna, ale i ryzykowna. W wyszukiwarce Google'a konkurujecie z warszawskim metrem, musicalem "Metro", a nawet jugosłowiańskim zespołem Metro. Skąd ta nazwa i jak to się stało, że czterech młodych mężczyzn spotkało się i postanowiło tworzyć wspólnie muzykę?

Mateusz Kwietniewski: Nie kryje się za tym żadna ciekawa historia. Początkowo nazywaliśmy się inaczej, ale musieliśmy – z przyczyn niezależnych od nas – zmienić nazwę. Pojawiły się dwie koncepcje: "Stella" lub "Metro". W głosowaniu mieliśmy pat, bo dwie osoby były za "Stellą", a dwie za "Metrem". W końcu wybraliśmy "Metro", a "Stellą" nazwaliśmy pierwszą EP-kę. Olek był orędownikiem nazwy "Metro", więc może on pamięta, jaka kryła się za tym koncepcja...

Aleksander Zajdel: Pewnie jakaś była, ale zapomniałem (śmiech). Dużo było różnych historii, ale nie kryje się za tym żadna romantyczna historia, niestety.

Czy zawsze brzmieliście tak, jak brzmicie, czy jest to efekt waszych prób, docierania się...

Mikołaj Ilnicki: Zdecydowanie jest to efekt docierania się, biorąc pod uwagę, ile piosenek zostało odrzuconych na wczesnym etapie i z jak szerokiego zakresu gatunków się one wywodziły. Te pierwsze EP-ki to efekt ciągłych prób i błędów. Gdy zaczynaliśmy, nie byliśmy jeszcze zbyt ograni na swoich instrumentach (ja na przykład grałem na gitarze dopiero rok, półtora). Teraz już mniej więcej wiemy, czego chcemy i będzie to słychać na naszej najnowszej płycie. Świadczą o tym nasze dwa pierwsze single: "Hej, Aloszka" oraz "Na balkonie". Mamy sporo materiału, który selekcjonujemy, aby wszystko było spójne muzycznie.

Oglądaj

Dziennikarze uwielbiają wkładać muzyków do szufladek. Was umieślici w shoegaze, post-punk, muzyka alternatywna, indie rock. A jak wy sami określilibyście swoją muzykę?

Piotr Biczel: Najśmieszniejsze jest to, że na początku my sami siebie chcieliśmy zaszufladkować (śmiech).

Aleksander Zajdel: Mogę wtrącić małą anegdotkę? Będąc na OFF Festivalu, wybraliśmy się na koncert zespołu Have a Nice Life. To muzycy, którzy nas wszystkich bardzo inspirują. To był świetny koncert, przeżyliśmy wiele silnych emocji, uniesień. Wtedy pomyślałem, że to zespół, którym Metro zawsze chciało być, bo to jest zarówno shoegaze, jak i post-punk...

Piotr Biczel: Tak, chcieliśmy być zespołem, który łączy te dwa gatunki. Z tym shoegaze'm nam nie szło trochę. Po prostu graliśmy to, co nam wychodziło spod palca. A post-punk? To też niewiele mówi, bo za tą nazwą kryje się wszystko i nic.

Nie chcę was szufladkować, ale... (śmiech) wydaje mi się, że czerpiecie też pełnymi garściami z dobrej tradycji gitarowej z lat 80. To oczywiście post-punk, ale też cold wave. Wychowałam się na Siekierze, m.in. na albumie "Nowa Aleksandria"...

Aleksander Zajdel: My też...

Tę inspirację słychać zarówno w "Hej, Aloszka", jak i "Na balkonie". Czy czujecie się kontynuatorami tej ważnej tradycji gitarowej, czy po prostu wychowaliście się na tej muzyce i dlatego słychać ją w waszej twórczości?

Piotr Biczel: Oczywiście, że czerpiemy z tej polskiej i brytyjskiej muzyki gitarowej lat 80. Do tego nam najbliżej. W "Hej, Aloszka" każdy jakieś nuty The Smiths wyczuje. Natomiast "Na balkonie" bliżej do Maanamu...

Ja słyszę tam też Republikę...

Aleksander Zajdel: Tak, masz rację. My się nie chcemy oszukiwać, że wymyślamy jakiś nowy gatunek muzyczny, że w naszej muzyce jest coś kompletnie innowacyjnego. Jesteśmy wręcz dumni z naszej spuścizny muzycznej. Ale zapytałaś, czy czujemy się kontynuatorami tej tradycji gitarowej. Wydaje mi się, że to są "duże" słowa. Raczej wolelibyśmy być nazywani "kontynuatorami", aniżeli sami się tak nazywać. Czuję, że na to trzeba trochę zasłużyć i niekoniecznie jest to naszą intencją, ale jeśli ktoś tak kiedyś o nas powie, to będzie to dla nas duży zaszczyt.

Oglądaj

Macie nie tylko świetną muzykę, ale również dobre teksty, utrzymane w takim post-punkowym stylu. Przekaz jest prosty, mocny, a jednocześnie poetycki. Olek, czy czujesz się "handlarzem słów"?

Aleksander Zajdel: Momentami czuję się jak "handlarz słów", doświadczając tej całej transformacji zespołu, która teraz następuje. Gramy na coraz większych scenach i zarabiamy już jakieś pieniądze. To jest pierwszy moment, kiedy możemy przyznać, że muzyka staje się naszą pracą i być może kiedyś będziemy się w stanie za nią utrzymać. To jest marzenie każdego z nas, żeby to robić kompletnie zawodowo. Słowo "handlarz" nawiązuje do jakichś transakcji monetarnych, prawda? Pisząc ten tekst (chodzi o utwór "Faust") w jakimś sensie nawiązywałem do siebie, do obaw związanych z udostępnianiem swoich tekstów, ze spieniężaniem ich. Pojawiło się pytanie: warto czy nie warto?

Zespół Metro
Fot.

Na pewno warto. A co z muzyką? Czy piszecie ją wspólnie?

Mateusz Kwietniewski: Piszemy wspólnie, ale jest to proces niejednorodny. Czasem ktoś z nas, najczęściej Mikołaj, przychodzi z czymś na próbę i razem na kanwie tego komponujemy cały utwór. Niektóre piosenki powstają w sali prób, gdy złapiemy instrumenty, nad niektórymi pracujemy kilka miesięcy. Na przykład nad utworem "Na balkonie" pracowaliśmy dłużej. Czasem nie wiemy, czego się spodziewać przed wejściem na salę prób. Ale najczęściej to Miki przychodzi z jakimś pomysłem.

Mikołaj Ilnicki: Czasem przyjdzie mi coś do głowy, gdy improwizujemy, czasem przyjdzie mi coś do głowy w domu, gdy gram na nie wpiętej gitarze elektrycznej. Wtedy to nagrywam na telefon, aby nie zapomnieć i tak powstał folder 150-200 krótkich plików muzycznych, który jest na naszym wspólnym dysku. Od czasu do czasu robimy selekcję i oceniamy, co się nadaje, a co nie.

Oglądaj

Czy spodziewaliście się, że singiel "Na balkonie" odniesie taki sukces? Czy spodziewaliście się, że to będzie taki hit?

Aleksander Zajdel: Absolutnie nie. Mieliśmy dwie piosenki gotowe do wydania: "Hej, Aloszka" oraz "Na balkonie" – obie rejestrowaliśmy podczas tej samej sesji nagraniowej. W zasadzie obydwie piosenki były gotowe w tym samym czasie. Zdecydowaliśmy się puścić najpierw "Aloszkę". Zrobiliśmy wokół tego utworu szerszą promocję, m.in. sesję zdjęciową, nagraliśmy teledysk. Krótko mówiąc, pokładaliśmy większe nadzieje w "Hej, Aloszka".

To jest świetny numer. Na koncertach jest bardzo dobrze odbierany.

Aleksander Zajdel: Też tak czujemy. Oczywiście ten utwór został pozytywnie odebrany, ale popularność "Na balkonie" zaskoczyła nas, nie spodziewaliśmy się jej.

Czy teraz jest wam trudniej tworzyć? Czujecie, że poprzeczka jest wyżej postawiona?

Mikołaj Ilnicki: Myślę, że problemów z tworzeniem nie będziemy mieć jeszcze przez dość długi czas, bo mamy bardzo duży plik pomysłów. Myślę, że starczy na kolejne dwa albumy (śmiech). W zasadzie nasza płyta jest już prawie skończona. Dopisujemy jeszcze jakieś pojedyncze partie, ale album jest praktycznie domknięty.

Piotr Biczel: My w trakcie procesu twórczego nie skupiamy się na czyichś oczekiwaniach. Jesteśmy odcięci od tego. Skupiamy się na spójności.

To kiedy realnie będziemy mogli posłuchać nowego materiału?

Aleksander Zajdel: Wcześniej wydamy single. Prace nad nimi są już bardzo zaawansowane, ale to nie do końca od nas zależy, bo weszliśmy we współpracę z managementem, który postanowił trochę doinwestować nasz zespół. Weszliśmy we współpracę z producentem, który opiekuje się materiałem na poziomie studyjnym. Nastąpiła wtórna rewizja materiału. Wszystko profesjonalizuje się i nabrało trochę wolniejszego tempa. Chcemy, aby wszystko brzmiało lepiej, bardziej profesjonalnie, a to trochę zajmuje.

Przed wami wydanie nowej płyty, ale również trasa koncertowa. Gdzie będzie można was usłyszeć?

Mikołaj Ilnicki: W ostatnim kwartale tego roku ruszamy w trasę koncertową po Polsce. Zagramy m.in. w Łodzi, w Toruniu, Bielsku-Białej, Krakowie, w Białymstoku oraz we Wrocławiu. Serdecznie zapraszamy.

Piotr Biczel: Bilety można kupić na ebilet.pl.

Bardzo dziękuję za to spotkanie i życzę wam, aby spełniły się wszystkie wasze marzenia.

Redakcja poleca

Źródło: CHILLIZET