Ten operator wyprzedził czasy YouTube’a. Przewidział własną śmierć?
Podobno nikt nie dokumentował Nowego Jorku w latach 80. tak, jak Nelson Sullivan. Operator uwieczniał chwile z codziennego życia mieszkańców metropolii, skupiając się przede wszystkim na artystycznych i queerowych społecznościach Dolnego Manhattanu. Jego filmy do złudzenia przypominają współczesną formę vlogów.
Ten operator wyprzedził swoje czasy. „Ojciec chrzestny vloggingu”
Nelson Sullivan pochodził z Południowej Karoliny, ale po ukończeniu studiów – na początku lat 70. - przeprowadził się do Nowego Jorku. Ze względu na obrażenia, których doznał w ramach wypadku w młodości, uniknął wysłania na wojnę wietnamską. Dało mu to swobodę zajęcia się własnym rozwojem i podjęcia podyplomowych studiów w szkole filmowej. Na przestrzeni lat miał różne prace na pół etatu – był m.in. taksówkarzem i konsultantem w sklepie muzycznym Joseph Patelson Music House. Nocą odkrywał rozrywki Manhattanu, skupiając się przede wszystkim na słynnych klubach – Pyramid, Tunnel czy Limelight, uwieczniając na taśmie życie miejscowych społeczności pełnych artystów, drag queens i nieheteronormatywnych osób w przemyśle rozrywkowym. Na nagraniach pojawiają się gwiazdy i znane osobistości związane z nowojorską sceną lat 80. - drag queens RuPaul i Lady Bunny, performer John Sex, dziennikarz Michael Musto, promotorka klubowa Susanne Bartsch czy osobowość medialna i członek kultowych „Club Kids” James St. James.
Wiele filmów stworzonych przez Sullivana przyjmowało jednocześnie spokojną formę kroniki codziennego życia – operator dokumentował spacery i wyjścia z przyjaciółmi, kręcąc też samego siebie. We współczesności wydaje się to zupełnie normalne – szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że nagrania na TikToku czy YouTubie towarzyszą nam cały czas. W latach 80. XX w. taki sposób filmowania wprawiał jednak w zdumienie wiele osób, które nierzadko zatrzymywały Nelsona Sullivana na ulicy i pytały, dlaczego się nagrywa. Zaskakująco wizjonerska jak na tamte czasy forma sprawiła, że niektórzy internauci nazywają dziś operatora „ojcem chrzestnym vloggingu”.
Przewidział własną śmierć? Dziedzictwo Nelsona Sullivana
Postać Nelsona Sullivana owiana jest legendą nie tylko ze względu na jego twórczość, ale i tajemniczą śmierć. W 1989 r. operator dowiedział się, że jego przyjaciółka Christina – transpłciowa kobieta mieszkająca w owianym złą sławą Chelsea Hotel – zmarła. W podobnym czasie mężczyzna przygotowywał się do nagrania pierwszego odcinka własnego programu telewizyjnego, który po otrzymaniu przygnębiającej informacji postanowił poświęcić Christinie. Dzień po nagraniu wstępnego, surowego materiału wybrał się na spacer ze swoim psem Blackoutem oraz kolegą Billem. W filmie dokumentującym Sullivan wyraził tęsknotę za zmarłą przyjaciółką. Kluczowy moment pojawił się jednak kilka minut wcześniej: kamera złapała Billa biegnącego z Blackoutem. Operator stwierdził wówczas: - Biegną aż do końca molo, ale ja nie mam ochoty dzisiaj biec. Jest 3 lipca i to ostatni dzień, który mam na to, by nie biegać.
Mniej niż 12 godzin później Nelson Sullivan zmarł w wyniku ataku serca. Sekcja zwłok, w związku z brakiem takiego wymogu w przepisach, nie została przeprowadzona. Śmierć mogła wiązać się z przypadłością genetyczną – jeden z dziadków Sullivana zmarł w ten sam sposób i w tym samym wieku. Na pozór niewinne nagranie do dziś funkcjonuje jednak jako „to, w którym Nelson Sullivan przewidział swoją śmierć”.
Operator pozostawił po sobie ponad 1000 godzin materiałów filmowych. Jego przyjaciele przebrnęli przez wybrane taśmy, montując filmy, które można obejrzeć na kanale 5ninthavenueproject w serwisie YouTube. Całą kolekcję uwiecznioną na kasetach wideo przekazano natomiast Fales Library & Special Collections – działowi bibliotecznemu na Uniwersytecie Nowojorskim, słynącym z tzw. zbiorów specjalnych.
Źródło: CHILLIZET/@5ninthavenueproject - YouTube/library.nyu.edu