Był peerelowskim Jamesem Bondem. Mikulski Hansem Klossem został przypadkiem
Przystojny, uwodzicielski i zawsze o krok przed wrogiem. Taki był Hans Kloss, bohater kultowego serialu „Stawka większa niż życie”. Postać ta skradła serca widzów w całym bloku wschodnim. Mało kto wie, że rola, która uczyniła ze Stanisława Mikulskiego gwiazdę PRL-u, miała trafić do kogoś innego.
- Hans Kloss, grany przez Stanisława Mikulskiego w serialu „Stawka większa niż życie”, stał się kultowym bohaterem PRL-u, często nazywanym polskim Jamesem Bondem.
- Mikulski dostał rolę Klossa przez przypadek, ponieważ inni kandydaci, tacy jak Andrzej May, odrzucili propozycję. Mimo że był wówczas mało znanym aktorem, urzekł reżysera.
- Rola Klossa, choć przyniosła Mikulskiemu ogromną popularność w całym bloku wschodnim, ale niestety też stała się jego przekleństwem. Dlaczego?
Przystojny i uwodzicielski wobec kobiet. Czarujący i skuteczny. Wprawny w walce wręcz, doskonały w strzelaniu, wychodzący cało z nieprawdopodobnych opresji – tak zapamiętaliśmy kultowego Hansa Klossa ze „Stawki większej niż życie”. Mówi się o nim, że jest peerelowskim Jamesem Bondem, ale dużo lepszym, bo naszym, polskim.
„Stawka większa niż życie” z miejsca stała się hitem. Hans Kloss był bohaterem, jakiego Polska potrzebowała w latach sześćdziesiątych. Ucieleśniał on patriotyzm i inteligencję, był opanowany, czarujący, no i doskonale radził sobie z wrogiem. Powojenne społeczeństwo pokochało historię polskiego agenta, który podczas wojny podszywał się pod członka Abwehry. Serial trwale zapisał się w (pop)kulturze, a Stanisława Mikulskiego wykreował na jedną z największych gwiazd PRL-u.
Był peerelowskim Jamesem Bondem. Mikulski Hansem Klossem został przypadkiem
Niewiele osób, że aktor otrzymał tę rolę szczęśliwym przypadkiem. Początkowo w kultowego agenta miał wcielić się Andrzej May, ale odrzucił propozycję. Pod uwagę brany był również Leonard Pietraszak. Ostatecznie jednak to Mikulski najbardziej zachwycił, choć był on wówczas skromnym i niewielu znanym aktorem Teatru im. Osterwy w Lublinie. Rolę J-23 zaproponowano mu krótko po przeprowadzce do Warszawy. Mikulski miał wtedy na koncie kilka ról drugoplanowych – m.in. w „Kanale” Andrzeja Wajdy, gdzie poznał się z przyszłym reżyserem „Stawki” Januszem Morgensternem.
– Zaczęło się od tego, że Zbigniew Safjan i Andrzej Szypulski napisali scenariusz sześciu odcinków „Stawki”. To był rok 1964, mój pierwszy sezon w Warszawie po przyjeździe z Lublina. Zostałem więc w telewizji nową twarzą. Aktorzy warszawscy, telewizyjni, byli trochę już opatrzeni. Nadto większość moich dotychczasowych ról filmowych była związana z mundurem np. w „Ewa chce spać”, „Skąpani w ogniu”, „Godziny nadziei”, „Dwaj panowie N”, „Kanał”, „Barwy walki” „Yokmok”, „Pierwszy start” i inne. Myślę, że miało to swoje znaczenie. Z Januszem Morgensternem, reżyserem pierwszego odcinka „Stawki” znaliśmy się jeszcze z okresu kręcenia „Kanału” Andrzeja Wajdy. I to chyba zdecydowało o obsadzeniu mnie w roli Klossa – wspominał aktor w rozmowie z Krzysztofem Lubczyńskim w 2012 roku.
Mikulski do końca życia pozostał Klossem
W rolę uwielbianego agenta Mikulski wcielał się zarówno w serialu, jak i teatrze. Hans Kloss przyniósł mu sławę we wszystkich krajach bloku wschodniego, lecz jednocześnie stał się jego największym przekleństwem. Aktor już do końca życia zanany był jako „ten ze Stawki”, a propozycje przestały do niego spływać. – Chodziłem po reżyserach, żebrałem i nic. No, prawie nic. Dali mi zagrać Pana Samochodzika, czyli kolejną pozytywną postać typu Wujek Dobra Rada. Nie o taką rolę mi chodziło – mówił w „Dużym Formacie” w 2008 roku.
Źródło: CHILLIZET / Onet Kultura / Filmweb