Mroczne sekrety słowiańskiej nocy. “Księżyc może robić z ludźmi, co chce”
Strach przed nocą mamy zapisany we krwi. Dla naszych przodków księżyc był niemal żywą istotą. Wierzono, że jego blask padający na twarz śpiącej kobiety „wysysa” jej urodę i zdrowie, a podczas pełni zaciera się granica między światem żywych i umarłych. Minęły setki lat, zanim ludzie przestali bać się wychodzić z domów po zmroku.
- Dawne słowiańskie wierzenia wiązały nocne lęki z nadprzyrodzonymi istotami, takimi jak zmory i nocnice, które męczyły ludzi i dzieci podczas snu.
- Słowianie bali się istot takich jak zmora nocna, która paraliżowała ludzi we śnie, oraz upiory i nocnice dręczące dzieci; obawy te często tłumaczyły niewyjaśnione zjawiska jak narkolepsja.
- Legendy o nocnych demonach, jak zmory i upiory, inspirują współczesne opowieści grozy.
Dlaczego boimy się ciemności?
Niewyjaśniony lęk przed nocą to echo czasów, gdy zachód słońca oznaczał początek panowania niezmierzonych sił, przed którymi człowiek nie był w stanie się chronić. Na Słowiańszczyźnie powszechne było przekonanie, że pojawiający się na niebie księżyc wydobywa z ludzi mroczne instynkty i miesza im w głowach. Nasi przodkowie bali się blasku srebrnej tarczy bardziej niż całkowitej ciemności.
Piszą o tym m.in. Ryszard i Joanna Tomiccy w książce “Drzewo życia. Ludowa wizja świata i człowieka”. Jak czytamy, według pradawnych wierzeń “księżyc może robić z ludźmi wszystko, co chce i dlatego ludzie modlą się do młodzika [...], kto przychodzi na świat przy młodziku, ten całe życie pozostanie młody”.
Co dokładnie mogło wydarzyć się podczas pełni? Dawne zapiski budzą wyobraźnię. Spanie w blasku pełni groziło lunatyzmem, który Słowianie rozumieli dosłownie jako "chodzenie za głosem Miesiąca". Słowianie wierzyli, że lunatycy tracą kontrolę nad ciałem, a ich dusza błąka się po bezkresach świata. Nie jest to jednak najgorsze, co mogło spotkać człowieka.
Ciężar na piersiach i wysysanie krwi. Co nawiedzało naszych przodków nocą?
Najbardziej przerażająca była “wizyta” zmory nocnej. Była to półprzezroczysta, wysoka postać, o nienaturalnie długich nogach. Posiadała rzadką zdolność metamorfozy. Potrafiła zmienić się w źdźbło trawy, ćmę, kota, a nawet w jabłko lub tasiemkę. W ten sposób mogła przedostać się przez dziurkę od klucza. Zmora siadała na śpiącym, a następnie dusiła go, powodując trudności z oddychaniem, koszmary senne i paraliż. Osoba zaatakowana przez zmorę, jeśli w ogóle się obudziła, była trupioblada, zlana zimnym potem. W ten sposób tłumaczono zresztą tajemnicze zgony czy choroby. Wierzono, że Zmory potrafią wysysać soki z drzew owocowych, które potem nagle usychały. Innym zagrożeniem były upiory pijące krew i zmuszające dzieci do nocnych, nieświadomych wędrówek. Skąd brały się upiory? Zostawali nimi zmarli, którzy po śmierci z jakiegoś powodu nie mogli zaznać spokoju w zaświatach.
Dziś wiemy, że za zmorą senną stoi choroba nazywana narkolepsją (neurologiczne zaburzenie snu). Jej głównym objawem jest paraliż senny. Co ciekawe, słowiańskie wyobrażenia upiorów miały ogromny wpływ na późniejszy mit wampira w Europie Wschodniej. Bram Stoker, autor Draculi, czerpał pośrednio z tych wierzeń.
Dzieci bały się nocnic, czyli dusz kobiet, które zmarły przed ślubem lub takich, które za życia nie zaznały spokoju z powodu nieszczęśliwego macierzyństwa. Słowianie wierzyli, ze nocnice potrafią ukryć się w kącie izby lub wśliznąć do domu przez niewielką szczelinę w oknie - prosto do kołyski lub dziecięcego łóźka. To księżyc wskazywał im drogę do maluchów, które nie zostały jeszcze poddane wszystkim rytuałom ochronnym. Dlatego istniał surowy zakaz wylewania wody po wieczornej kąpieli dziecka po zachodzie słońca. Wierzono, że taka woda przyciąga nocnice. Potwory te dręczyły dzieci: szczypały, gryzły, ciągnęły za włosy. Wizytę nocnicy rozpoznawano po rozpaczliwym, nagłym krzyku niemowlęcia. To, co zatroskani rodzice przypisywali złośliwości nocnic, najczęściej było zwiaząne po prostu z kolką lub ząbkowaniem.
Słowiańska magia jako źródło inspiracji
Słowianie mieli swoje sposoby, by chronić się przed nocnymi potworami. Pod kołyską kładziono ostre narzędzia (noże, nożyce), bo demony panicznie bały się żelaza. Pomóc miało również spanie na odwróconej poduszce i czerwona wstążka. Rozwarte nożyczki kładzione pod poduszkę miały „przecinać” moc demona.
Dzisiaj, gdy kładziemy się spać, raczej nie myślimy o upiorach czy nocnicach. A jednak, gdy gasną światła, a podłoga skrzypnie w ciemności, wciąż czujemy ten sam dreszcz, który towarzyszył naszym przodkom. Noc do dziś skrywa tajemnice, których nie potrafimy do końca wyjaśnić – to dlategom tak chętnie wracamy do mrocznych opowieści na ekranach kin.
Podobne istoty możemy odnaleźć w wielu kulturach na całym świecie, co pokazuje, jak powszechne jest to doświadczenie. Wspólczesne kino i opowieści grozy chętnie czerpią z motywów związanych z wierzeniami Słowian. Dobrym przykładem jest choćby „Wiedźmin”. Jeśli lubicie takie klimaty, polecamy horrory: „Hagazussa”, "Midsommar" czy macedoński film „You Won't Be Alone” w reżyserii Gorana Stolevskiego.
Źródło: CHILLIZET/slavic-mythology.com/culture.pl/filmweb.pl