Pisarzem został przypadkiem, ale "wrogiem ojczyzny" z wyboru. PRL niszczył Hłaskę do końca życia
"Mnie można zarzucić wszystko, ale ja nigdy nie pisałem nieprawdy" - mówił w 1958 roku. Marek Hłasko był postacią tragiczną. Postacią, która wymknęła się rygorom socrealizmu i sprzeciwiała się zakłamaniu PRL-u. Tym też naraził się komunistycznym władzom, które prześladowały go do końca jego życia. Hłasko był głosem pokolenia, a literatem uczynił go komunistyczny system - ten sam, któremu się postawił i który chciał go zniszczyć.
- Jak Marek Hłasko został pisarzem z przypadku
- Dlaczego Hłasko stał się pisarzem wyklętym w PRL
- Co wpłynęło na konflikt Hłaski z władzami PRL
- Dlaczego Hłasko nie wrócił do Polski po wyjeździe za granicę
Marek Hłasko pisarzem został przypadkiem. Jako literata stworzył go PRL – ten sam, który lata później uczynił z niego największego zdrajcę ojczyzny. Zaczynał jako terenowy korespondent robotniczy z ramienia "Trybuny Ludu". Była to zgrabna krzyżówka dziennikarza i donosiciela. Miał pisać o bolączkach i osiągnięciach zakładów pracy – i to też robił. "Trybuna" tak ceniła sobie jego sprawozdania, że postanowiono przyznać mu nagrodę. Wtedy właśnie zrodziła się w nim myśl o pisarstwie.
Dostałem nagrodę; była to powieść Anatola Rybakowa pt. "Kierowcy". Tej nie zapomnę. Była to pierwsza socrealistyczna książka, jaką przeczytałem; muszę przyznać, że wpadłem w osłupienie. Tak głupio i ja potrafię, powiedziałem sobie. I zacząłem
Był głosem pokolenia nienawidzonym przez władze
Hłasko późno zdał sobie sprawę z tego, że był konfidentem policji. Gdy pierwszy raz zetknął się z bezpieką miał jedynie osiemnaście lat. Partia w niewyszukany sposób uczyniła z niego pisarza, który niezwykle sprawnie opisywał otaczającą go rzeczywistość. – Mnie można zarzucić wszystko, ale ja nigdy nie pisałem nieprawdy. A to, że prawdę w jakiś sposób wyjaskrawiam, to już jest sprawa talentu – mówił w 1958 roku.
Pisarsko zadebiutował opowiadaniem "Baza Sokołowska", które publikował odcinkach w dzienniku "Sztandar Młodych" w 1954 roku. Tekst ten dołączył później do zbioru "Pierwszy krok w chmurach", który stanowił polemikę z estetyką socrealizmu. Nie pisał pod dyktando władzy. Świat w opowiadaniach Hłaski był wrogi, brudny i brutalny, a on sam sprzeciwiał się przeciwko skostnieniu i zakłamaniu PRL-u. W ten oto sposób naraził się władzy, która uznała go za pisarza wyklętego i prześladowała do końca jego życia.
– W swoim pisaniu odbiegł od spraw obyczajowych, tzn. opisywania zwykłych ludzkich historii, a tknął największą wówczas świętość, czyli partię. W jego "Cmentarzach" znajdziemy na przykład niezmiernie zjadliwy opis zebrania partyjnego. Takich rzeczy już nie wybaczano. To był ten moment, kiedy władze zaczęły o Hłasce myśleć jako o pisarzu niebezpiecznym. Inna rzecz, że dla normalnego człowieka było niepojęte, w jaki sposób ten dwudziestoletni chłopak miałby obalić system, u którego podstaw leżało przekonanie, że jest potężny i niezwyciężony – mówił w rozmowie z IPN-em Andrzej Czyżewski, biograf i cioteczny brat pisarza.
Napiętnowanie Hłaski przybrało największą siłę, gdy ten wyjechał za granicę. Do Polski nigdy już nie wrócił. Publikacja jego książek przez Instytut Literacki zamknęła mu drogę do kraju, a w samej Polsce zakazano go drukować. Hłasko stał się wyrzutkiem i do końca życia inwigilowany był przez władze. Pisarz zmarł 14 czerwca 1969 roku na skutek przedawkowania leków nasennych. Miał 35 lat. "Żył krótko, a wszyscy byli odwróceni" – napisała mu na grobie matka.
Źródło: CHILLIZET / IPN / Culture