"Koniec i bomba!". Mało kto wie, że autorem tych słów wcale nie jest Gombrowicz

2 min. czytania
Aktualizacja 11.01.2026
11.01.2026 07:14
Zareaguj Reakcja
---- ----

Witold Gombrowicz, pisząc „Ferdydurke”, utknął w martwym punkcie. Z pomocą przyszła mu... pokojówka, Aniela Brzozowska. To jej rymowanka stała się najsłynniejszym zakończeniem w polskiej literaturze. Jak do tego doszło?

Witold Gombrowicz i Ferdydurke, mural
fot. PIOTR KAMIONKA/REPORTER/ EAST NEWS
--1-- ----
Z tego artykułu dowiesz się:
  • Jak Aniela Brzozowska wpłynęła na zakończenie 'Ferdydurke'?
  • Co wydarzyło się podczas ostatnich etapów pisania 'Ferdydurke'?
  • Dlaczego Gombrowicz docenił Anielę Brzozowską?
  • Który vers stał się kultowym zakończeniem powieści 'Ferdydurke'?

Myślisz, że wielkie dzieła literatury rodzą się wyłącznie w bólach genialnych umysłów i oparach absyntu? Nic bardziej błędnego. Czasami wystarczy spóźnić się na śniadanie, by wejść w zwarcie z "Formą" i wyjść z tego starcia zwycięsko dzięki... pomocy pokojówki.

Śniadanie u Jaśniepanicza. Warszawa, rok 1937

Wyobraźmy sobie tę scenę: Warszawa, rok 1937. Witold Gombrowicz, znany niektórym jako "Jaśniepanicz", siedzi w pokoju zawalonym papierami i niedopałkami. Właśnie domyka swoją najsłynniejszą powieść – "Ferdydurke".

Tekst jest niemal gotowy. Główny bohater, Józio, został już dostatecznie "upupiony" przez profesora Pimkę i uciekł z Bolimowa z "gębą w rękach". Autorowi brakuje jednak kropki nad "i". Witold Gombrowicz, który jak nikt inny bał się nudy i literackich schematów, utknął w martwym punkcie.

Wtedy do pokoju zapukała Aniela Brzozowska-Łukasiewiczowa, wierna służąca rodziny, którą pisarz przekornie nazywał "Więc" lub "Ciemną Sługą" (z sympatii!). Przyszła go ponaglić, bo jajecznica stygła, a Jaśniepanicz znowu "bujał w obłokach".

Redakcja poleca

"Koniec i bomba!" – rymowanka, która przeszła do historii

Gombrowicz, szukając ratunku, zwierzył się Anieli ze swojego literackiego impasu. Przeczytał jej fragment zakończenia, licząc na iskrę płynącą z ludowej prostoty. Aniela, sokołowianka z silnym charakterem, która z Gombrowiczem nieraz "darła koty", zaśmiała się mu prosto w twarz i wyrzuciła z siebie rymowankę, którą prawdopodobnie zapamiętała z dzieciństwa:

"Koniec i bomba. A kto czytał, ten trąba!"

Gombrowicz oszalał z zachwytu. Natychmiast dopisał ten dwuwiersz do epilogu. Słowa te idealnie wpisały się w groteskowy charakter "Ferdydurke" – były szelmowskim "pokazaniem języka" czytelnikowi i drwiną z oczekiwań na poważne, moralizatorskie zakończenie.

Redakcja poleca

Najinteligentniejsza osoba w domu

Od tej chwili Gombrowicz nazywał Anielę najinteligentniejszą osobą w całym domu. Cenił jej autentyczność, której desperacko szukał u swoich bohaterów. Aniela nie dała się "upupić" – potrafiła odpowiedzieć pisarzowi rezolutnie, nie tracąc przy tym godności, nawet gdy Witold wykrzykiwał, że winna jest mu szacunek jako panu.

Co ciekawe, ich relacja przetrwała próbę czasu i odległości. Kiedy Gombrowicz przebywał na emigracji w Argentynie, wciąż wspominał Anielę z wielką przyjaźnią. W wywiadach otwarcie przyznawał, że to właśnie ona jest autorką słynnego finału. Nawet pisali do siebie sporadycznie listy.

Aniela "połknęła" podstawy niemieckiego i francuskiego, prowadząc dom pisarza, co imponowało Witoldowi.

Redakcja poleca

Dziedzictwo sokołowianki

Zakończenie „Ferdydurke” to nie tylko żart, ale manifestacja walki z Formą. Aniela Brzozowska-Łukasiewiczowa zmarła w 1987 roku. Prawdopodobnie do końca nie zdawała sobie sprawy, że jej improwizowany rym stał się jednym z najważniejszych cytatów w historii polskiej literatury.

Więc następnym razem, gdy weźmiesz do ręki dzieło Gombrowicza, pomyśl o Anieli. Bez niej to zakończenie mogłoby być śmiertelnie poważne, a wtedy – jak pisał klasyk – wszyscy bylibyśmy "trąbami".

Redakcja poleca

Źródło: Joanna Kuciel-Frydryszak, „Służące do wszystkiego”, Wydawnictwo Marginesy, 2024.