Klub Komediowy obchodzi 10-lecie. "Mamy stałych widzów, ale wciąż pojawiają się nowi"

12 min. czytania
Aktualizacja 22.03.2024
19.03.2024 14:14
Obserwuj nas w Google
---- ----

Plac Zbawiciela, Nowowiejska, to adres, który zna każdy wielbiciel Klubu Komediowego. To unikalne miejsce na kulturalnej mapie Warszawy. W tym roku obchodzi dziesięciolecie. Jak powstał Klub Komediowy? Kto odwiedza to miejsce? Jak powstają spektakle improwizowane? O tym opowiadają Karolina Norkiewicz i Bartek Młynarski, którzy współtworzą to miejsce.

(prawej) Bartek Młynarski, Karolina Norkiewicz oraz Rafał Turowski
fot. Chillizet
--1-- ----

To ważne miejsce na mapie kulturalnej Warszawy. Klub Komediowy przy Nowowiejskiej obchodzi w tym roku dziesięciolecie. To 10 lat siedzenia w piwnicy, 10 lat improwizacji, bitew na dubbingi, zapraszania pisarzy, muzyków, aktorów, komików, 10 lat rewiowych szopek z ducha Dudka i Pikadora, 10 lat parodiowania reklam producentów biżuterii i wystawiania spektakli, próbujących o współczesności mówić z literacka, bezpardonowymi sucharami i smutną piosenką... Z tej okazji w Klubie Komediowym zapowiada się wielkie impro. Start w piątek, 22 marca 2024 o godzinie 21:30. Podczas tego benefisu będzie wiele niespodzianek, jak to w improwizacji bywa. W sobotę kolejna impreza, mniej oficjalna, lecz też improwizowana. Będzie dużo żartów, także tych nieśmiesznych. Wszyscy są oczywiście zaproszeni. O tym, co się działo przez te 10 lat istnienia Klubu Komediowego dzisiaj rozmawiamy z Karoliną Norkiewicz oraz Bartkiem Młynarskim, którzy ten klub od lat współtworzą.

Rafał Turowski: Dzisiaj moimi gośćmi są Karolina Norkiewicz i Bartek Młynarski, aktorzy związani z Klubem Komediowym. Gdy Was widzę, mam dwie myśli. Pierwsza z nich to: "10 lat, kiedy to minęło?!". Druga, to wydawało mi się, że Klub Komediowy jest od zawsze koło mnie.

Karolina Norkiewicz: Tak, mnie też ostatnio uderzyło to, że właśnie minęła dekada, odkąd związałam się z klubem, a 8 lat odkąd tu pracuję. Pamiętam, jak pomagałam remontować naszą piwnicę przy Nowowiejskiej. To jest kawał czasu i trochę już nie pamiętam życia sprzed czasów klubu. Przywykliśmy do tego, że ten klub jest i będzie... mamy nadzieję, że przez kolejne lata.

Bartek Młynarski: Ja bardzo dobrze pamiętam te 10 lat, bo gdy Klub Komediowy zaczynał, ja kończyłem 30 lat i teraz mam 40, więc w piwnicy na Placu Zbawiciela minęła dekada mojego życia.

Rafał Turowski: A może ten czas tak szybko leci, bo w Klubie Komediowym bardzo dużo się dzieje. W pewnym momencie klub się rozmnożył, więc tych możliwości dla aktorów, dla improwizatorów jest znacznie więcej. Wy z tych możliwości bardzo skrupulatnie korzystacie, co widać w repertuarze.

Bartek Młynarski: Tak, to prawda. Gdy startowaliśmy w Klubie Komediowym, to graliśmy, cztery, pięć spektakli tygodniowo, teraz zdarzają się takie weekendy, że gramy cztery, pięć spektakli dziennie. To znaczy, że ten koncept działa, co nas bardzo cieszy, ale jest też dużo więcej pracy, dużo więcej grania...

Karolina Norkiewicz: Tych spektakli jest więcej, bo po prostu widzów jest coraz więcej. Bilety się wyprzedają, nawet na przedstawienia, które zaczynamy grać od 16.00.

Rafał Turowski: Owszem istotne jest to, o której zaczynacie grać, ale istotne jest też to, o której kończycie. Niektóre spektakle gracie do 23.00, a nawet później.

Karolina Norkiewicz: Tak, chociaż trochę od tego odchodzimy, bo po północy zaczyna być widoczny czynnik ludzki, czyli zmęczenie. I nie chodzi o widzów, bo oni zazwyczaj są w imprezowym nastroju, ale o nas, czyli pracowników, aktorów Klubu Komediowego. Trudniej być błyskotliwym, kreatywnym i w formie, gdy się gra na scenie około północy, ale rzeczywiście zdarzają nam się spektakle o 23.00.

Bartek Młynarski: Zgarniamy niedobitków z warszawskich imprez i przychodzą do nas na spektakle (śmiech).

Redakcja poleca

Rafał Turowski: Oj, ja nie wiem, czy to są niedobitki (śmiech). Mieszkam niedaleko Was, więc można powiedzieć, że jesteście moim teatrem osiedlowym. Bardzo często widzę kolejki pod klubem.

Karolina Norkiewicz: To może do maszyny, która robi zdjęcia... (śmiech).

Bartek Młynarski: Tak, obok jest fotobudka i dużo młodzieży tam stoi (śmiech).

Rafał Turowski: Rzeczywiście, piątek, sobota 23.00 to idealny moment na zrobienie zdjęcia do paszportu (śmiech). Jestem Waszym stałym widzem. Na początku gospodarz ceremonii, na przykład Michał Sufin, pyta, kto jest po raz pierwszy i tych rąk podnosi się nie za wiele. Bo wiele osób wraca do Was. To jest fajne, że udało Wam się przywiązać do siebie widzów.

Karolina Norkiewicz: Mnie osobiście cieszą dwie rzeczy, że jest pula osób, które stale wracają, bo są związane z naszym miejscem, ale też, że wciąż przychodzą nowe osoby.

Rafał Turowski: Poznajecie twarze stałych gości?

Karolina Norkiewicz: Tak, czasami tak. Oni zazwyczaj siadają w pierwszych rzędach, albo w miejscach, które sobie upodobali. Mamy takiego stałego widza, który zawsze siada przy filarze i już się z nim witamy, jak ze starym znajomym. Tak więc stali widzowie to nasz duży sukces, ale myślę, że sukcesem jest też to, że stale dodajemy coś nowego od siebie. Bo te sztuki, które gramy cykliczne są oczywiście napisane, ale znaczą część naszego repertuaru stanowi jednak improwizacja teatralna. To nie jest tak, że zobaczy się spektakl i można odhaczyć go sobie, bo to stale są nowe historie, nowe tematy, nowi bohaterowie, wymyślani przez nas na bieżąco. To jest, moim zdaniem, dużym atutem tej sceny.

Bartek Młynarski: Wczoraj wpadłem na chwilę do klubu, w drodze do kina. Akurat graliśmy "Kryminalne zagadki Podlasia" i gdy padło pytanie ze sceny, kto jest dzisiaj pierwszy raz, to trzy czwarte sali podniosło rękę. Zdziwiło mnie to, ale to znaczy, że ten rynek wciąż jest nienasycony, że są osoby, które nas jeszcze nie widziały. To też jest budujące.

Rafał Turowski: Współpracujemy ze sobą 10 lat i dzięki Wam wiem, że nie ma czegoś takiego, jak nieudany spektakl improwizowany. One, z punktu widzenia krytyki teatralnej, wychodzą zawsze.

Karolina Norkiewicz: Jako zespół staramy się rozwijać swoje umiejętności sceniczne i zgrywać jako ekipa, zresztą po tych 10 latach chyba jesteśmy zgraną ekipą. Przy tych spektaklach improwizowanych, nie ma żadnych scenariuszy, na nic się umawiamy, to naprawdę jest wymyślane. Mam nadzieję, że trzymamy poziom i poniżej niego nie spadniemy, bo za długo to robimy.

Rafał Turowski: Dla mnie to jest mistrzostwo świata. Bo improwizacja jest bardzo trudną sztuką, to nie jest tak, że stawia się aktora na scenie i on plecie, co chce. Czasami zdarzają się takie momenty w czasie spektaklu, kiedy ja czuję się kompletnie bezradny, ale wy dajecie sobie radę. Skąd się bierze te wszystkie skojarzenia, te nawiązania, te asocjacje?

Bartek Młynarski: Dziękujemy w imieniu zespołu Klubu Komediowego, jest nam bardzo miło. Czasami, gdy uczymy aktorów po szkołach teatralnych improwizacji, to wydaje nam się, że oni mają dużo ciężej, bo są uczeni zupełnie innej metody pracy. Nie chcę jej podważać! Gdy proszę aktora, aby najpierw zareagował emocją, a z emocji wyjdzie mu tekst, to on nie rozumie. On zwykle ma tekst i do tego ma przypisane emocje w odpowiednich punktach, które musi zagrać. W improwizacji jest na odwrót. Ale wracając do tego, co powiedziałeś Rafale, gdybyś się z nami znalazł na scenie i nie wiedziałbyś, co powiedzieć, to pewnie byśmy na to zareagowali, mówiąc: "O, nie wiesz, co powiedzieć? My z ojcem czekamy na ciebie, aż się wytłumaczysz".

Rafał Turowski: Tak, pamiętam zresztą takie impro z Elizą Kącką. Ona nie jest aktorką, jest panią profesor, językoznawczynią, i świetnie dała sobie radę. Kiedyś może spróbuję, ale na razie mam w sobie bardzo dużo lęku (śmiech).

Karolina Norkiewicz: Zapraszamy (śmiech). My jesteśmy tylko ludźmi. Nam też mylą się słowa, czasami brakuje pomysłu. Są momenty, kiedy na scenie milkniemy, udajemy, że budujemy napięcie i pauzę, ale tak naprawdę nie wiemy, co powiedzieć. Mamy jednak zaplecze, jest nas czworo na scenie, więc jeśli nawet mam lukę w głowie i nie wiem, co powiedzieć, to partnerzy na scenie wypełnią te miejsca. Dzięki temu to ma taką płynność.

Bartek Młynarski: To się bardzo przydaje, że jest nas więcej, bo ja kiedyś zaspałem i nie przyszedłem na spektakl...

Rafał Turowski: Na dziewiętnastą?

Bartek Młynarski: No, jakoś tak się zdarzyło (śmiech).

Redakcja poleca

Rafał Turowski: Słuchajcie, przepraszam za takie mizerne pytanie, ale jak to się zaczęło właściwie? Bo ja tego nie wiem.

Bartek Młynarski: Brakuje tutaj Michała Sufina, który pewnie by więcej na ten temat powiedział. To trochę sięga korzeniami do Chłodnej 25, gdzie wraz z grupą Klancyk zaczynaliśmy grać spektakle improwizowane. Nasi starsi fani może pamiętają, jak tam Grzesiek Lewandowski nas wpuszczał do piwnicy. Pamiętam, że Chłodna 25 zaczęła mieć problemy, więc pojawił się pomysł Klubu Komediowego Chłodna. To było chyba w 2012-2013 r. Gdy Chłodna 25 się zamknęła, to Grzesiek Lewandowski poszedł tworzyć Bar Studio, a Michał Sufin zajął się członem Klub Komediowy. Ja mu z doskoku pomagałem. Na początku lataliśmy, bo byliśmy i na fortach Sokolnickiego, potem na Noakowskiego, w Ukrytym Mieście. W końcu udało nam się znaleźć lokal na Placu Zbawiciela, na Nowowiejskiej.

Karolina Norkiewicz: Ostatnio Michał Kempa mówił, że nikt już tego nie pamięta, ale że to on znalazł tę lokalizację, bo mieszka po sąsiedzku.

Bartek Młynarski: Wiele osób przypisuje sobie ten sukces (śmiech), ale rzeczywiście Michał Kempa też był na początku ważną postacią, też był w zespole Klubu Komediowego. Zorganizowaliśmy zbiórkę na "Polak Potrafi", by zebrać pieniądze na remont tego lokalu. Wszyscy rzuciliśmy się na odmalowywanie ścian, na kucie płytek, bo tam wcześniej była restauracja i to zaplecze wymagało odświeżenia.

Karolina Norkiewicz: Odświeżenia i dostosowania pomieszczenia do naszych warunków. Kto u nas był, to wie, że ta scena nie jest typowa. U nas jest wąsko, scena zajmuje dużo miejsca i dookoła niej są krzesełka. To nie jest taki typowy układ teatralno-sceniczny.

Rafał Turowski: Ale Wam ta scena chyba wystarcza, prawda?

Bartek Młynarski: Scena jest świetna, ja ją uwielbiam. Ona jest półokrągła, stoi na środku sali, więc jesteśmy otoczeni przez widownię. Ta scena została zbudowana przez Józka z naszego klubu na bazie sceny, na której odbywało się wietnamskie karaoke (śmiech).

Rafał Turowski: To ja mam tylko jedno życzenie, chyba w imieniu wszystkich widzów... klimatyzacja, by się nam przydała.

Karolina Norkiewicz: Jest taka lista, złota lista marzeń dotycząca Klubu Komediowego. Znajduje się na niej klimatyzacja, więcej łazienek. Są pewne ograniczenia, których nie przeskoczymy, bo trzeba byłoby coś dobudować, ale akurat klimatyzacja jest do zrealizowania. Był nawet taki pomysł, może uda się go kiedyś wdrożyć, by do każdego biletu dodawać wachlarze. Byłaby wtedy taka zbiorowa klimatyzacja.

Rafał Turowski: A jaka była największa wpadka w ciągu tych 10 lat? Myślę o wpadce artystycznej.

Karolina Norkiewicz: Nie pamiętam raczej takich sytuacji, bo i repertuarowo i obsadowo raczej wszystko było ok. Nawet, jak ktoś zaspał, tak jak Bartek, to sobie radziliśmy... Chociaż może raz zdarzyła się taka sytuacja, gdy mieliśmy umówionego gościa do spektaklu improwizowanego i on nie przyszedł, nie było z nim kontaktu. Na szczęście okazało się, że nic się nie stało, to był jakiś niefortunny zbieg okoliczności. To była gwiazda, naprawdę duże nazwisko. Widownia na tę osobę czekała, więc mieliśmy takie poczucie, że nie możemy dać takiego zwykłego spektaklu, bo to byłoby minięcie się z oczekiwaniami widzów. To miała być taka formuła wywiadu z gwiazdą i miała to prowadzić Agnieszka Drotkiewicz. Ona wyłowiła z widowni znajome osoby i w zasadzie zagraliśmy z Joasią Kulig, która akurat była na widowni i zgłosiła się, by nas poratować.

Bartek Młynarski: Ona zaczęła opowiadać anegdoty: "niedawno zagrałam w takim filmie, gdzie śpiewam piosenki ludowe", a my ok, no to czekamy, a to już była pierwsza zapowiedź "Zimnej wojny" (śmiech).

Rafał Turowski: To żadna wpadka...

Karolina Norkiewicz: Może i nie, ale z naszej perspektywy nerwowo było.

Bartek Młynarski: Ponoć wtedy na widowni była też Agata Buzek i wyszła, bo jej nie wzięliśmy.

Karolina Norkiewicz: Tak, to było bardzo niefortunne. Wielu aktorów zgłaszało, że nas poratuje. Spektakl popłynął własnym rytmem i jak już wyciągnęliśmy jedną gościnię, to z tą jedną gościnią zostaliśmy, ale chętnych było wielu, więc to jest miłe.

Rafał Turowski: Patrzę na listę gości, którzy do was przychodzą. Są na niej Szczepan Twardoch, Jerzy Bralczyk, Michał Rusinek, Eliza Kącka, Dorota Masłowska, Janusz Gajos. Wspaniałe nazwiska. Czy trudno było zaprosić ich do Klubu Komediowego, by wzięli udział w spektaklu improwizowanym, w którym nie wiadomo, co się może wydarzyć?

Bartek Młynarski: To może ja się odbiję od ostatniego nazwiska, bo z Januszem Gajosem to akurat z Klancykiem graliśmy. To było w pierwszym roku działalności klubu. Udało mi się porozmawiać z żoną pana Janusza – Elżbietą, która chyba też pełniła funkcję jego menadżera. Zgodzili się przyjąć zaproszenie. Dwa dni przed spektaklem pani Elżbieta zadzwoniła do mnie i zapytała: "denerwujecie się, panowie?" Odpowiedziałem, że nie, że bardziej jesteśmy ciekawi, co się wydarzy. A ona na to: "bo mój mąż się denerwuje".

Rafał Turowski: No właśnie, Janusz Gajos ma gigantyczne doświadczenie sceniczne, świetnie sobie ze wszystkim poradzi, ale są przecież i takie osoby, które takiego doświadczenia nie mają, prawda?

Karolina Norkiewicz: Staramy się przygotować naszego gościa na to, co będzie się działo na scenie. Zazwyczaj ta wymiana na scenie jest bardzo czytelna dla nich. Zaznaczamy moment, w którym prosimy o gościa o wejście na scenę, żeby zaprezentował swoją inspirację. My naprawdę dbamy o gości, by czuli się bezpiecznie, żeby ta formuła była dla nich czytelna. Na pewno nie wyciągamy go nagle do improwizacji, jeśli tego nie chce.
Zresztą ta nasza sala jest mała, może pomieścić sto osób, więc to raczej ma to formę takiego niesztampowego spotkania gwiazdy z fanami.

Rafał Turowski: Czy zdarza się, że gwiazdy same do Was dzwonią?

Karolina Norkiewicz: Nie, nie, to nasza praca, ale rzeczywiście opieramy się na prywatnych znajomościach, na poleceniach. Czasami okazuje się, że ja jestem bardziej zestresowana niż te osoby. One zazwyczaj reagują bardzo pozytywnie, ale wszystko rozbija się ostatecznie o kalendarz.

Bartek Młynarski: Ja kiedyś zadzwoniłem, tak z głupia frant, do Andrzeja Strejlaua. Odebrał i tym swoim zachrypniętym głosem powiedział: "Co, jaka komedia? Co pan gada? Nie, do Darka Szpakowskiego proszę dzwonić, ja się w takie rzeczy nie bawię". Czasem trudno wytłumaczyć ludziom, o co nam chodzi. Myślą, że mają przyjść i robić z siebie głupka. Mówię wtedy, że to jest raczej forma dowolna. Można przeczytać swój tekst albo wygłosić monolog.

Karolina Norkiewicz: Zawsze staram się to podkreślać w rozmowie z potencjalnymi gośćmi, którzy nie znają naszej sceny, że to nie jest tak, że my będziemy robić sobie żarty z nich, bo czasem pojawia się taka obawa. To w ogóle o to nie chodzi. My szukamy inspiracji, które będą dla nas płodne komediowo, ale to w ogóle nie znaczy, one muszą być zabawne.

Rafał Turowski: Wcale mnie to nie dziwi. Zrobiłem krótką ankietę wśród znajomych, którzy jeszcze u Was nie byli i okazało się, że im Klub Komediowy kojarzy się z miejscem, w którym wychodzi komik i opowiada dowcipy, czyli ze stan-upem.

Karolina Norkiewicz: U nas czasem zdarza się stand-up, ale to nie jest nasz główny nurt.

Bartek Młynarski: To jest ciekawe zjawisko, bo wydaje mi się, że stand-up wypełnił lukę po kabaretach, które już schodzą na dalszy plan. Stał się bardziej masową i dostępną rozrywką, ale ludzie nie do końca rozumieją, czym on jest. Czasami przychodzą na impro i mówią: "Bardzo dobry stand-up miałeś dzisiaj". Staram się wtedy tłumaczyć, że stand-up jest solo, że jest napisany, autorski.

Karolina Norkiewicz: Impro to wciąż nisza, ale to chyba dlatego, że improwizacja nie ma takiej silnej reprezentacji w telewizji. Bardzo trudno ją przenieść na ekran.

Rafał Turowski: Ale to właśnie jest cudowne! Bo to znaczy, że można to zobaczyć tylko na żywo, albo u Was, albo na Bielańskiej, w Resorcie Komedii.

Karolina Norkiewicz: Jest więcej takich scen, nie jesteśmy jedyni, ale my chyba jesteśmy najbardziej sprofesjonalizowani. Mamy też największy repertuar.

Rafał Turowski: Słuchajcie, a skąd się rekrutuje aktorów do klubu komediowego?

Bartek Młynarski: Trzeba znaleźć ludzi, którzy są w bezdennej sytuacji, nie mają pracy, perspektyw (śmiech).

Karolina Norkiewicz: My czasem robimy coś, co nazwamy "warsztatonaborem" i podczas nich "wyławiamy" ludzi, o których słyszeliśmy, że mają potencjał, którzy nam wpadli gdzieś tam w oko, jeżeli chodzi o umiejętności.

Rafał Turowski: Takimi Waszymi odkryciami są dwie dziewczyny – Wiktoria Wolańska i Joasia Halinowska. Utalentowane aktorki dramatyczne, po skończonej szkole teatralnej, które tak fantastycznie pasują do klubu komediowego.

Karolina Norkiewicz: To jest niesamowite. Czasami się widzi te nowe osoby na scenie i od razu się czuje, że one należą do tego miejsca, że czują się swobodnie w tej formule.

Rafał Turowski: No właśnie, czy ktoś, kto występuje na scenie i zajmuje się impro jest aktorem, czy jest improwizatorem?

Bartek Młynarski: My raczej określamy siebie jako improwizatorów.

Karolina Norkiewicz: Ja bym powiedziała, że jestem improwizatorką, ale są osoby, takie jak Bartek Magdziarz, Weronika Nockowska, Maciek Nawrocki, Mateusz Lewandowski, czy Kinga Kosik-Burzyńska, które mają wykształcenie aktorskie. Są aktorami, aktorkami, ale załapali tę improwizację, i myślę, że mogą o sobie mówić, że są obojga zawodów.

Bartek Młynarski: Wydaje mi się, że w Krakowie jest scena Improv Club, która bazuje na aktorach z Teatru Starego. Wiktor Loga tym się chyba zajmuje.

Rafał Turowski: To tak na zakończenie mam pytanie, jak będą te 10. urodziny obchodzone?

Karolina Norkiewicz: Długo myśleliśmy o tym, co zrobić, bo to jest super okazja, by zrobić coś więcej niż zazwyczaj. A z drugiej strony chcieliśmy zrobić coś, co będzie tożsame z tym, co robimy na co dzień. Robimy taki weekend urodzinowy, bo rzeczy, które chcielibyśmy zrobić na scenie jest mnóstwo i trudno to wszystko byłoby zmieścić w jednym spektaklu. Kluczowym, głównym wydarzeniem, jest piątkowa gala. Będzie uroczyście, ale w naszym duchu. Będzie to spektakl rewiowy. Tutaj pieczę artystyczną trzyma Michał Sufin.

W sobotę będzie urodzinowe impro. Idea jest taka, że spotkamy się całym naszym teamem, który liczy około 18-20 osób. Zapraszamy na oba wydarzenia. W piątek wystąpi też Klancyk, który przygotował urodziny format, którego do tej pory nie grał. Będzie też musical.

Rafał Turowski: No dobrze, a jaki jest Wasz najulubieńszy suchar z klubu? Bo ja mam jeden. "Jaką jest Pani medium? Średnią".

Bartek Młynarski: Ja mam swój ulubiony suchar, który powtarzam jako postać sceniczna. Pytam ludzi, jaka jest ulubiona kawa ludzi z banku i odpowiadam: przelew. Z tym was zostawiam (śmiech).

Rafał Turowski: Życzę Wam kolejnych pięknych, wesołych 10 lat i dziękuję.

Redakcja poleca

Źródło: CHILLIZET/ podcast "Śniadanie do łóżka"