"Najweselszy i najsmutniejszy człowiek, jakiego znałam". Bawił ludzi w PRL
Bogdan Smoleń to ikona polskiego kabaretu, uwielbiany za bezkompromisowy humor w PRL-u. Jednak za jego scenicznym uśmiechem kryła się niezwykle skomplikowana osobowość i szereg osobistych tragedii. Odkryj poruszającą historię artysty, który rozśmieszał miliony, a sam mierzył się z samotnością i bólem.
- Bogdan Smoleń: Kabareciarz PRL-u, mistrz śmiechu i ukrytego smutku
- Od sławy z Teyem po osobiste tragedie – życie Smolenia pełne kontrastów
- Artysta, który rozśmieszał Polskę, a w samotności zmagał się z własnymi demonami
Bogdan Smoleń, postać ikoniczna polskiego kabaretu, był przez bliskich określany jako człowiek pełen sprzeczności. "To najweselszy, a zarazem najsmutniejszy człowiek, jakiego znałam" – tak mówiła o nim Marta Stanek, jego koleżanka z Kabaretu pod Budą, podkreślając, że był niezwykle utalentowany. Potwierdza to syn Bogdana – Maciej Smoleń: "Miał niezwykły dar i umiejętność oczarowywania publiczności. Chciał ludzi rozśmieszać, dać im naprawdę dobry żart, żeby się czuli dobrze i żeby się śmiali". Andrzej Pawłowski z Kabaretu Pod Budą zauważył, że Smoleń "cały czas chciał, aby ktoś go podziwiał".
Droga zawodowa Bogdana Smolenia: od szkoły oficerskiej do kabaretu
Kariera estradowa i aktorska nie była jego pierwszym życiowym wyborem. Po maturze próbował swoich sił w szkole oficerskiej samochodowej w Pile, z której zrezygnował po tym, jak go umundurowano i kazano biegać przez rów z wodą. Przeniósł się do Krakowa, gdzie zdał na Wydział Zootechniki Akademii Rolniczej w Krakowie. To właśnie tam założył Kabaret Pod Budą i w nim występował. Już wtedy charakteryzował się ogromną wesołością i dowcipem. "Miał niezwykłą osobowość i refleks. Wychodził na scenę i nikt inny dla publiczności tam nie istniał" – mówiła Małgorzata Jansen-Bugaj, koleżanka z Kabaretu Pod Budą. Podczas studiów, w Klubie Pod Budą poznał swoją żonę. Była filigranowa, piękna. Smoleń podszedł do niej – jak zdradził w filmie "W cieniu sceny" Krzysztof Pawłowski, kolega z kabaretu – i powiedział jej: "Jak się cieszę, że to nie ja jestem najmniejszy na tej uczelni". Od tamtej pory byli już razem.
Kabaret Tey: triumf w PRL
W lipcu 1972 roku Kabaret pod Budą, którego współzałożycielem był Bogdan Smoleń, zdobył główną nagrodę na Festiwalu Artystycznym Młodzieży Akademickiej FAMA w Świnoujściu. To był przełom w jego karierze. To tam poznał Zenona Laskowika i na jego zaproszenie dołączył do poznańskiego kabaretu Tey. Występował z tą formacją w latach 1977-1984 i to był okres jego największej popularności. Laskowik, widząc Smolenia, zauroczył się nim od pierwszego wejrzenia, od razu pomyślał o stworzeniu duetu komediowego, w stylu: "mały chudy – duży gruby". Tak, jak Flip i Flap, Pat i Patachon. Początkowo między Laskowikiem a Smoleniem "iskrzyło" i świetnie się dogadywali, "strzelali puentami i rozbawiali do łez". Kabaret Tey stał się niezwykle popularny i rozpoznawalny, a bilety na ich występy były natychmiast wyprzedawane. Publiczność pokochała Smolenia, ponieważ "on był ich odbiciem", reprezentował ich na scenie, natomiast Laskowik "uosabiał" ówczesną władzę.
Satyra na granicy cenzury
W czasach PRL-u, gdy Polska była "zniewolona, zakłamana, pełna absurdów", a rzeczywistość kabaretowa była odzwierciedleniem tej prawdziwej, żartami ośmieszali ustrój. Ludzie kochali ich kabaret, bo "wreszcie ktoś mówił na scenie coś, o czym oni tylko myśleli, ba! mówi o tym głośno i się nie boi". Występy kabaretu Tey (zwłaszcza program "Z tyłu sklepu" z 1980 roku, uznawany za jeden z najlepszych w historii polskiego kabaretu) były pełne aluzji i satyrycznych nawiązań do ówczesnej sytuacji politycznej i społecznej. Smoleń, jako współtwórca sukcesu kabaretu Tey, wyróżniał się ironicznym spojrzeniem na rzeczywistość PRL-u, balansując na granicy komunistycznej cenzury (na przykład wykreślono mu refren z piosenki o bezmięsnej diecie "Nam polędwica oraz schab nie smakuje tak jak szczaw").
Smoleń wcielał się w wiele postaci, np. panią Pelagię, czy pracownika wytwórni bombek choinkowych, a jego ulubione zwroty "To się wytnie!", albo "Aaa tam, cicho być!", weszły do codziennej polszczyzny. Komizm jego postaci wynikał też z jego postury – był "tym małym, chudym, który się odgryzał temu dużemu". Krzysztof Deszczyński porównywał jego styl do Bustera Keatona – "człowieka z kamienną twarzą".
Sukces kontra życie prywatne
Jednak sukces i popularność miały swoją cenę – Smoleń poświęcił swoją rodzinę. Krzysztof Deszczyński, menadżer Smolenia, powiedział w filmie "W cieniu sceny", że "popularność zmienia. Bogdan czuł, że może więcej, więcej, a że rodzina na tym cierpiała? To było trochę mniej ważne. Kariera mu się udała, a reszta niekoniecznie".
Maciej Smoleń, syn Bogdana, tak ten okres wspomina: "Przez większość czasu ojca nie było w domu. Kiedy pojawiał się w telewizji, mama wołała: chodźcie, zobaczcie tatusia. Gdy wracał do domu, milczał. Siedział przy stole, palił papierosa za papierosem. Był zatopiony w swoich myślach". Syn potrzebował kontaktu i rozmowy, ale ich nie było. Matka musiała radzić sobie sama z trójką synów, którzy – jak wspomina Maciej – "nie byli łatwymi dziećmi". Smoleń sam często mówił, że mało czasu poświęcał chłopakom, bo był w ciągłych rozjazdach.
Jego partner sceniczny, Zenon Laskowik, również skupiony był wyłącznie na graniu. Z ogromną szczerością, ale i brutalnością powiedział: "Nie interesowało mnie życie prywatne Bogdana. Uważałem, że rodzina powinna sobie jakoś zabezpieczać byt, a my mamy być oddani sprawie".
Gdy scena stała się więzieniem
Relacja między Smoleniem a Laskowikiem z czasem stała się – jak to określił Maciej Smoleń – "toksyczna". Pomimo wspólnego "konsumowania sukcesu", któremu towarzyszył zawsze alkohol ("biby były takie, że..."), na zapleczu działo się "sporo niefajnych rzeczy". Laskowik, opisywany przez swoich współpracowników jako tyran, ciągle poprawiał i poganiał Smolenia, "nie widział granicy pomiędzy światem sztuki, a światem życia". Smoleń, szukając ucieczki i próby znalezienia równowagi od "kwasów z Teyem", założył sklep zoologiczny, który prowadziła jego żona, ale on sam chętnie zajmował się zwierzętami, czyścił terraria. Ostatecznie "podziękował Laskowikowi za współpracę i wyszedł z tej współpracy".
Fragment piosenki "Kiedy śledź", a dokładnie "kiedy śledź wpadnie w sieć" – trafnie oddaje poczucie uwięzienia i braku kontroli nad własnym losem, które mogło towarzyszyć Smoleniowi w obliczu narastających konfliktów i presji. Smoleń, podobnie jak śledź w sieci, wpadł w pułapkę sławy i artystycznego współistnienia, z której trudno było mu się wyplątać. W tekście piosenki pojawiają się słowa: "Kiedy śledź wpadnie w sieć, chciałby śledź z sieci zbiec, chciałby uciec w toni głębie. Szerpie się, tracąc energię." Te słowa niosą ze sobą gorzkie echo konsekwencji, jakie Smoleń poniósł, balansując na granicy między światem sztuki, która pochłaniała go bez reszty, a życiem prywatnym, które cierpiało na tym.
Tragedia i ogromna samotność
Pod koniec lat osiemdziesiątych XX w. życie boleśnie doświadczyło Smolenia – w ciągu kilku miesięcy stracił żonę i jednego z trzech synów. Po tej tragedii wycofał się z występów kabaretowych. Jak to ujął Zbigniew Górny, który z nim współpracował: "życie go boleśnie doświadczyło, złamało go psychicznie. Zgubił swój naturalny sposób bycia, przestał być bon vivantem, uciekł w samotność; bardziej po drodze było mu ze zwierzętami niż z ludźmi".
Nowa twarz: aktor i filantrop
Mimo osobistych tragedii kontynuował działalność artystyczną jako aktor, grając m.in. w komediach filmowych ("Filip z konopi", "Kochankowie mojej mamy", "Pan Kleks w kosmosie"). Wykreował też postać listonosza Edzia w serialu "Świat według Kiepskich". Nagrywał również płyty z Krzysztofem Krawczykiem.
W 2004 roku zamieszkał w Baranówku, gdzie założył Fundację Stworzenia Pana Smolenia, która od 2007 roku zajmuje się hipoterapią dzieci niepełnosprawnych. Został odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, Orderem Ecce Homo, Srebrnym Medalem "Zasłużony Kulturze Gloria Artis" i Złotym Krzyżem Zasługi. W lutym 2016 roku otrzymał Nagrodę Specjalną Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego "w uznaniu nieocenionych zasług dla kultury polskiej, zwłaszcza sztuki kabaretowej". W tym samym roku Fundacja poinformowała, że aktor jest sparaliżowany i potrzebuje intensywnej terapii neurologopedycznej, zbierając pieniądze na jego leczenie.
Pomnik w sercu Poznania – symbol pamięci
Bogdan Smoleń zmarł 15 grudnia 2016 roku po długiej chorobie. W czerwcu 2021 roku w Poznaniu odsłonięto jego pomnik jako jednemu z najwybitniejszych polskich twórców kabaretowych. Jego życie, pełne niezrównanego talentu komediowego i gorzkich osobistych doświadczeń, pozostaje świadectwem ceny, jaką czasem płaci się za rozbawianie milionów.
Sam Smoleń, wielokrotnie pytany, czy będzie jeszcze kiedyś występował, odpowiadał: "Na razie nie czuję się na tyle dobrze. Przyjdzie czas, będę miał coś do powiedzenia, to wejdę na scenę i powiem. Ale nie mam już takiej pazerności, żeby mówić na siłę. Na razie przerwa. Przerwa mać".
Źródło: CHILLIZET/ "W cieniu sceny" – film o Bogdanie Smoleniu na Netflixie/ dzieje.pl/ Wikipedia/ kultura.onet.pl/