"Grzyby jadam, bo one nie mają oczu”. Jak wygląda dieta wegańska u Pauliny Holtz?
Kiedyś kuchnia była głównie wegańska, a potrawy były tylko okraszane, bo nikogo nie było stać na jedzenie mięsa codziennie. Teraz jest inaczej. Tymczasem i lekarze, i WHO mówią, że jedzenie warzyw jest zdrowszą opcją. Czy dieta wegańska jest zdrowa i czy stosując ją, można się dobrze czuć? O tym opowiada Paulina Holtz, która od 6 lat nie je produktów odzwierzęcych.
Aktorka teatralna i filmowa, córka Joanny Żółkowskiej, również wspaniałej aktorki. Paulina Holtz, bo to o niej mowa, w rozmowie z Darią Ładochą opowiada o przejściu na dietę wegańską. Jakiej potrawy jej najbardziej brakuje?
Daria Ładocha: Kuchnia babska. Dwie córki, mama i ty. Babiniec. Gdy spotykacie się w kuchni, to kto rządzi, kto gotuje?
Paulina Holtz: To zależy, czyja jest kuchnia. Prawda jest taka, że i moja mama, i ja nie jesteśmy mistrzyniami kuchni i też nie lubimy tam siedzieć. Moja mama czasem mawia: "Zobacz, jakie pyszne rzeczy ugotowałam... w sklepie na rogu" (śmiech). My lubimy dobrze jeść, lubimy się spotykać, siedzieć przy stole, ale to wiąże się z tym, że każdy coś przygotowuje. Czasami moja mama robi taki obiad dla wszystkich, ale on jest standardowy, przewidywalny i zawsze mnie pyta: "Co ty jesz, co mam ci zrobić, czy grzyby jadasz?". I ja wtedy muszę od początku tłumaczyć, że tak, grzyby jadam, bo one nie mają oczu”. Bo ja jestem od lat weganką.
Daria Ładocha: Nie jesteś mistrzynią kuchni?
Paulina Holtz: Nie, nie jestem. Lubię gotować, ale nie mam na to czasu. Był taki moment w moim życiu, gdy poznałam tatę moich dzieci, których jeszcze nie było na świecie, że sobie ciągle coś gotowaliśmy. To rzeczywiście był czas, gdy spędzałam trochę więcej czasu w kuchni. Natomiast teraz bardzo rzadko tam bywam. Robię rzeczy bardzo proste, które się robi bardzo szybko. Głównie szybkie dania składające się z warzyw i makaronów (nie gotuję mięsa, chyba że rosół dla dzieci).
Daria Ładocha: Ale jak siadacie do wspólnego obiadu, to co się na nim znajduje?
Paulina Holtz: To, czego nauczyło mnie życie kuchenne, to jest to, że i na śniadanie, i na obiad, i na kolację każdy je coś innego. Nie ma takich obiadów, że wszyscy jemy to samo. Moje dziewczynki lubią inne zupy, ja inne. Często więc jest tak, że są dwie zupy, dwa drugie dania, albo że są warzywa oddzielnie i każdy sobie komponuje posiłek według swoich upodobań. Często są to zupy kremy, np. z pomidorów, dyni. Moja mama robi pyszne zupy i przygotowuje je tak, abym i ja mogła je też jeść. Pieczemy też warzywa. Uwielbiam taką zapiekankę Nigelli (Lawson – przypomina red.) z korzennych warzyw. Moja mama też ją bardzo lubi z ziołami, tymiankiem, czosnkiem i innymi dodatkami. Są też pieczone ziemniaki... a ja sobie przynoszę także swój wegański kotlecik.
Jestem za tym, aby każdy jadł to, co chce i lubi. Natomiast i lekarze, i WHO zachęcają do tego, aby ograniczyć spożycie mięsa.
Daria Ładocha: Zacznę od anegdoty. Kiedyś byłam z pewną weganką w Zakopanem, w restauracji. W menu było napisane, że jest kwaśnica wegańska. Podali tę kwaśnicę, a tam w środku było mięso. Moja koleżanka weganka zwróciła uwagę, że w talerzu pływa mięso, więc kelnerka przyszła z miseczką, wyłowiła mięso i powiedziała, że teraz już jest kwaśnica wegańska.
Paulina Holtz: To się często zdarza. Czasami, gdy odmawiam zjedzenia rosołu, słyszę: "dlaczego, przecież to zupa?".
Daria Ładocha: A wiesz, że jesteś pierwszą zdeklarowaną weganką, którą spotkałam, odkąd przeprowadziłam się do Warszawy, która ma uśmiech na twarzy, rumieńce, jest aktywna fizycznie, uprawia sport, ma długie włosy. To było 20 lat temu...
Paulina Holtz: Wtedy jeszcze byłam wegetarianką. Chyba nawet wtedy jeszcze jadłam ryby. Potem zrezygnowałam z ryb, jajek, a potem już ze wszystkich produktów pochodzenia zwierzęcego. To było 6 lat temu.
Daria Ładocha: Upływ czasu jest dla Ciebie przychylny. Wyglądasz świetnie. A nam weganie często kojarzą się z takimi zasuszonymi osobami... Ale moje pytanie brzmi: Jak zacząć z tym weganizmem?
Paulina Holtz: Nie lubię takiego radykalizowania. Jestem za tym, aby każdy jadł to, co chce i lubi. Natomiast i lekarze, i WHO zachęcają do tego, aby ograniczyć spożycie mięsa, więc jest to droga dobra. Obecnie jada się mięsa nieporównanie więcej niż kiedyś, gdy żyli nasi dziadkowie, pradziadkowie. Wtedy mięsa było bardzo mało. Zwykle było raz na miesiąc, a raz w tygodniu, czy nawet dwa razy w tygodniu, to było naprawdę dużo. Obecnie mięso je się codziennie, nawet kilkukrotnie. Kanapeczka z szynką, obiadek ze sztuką mięsa, a potem mięsna kolacja. To jest naprawdę dużo. Moim zdaniem warto mięso zamieniać na warzywa. W tej chwili jest też bardzo dużo zamienników wegańskich.
W ogóle weganizm nie jest synonimem zdrowej diety, od tego powinniśmy zacząć. Wódka jest wegańska, chipsy są wegańskie, wino bywa wegańskie, także naprawdę można bardzo niezdrowo odżywiać się wegańsko. Ale warto zamieniać niektóre posiłki mięsne na te warzywne, bo to da nam naprawdę dobrą energię. Zwłaszcza że my w ogóle jemy mało warzyw. W naszym jadłospisie jest sporo chlebów, makaronów. A warzywa to głównie 2 plasterki ogórka na kanapce.
Warto sobie czasami zrobić jeden dzień wegański lub wegetariański. Znaleźć ulubione sposoby na te warzywa. Bo ich dostępność jest ogromna i można tyle pysznych warzywnych rzeczy zjeść. A jeśli już lubimy te mięsne smaki, to jest tyle pysznych zamienników wegańskich. Są to czasami rzeczy, których osoby jedzące mięso nie są nawet w stanie odróżnić. Warto o tym pamiętać.
Naprawdę warto szukać nowych smaków, próbować. Bo wtedy otwieramy się na nowe.
Daria Ładocha: Plusem jest to, że choć jest to dieta eliminacyjna, to osoby ją stosujące zwracają większą uwagę na składniki odżywcze. Niby coś eliminujemy, ale budzimy większą świadomość tego co i jak jemy. Moje pytanie: jak pomóc tym, których trudno przekonać?
Paulina Holtz: Po pierwsze, to, co wydaje mi się najważniejsze to otwartość na nowe i po prostu spróbowanie. Trzeba próbować, tak jak moja córka, która – nie wspomniałam o tym – jest mistrzynią w kuchni, ona ciągle próbuje. Zawsze mi z talerza coś wydzióbie i pyta: "mogę to, mogę to…". Nawet jak coś jej nie smakuje, to się nie zniechęca. Naprawdę warto szukać nowych smaków, próbować. Bo wtedy otwieramy się na nowe. I może się okazać, że coś nam zasmakuje. Druga rzecz, do której zachęcam wszystkich, to czytanie etykiet. Zdarza się, że pewne produkty są wegańskie, choć nam się wydaje, że nie. Oczywiście – jak mówiłam wcześniej – jest wiele produktów wegańskich, które nie są zdrowe, ale też wiele, które zdrowe są. Trzecia rzecz, to warto zadać sobie pytanie, czy chcemy jeść więcej warzyw i założyć, że albo nasze kolacje, albo nasze śniadania będę wegańskie lub wegetariańskie. Tu chodzi o siłę nawyku. Róbmy to codziennie, regularnie. Albo inaczej, zróbmy sobie postne piątki, tak jak to było kiedyś. To – moim zdaniem – są najważniejsze rzeczy. Naprawdę jest teraz dużo wegańskich restauracji i wegańskich zamienników, tylko trzeba spróbować. Bo wegańskie burgery bywają lepsze niż te mięsne. I czasami cztery razy sprawdzam etykiety, czy tam naprawdę nie ma mięsa. Bo smakują podobnie i konsystencję mają podobną.
Daria Ładocha: A możesz podzielić się z nami swoim ulubionym przepisem?
Paulina Holtz: W mojej diecie wegańskiej najbardziej odczuwałam brak białego sera. Aż w końcu odkryłam, jak zrobić biały ser z tofu. Taki, który naprawdę da się zjeść i jest pyszny. Biorę twarde tofu w kostce i rozcieram je palcami (rozdrabniam je umytymi łapkami), tak aby tę konsystencję grudkowatą zachowało. Następnie można je porządnie "pocytrynić", lub też dodać wodę z ogórków kiszonych i to jest bardzo fajny patent, jeśli chcemy zjeść ten serek później jako kwaśny serek z warzywami. Gdy chwilę odstoi to tofu w miseczce, aby się zakwasiło, to potem dodaję łyżeczkę płatków drożdżowych suchych. One są dostępne w prawie każdym sklepie. One dają ten zgliwiały, dobry zapach białego sera. Do tego potem dodaję sporo śmietany wegańskiej (są na przykład śmietany kokosowe, 18-procentowe). A na koniec zestaw ziół. Lubię zioła prowansalskie, ale każdy może dodać według swoich własnych upodobań. Może być świeża bazylia, świeże oregano. Natomiast ja do tego sobie jeszcze wkrajam trochę drobno pokrojonej cebuli albo dymki (jeśli cebuli, to ją najpierw sparzam, aby nie była taka ostra). Do tego paprykę czerwoną, bo lubię. Ona dodaje taki słodki smak. Zielonego ogórka i mam taką michę twarogowej sałaty. Zjadam to z pajdą chleba i masła wegańskiego (z orzechów). Uwielbiam to danie.
Daria Ładocha: Myślę, że nasi czytelnicy też polubią to danie, ale muszę przyznać, że zachwyciło mnie użyte przez Ciebie słowo "zgliwiały". Tak rzadko teraz się go używa. Ale może wytłumaczysz, co ono oznacza?
Paulina Holtz: To jest słowo, które w mojej głowie pobrzmiewa wraz z porannymi śpiewami mojej babci, która była mistrzynią kuchni. Potrafiła w niej wyczarować naprawdę wspaniałe dania. Była też wspaniałą cukierniczką (jej mąż zresztą też był cukiernikiem). Ale robiła też twaróg i pamiętam ten twaróg wiszący na kranie, gazie, ociekający. On wtedy w pewnym momencie nabierał zapachu, który kojarzy nam się z białym serem. Przestawał być mlekiem, a zaczynał się obudowywać taką lekką meszkowatą osłoną i miał taki specyficzny zapach, lekko gliwowaty. Kiedyś był nawet ser, który nazywał się "Gliwek". Sprzedawany był z kminkiem. Szedł w stronę francuskich serów, ale był robiony w domu. Niestety tego sera od lat już nigdzie nie widziałam.
W mojej diecie wegańskiej najbardziej odczuwałam brak białego sera. Aż w końcu odkryłam, jak zrobić biały ser z tofu.
Daria Ładocha: To trochę podróż sentymentalna. Nasze babcie nas uczyły, jak się robi te dobre rzeczy i jak się do tego odwoływać. Ja do tej pory, gdy czuje zapach cynamonki, to widzę, letnie niedziele u babci, tę sielskość i przypomina mi się drzemka. Babcia zawsze mówiła, że drzemka przed ciastem jest konieczna (śmiech). Mam wrażenie, słuchając ciebie, że bycie na tej diecie wegańskiej, jest dziecinie proste. Poza tym, gdy słucham, jak robisz twarożek, to jest w tym jakaś czułość i troska w stosunku do siebie. Ale pytanie dotyczy czegoś innego... Jakie jest wymarzone jedzenie na randce z Pauliną Holtz? Jakby ktoś chciał cię zaprosić na randkę, to gdzie i co to miałoby być?
Paulina Holtz: Jestem fanką wegańskiego sushi, które jest absolutnie niesamowite. Są produkty, na przykład glony, które nie przypominają ryby, ale z innymi dodatkami tworzą nieprawdopodobnie pyszną kombinację smakową. Pojawił się też zamiennik łososia, wegański zamiennik. Prawie nie do odróżnienia. Smakuje jak delikatny łosoś.
Daria Ładocha: Ketle, dwa maratony, strzelanie, joga, stawanie na głowie... to wszystko robisz, ale w jednym podkaście powiedziałaś, że tworzysz nową definicję "słomianego zapału". No błagam Cię. Wytłumacz się z tego (śmiech).
Paulina Holtz: Bo mi się tak wydaje. Ja się w czymś zakochuje, to trwa trzy lata, a potem to porzucam i chwytam coś następnego na kolejne trzy lata. Wydaje mi się, że to taki trochę słomiany zapał. Bo mnie nakręca ta adrenalina, która pojawia się na początku, a potem dochodzę do etapu, w którym już coś umiem i trochę zaczyna mi się to nudzić... I wtedy zaczynam szukać nowej rzeczy. Ale prawda jest taka, że każdy kolejny sport przychodzi z większą łatwością. Teraz chcę odnowić swój top team i wyzwanie siłowe z ketlami. Zobaczymy, czy mi się uda. Zaczęłam też tańczyć tango, ale trochę mi na to czas nie pozwala. Myślę jednak, że ja to tego tanga jeszcze wrócę...
Daria Ładocha: Tango, wrotki jeszcze... Ale chciałabym Cię jeszcze zapytać o wspólne świętowanie. Na przykład stół wielkanocny jest taki mocno niewegański. Żurek, kiełbasa, szynka, jajka... Co jada weganin podczas świąt, czy to bożonarodzeniowych, czy to wielkanocnych?
Paulina Holtz: Rzeczywiście Boże Narodzenie jest dla weganina rajem, ale z Wielkanocą jest trochę gorzej. Ja uwielbiam żurek i jest on wegański, o ile nie doda się do niego dodatków w postaci kiełbasy czy jajka. Do niego zwykle dokupuje sobie białe kiełbaski wege. Można też zrobić sałatkę warzywną z majonezem wegańskim (jest on praktycznie nie do odróżnienia). Boczniaki mogą też być i w panierce, i jako kiełbaski (bo są takie na boczniakach robione). Są też pasty bezjajeczne, które się robi dosyć łatwo (można też je kupować w sklepie). Są też pasty warzywne, pseudorybne, które też się łatwo robi, używając glonów. Zachęcam do wertowania przepisów i blogów z przepisami (polecam Veganom, z którego ja lubię korzystać, bo on weganizuje potrawy regionalne z całej Polski). W ogóle czasem się okazuje, że wiele potraw jest wegańskich, bo dawna kuchnia była wegańska, tylko niektóre potrawy były okraszane słoniną. Są też ciasta wegańskie... ale ja je kupuję, bo przygotowanie ich jest wyższą szkołą jazdy. Obecnie jest wiele cukierni, które takie produkty wegańskie oferuje w sprzedaży. One zresztą są dla osób, które mają uczulenie na laktozę, gluten. Tak więc nasz stół świąteczny jest urozmaicony, bo są dania i dla wegan, i dla nie wegan. Najważniejsze, że siadamy do niego razem.
Daria Ładocha: Dziękuję za rozmowę.
Źródło: CHILLIZET/ Podcast "Daria, nóż i już"