Na antenie:

"Tu nie ma sekretu i wstydu". Jak wygląda rytuał oczyszczania w marokańskim hammamie?

7 min. czytania
Aktualizacja 30.01.2024
01.01.2024 21:41
Zareaguj Reakcja

Czym jest hammam dla Marokańczyków? Jak wygląda rytuał oczyszczania? Czy turysta może wejść do lokalnego hammamu? I jakie kosmetyki znajdziemy w typowej marokańskiej łazience? O tym rozmawiamy z Katarzyną Ławrynowicz, autorką książki „U mnie w Marrakeszu”.

Wejście do hammamu w Maroku
fot. Katarzyna Ławrynowicz/ na zdjęciu: wejście do hammamu

Od ponad 11 lat mieszka i pracuje w Marrakeszu, pięknym i egzotycznym mieście w Maroku. Turystycznie w tym kraju była tylko raz – podczas swojej pierwszej podróży. Później odwiedzała ten kraj i spędzała czas w domu swojej marokańskiej koleżanki. To podczas takich wizyt powoli poznawała to miasto, ludzi. Dostrzegła to czego turysta, zwiedzający w pośpiechu, dostrzec nie może. Proste, lokalne, powolne życie Marokańczyków, którzy spędzają czas na rozmowach, wspólnym przygotowywaniu i jedzeniu posiłków, celebrowaniu drobnych rytuałów. W końcu postanowiła zostać w Maroku, w Marrakeszu na stałe. Tu mieszka, pracuje, żyje. Z pasją prowadzi bloga „U mnie w Marrakeszu”. Niedawno wydała książkę o tym samym tytule. Dla wydawnictwa Pascal napisała przewodnik. Pomaga też turystom z Polski – jako ich przewodniczka – odnaleźć się gąszczu wąskich uliczek tego miasta. W rodzinnej manufakturze naturalnych kosmetyków – Arganie Shop, łączy tradycję i nowoczesność. Mowa o Katarzynie Ławrynowicz, z którą porozmawiamy o rytuale oczyszczania w marokańskim hammamie.

Monika Karbarczyk: Hammam to nie tylko miejsce, w którym można się umyć, to coś więcej – rytuał, który w Maroku ma ogromne znaczenie. Na czym on tak naprawdę polega?

Katarzyna Ławrynowicz: Jest to rytuał oczyszczenia i wpisuje się w tutejsze tradycje. Związany jest on, na przykład z rytuałem przejścia i poddaje się mu podczas ważnych wydarzeń życia, takich jak zamążpójście, narodziny dziecka czy obrzezanie chłopców. Oczyszczanie ogólnie jest ważną częścią islamu. Prorok Mahomet miał mówić, że czystość to połowa wiary. Hammam zaś to dogłębne oczyszczenie – w gorącej łaźni parowej pozbywamy się martwego naskórka. Czujemy się potem jak nowo narodzeni.

Monika Karbarczyk: Gdybyśmy chcieli zajrzeć przez „dziurkę od klucza” do kobiecego hammamu to, co moglibyśmy tam zobaczyć? Jakie pomieszczenia się tam znajdują i jakie mają one znaczenie?

Katarzyna Ławrynowicz: Wszystkie hammamy, te tradycyjne, bez względu na to, czy są kobiece, czy męskie, wyglądają tak samo, czyli składają się z trzech pomieszczeń z kranami – wodę pobieramy do wiader. W pierwszym panuje umiarkowana temperatura, w środkowym jest już gorąco, ale w ostatnim pomieszczeniu temperatura dochodzi do około 50 st. C. Tradycyjnie pobyt w łaźni zaczyna się od niedługiego czasu spędzonego właśnie w najgorętszym pomieszczeniu. Następnie całe oczyszczanie odbywa się w środkowym pomieszczeniu, a na samym końcu, gdy powoli przygotowujemy się do wyjścia, przenosimy się do najchłodniejszego pomieszczenia.

Monika Karbarczyk: To, co mnie zachwyciło w hammamie to to, że nagość jest tam traktowana jako coś zupełnie naturalnego. Nieważne, jak wyglądamy, ile mamy lat, ile ważymy, czy nasze ciało nosi ślady starzenia… Nikt tam nas nie ocenia, co najwyżej zerka na nas zaciekawieniem. Tam, tak naprawdę zrozumiałam, na czym polega siła i solidarność kobiet. Czy ten rytuał rzeczywiście pomaga kobietom w nawiązywaniu i podtrzymywaniu więzi?

Katarzyna Ławrynowicz: Dla Marokanek jest to coś zupełnie normalnego i naturalnego. Dzieci już od niemowlaka zabierane są do hammamów i wiemy na pewno, że tak było już od co najmniej XI wieku. Tutaj nie trzeba zatem nikogo uczyć o normalizacji ciała, czyli ciałopozytywności – tematu dopiero ostatnio podnoszonego u nas w Polsce. Marokanki od dziecka widzą, że kobiety po prostu wyglądają różnie. Jest to zaiste oda do kobiecości i to takiej rzeczywistej, pozbawionej hiperseksualizacji i perfekcyjnego wpisywania się w kanony urody. Tu nie ma sekretu i wstydu. Jest dbanie i troska o ciało takie, jakie ono jest. Jest to bezpieczny azyl, który uwalnia od presji. Marokanki relaksują się w tej przestrzeni i jest to często miejsce spotkań towarzyskich.

Hammam zaś to dogłębne oczyszczenie – w gorącej łaźni parowej pozbywamy się martwego naskórka. Czujemy się potem jak nowo narodzeni. - Katarzyna Ławrynowicz
Redakcja poleca

Monika Karbarczyk: Jednym z elementów rytuału w hammamie jest peeling ciała. Może być on wykonany przez pracownicę łaźni. Jest to niezwykłe doświadczenie, właściwie jedyne w swoim rodzaju. Jak często się wykonuje taki zabieg?

Katarzyna Ławrynowicz: Zazwyczaj Marokańczycy korzystają z hammamu raz na 7-10 dni. Poza tym biorą zwykłe prysznice w domach, ale te – oczywiście – nie zastępują oczyszczenia w łaźni.

Kobieta w hammamie
fot. Shutterstock/ na zdjęciu: kobieta w hammamie

Monika Karbarczyk: Czy hammam to rytuał zagrożony nowoczesnością? Czy łazienki w domach mogą zastąpić wizytę w hammamie?

Katarzyna Ławrynowicz: Nie, absolutnie! Marokańczycy są zbyt przywiązani do tego dogłębnego oczyszczenia, a ono jest tak naprawdę w 100 proc. możliwe tylko jeśli mamy łaźnię parową. Niektórzy mają wybudowane małe hammamy na tarasach, które znajdują się na dachach domów. Również mieszkańcy wsi, gdzie nie ma mowy o publicznym hammamie, budują sobie malutkie gliniane jednoosobowe hammamy obok domów. Publiczne czy domowe – wszystkie hammamy nagrzewane są za pomocą drewna.

Monika Karbarczyk: Czy zwykły turysta ma szansę dostać się do hammamu, do którego uczęszczają lokalni mieszkańcy? Czy raczej są skazani na hammamy dla cudzoziemców? Co je różni, prócz ceny?

Katarzyna Ławrynowicz: Myślę, że jest to dosyć trudne, ponieważ do większości lokalnych hammamów musimy przynieść swoje wiadra na wodę, małe plastikowe krzesełka do siedzenia, bądź maty, miskę do polewania, czy tradycyjne kosmetyki. Zwykły, lokalny hammam nie zapewnia zazwyczaj nic poza wodą, szatnią i temperaturą ;) Turyście ciężko byłoby się samemu przygotować i mógłby czuć się zupełnie zagubiony w środku. Pierwszy hammam zatem myślę, że lepiej wypróbować w rewirze turystycznym. Te hammamy spełniają również zachodnie oczekiwania pod względem czystości czy ładnego wystroju. Nie musimy ze sobą nic przynosić, a personel zajmie się nami w 100 proc., wykonując wszystkie zabiegi. Tego typu hammamy są też dla Marokańczyków, którzy są gotowi więcej zapłacić, ale znajdują się one raczej poza strefą turystyczną.

Monika Karbarczyk: Coraz większą popularnością cieszą się kosmetyki z Maroka – czarne mydło, olej araganowy, naturalna glinka. Czy te produkty rzeczywiście znajdują się w marokańskich domach? Jak one wpływają na skórę? Co jest sekretem ich popularności?

Katarzyna Ławrynowicz: Tak! Zwłaszcza czarne mydło z oliwy i glinka ghassoul z gór Atlas. To są kosmetyki używane przez praktycznie wszystkich, bo są nieodzowne w hammamie, i – co ważne – niedrogie. Olej arganowy, czyli złoto Maroka, wbrew pozorom jest trudno osiągalny w swojej czystej postaci. Większość olejów, które są dostępne na rynku to podróbki – miesza się je z innymi olejami i sprzedaje turystom jako te najwyższej jakości. Tak się dzieje nie tylko z olejem arganowym. Powszechnie myśli się, że tu wszystko ma prosty skład i jest naturalne, nic bardziej mylnego. Prawdziwy olej arganowy wysokiej jakości, jaki między innymi wytwarza nasza rodzinna manufaktura Arganie Shop, dla przeciętnego Marokańczyka jest stosunkowo drogi.
Marokańskie tradycyjne kosmetyki mają rewelacyjne działanie pod warunkiem, że są w swojej czystej postaci, ale ich cena wzrasta i wtedy nie da się już narzucić tak wysokiej marży. Biznes turystyczny z kolei wygląda tak, że wycieczki turystów są zabierane do sklepów, od których przewodnicy dostaną wysoki procent od sprzedaży. 

Marokanki od dziecka widzą, że kobiety po prostu wyglądają różnie. Jest to zaiste oda do kobiecości i to takiej rzeczywistej, pozbawionej hiperseksualizacji i perfekcyjnego wpisywania się w kanony urody. Tu nie ma sekretu i wstydu. Jest dbanie i troska o ciało takie, jakie ono jest.  - Katarzyna Ławrynowicz

Monika Karbarczyk: Jak w takim razie szukać dobrych, marokańskich kosmetyków? Po czym poznać, że mamy w rękach produkt dobrej jakości? Już wiemy, że nie po cenie... która nie zawsze idzie w parze z jakością.

Katarzyna Ławrynowicz: Odróżnienie kosmetyków dobrej jakości od tych gorszej jakości jest bardzo trudne, zwłaszcza dla niewprawnego oka, a to dlatego, że największą różnicę zobaczymy dopiero wtedy, gdy dany olej czy kosmetyk zaczniemy używać. Klienci, którzy przychodzą do naszego sklepu, często mówią, że byli zniechęceni do arganu, ale docenili go, dopiero wtedy, gdy spróbowali u nas tego autentycznego. Warto wiedzieć, że w Maroku nie kontroluje się sklepów i produktów, tak jak w Polsce. Nie sprawdza się, w jakich warunkach kosmetyki są wytwarzane, czy spełniają standardy sanitarne, co się znajduje w butelkach i czy ich skład pokrywa się z etykietą. Co nie oznacza, że nie ma dobrych kosmetyków. Są, tylko turysta musi ich trochę poszukać. Warto szukać sklepów, które mają międzynarodowe certyfikaty, np. Ecocert i USDA Organic (wiele naszych produktów ma takie certyfikaty). Nasza manufaktura i jej produkty są zaaprobowane przez marokańską inspekcję sanitarną ONSSA. My na taki wizerunek pracujemy od wielu lat. Biznes został zapoczątkowany przez mojego teścia ponad 40 lat temu, który w medynie Marrakeszu nadal prowadzi swój sklep.

Redakcja poleca

Monika Karbarczyk: Jak wygląda codzienna pielęgnacja kobiet z Maroka? Czy jest coś, co je wyróżnia na tle Europejek?

Katarzyna Ławrynowicz: Oprócz zabiegów w hammamach, w których potrafią robić naprawdę przeróżne maski na ciało i włosy, mieszając rozmaite zioła, oleje, hennę i glinki, myślę, że na pewno przykładają dużą wagę do kremów z filtrami UV. Marokanki niechętnie się opalają i bardzo dbają o to, by ich skóra pozostała najbielsza jak to możliwe. Wyjątkowo dużą uwagę poświęcają również włosom. W tutejszej kulturze długie, proste, lśniące włosy są ogromnym atutem. Jest to jednak trudny dosyć do osiągnięcia kanon, zważywszy na to, że ogrom Marokanek ma kręcone włosy i afro.

Monika Karbarczyk: Arabowie, wbrew obiegowym stereotypom, są czyści i ładnie pachną, bez względu na status społeczny...

Katarzyna Ławrynowicz: Myślę, że ta kwestia nie dotyczy tylko Arabów, bo w Maroku co najmniej połowa ludności ma korzenie berberyjskie, a bardziej muzułmanów jako takich. Przede wszystkim wynika to z religii. Jak już wspomniałam czystość to bardzo ważna część wiary, a perfumowanie się jest opisane również w religijnych tekstach. Wymienia się w nich np. piżmo, które miało być używane przez samego Proroka islamu.

Katarzyna Ławrynowicz
fot. Katarzyna Ławrynowicz w swoim sklepie

Monika Karbarczyk: No właśnie, perfumy w kostce, perfumowane olejki… Czy zapachy mają dla Marokańczyków znaczenie?

Katarzyna Ławrynowicz: Pewnie, że mają! Marokańczycy uwielbiają perfumy zwłaszcza te o mocnych i wyraźnych zapachach, np. piżma, ambry czy sandałowca, ale bardzo ważnym zapachem w Maroku jest również róża damesceńska i kwiat pomarańczy. Produkuje się tutaj olejki i hydrolaty z tych dwóch kwiatów. Wodą z kwiatów pomarańczy tradycyjnie goście bywają spryskiwani podczas większych imprez rodzinnych jako życzenie powodzenia i szczęścia. Ma ona również zastosowanie w kuchni – ciasteczka marokańskie prawie zawsze są z dodatkiem wody z kwiatów pomarańczy. Dodatkowo dopowiem, że Arabowie jako pierwsi zaczęli wytwarzać mydła o pięknych zapachach i również w produkcji perfum wprowadzili sporo innowacji (stąd uważa się, że tam zapoczątkowały się dzisiejsze perfumy), a receptury na różne wspaniałe zapachy spisywali w księgach już w IX wieku. Więcej między innymi na ten temat pisałam w swojej książce „Maroko. U mnie w Marrakeszu”.

Monika Karbarczyk: Książkę polecam i bardzo dziękuję za rozmowę.

Redakcja poleca

Źródło: CHILLIZET