10 sygnałów, że twój związek nie ma przyszłości. Listę opracowała psychoterapeutka
Czy twój związek ma przyszłość? Poznaj 10 sygnałów, które mogą świadczyć o tym, że twoja relacja jest skazana na porażkę. Lista oznak została opracowana przez Annę Kamińską, psychoterapeutkę i założycielkę ośrodka psychoterapii "Drogowskaz Zmian".
- Psychoterapeutka Anna Kamińska stworzyła i dokładnie opisała 10 sygnałów świadczących o tym, że związek prawdopodobnie nie ma przyszłości
- Brak podobnych celów na przyszłość, tęsknota za życiem singla i brak życia łóżkowego to tylko niektóre oznaki sugerujące, że relacja skazana jest na porażkę
- Według ekspertki kluczową rolę w zdrowym związku odgrywa przede wszystkim skuteczna komunikacja
Czy mój związek ma przyszłość? To pytanie prędzej czy później zadaje sobie wiele osób, będących w relacji. Niekiedy pojawiają się sygnały ostrzegawcze, które wskazują, że nasz związek tak naprawdę zmierza donikąd, a nawet zbliża się ku końcowi. Niestety często - nadal odczuwając miłość i przywiązanie - ignorujemy je. Psychoterapeutka Anna Kamińska, w sieci działająca jako @amkaminska, stworzyła listę dziesięciu oznak, które mogą sugerować, że nasza relacja skazana jest na porażkę. Jeśli dostrzegasz je u siebie, być może nadszedł czas, aby ponownie zastanowić się nad swoim związkiem, a może nawet podjąć trudną, ale konieczną decyzję.
Nie macie podobnych celów na przyszłość
Cele życiowe partnerów nie mogą być ze sobą sprzeczne. Wówczas ani wspólne życie, ani terapia, która ma uratować związek, prawdopodobnie się nie uda. Co ważne, cele nie muszą być też identyczne. Różnice są naturalne, jednak kluczowe jest to, aby partnerzy otwarcie komunikowali swoje pragnienia i potrzeby oraz znajdowali przestrzeń na wzajemne wsparcie i akceptację.
Mówiąc bardziej obrazowo: jeśli celem jest wyjazd na wspólne egzotyczne wakacje i jedno z partnerów chce pojechać do Wietnamu, a drugie do Meksyku – jest szansa na pogodzenie tych planów. Można wypracować kompromis, na przykład pojechać w jednym roku do Wietnamu, a w kolejnym do Meksyku. Jeśli jednak jedno z partnerów chce mieć dzieci, a drugie zdecydowanie tego nie chce – wtedy może pojawić się poważny problem i trudno będzie dojść do rozsądnego porozumienia.
Po czasie spędzonym z partnerem, czujesz się wyczerpany/a
Jeśli po czasie spędzonym z partnerem, czujesz się raczej wyczerpany lub wypalony, może to być sygnał, że w twojej relacji występują trudności większe i głębsze, niż mogłoby się wydawać. Takie zmęczenie zwykle wynika z braku równowagi w dawaniu i otrzymywaniu tego, co w związku jest najważniejsze – czyli wsparcia emocjonalnego. Jeśli jeden z partnerów nieustannie daje – poświęca czas, uwagę, troskę – a w zamian nie otrzymuje nic lub otrzymuje zbyt mało, prowadzi to do wypalenia i poczucia ogromnego zmęczenia. Nie da się ciągle "karmić" i dawać z siebie – każdy z nas również potrzebuje być „nakarmiony” emocjonalnie, bo to właśnie daje nam siłę i równowagę w relacji. Bywa też tak, że wyczerpanie wynika nie z braku równowagi w dawaniu i braniu, ale z nieumiejętności prowadzenia rozmów. Jeśli partnerzy pozostają w nieustającym konflikcie albo mimo wielokrotnych prób nie potrafią go rozwiązać, ciągle analizując sytuację i szukając przyczyn w nieskuteczny sposób, to znaczy, że w związku występuje problem z niewłaściwą komunikacją.
Mam w terapii fantastyczną parę, którą bardzo lubię. Widzę, jak bardzo starają się dojść do porozumienia i mam przekonanie, że naprawdę się kochają. Mimo to zmagają się z wieloma problemami. Często na sesji opowiadają o tym, ile czasu i wysiłku włożyli w to, żeby dojrzale porozmawiać o swoich trudnościach. Takie rozmowy potrafią trwać godzinami, a para jest po nich emocjonalnie wyczerpana. Niestety nie prowadzi to do niczego konstruktywnego, a już na pewno nie do rozwiązania konfliktów. Są umęczeni tymi rozmowami. Jeśli nie nauczą się efektywnie rozmawiać, z czasem rozstanie stanie się nieuchronne.
Regularnie nie zgadzacie się w ważnych kwestiach i nie potraficie znaleźć kompromisu
To, że para nie zgadza się w różnych kwestiach, jest absolutnie naturalne i nie trzeba z tego robić problemu. Różnice zdań nie świadczą o niczym niepokojącym. Jednak brak umiejętności wypracowania kompromisu i poradzenia sobie z problemem może prowadzić do poważnych kryzysów w związku, a w konsekwencji – do rozstania. Warto pamiętać, że nie wszystkie spory da się rozwiązać. Według amerykańskiego psychoterapeuty Johna Gottmana, konflikty w związkach można podzielić na dwa rodzaje: możliwe do rozwiązania i nierozwiązywalne.
Te pierwsze wynikają z codziennych sytuacji życiowych, które można rozwiązać poprzez kompromis i współpracę. Przykładem może być decyzja o tym, u których rodziców spędzić Wielkanoc w danym roku. Te drugie natomiast mają swoje źródło w fundamentalnych różnicach wartości, pragnień i celów danej pary. Przykładem może być sytuacja, w której jedno z partnerów pragnie mieć dzieci, a drugie nie widzi siebie w roli rodzica lub nie może mieć dzieci. W przypadku konfliktów nierozwiązywalnych najczęściej konieczne jest wypracowanie strategii radzenia sobie z faktem, że dany problem nie zniknie. Kluczowe staje się wtedy zaakceptowanie różnic i znalezienie sposobu na życie z nimi.
Dla konfliktów możliwych do rozwiązania kluczem jest kompromis – obie strony muszą wykazać gotowość do ustępstw i zrozumienia potrzeb partnera. Jednak częste kłótnie i brak umiejętności dojścia do porozumienia prowadzą do wzrostu poziomu stresu i napięcia w relacji, osłabienia poczucia bezpieczeństwa oraz pojawienia się poczucia samotności, nawet w obecności partnera. Para, która regularnie się w czymś nie zgadza i nie potrafi znaleźć porozumienia, stopniowo traci zaufanie do siebie. W efekcie może dojść do eskalacji konfliktów, czyli częstszych awantur lub reakcji unikania, czyli emocjonalnego wycofania. Takie zachowania prowadzą do emocjonalnego wypalenia, które skutecznie uniemożliwia budowanie zdrowej i trwałej relacji.
Jedno z was się rozwija i realizuje swoje cele, a drugie stoi w miejscu
Kiedy spotykamy się i łączymy w parę, zazwyczaj reprezentujemy podobny poziom rozwoju zawodowego, emocjonalnego i intelektualnego. Nawet jeśli tak nie jest, to albo nie dostrzegamy tych różnic u partnera, albo na tym etapie nie przeszkadzają nam one na tyle, by wpływały na jakość relacji – jesteśmy w stanie je zaakceptować. Problem pojawia się wtedy, gdy z czasem różnice stają się coraz bardziej zauważalne. Wówczas stanowią one poważne zagrożenie dla trwałości związku.
Jeśli przyjrzymy się parze, która poznała się w klasie maturalnej i postanowiła spędzić ze sobą życie, a następnie jedno z partnerów zaczęło inwestować we własny rozwój – realizuje swoje pasje, osiąga sukcesy zawodowe, poszerza horyzonty, podczas gdy drugie pozostaje na poziomie, który już osiągnęło, sytuacja staje się trudna. Pojawia się zaburzenie równowagi w relacji. Zdrowy związek opiera się na wzajemnym wsparciu i partnerstwie. Jeśli jednak jedna osoba konsekwentnie dba o swój rozwój, a druga pozostaje w miejscu, w relacji pojawiają się napięcia i zaburzenia dynamiki.
Partner, który intensywnie się rozwija, może zacząć postrzegać drugą osobę jako kogoś, kto go ogranicza lub "ciągnie w dół". Z drugiej strony, partner, który mniej stawia na rozwój, może zacząć czuć się gorszy, co rodzi frustrację i poczucie niezadowolenia po obu stronach. W takiej sytuacji obserwujemy zjawisko dysonansu ambicji – jedno z partnerów dąży do rozwoju, podczas gdy drugie nie ma motywacji do wprowadzania zmian. W wyniku tego dysonansu para traci wspólną płaszczyznę porozumienia, a ich cele się rozchodzą. Partnerzy zaczynają niejako żyć w dwóch równoległych światach, co skutkuje brakiem przestrzeni na budowanie wspólnej przyszłości. W takich okolicznościach związek zwykle kończy się rozpadem.
Często tęsknisz za życiem singla lub fantazjujesz o byciu z kimś innym
Tęsknota za życiem singla może, ale nie musi być poważnym zagrożeniem dla relacji. Choć fantazje o tym, jak było fajnie, kiedy byliśmy młodzi, piękni i niezależni, są naturalne, to jeśli takie myśli zaczynają przybierać na sile i wpływać na dynamikę relacji, staje się to problemem. Konflikt między pragnieniem życia w bliskości a zachowaniem niezależności i autonomii w pewnym stopniu dotyczy każdego z nas. Wraz z upływem czasu, choć zależy nam na drugiej osobie, zaczynamy zdawać sobie sprawę, że bycie w związku wiąże się z utratą części niezależności. Niestety tych dwóch pragnień nie da się całkowicie pogodzić, dlatego mówimy o wewnętrznym konflikcie – zwykle jedna z tych potrzeb zwycięża nad drugą.
Możemy starać się dbać o swoją niezależność, jednocześnie pozostając w relacji, lub przeciwnie – rezygnować z bliskości na rzecz większej swobody. Jednak jeśli tęsknota za życiem singla staje się zbyt silna, warto zastanowić się nad przyczynami takiego stanu rzeczy. Mogą one wynikać z poczucia utraty kontroli nad własnym życiem, braku przestrzeni na realizowanie własnych pasji i zainteresowań lub wrażenia, że bycie w związku ogranicza rozwój osobisty. Takie okoliczności mogą sprawić, że tęsknota za życiem singla stanie się dominującym uczuciem, co nieuchronnie doprowadzi do wyczerpania emocjonalnego, emocjonalnego oddalenia się od partnera, a w konsekwencji – do wycofania się z relacji.
Miałam w terapii wiele par, które były mocno zaangażowane – doszło nawet do zaręczyn – ale z czasem jedno z partnerów zaczęło się wycofywać, szukając uciech w typowych zachowaniach singielskich. Często to mężczyźni odczuwają tę potrzebę powrotu do życia w pojedynkę, co przejawia się unikaniem zobowiązań, brakiem gotowości na wspólne decyzje czy emocjonalnym dystansem. Warto zaznaczyć, że tęsknota za życiem singla często wiąże się z różnymi fantazjami o swobodnym, ekscytującym życiu, wolnym od zobowiązań. Niestety takie fantazje mogą prowadzić do podejmowania destrukcyjnych działań w relacji – emocjonalnego dystansu, zdrady, a w końcu do decyzji o rozstaniu. W pewnym momencie możesz dojść do punktu, w którym nie masz już siły kłócić się z drugą osobą, bo wiesz, że i tak nic to nie da.
Podsumowując, tęsknota za życiem singla nie zawsze jest problemem, dopóki nie zaczyna dominować i wpływać na emocjonalną bliskość w związku. Kluczowe jest zrozumienie, skąd bierze się to uczucie i czy jest ono wynikiem faktycznych braków w relacji, czy jedynie iluzją idealnego życia w pojedynkę. Bez szczerej rozmowy o wzajemnych potrzebach i pragnieniach trudno będzie przywrócić równowagę w relacji.
Nie masz już siły kłócić się z drugą osobą, bo wiesz, że i tak nic to nie da
Jeśli w gabinecie słyszę, że jednego z partnerów ogarnia uczucie bezradności i braku sił nawet do kłótni, zawsze mnie to bardzo niepokoi. Jako terapeutka chyba wolę, gdy para się kłóci – przynajmniej widzę w niej życie. A życie sprzyja zmianom. Profesor de Barbaro powiedział kiedyś w jednym wywiadzie: "Kłótnia jest lepsza niż obojętność, ponieważ milczenie może oznaczać, że związek gaśnie". Też tak uważam. Jeśli więc dostrzegam zniechęcenie i marazm, odczuwam niepokój.
Taki stan rzeczy często wynika z przekonania, że nie ma sensu się kłócić i spalać energii, skoro i tak nic to nie da. Niestety to sygnał, że w związku mogą występować poważne trudności, które zagrażają jego przyszłości. Takie uczucie jest często wynikiem "głębokiego rozczarowania relacją" albo "problemów w komunikacji" między partnerami. Nie ma nic gorszego niż taka emocjonalna rezygnacja i postawa "tumiwisizmu". Jeśli jest mi wszystko jedno, to po co walczyć? A bez walki nie będzie zwycięstwa. Brak walki o związek nieuchronnie prowadzi do wycofania się z relacji.
John Gottman pisze o zjawisku, które nazywa "murem milczenia" - jest ono zwiastunem zakończenia związku. Kiedy w relacji pojawia się obojętność, trudno o jakąkolwiek poprawę – partnerzy przestają się angażować, unikać konfliktów i powoli tracą emocjonalne połączenie. I znów wracamy do komunikacji. Nic tak nie poprawia relacji jak **efektywna komunikacja** – to klucz do rozwiązywania konfliktów i przywracania bliskości. Jeśli partnerzy nie rozmawiają, nie będą w stanie naprawić swojej relacji. A to z dużym prawdopodobieństwem prowadzi do rozstania.
Wasze życie łóżkowe nie istnieje
Chyba nikogo nie dziwi stwierdzenie, że życie intymne jest fundamentem zdrowego związku. Oczywiście ważna jest także przyjaźń, ale jeśli z relacji romantycznej wyeliminujemy intymność, przestaje ona być związkiem – staje się raczej przyjaźnią. Dlatego można jednoznacznie stwierdzić, że relacja romantyczna bez intymności nie istnieje. Nikt więc nie powinien się dziwić, że brak lub znaczne pogorszenie życia seksualnego w związku może poważnie zagrozić jego przyszłości.
Seksualność odgrywa kluczową rolę w budowaniu bliskości, a jeśli w tej sferze pojawiają się trudności, związek zaczyna słabnąć – pojawiają się napięcia, więź emocjonalna ulega osłabieniu, a partnerzy stopniowo się od siebie oddalają. I nie chodzi tutaj o okresowe osłabienie intymności, które zdarza się w każdej relacji i nie powinno budzić nadmiernej paniki. Problem pojawia się, gdy mamy do czynienia z trwałym zanikiem lub znacznym ograniczeniem intymności.
Intymność jest naturalna, ale jednocześnie bardzo delikatna. Jeśli w związku zacznie dominować rutyna, nuda i przewidywalność, intymność stopniowo osłabnie i może całkowicie wygasnąć. W efekcie dochodzi do sytuacji, w której partnerzy nadal darzą się uczuciami i silnym przywiązaniem, ale brak życia intymnego sprawia, że stają się bardziej kumplami niż kochankami. I pewnie to nie byłby problem, gdyby człowiek nie miał naturalnych potrzeb bliskości i pożądania. Jeśli intymność zanika, odrzucony partner zaczyna odczuwać brak akceptacji, co prowadzi do spadku samooceny. Pojawia się poczucie, że jest się nieatrakcyjnym lub niewystarczającym. Z czasem prowadzi to do narastających napięć i konfliktów, a w konsekwencji do emocjonalnego dystansu. W takiej sytuacji partnerzy często zaczynają szukać bliskości poza związkiem, co często otwiera drogę do zdrady i ostatecznego rozpadu relacji.
Można by rzec, że sfera intymna cementuje zdrowy związek i nie należy jej zaniedbywać, niezależnie od wieku czy stażu związku. Brak troski o tę sferę zwiększa podatność na kryzysy, zdrady i w efekcie – na rozpad relacji. Intymność jest fundamentem bliskości, a jej brak sprawia, że partnerzy zaczynają żyć obok siebie, a nie ze sobą.
Nie odczuwasz tęsknoty, gdy nie jesteście razem
Pamiętam czasy, gdy mój mąż często wyjeżdżał służbowo na kilka dni. Kiedy dzieci były małe, przyjeżdżała do mnie teściowa, żeby mi trochę pomóc. Powiedziała kiedyś, że widzi, jak gasnę, gdy Artur wyjeżdża, i rozkwitam, gdy dzwoni z informacją, że wraca. Zjadała mnie tęsknota. Uważam, że brak odczuwania tęsknoty za partnerem, gdy nie jesteście razem, może być sygnałem, że w związku dzieje się coś niepokojącego. Oczywiście nie chodzi tu o sytuację, w której nie pozwalacie partnerowi wyjść na spotkanie z koleżanką czy kumplami na tenisa, bo tęsknicie. Chodzi o reakcję na nieco dłuższą rozłąkę.
Tęsknota jest naturalnym wyrazem przywiązania i bliskości emocjonalnej. Jeśli się nie pojawia, może to świadczyć o obojętności lub emocjonalnym dystansie między partnerami. To z kolei może oznaczać zanik więzi emocjonalnej, może być sygnałem zwiastującym kryzys w związku. Warto pamiętać, że tęsknota za kimś, kogo kochamy, a z kim nie możemy być z powodów od nas niezależnych, to pokorne i czyste uczucie, będące autentyczną pamięcią serca. Przeczytałam kiedyś o tym w artykule Wojciecha Eichelbergera i bardzo mi się to spodobało – postanowiłam to zapamiętać. Jeśli więc nie ma tęsknoty, może to oznaczać, że dla jednego z partnerów – lub dla obojga – ich relacja straciła na znaczeniu.
Coraz częściej irytuje cię lub wręcz odrzuca to, co mówi i robi twój partner
Jeśli partnerzy doświadczają coraz częstszej irytacji na wypowiedzi drugiej osoby, może to świadczyć o pojawiającym się dystansie emocjonalnym w ich związku. Najczęściej wynika to z tego, że nie spędzają wspólnie czasu, nudzą się ze sobą, nie są sobą nawzajem zaciekawieni tak, jak to było na początku relacji. To prowadzi do zniechęcenia i narastającej irytacji. To z kolei osłabia więź emocjonalną i utrudnia lub wręcz uniemożliwia budowanie wspólnej przyszłości.
Irytacja jest formą złości – sygnałem braku akceptacji i przekraczania granic. Często wiąże się z rozczarowaniem z powodu niespełnionych oczekiwań. W efekcie partnerzy zaczynają unikać siebie nawzajem. Unikają także rozmów – bo po co prowokować kolejny konflikt – przez co nie są w stanie rozwiązywać bieżących problemów, tylko zamiatają je pod dywan. To prowadzi ich do stanu obojętności i budowania muru emocjonalnego, o którym pisał John Gottman.
Jeśli stan irytacji na partnera trwa długo, staje się przyczyną wypalenia emocjonalnego, kłótni i awantur. W pewnym momencie partnerzy prawdopodobnie dojdą do przekonania, że nie ma sensu kontynuować relacji. Warto pamiętać, że długotrwała irytacja na partnera ma bezpośredni związek z brakiem komunikacji – znów dochodzimy do punktu, w którym przekonujemy się, że komunikacja w związku to absolutna podstawa. Bez niej nie da się budować wspólnej przyszłości. Jeśli partnerzy nie potrafią rozmawiać, pojawiają się liczne konflikty, złość oraz różne trudne emocje. Ludzie mają raczej tendencję do unikania tego, co trudne, więc jeśli takie emocje staną się stałym elementem związku, zakończenie relacji stanie się naturalnym rozwiązaniem.
Odczuwasz silny stres, gdy chcesz poruszyć jakiś ważny temat
Co to znaczy, że odczuwasz silny stres, gdy chcesz powiedzieć partnerowi coś ważnego? Stres to takie słowo "worek" – w tym przypadku odnosi się do reakcji lękowej. Chodzi o lęk przed tym, jak partner może zareagować. W pracy z parami bardzo często to obserwuję – partnerzy boją się mówić o pewnych sprawach, więc je zatajają. Często uciekają się do kłamstw, ale ciekawe jest to, że nie kieruje nimi zła intencja, tylko lęk przed oceną, odrzuceniem i rozpadem związku.
Niestety taki silny stres prowadzi do tego, że w relacji zaczynają pojawiać się tematy tabu – tajemnice, których lepiej nie poruszać, by nie wywołać konfliktu. W efekcie partnerzy unikają szczerych rozmów, co poważnie zagraża przyszłości związku. Problemy, o których się nie mówi, nie znikają – wręcz przeciwnie – narastają i pogłębiają dystans między partnerami. Jeśli partnerzy nie rozmawiają o trudnych sprawach z obawy przed reakcją – złością, krytyką czy odrzuceniem – relacja staje się powierzchowna i stopniowo traci emocjonalną głębię. Taki stan rzeczy często prowadzi do emocjonalnej destabilizacji w związku, a w konsekwencji – do jego rozpadu.
------------------------
Anna Kamińska – jestem psychoterapeutką i założycielką ośrodka psychoterapii "Drogowskaz Zmian". Pracę terapeutyczną rozpoczęłam ponad 10 lat temu i od tego czasu pomogłam setkom osób w budowaniu lepszych relacji. W sieci można mnie znaleźć jako @amkaminska.
Źródło: CHILLIZET