"To najbardziej radosny okres w roku". Jak obchodzi się Święto Zmarłych w Meksyku?
Nadchodzi Uroczystość Wszystkich Świętych. W Polsce to czas zadumy, wyciszenia i smutku, zupełnie inaczej niż w... Meksyku. Tam Święto Zmarłych to jeden z najbardziej radosnych i kolorowych okresów w roku.
Tym razem przenosimy się do Meksyku, gdzie już niedługo zacznie się Día de Muertos, czyli Święto Zmarłych. Początek listopada w tym kraju to jeden z najbardziej radosnych i kolorowych okresów w roku. Oznacza wspólne biesiadowanie przy grobach, wesołą muzykę i barwne parady. Sposób celebrowania Día de los Muertos jest na tyle bogaty, że został wpisany na listę niematerialnego dziedzictwa UNESCO. O tych niezwykłych tradycjach związanych ze świętem zmarłych porozmawiamy z Agnieszką Kimlą, która od 13 lat mieszka w Meksyku i jest licencjonowaną przewodniczką.
Nina Czochara: Początek listopada w polskiej kulturze kojarzy się z okresem wyciszenia, zadumy i smutku, zupełnie inaczej niż w Meksyku, gdzie Święto Zmarłych jest raczej okazją do radosnego i głośnego świętowania. Z czego wynika tradycja celebrowania Día de Muertos w tak barwny sposób?
Agnieszka Kimla: Meksykanie w ogóle mają inną kulturą, o wiele bardziej radosną niż my. Mamy tu więcej słońca, więcej kolorów, więcej pozytywnych emocji. Jeżeli chodzi o sam temat śmierci, towarzyszył on Meksykanom od zawsze. To memento mori (pamiętaj o śmierci) sięga czasów prehiszpańskich, kiedy - oczywiście nie pochwalamy tego - składano ofiary z ludzi. Wszyscy to widzieli. Szczególnie że czaszki wystawiano potem na widok publiczny. Więc ta śmierć była widoczna codziennie, nie tylko gdzieś tam w ukryciu podczas pogrzebu.
Oczywiście nie składa się już ofiar z ludzi od wielu, wielu lat, ale obrzędy związane z pochówkiem nadal są niesamowicie ważne. Podchodzi się tu jednak do tego jako do części życia. Jest to oczywiście tragedia, jak ktoś odchodzi, jest smutek, ale ostatecznie Meksykanie potrafią wydobyć z tego pozytywny pierwiastek. Polecam obejrzeć bajkę "Coco", która zdobyła dwa Oscary. Ta piękna, amerykańska produkcja opowiada właśnie o tej meksykańskiej tradycji. Tak jak pokazano w filmie, tak jest i w życiu - październik, pierwszy i drugi listopada to najszczęśliwszy okres w roku.
Polak, który nie wie, o co chodzi, może pomyśleć, że zwariowaliśmy w tym Meksyku. Osobom bardzo tradycyjnym w ogóle nie mieści się to w głowie. Ale turyści, którzy przyjeżdżają w tym okresie, są zachwyceni. Mówią, że u nich w Polsce też by tak mogło być. Ale nie będzie, bo mamy inną kulturę i to też jest dobre. Jeśli wszystko byłoby takie same, byłoby nudno. Dla mnie to ulubiony moment w roku. Ja po prostu kocham październik, kocham ten czas, kiedy wszyscy się przygotowują, jest radośnie, jest kolorowo. Jest lepiej niż w święta Bożego Narodzenia.
Ja trafiłam nawet na określenie, że w Meksyku czeka się bardziej na Święto Zmarłych niż na Gwiazdkę. Rzeczywiście tak jest?
Agnieszka Kimla: Myślę, że tak. Chociaż zastanawiam się czasem, czy obcokrajowcy nie doceniają tego święta bardziej niż reszta. Dużo Meksykanów na przykład robi ozdoby na Halloween. Ja im otwarcie mówię, że nie rozumiem, dlaczego kopiują amerykańskie święto, skoro mają takie swoje cudowne. W okresie Día de Muertos można nawet kupić ozdoby z napisem "Szczęśliwego Dnia Zmarłych".
Chciałabym też porozmawiać o najważniejszych tradycjach związanych ze Świętem Zmarłych w Meksyku. W Polsce chodzimy na cmentarze, zapalamy znicze na grobach bliskich. A jak to wygląda w Meksyku? Czy faktycznie całe rodziny ucztują przy grobach, przynosząc tequile i ulubione potrawy zmarłych?
Agnieszka Kimla: Tak. Jeżeli mówimy o cmentarzu, to najwięcej rzeczy dzieje się 2 listopada. Dzień wcześniej groby są ozdabiane kwiatami - prawdziwymi albo sztucznymi. Wszystko tonie w kolorach. Byłam kiedyś na cmentarzu, na którym ogłaszali nawet konkurs na najładniej ozdobiony grób. W nocy Meksykanie przynoszą na cmentarz jedzenie, alkohol i biesiadują razem z bliskimi zmarłymi. Wspominają ich, opowiadają, co robili, co lubili itp. Jest też muzyka, wszędzie palą się świeczki. To jest cudowne, jak oni potrafią zupełnie inaczej połączyć się z tymi zmarłymi.
Podobno w niektórych miejscowościach po cmentarzu krążą muzycy, u których można zamówić ulubione piosenki zmarłego.
Agnieszka Kimla: Tak, to mogą być mariachi lub inne zespoły muzyczne. Mogą też grać podczas samego pogrzebu - oczywiście odpowiednio dobrany repertuar. Uważa się, że piosenki wydobywają z nas taki ostateczny smutek, pomagając nam się oczyścić.
Jakie jeszcze tradycje kultywowane są w Meksyku z okazji Dnia Zmarłych?
Agnieszka Kimla: Dla tradycyjnych rodzin bardzo ważny jest ołtarzyk. Składa się on ze schodków, na których ustawia się różne ozdoby - głównie zdjęcia zmarłych, ale również kolorowe świeczki, miniaturki potraw meksykańskich, a jeżeli ołtarzyk jest duży to również prawdziwe napoje czy słodycze (wszystko to, co lubiła dana osoba). Mamy też chlebek zmarłych - może być prawdziwy lub sztuczny. To taka okrągła bułka z kulką w środku, która symbolizuje czaszkę oraz krzyżykiem (symbol kości). Na ołtarzyku pojawiają się również aksamitki czy czaszki wykonane na przykład z lukru lub gliny. Na pewno jest bardzo kolorowo.
Tradycyjne rodziny przygotowują też ulubione potrawy zmarłych, które w nocy z 1 na 2 stawiają na ołtarzyku. Usypują również ścieżkę z płatków aksamitek, po której - według wierzeń Meksykanów - przychodzą dusze i wyjadają esencję z dań. Dlatego też nikt później tych potraw nie je. Oprócz tego wszędzie - zarówno w domach, jak i miejscach publicznych - wiszą kolorowe wycinanki z motywem kości. Z okazji Dnia Zmarłych pisze się również wierszyki albo czyta zabawne fraszki o śmierci. No i oczywiście jest też dużo rzeczy związanych z Catriną.
Kim jest ta Catrina i co reprezentuje?
Agnieszka Kimla: Na początku XX wieku żył meksykański grafik Jose Guadalupe Posadaon, który stworzył całą serię karykatur przedstawiających kobietę-kościotrupa w eleganckiej sukni i z kapeluszem. Ilustracje te miały krytykować panie, które pretendują do bycia nie wiadomo kim, a w głowie mają pustkę. Catrina spopularyzowana została później przez Diego Riverę. Mąż Fridy Kahlo stworzył z nią ogromny, niemal 17-metrowy mural, który do dziś można oglądać w mieście Meksyk. Z czasem Catrina na dobre wpisała się w tradycję Día de Muertos. Podczas Święta Zmarłych po głównej ulicy Mekysku organizowana jest nawet cała parada Catrin. Ludzie przebierają się, robią sobie specjalne makijaże itp.
Jeśli mówimy o takich popularnych motywach, to chciałam jeszcze zapytać o te kolorowe czaszki z cukru. Ty wspomniałaś o nich w kontekście ołtarzyków.
Agnieszka Kimla: Czaszka jest absolutnym symbolem Día de Muertos w każdej postaci. Może być wykonana z czekolady, z ceramiki, z amarantusa czy z lukru. Musi być kolorowa, musi być świecąca. W wielu miejscach organizowane są również warsztaty, podczas których robi się czaszki z gliny, a potem się je maluje. Warto zaznaczyć, że w tych wszystkich tradycjach związanych ze Świętem Zmarłych biorą udział również dzieci. Wspomniane już ołtarzyki stoją nawet w szkołach i uczniowie co roku je dekorują. Muszę jeszcze na chwilę wrócić do tematu cmentarzy. Na Jukatanie jest taka nekropolia, gdzie przez cały rok wystawione są kości zmarłych. Przed Día de Muertos rodziny wyciągają je i oczyszczają. To jest część tradycji.
Chciałam właśnie zapytać, co było dla ciebie największym zaskoczeniem przy bliższym poznaniu tradycji Día de Muertos. Domyślam się, że pewnie to czyszczenie kości zmarłych.
Agnieszka Kimla: Tak. Ja oczywiście w tym nie uczestniczyłam, ale było to dla mnie szokujące. Również ta biesiada z alkoholem i jedzeniem na cmentarzu. Pamiętam, jak raz poszłam 1 listopada na groby, a tu pan z wózeczkiem podchodzi i się pyta, czy chcemy piwo. Wtedy dopiero wdrażałam się w te meksykańskie tradycje. Dziś natomiast jestem największą fanką tego święta w całej mojej rodzinie.
W jednej z pierwszych scen w słynnym filmie "Spectre" pokazano wielką paradę w mieście Meksyk. Co James Bond ma wspólnego ze Świętem Zmarłych?
Agnieszka Kimla: To jest dosyć zabawne, że Hollywood musiało stworzyć Jamesa Bonda, żebyśmy mieli w Mexico City paradę Día de Muertos. Pamiętam, że był marzec 2015 roku. Byłam z moją grupą na głównym placu w mieście i wszędzie stały czaszki, Catriny itp. Zdziwiłam się, ale później okazało się, że kręcili właśnie pierwsze sceny do filmu "Spectre". Była wielka parada, a aktorzy i statyści byli poprzebierani. Chyba ludzie na świecie zaczęli zastanawiać się wtedy, czy to dzieje się naprawdę. Niektórzy cudzoziemcy myśleli, że co roku mamy tu taką imprezę. Dlatego też burmistrz w 2016 r., aby nie zawieść społeczeństwa, urządził wielką paradę w Mexico City. I od tego czasu organizowana jest co roku.
Kiedy mówimy o tych wszystkich tradycjach Día de Muertos, gdzie jest dużo radości, muzyki, kolorów, trudno znaleźć mi jakieś podobieństwa do polskich obchodów 1 i 2 listopada. Czy ty je gdzieś dostrzegasz?
Agnieszka Kimla: Chyba nie. Tutaj podejście jest kompletnie inne. Nawet taka kwestia jak śmierć - tu możemy zorganizować tradycyjny pochówek, ale też kremację. Później z prochami można zrobić, co się tylko chce. Babcia chciała, aby jej prochy były rozrzucone w oceanie, ma ocean, chciała, aby stały w domu, ma dom itp. Świetnie to też widać w reklamach. Sieć cukierni, która sprzedaje wspomniane już przeze mnie chlebki zmarłych, kiedyś napisała na plakacie "Obyś zdążył spróbować" i "Jedzenie i smak nigdy nie umiera". Kompletnie inaczej niż w Polsce.
Czasami słyszy się, że Meksykanie muszą kochać śmierć, skoro tak radośnie obchodzą Dzień Zmarłych. Ale nie chodzi tutaj o sam kult śmierci, a raczej o osłodzenie sobie tej rozłąki z bliskimi.
Agnieszka Kimla: Tak, chyba tak. Myślę, że bardzo pomagają im te wszystkie dekoracje itp. Nawet jak jest pogrzeb, ludzie nie ubierają się na czarno. Każdy zakłada to, co ma. Tak samo jak my przeżywają śmierć, ale potem to wspominanie sobie osładzają. Bardzo polecam, żeby przyjechać właśnie w tym okresie do Meksyku. Warto.
Posłuchaj całej rozmowy.
Źródło: CHILLIZET