Ciemniejsza strona turystycznego Rzymu, czyli na co powinni uważać turyści

6 min. czytania
Aktualizacja 13.01.2025
13.01.2025 10:56
Zareaguj Reakcja
---- ----

Rzym co roku przyciąga coraz większą liczbę turystów. W turystycznych miejscach nawet poza sezonem bywa bardzo tłoczno. Ale, jak się okazuje, nie tylko turystów można tu spotkać. Niestety to miasto przyciąga też wielu naciągaczy i przestępców. Poznaj 5 sytuacji, w których można stracić nie tylko kilka euro.

Turyści w Rzymie
fot. Shutterstock
--1-- ----
  • Turystyczne miejsca, takie jak Rzym, przyciągają nie tylko turystów, podróżników, ale również oszustów, którzy wykorzystują nieostrożność zwiedzających, chcąc ich okraść.
  • Szczególnie niebezpieczne są zatłoczone miejsca, takie jak metro, czy kolejki do różnych atrakcji. Niestety w takim tłumie łatwo stracić portfel, czy telefon.
  • Przedstawiamy 5 sytuacji, w których możesz stracić pieniądze i radzimy, jak tego uniknąć.

Od razu zastrzegę, że ten tekst nie ma na celu zniechęcenia turystów do odwiedzenia Rzymu. To przepiękne miasto, które warto nawet kilkukrotnie odwiedzić. Ma ono bardzo wiele do zaoferowania i nie chodzi tylko o zabytki, które można zobaczyć na każdym kroku, ale też o atmosferę, klimat, jedzenie. Niestety Rzym padł ofiarą swojej atrakcyjności i przyciągając co roku coraz większą liczbę turystów, przyciąga również oszustów i złodziei, którzy widzą w tym miejscu ogromny potencjał dla swojej przestępczej działalności.

Kradzieże w metrze w Rzymie

Byliśmy w Rzymie kilkukrotnie (ostatnio w styczniu 2025 r.) i zauważyliśmy, że coraz częściej ostrzega się nas przed niebezpieczeństwem, na przykład kradzieżą w metrze. Myśleliśmy, że to wynik nadmiernej troski ze strony zaprzyjaźnionych z nami osób, ale przekonaliśmy się, że niestety mieli oni rację. Podczas czterodniowego pobytu w Rzymie, trzy razy byliśmy świadkami próby okradzenia turystów, raz omal nie padliśmy ofiarą tego przestępstwa. Było to rano, w godzinach szczytu, jechaliśmy metrem w stronę Watykanu. Po wejściu do metra dwie osoby podeszły do nas, ostrzegając na przed kieszonkowcami. Na szczęście wszystkie cenne rzeczy mieliśmy schowane w kieszeniach bluz pod kurtkami. W plecaku mieliśmy tylko przewodnik i klucze do pokoju w hostelu. Złodzieje wypatrzyli nas w tłumie i zastosowali klasyczną metodę na tłok lub tzw. kanapkę (są dwie nazwy). Jeden ze złodziei wszedł do wagonu metra, a potem udawał, że nagle zmienił decyzję i chce wysiąść. Zaczął się pchać na mojego towarzysza podróży od przodu, a jego kolega w tym czasie udawał, że wchodzi do wagonu i zaszedł go od tyłu. To działo się tak szybko, że mój towarzysz podróży nie miał nawet czasu zareagować. Na szczęście pomogli mu inni pasażerowie, a dokładnie dwie panie, które zaczęły krzyczeć na złodziei i szarpać ich. Trzymały ich w żelaznym uścisku i prosiły, aby mój towarzysz sprawdził, czy ma wszystko w plecaku. Gdy okazało się, że złodzieje zdążyli tylko rozsunąć kieszonkę z kluczami, ale już ich nie wyjęli, wypchnęły obu panów z wagonu.

Ci kieszonkowcy wyglądali, jak osoby jadące do pracy, nie wyróżniali się z tłumu. Eleganckie ubrania, kaszkieciki, błyszczące, wypastowane buty. Widząc ich, można byłoby pomyśleć, że to urzędnicy jadący do biura. Nic bardziej mylnego. To było w czwartek. Natomiast w weekendy uruchamia się inna grupa złodziei – młode dziewczyny (wśród nich była nawet jedna w ciąży). Udają grupę roześmianych, wyluzowanych kobiet, jadących gdzieś się rozerwać. Niestety działają one według tego samego schematu. Robią tłok, przekrzykują się, przepychają, a dwie z nich okradają nieświadomego niczego turystę. Widzieliśmy to aż trzy razy, w różnych miejscach.

Dlatego radzimy, aby wszystkie cenne rzeczy trzymać w bluzach, torebkach, tzw. nerkach, ukrytych pod zapiętymi kurtkami (zimą), a w lecie mocno trzymać je z przodu.

Metro w Rzymie
Fot.

Kradzieże telefonów

Dość częste są też kradzieże telefonów. Schemat działania jest podobny. Nieświadomy niczego turysta albo robi zdjęcie, albo sprawdza trasę w telefonie, a w tym czasie jadący na hulajnodze lub skuterze złodziei wyrywa mu z rąk telefon. Do tego typu przestępstw najczęściej dochodzi poza turystycznymi miejscami lub wieczorami. Trzeba przyznać, że włoski rząd oraz rzymskie władze miejskie bardzo dbają o bezpieczeństwo turystów i wszędzie jest mnóstwo policji (polizei) lub żandarmerii wojskowej (carabinieri), ale oni nie mogą być wszędzie i o każdej porze. Aby uniknąć tego typu kradzieży, lepiej nie wyciągajmy telefonu blisko ulicy, lub w ciemnych zaułkach. Nie nośmy go też w ręku przez cały czas. Mój towarzysz podróży ma na to inny patent – nosi dwa telefony. Jeden, stary, służy mu tylko jako telefon do nawigacji. Wgrywa tam aplikacje z mapami offline i korzysta z niego, gdy musimy znaleźć najkrótszą drogą. Nawet jeśli go stracimy, strata będzie trochę mnie bolesna.

Warto też pamiętać, by telefonów (jak i portfeli) nie wkładać do tylnej kieszeni spodni, bo w tłoku możecie je stracić.

Redakcja poleca

Podejrzane konwersacje na WhatsAppie

Ten sposób oszustwa jest popularny na całym świecie, nie tylko w Rzymie, ale warto o nim napisać. Zdarza się, że rezerwujecie pokój w znanej aplikacji, macie wszystko potwierdzone, aż nagle dostajecie na WhatAppie informacje, że jest jakiś problem z rezerwacją i musicie ją jeszcze raz przeprowadzić, klikając w wysłany w wiadomości link. Nigdy tego nie róbcie! Wszystkie rozmowy, rezerwacje, prowadźcie tylko przez aplikację (będzie to ewentualnie podstawa reklamacji), NIGDY na zewnętrznych komunikatorach. Gdy dostaliśmy taką informację na WhatsAppie, natychmiast skontaktowaliśmy się z właścicielem hostelu na Booking.com i okazało się, że z naszą rezerwacją jest wszystko w porządku i niczego nie musimy jeszcze raz potwierdzać. Ktoś, podszywając się pod hosta, chciał nas oszukać.

Ceny dnia nie wliczają "coperto" oraz napiwków

Absolutnie nie jest to forma kradzieży, ale chcemy o tym napisać, by uświadomić niektórym osobom, aby były ostrożniejsze w wyborze miejsca do jedzenia. Byliśmy świadkiem nieprzyjemnej sytuacji, w której dziewczyna nie miała wystarczających środków, by zapłacić za rachunek. Bardzo często restauracje, zwłaszcza te z turystycznych miejscach, reklamują się, że w porze lunchu "pasta + bevanda" tylko 10 euro. Dają się na to złapać zwłaszcza osoby, które zaczynają samodzielne podróże i mają ograniczony budżet. Niestety za tego typu reklamą kryje się pułapka w postaci "coperto", czyli dodatkowej opłaty za przygotowanie stolika. Jeśli zamawiamy to danie i nie bierzemy go na wynos, tylko siadamy przy stoliku, ta pozycja na pewno znajdzie się na rachunku i zamiast 10 euro będziemy musieli zapłacić na przykład 12 euro. Inną kwestią są też napiwki. Kiedyś były one kwestią uznaniową, ale teraz coraz częściej spotykamy się z wymuszaniem napiwków, na przykład przy płatnościach kartą. Kelenerzy dość często sami sugerują, aby dodać stosowną kwotę do rachunku. Oczywiście nie wszędzie tak się zachowują, ale trzeba mieć to na uwadze, wchodząc do restauracji w miejscu mocno turystycznym.

Jeśli ktoś podróżuje budżetowo, to polecamy mu "jedzenie na wynos" najlepiej w miejscach, w których żywią się lokalni mieszkańcy. Taki bar z pastą za 5 euro spotkaliśmy blisko Placu Hiszpańskiego (Piazza di Spagna). Są tam do wyboru dwa rodzaje makaronów: wegetariańskie i niewegatariańskie. Porcje dostaje się do papierowego pojemnika wraz z drewnianym widelczykiem. Oczywiście można też zjeść w restauracji, ale starajmy się szukać lokalnych, rodzinnych trattorii. Dla porównania za podobny posiłek w turystycznej restauracji (pasta, aperol, espresso) zapłaciliśmy 40 euro za dwie osoby, a kilka ulic dalej w rodzinnej trattorii 25 euro za dwie osoby.

Restauracja w Rzymie
Fot.
Redakcja poleca

Selfie-sticki, powerbanki i ozdoby...

Jak w każdym turystycznym miejscu, nie tylko w Rzymie, jest wielu sprzedawców oferujących selfie-sticki, powerbanki, okulary i co tam wyobraźnia im podpowie. Są to najczęściej imigranci, którzy w ten sposób zarabiają. Nie ma w ich pracy nic zdrożnego i jeśli ktoś chce ich wesprzeć, kupując powerbank do rozładowującego się telefonu, nie ma sprawy. Musimy tylko pamiętać o jednej sprawie: te rzeczy są złej jakości i często niewarte swojej ceny.

Kolejna sprawa, to sposób nawiązywania handlowej relacji. Bardzo często zdarza się, że stosują oni manipulacyjne sztuczki, by namówić nas do transakcji. Zaczyna się niewinnie, pytaniem "skąd jesteś?", a potem zaczyna się cała historia, że "kolega na żonę Polkę i Polacy to wspaniały naród, taki otwarty, że jesteśmy mili i zawsze z każdym porozmawiamy, że Polki są piękne itd.". Po krótkiej wymianie uprzejmości sprzedawca wręczy nam upominek, np. niewielką bransoletkę z włóczki, mówiąc, że to wyraz sympatii i przyjaźni. Jeśli ją przyjmiecie, to was złapał. Teraz familijnie (skoro jesteście przyjaciółmi) bedzie wam mówił, jak mu trudno wiąże się koniec z końcem, że zostawił rodzinę, której musi pomagać i że każde wsparcie, nawet kilka euro, bardzo go (i jego rodzinę) uszczęśliwi. Uprzedzam, że z takiej sytuacji trudno się wywinąć i zazwyczaj kończy się na wysupłaniu tych kilku euro. Moja rada: porozmawiaj serdecznie (w końcu Polacy to sympatyczny naród), ale nie przyjmuj żadnych prezentów. Podziękuj grzecznie, stanowczo, ale z uśmiechem, a potem miło pożegnaj się i odejdź. Za bycie zbyt miłym można słono zapłacić.

Podsumowując, nie chciałabym, aby powyższe historie zniechęciły was do podróżowania, wręcz przeciwnie zachęcam, aby robić to jak najczęściej. Ale wybierając się gdziekolwiek w podróż, czy to do Rzymu, czy do jakiegokolwiek innego miejsca (nawet w Polsce), musimy pamiętać o swoim bezpieczeństwie. Włoskie i rzymskie władze robią wszystko, co w ich mocy, by zapewnić nam spokojne i bezpieczne urlopy, ale oszuści nie śpią. Jeśli sami nie zachowamy ostrożności, to możemy stać się łatwym celem.

Redakcja poleca

Źródło: CHILLIZET