Podróże Rozkosznego. Michał Korkosz: wgryzam się w to, co ma do zaoferowania świat
Michał Korkosz, czyli Rozkoszny, jeden z topowych kucharzy młodego pokolenia, autor książek kulinarnych, kocha podróżować, ale nie zawsze wiąże się to dla niego z odpoczynkiem. – Wiecie, nie wracam wypoczęty, tylko odświeżony – powiedział w podcaście „Zza kulis” u Maksa Behra w Chillizet. Czym są dla Rozkosznego podróże? I jakie kierunki wybiera? Do czego inspiruje go świat?
Maks Behr: Rozkoszny, ty lubisz podróżować?
Michał Korkosz: Kocham podróżować, to jest chyba jedna z moich ulubionych form wypoczynku, która nie zawsze w sumie jest wypoczynkiem, bo zazwyczaj jak jadę na przykład na jakiś city break, to plan jest dość intensywny. Zwykle uschematyzowany miejscami, w których chcę zjeść, rzeczami, które chcę spróbować. To jest tyle biegania, tyle doznawania, tyle emocji, oczywiście pozytywnych, ale wiecie, nie wracam wypoczęty, tylko odświeżony.
A gdzie najbardziej lubisz podróżować? Jaki jest twój schemat od zabukowania do wejścia do samolotu przez pojawienie się w nowym miejscu?
Michał Korkosz: Zazwyczaj powodem wyboru miejsca są wątki kulinarne. Oczywiście, obserwuję, co się dzieje na świecie, co w trawie piszczy, gdzie warto zjeść, gdzie się tworzą jakieś trendy, ciekawe koncepty, dania. Więc na pewno to jest powód, dla którego mój palec wędruje w konkretne miejsce mapy. Staram się też latać do miejsc, w których nie byłem, choć na przykład już dwa razy w tym roku byłem w Barcelonie. Akurat Barcelona zawsze jest dobrym wyborem, żeby trochę odświeżyć umysł po szarości polskiej zimy. Moje wybory to zazwyczaj kierunki europejskie, ze względu na to, że po prostu nigdy nie wiem, ile mam czasu na odcięcie się i na podróż. Więc ta Europa jest moim najczęstszym wyborem. Ale mam wielki głód i wielką chęć na podróżowanie dalej. Teraz, w kwietniu, jadę do Japonii i zawsze miałem Japonię bardzo wysoko na liście krajów, które chciałbym odwiedzić i w których chciałbym zjeść. Kultura gastronomiczna tam jest absolutnie zapierająca dach w piersiach, jak sobie to wyobrażam, bo nigdy nie byłem. Ale geneza była taka, że po prostu moja przyjaciółka napisała: „Ej, Michał, kupiłam bilety do Japonii, lecisz?”.
No właśnie, nie było się nad czym zastanawiać, zwłaszcza kiedy sakura pięknie kwitnie w kwietniu. Mój pierwszy raz w Japonii i, niestety, do tej pory ostatni, był tak objedzony, że w pewnym momencie nie wiedziałem, co się ze mną dzieje. I okazało się, że mam uczulenie na soję. A jakie inne miejsca rozkwitają kulinarnie? Gdzie warto pojechać?
Michał Korkosz: Więc na pewno Barcelona, o której wspomniałem, jest takim miejscem, które bardzo dynamicznie się rozwija kulinarnie. Na pewno Berlin. Niebawem jadę do Berlina, byłem tam dwa lata temu i już widzę, że tyle pojawiło się tam ciekawych miejsc, które chcę przetestować, że uznałem, iż czas wracać. Na pewno Madryt. W Madrycie mieszkałem kiedyś i wtedy nie było aż tak ciekawie gastronomicznie. Tam jest wiele restauracji, ale nie za wiele, powiedziałbym, współczesnych, a teraz to się zmieniło – byłem w zeszłym roku, teraz znowu chcę pojechać. Oczywiście takie miasta, instytucje gastronomiczne, jak Londyn i Paryż. One nieustannie ewoluują i nieustannie serwują ciekawe miejsca i ciekawe dania, więc to są zawsze dobre wybory na odkrywanie tego, co w trawie piszczy. I oczywiście Kopenhaga, która jest zawsze dobrym wyborem, jeśli chodzi o miejsca, których trzeba spróbować.
Czy rzeczywiście przechodzimy w Polsce jakąś transformację kulinarną?
Michał Korkosz: Na pewno kultura gastronomiczna szeroko pojęta wpływa na nas bardzo pozytywnie. Zmienia się to, jak jemy, jak myślimy o jedzeniu, kulturowo stajemy się krajem bardziej zachodnim, gdzie celebracja jedzenia, a może nie jedzenia w dużej mierze, tylko chwil jest ważna. Bo na przykład w takiej Hiszpanii restauracje same w sobie nie są aż tak istotne, to spotkanie z ludźmi jest bardziej istotne, a jedzenie tylko towarzyszy, wyjście na tapas jest tylko powodem. We Francji może jedzenie jest bardziej istotne, bo więcej się o nim mówi. Łączymy te wszystkie elementy, do tego potrzebę wychodzenia ze znajomymi. Już nie siedzimy tylko w swoich czterech kątach, tylko chcemy celebrować życie. A jedzenie jest najlepszym powodem do celebrowania życia. Więc to chyba jest najważniejsze w wspólnym jedzeniu, wspólnym biesiadowaniu. Zawsze jest to świetny temat do rozmowy i odkrywania świata. Z mojego doświadczenia wynika, że osoby, które są bardziej otwarte na próbowanie, osoby, które gotują nowe przepisy, próbują nowych dań, czy to w domu, czy w restauracjach, są bardziej wrażliwe na świat. Jest jakaś korelacja między tymi dwiema rzeczami.
Więc jeśli tak kolektywnie interesujemy się kulinariami coraz bardziej, to coraz bardziej stajemy się świadomymi obywatelami świata. Przychodzą różne trendy, można być bardziej świadomym co do znaczenia i wpływu przemysłu mięsnego, można też mieć świadomość co do różnych kultur, jedząc w poszczególnych konceptach gastronomicznych. Na przykład w Warszawie, teraz już pod inną nazwą, ale operowało takie miejsce, które nazywało się „Kuchnia konfliktu”. Zostało stworzone jako azyl, miejsce socjalizujące osoby imigranckie, które przybyły z różnych krajów objętych konfliktem zbrojnym. Do każdego ugotowanego w tym barze dania dołączona była informacja o kraju, skąd ono pochodzi i o konflikcie, który się tam toczy. W sumie ten koncept gastronomiczny był formą wymiany myśli i wczucia się w to, co się dzieje na świecie. Bo jedzenie, tak jak mówię, często jest po prostu powodem do jakiejś dyskusji. I to jest chyba w ogóle najpiękniejsze w gotowaniu.
Czy współczesny twórca kulinarny albo świadoma osoba zainteresowana kuchnią nadal łaknie chodzenia do restauracji? To może być inspirujące?
Michał Korkosz: Pomimo tego, że sam się zajmuję gotowaniem, tworzę własne przepisy, mam niesamowity głód eksplorowania tego, co gotują inni i spotykania się z ludźmi w różnych kontekstach kulinarnych. Czy to będzie elegancka restauracja z białymi obrusami, czy to będzie street food jedzony rękami na krawężniku. Wszystkiemu temu towarzyszą emocje i tematy, które zbliżają do siebie ludzi. Ja jestem człowiekiem absolutnie hedonistycznym, celebrującym życie, bo ja to życie po prostu kocham i czerpię z niego pełnymi garściami. Robię takie wielkie gryzy, wgryzając się w to, co ma do zaoferowania świat.
Źródło: CHILLIZET / Podcast "Zza kulis" / spisała i zredagowała Aleksandra Sobieraj