Stworzył "Mikołajka" i "Asteriksa". Niewiele osób wie, że ten pisarz ma polskie korzenie

3 min. czytania
Aktualizacja 31.12.2025
31.12.2025 09:59
Obserwuj nas w Google
---- ----

Genialny humorysta, który rozśmieszył cały świat, w rzeczywistości nosił w sercu bagaż trudnych doświadczeń. Zanim René Goscinny stworzył kultowe serie, musiał zmierzyć się z biedą i odrzuceniem. Odkrywamy polskie ślady w życiu ojca "Mikołajka".

Albert Uderzo oraz Rene Goscinny
fot. AF Archive/Mary Evans Picture Library/East News
--1-- ----
Z tego artykułu dowiesz się:
  • Jakie były polskie korzenie René Goscinnego?
  • Dlaczego Goscinny przeniósł się z rodziną do Buenos Aires?
  • W jaki sposób René Goscinny rewolucjonizował literaturę dziecięcą?
  • Dlaczego i gdzie postawiono pierwszy pomnik Goscinnego?

Choć jego nazwisko brzmi dla nas znajomo, niewielu fanów przygód małego urwisa z Paryża zdaje sobie sprawę, że René Goscinny – ojciec sukcesu "Mikołajka", "Asteriksa", czy "Lucky Luke’a" – był synem imigrantów z Warszawy i Chodorkowa. Poznajcie fascynującą historię człowieka, który z klasowego klauna stał się najczęściej tłumaczonym autorem we Francji, a o jego polskie korzenie upomniała się sama stolica.

Warszawskie serce i paryski talent

René Goscinny urodził się co prawda w Paryżu w 1926 roku, ale jego drzewo genealogiczne jest głęboko zakorzenione w polskiej ziemi. Jego ojciec, Stanisław Simcha Gościnny, był inżynierem chemikiem pochodzącym z Warszawy, który wyemigrował do Francji w poszukiwaniu lepszych perspektyw. Matka, Anna Bereśniak, pochodziła z Chodorkowa (dzisiejsza Ukraina) z rodziny wydawców. Co ciekawe, nazwisko autora ma bezpośrednie powiązanie z polskim przymiotnikiem "gościnny", co francuscy biografowie chętnie podkreślają jako cechę jego charakteru.

Rodzina nie zagrzała długo miejsca w Europie. Gdy René miał zaledwie dwa lata, Gościnni przenieśli się do Buenos Aires, gdzie ojciec otrzymał intratną posadę. To właśnie tam przyszły mistrz humoru przeżył swoje dzieciństwo, które później – przefiltrowane przez jego wrażliwość – stało się fundamentem przygód Mikołajka.

Redakcja poleca

Klasowy klaun, który nie chciał być "poważny"

Nauczyciele z francuskiej szkoły w Argentynie nie wróżyli mu wielkiej kariery naukowej. Zapamiętali go raczej jako „klasowego klauna”, który robił grymasy i bez przerwy rysował karykatury, by rozśmieszać kolegów. Goscinny wspominał po latach: „W wieku, kiedy dzieci chcą być pilotami czy strażakami, ja chciałem rozśmieszać”.

Niestety, sielankę przerwała tragedia. W 1943 roku nagle zmarł jego ojciec, co zmusiło siedemnastoletniego René do podjęcia pracy. Zanim został królem komiksu, zarabiał na życie w... fabryce regeneracji opon jako asystent księgowego.

Porażka u Disneya i amerykański sen (z dreszczykiem)

Po wojnie Goscinny wyruszył na podbój Nowego Jorku z ambitnym planem: chciał pracować dla Walta Disneya. Los bywa jednak przewrotny – legendarne studio nie poznało się na jego talencie, a sam Disney prawdopodobnie nigdy nawet nie dowiedział się o istnieniu młodego rysownika.

Zanim René odniósł sukces, przeżył w USA trudne chwile – bywał głodny, bezrobotny i wyzyskiwany. Aby uniknąć poboru do amerykańskiej armii, zdecydował się wrócić do Francji i odbyć służbę wojskową w 141. Alpejskim Batalionie Piechoty. Tam szybko odkryto jego talent i mianowano go oficjalnym ilustratorem pułku.

Redakcja poleca

Rewolucja w świecie dziecięcej wyobraźni

Prawdziwy przełom nastąpił po powrocie do Paryża i poznaniu rysowników takich jak Albert Uderzo czy Jean-Jacques Sempé. Goscinny, choć zaczynał jako rysownik, szybko zrozumiał, że jego prawdziwą siłą jest słowo. To on nadał "Lucky Luke’owi" jego charakterystyczny, ironiczny humor i powołał do życia nieugiętych Gallów.

Seria o Mikołajku, tworzona wspólnie z Sempé, zrewolucjonizowała literaturę dziecięcą. Goscinny odszedł od sztywnego dydaktyzmu na rzecz narracji z perspektywy dziecka, pełnej humoru i trafnych spostrzeżeń o świecie dorosłych. Sukces był oszałamiający – dziś Goscinny znajduje się w pierwszej dwudziestce najczęściej tłumaczonych pisarzy świata, wyprzedzając popularnością takich gigantów jak Dickens czy Tołstoj.

Absurdalna śmierć i warszawski pomnik

René Goscinny zmarł tak, jakby sam napisał ten scenariusz – w sposób nagły i niemal groteskowy. 5 listopada 1977 roku, w wieku zaledwie 51 lat, doznał ataku serca podczas rutynowego testu wysiłkowego na rowerze stacjonarnym w gabinecie kardiologa.

Mimo że większość życia spędził na emigracji, Polska o nim nie zapomniała. W 2013 roku w Warszawie, przy ul. Walecznych, odsłonięto jego popiersie – był to pierwszy pomnik Goscinnego na świecie. W uroczystości brała udział jego córka, Anne, która do dziś dba o spuściznę ojca i podkreśla jego silną więź z polsko-żydowskimi korzeniami.

Czy wiesz, że...

Goscinny osobiście sprawdzał przekłady swoich książek na języki, które znał (mówił płynnie po francusku, hiszpańsku i angielsku), dbając, by jego unikalny humor nie "wyparował" w tłumaczeniu.

Redakcja poleca

Źródło: CHILLIZET